Arthur Gerald Jones, były chicagowski broker, który zniknął z powierzchni ziemi w 1979 r. i został oficjalnie uznany za zmarłego 7 lat później, został właśnie odnaleziony w Las Vegas. Przez cały ten czas zmieniał tożsamość i miejsca zamieszkania. W Mieście Grzechu osiedlił się na stałe w 1988 r. pod fałszywym nazwiskiem, pracując w kasynie i oddając się przyjemnościom życia...
Podejrzane zniknięcie
Jones był prominentnym finansistą. Zasiadał w Chicago Board of Trade. Wysokie dochody pozwoliły mu na utrzymanie okazałej rezydencji w bogatym Highland Park, gdzie mieszkał z żoną Joanne Esplin i trójką małych dzieci. 11 maja 1979 r. wyszedł z domu, by coś załatwić na poczcie, i już nie wrócił. Wtedy widziano go żywego po raz ostatni. Od tego czasu nigdy nie kontaktował się już z rodziną ani z przyjaciółmi. Co prawda wszczęte przez Federalne Biuro Śledcze (FBI) śledztwo nie przyniosło żadnych konkretnych ustaleń, ale agenci uznali zniknięcie mężczyzny za wielce podejrzane. Przedstawili nawet prawdopodobne rozwiązanie. Otóż ustalili między innymi, że Jones był nałogowym hazardzistą, który w pewnym momencie tak bardzo się zadłużył, iż nie był w stanie oddać pieniędzy. Tylko w jednym zakładzie, o wynik meczu koszykówki, potrafił przegrać 30 tysięcy dolarów. Prawdopodobnie miał powiązania z mafią, od której pożyczał kasę na wysoki procent. Tezę tę zdawały się potwierdzać zeznania Esplin. Ujawniła ona, że mąż sfałszował jej nazwisko, by uzyskać drugą pożyczkę na dom rodzinny i spłacić osobiste długi, będące wynikiem hazardu.
Grażyna Sobkowiak
Pełna wersja artykułu w aktualnym wydaniu Kalejdoskopu nr 31