Wtorek, 26 Lipca 2011
Brytyjska wokalistka Amy Winehouse uważana była przez krytyków za jedną z najciekawszych i najbardziej utalentowanych gwiazd współczesnej muzyki. Niestety, talent ów nigdy już w pełni się nie rozwinie, bo policja londyńska znalazła 27-letnią Amy martwą w jej własnym domu...

Winehouse dołączyła do tragicznego klubu „27”, czyli tych artystów estrady, którzy rozstali się z życiem właśnie w 27. roku życia. Przed nią byli Jimi Hendrix, Jim Morrison z zespołu „The Doors”, Janis Joplin, Kurt Cobain z „Nirvany” i Brian Jones, z „Rolling Stones”. Wszyscy zmarli w taki czy inny sposób z powodu przedawkowania narkotyków i alkoholu.
Jak zwykle w tego rodzaju przypadkach, media pełne są dziś przeróżnych rozważań na temat destrukcyjnego działania sławy i pieniędzy, braku wsparcia ze strony przyjaciół i rodziny, powolnego osuwania się młodych ludzi w przepaść, itd. Prawdą jest jednak również to, że w klubie „27” nikt nie musi się znaleźć i że każda osoba sama odpowiada za swój los. Amy próbowali pomagać różni ludzie, ale okazało się to po prostu niemożliwe.
To, że Amy Winehouse zmierzała w kierunku jakiejś katastrofy, było dla wszystkich oczywiste od paru lat. Jej własna matka powiedziała w wywiadzie udzielonym w ubiegłym roku, że byłaby zdziwiona, gdyby jej córka przeżyła więcej niż trzy lata. Jej związek i krótkotrwałe małżeństwo z Blake’em Fielder-Civilem, narkomanem i alkoholikiem, stał się wstępem do wszystkiego tego, co wydarzyło się potem. W 2009 roku doszło do rozwodu, ale w pewnym sensie było już za późno – Amy pogrążała się coraz bardziej w otchłań narkomanii i alkoholizmu. Paliła też przerażająco dużo papierosów. W 2008 roku jej ojciec przyznał, że wokalistka cierpiała na rozedmę płuc, które wydolne były w zaledwie 70%.
Wszystko to zaczęło dramatycznie wpływać na karierę Winehouse. Po wydaniu jej zdecydowanie najlepszego albumu pt. „Back to Black” w roku 2006, który przyniósł jej niemal natychmiastową sławę, dalsza działalność estradowa zaczynała być coraz bardziej problematyczna. Piosenkarka od czasu do czasu poddawała się kuracjom odwykowym, które jednak nigdy nie kończyły się sukcesem.
Upadek gwiazdy dosięgnął zenitu z chwilą, gdy 18 czerwca tego roku pojawiła się na scenie w Belgradzie. Był to jej pierwszy koncert w ramach europejskiego tournée. Miał to też być jej wielki powrót do czynnej działalności artystycznej po dłuższym okresie leczenia odwykowego. Niestety, okazało się bardzo szybko, że było to leczenie całkowicie nieskuteczne.
Krzysztof M. KucharskiPełna wersja artykułu w aktualnym wydaniu Kalejdoskopu nr 30.