Strona główna \ Polityka \ Rozruchy po śmierci imigranta

Rozruchy po śmierci imigranta

Czwartek, 09 Września 2010

Szef policji z Los Angeles Charlie Beck apelował o zachowanie spokoju i obiecał przeprowadzić intensywne dochodzenie w sprawie śmierci pijanego robotnika zastrzelonego przez policjanta.

 

Apel nie trafił do demonstrantów, którzy wypełnili ulice prowadzące do komisariatu policji w pobliżu śródmieścia miasta. Jedni z zapalonymi świeczkami w dłoniach modlili się, inni obrzucali komisariat kamieniami, butelkami i jajkami.

 

We wtorek aresztowano 22 osoby, głównie za odmowę rozejścia się.

 

W niedzielę po południu imigrant z Gwatemali 37-letni Manuel Jamines został zastrzelony przez policjanta w pobliżu parku MacArthur, w ubogiej dzielnicy zamieszkiwanej przez nowych imigrantów z Ameryki Środkowej.

 

W niedzielę przechodzień zatrzymał patrol policjantów na rowerach i prosił o interwencję w sprawie mężczyzny grożącego ludziom nożem.

 

Policjanci dotarli do wskazanego miejsca. W językach hiszpańskim i angielskim polecili położyć na ziemi nóż. Jamines uniósł nóż w górę i rzucił się na policjanta Franka Hernandeza.

 

Z zeznań sześciu świadków cywilnych, dziewięciu policjantów i dwóch strażaków wynika, że Hernandez znalazł się w bezpośrednim zagrożeniu. Wówczas to oddał do napastnika dwa strzały.

 

Wiadomość o śmierci Jaminesa rozeszła się lotem błyskawicy. Już od rana następnego dnia pod komisariat przybyli pierwsi demonstranci. Zaczęto ciskać butelkami. Trzech policjantów odniosło niegroźne obrażenia. Za podżeganie do rozruchów aresztowano 4 osoby.

 

Żona Jaminesa i troje dzieci w wieku 13, 8 i 6 lat mieszkają w Mazatenango w Gwatemali. Do USA Jamines przyjechał 6 lat temu. Pracował jako "day laborer" przyjmując każde zajęcie. Większość czasu spędzał czekając na ofertę pracy na parkingu Home Depot.

 

Jego kuzyn Juan Jaminez mówi o zmarłym jako o ciężko pracującym człowieku, który w weekend lubił się napić. Jest zdania, że zamiast strzelać do pijanego policjanci powinni go obezwładnić. Podobne opinie wyrażają inni ludzie z jego dzielnicy, lecz nie wszyscy. "To, co się tu stało, jest złe, jeszcze gorsze są głupie demonstracje. Nie jesteśmy w swoim kraju, mamy tu dość problemów, więc nie powinniśmy stwarzać nowych", mówi meksykańska imigrantka Juana Neri.

 

1 maja 2007 roku w tym samym parku doszło do starcia między policją a uczestnikami marszu na rzecz praw imigrantów. Kilkudziesięciu demonstrantów i reporterów odniosło obrażenia. Policja twierdzi, że rozruchy wywołało kilku agitatorów, którzy zaczęli rzucać kamieniami w funkcjonariuszy, odpowiedziałnych za utrzymanie ładu.

(LAT – eg)

 
 
Supported by oelsnet
Alliance Printers & Publishers, Inc
5711 N. Milwaukee Ave
Chicago, IL 60646-6215


Copyright © 2009. Alliance Printers & Publishers, Inc. All Rights Reserved.