Leiby Kletzky był radosnym chłopcem, którego nie można było nie lubić. Mieszkał z rodzicami i czwórką rodzeństwa w Borough Park, nowojorskiej dzielnicy, która uważana jest za jedną z najbezpieczniejszych w mieście (jest częścią Brooklynu). Jej rezydentami są głównie Żydzi i to ortodoksyjni. Chasydami byli też Kletzky’owie.
Od początku lipca Leiby uczestniczył w dziennym obozie dla dzieci, Boyan Day Camp, przy 44th Street w pobliżu 12th Avenue na terenie dzielnicy, w której mieszkał. Feralnego dnia, poniedziałkowym popołudniem, wyszedł z obozu sam. Po raz pierwszy w życiu. Do tej pory wsiadał w autobus szkolny, który przywoził go pod dom. Tym razem rodzice mieli jakieś spotkanie na mieście, więc zdecydowali, że w ramach usamodzielniania się Leiby przejdzie piechotą stosunkowo krótki odcinek, do skrzyżowania 13th Avenue i 50th Street, gdzie mieli na niego czekać. W drodze chłopiec w tajemniczy sposób zaginął. Gdy nie pojawił się o wyznaczonej porze, matka zadzwoniła do Boyan Day Camp. Tam dowiedziała się, że jej syn opuścił miejsce około 5.00 po południu. Zdenerwowana, natychmiast udała się na posterunek policji. Wiadomość o zaginięciu chłopca rozprzestrzeniła się lotem błyskawicy po okolicy. W poszukiwania, poza policją, zaangażowała się ogromna grupa wolontariuszy, którzy do Borough przybyli nawet z New Jersey. Nieco później dołączyli i agenci FBI. Wszyscy przez całą noc przeczesywali okoliczne podwórka, przydomowe ogródki i miejsca, gdzie prawdopodobnie mógł znajdować się Leiby. Bez sukcesu.
– Zazwyczaj tego typu sprawy rozwiązywane są w kilka godzin. W tym przypadku mogło dojść do porwania. Mamy nadzieję jednak, że tak nie było – mówił Jacob Daskal, członek ochotniczego patrolu cywilnego Shomrin.
Następnego dnia po całym mieście zostały rozwieszone plakaty z podobizną Leiby’ego. Za jakiekolwiek informacje na jego temat rodzice chłopca i przyjaciele zaoferowali 100 tys. dolarów nagrody.
– To niezwykłe. Pieniądze napływają szybkim strumieniem. Nieznajomi, głównie ludzie biznesu z lokalnej społeczności, chcą w ten sposób okazać swą troskę. Zaczynaliśmy od pięciu tysięcy dolarów. Już po kilku godzinach suma była kilkakrotnie wyższa. Oby tylko to przyniosło skutek – mówił Hikind.
Policja szybko trafiła na ślad potencjalnego porywacza. Kamera śledząca przebieg wydarzeń na ulicach zarejestrowała Leiby’ego, jak w okolicy 45th Street i Dahill Road kroczył za mężczyzną z brodą, który ubrany był w białą koszulę i ciemne spodnie.
– W jednej chwili stoi sam. W drugiej – jakiś mężczyzna przechodzi przez jezdnię i idzie w jego kierunku. Następnie chłopiec podąża za nim ulicą Dahill. Nie jest pewne, czy para wymieniła jakiekolwiek słowa – relacjonował rzecznik prasowy NYPD, Paul Browne.
Na koniec konferencji prasowej ujawnił, że mężczyzna z nagrania wsiadł do samochodu „prawdopodobnie marki japońskiej” w kolorze złotym (później okazało się, że była to honda Civic) i odjechał w nieznanym kierunku.
– Nie wiemy na pewno, czy Leiby wsiadł do auta czy nie – powiedział Browne.
Wkrótce mężczyznę zidentyfikowano. Okazał się nim 35-letni Levi Aron.
Piotr Szymański