Wtorek, 26 Lipca 2011

Wystarczy pooglądać przez chwilę dowolny kanał amerykańskiej telewizji, by zrozumieć, że producenci niektórych reklam adresują swoje wypociny do ludzi, których uważają za kompletnych idiotów. Dotyczy to szczególnie reklam oferujących jakieś zupełnie bezużyteczne urządzenia, zwykle określane jako „cudowne”, a wyprodukowane niemal zawsze w jakiejś ciemnej, chińskiej piwnicy, gdzie pracuje za nędzne grosze tłamszony przez komunę proletariat.
Najpierw na naszych oczach odbywa się kompletnie sfałszowana prezentacja oferowanego do sprzedaży produktu na forum „spontanicznie zebranych” widzów, którzy zachwycają się tym bzdetem i wychwalają go pod niebiosa. „Gospodyni domowa” twierdzi, że jeszcze nigdy przedtem nie widziała tak skutecznego środka do wywabiania plam, a „szef kuchni znanej restauracji” zarzeka się, że zestaw jakichś tam noży to ósmy cud świata, z którym już się nigdy nie rozstanie.
Prezenterzy kroją, piorą, gotują, piłują lub robią jeszcze coś innego, byle tylko udowodnić, że ich produkt jest wspaniały. Jednak część dla prawdziwych baranów następuje dopiero na samym końcu reklamy, kiedy przychodzi do konkretnej oferty zakupienia chińskiej tandety. Wtedy pojawia się na ekranie cena wraz z numerem telefonu, pod który trzeba zadzwonić, i to jak najszybciej, żeby jeszcze zdążyć, zanim skończy się niezwykle atrakcyjna „limited offer”. Podekscytowany niemal erotycznie komentator mówi nam, że za jedyne $9,99 można kupić coś, co naprawdę warte jest stówę albo jeszcze więcej, choć nigdy nie ma żadnego wyjaśnienia sposobu szacowania realnej wartości tych artykułów.
Zaraz potem reklama zbacza w kierunku totalnej głupawki, bo mówi się nam, że jeśli zadzwonimy „w ciągu następnych 10 minut”, oferta zostanie podwojona, choć cena pozostanie ta sama.
Przed kilkoma laty donosiłem w tym miejscu, że z pobudek sadomasochistycznych zadzwoniłem kiedyś – ot tak, dla jaj – na wyświetlony na ekranie numer, udając, że chcę zamówić oferowany do sprzedaży zestaw narzędzi ogrodniczych, tyle że miałem dostać dwa zestawy, jeśli zadzwonię „w ciągu następnych 5 minut”.
Panienka po drugiej stronie drutu zaczęła przyjmować zamówienie, ale ja przerwałem jej i zapytałem, czy zadzwoniłem w ciągu wymaganych 5 minut. Po chwili skonsternowanej ciszy usłyszałem, że jak najbardziej zmieściłem się w wyznaczonym czasie i będę tym szczęśliwcem, który dostanie dwa zestawy sekatorów z Szanghaju.
Andrzej HeydukPełna wersja artykułu w aktualnym wydaniu Kalejdoskopu nr 30.