2 grudnia 1943 roku 105 Junkersów Ju-88 z „Luftflotte 2” zaatakowało i zbombardowało – co było kompletnym zaskoczeniem dla aliantów – port w Bari na samym południu włoskiego „buta”, zatapiając 17 statków sprzymierzonych, w tym także dwa polskie: SS „Puck” i SS „Lwów”. Bombardowanie, które trwało niecałą godzinę i wyłączyło port z akcji do lutego następnego roku, nazwano „małym Pearl Harbor”. Z pewnych przyczyn rządy brytyjski i amerykański nie chciały ujawnić, co było przyczyną ogromu strat..
Port w Bari nie miał właściwie żadnej obrony przeciwlotniczej; dywizjony myśliwskie RAF-u zajmowały się osłoną nie portu a bombowców latających nad północnymi Włochami i Jugosławią. Artylerii przeciwlotniczej też prawie nie było. Dlaczego? Otóż Brytyjczycy uznali, że Luftwaffe we Włoszech jest zbyt słaba, by móc przeprowadzić jakiś poważniejszy atak. Po południu 2 grudnia, a więc tuż przed atakiem, dowódca 1 Taktycznego Skrzydła RAF-u, generał Arthur Coningham oświadczył na konferencji prasowej, że Niemcy już przegrały wojnę w powietrzu. Powiedział między innymi, że będzie uważał za osobisty afront twierdzenie, że Luftwaffe jest w stanie przeprowadzić jakąkolwiek akcję na obszarze zajmowanym przez 8. Armię Brytyjską. Jego oświadczenie było o tyle niezgodne z rzeczywistością, że Niemcy zdołali zbombardować w ciągu minionych miesięcy czterokrotnie port w Neapolu i zaatakować inne ważne cele w basenie Morza Śródziemnego.
2 grudnia w porcie w Bari – mieście zamieszkałym przez ponad 250 tysięcy ludzi – znajdowało się trzydzieści amerykańskich, brytyjskich, polskich, norweskich i holenderskich statków. Port był oświetlony, a prace przeładunkowe prowadzono na pełnych obrotach, bowiem ważniejsza od wszystkiego była „bitwa o Rzym”. Tegoż dnia, ale nieco wcześniej, nad portem pojawił się samotny Messerschmitt Me 210 z pilotem Wernerem Hahnem za sterami. Rekonesans wypadł pomyślnie, a meldunek Hahna spowodował, że „Uśmiechnięty Albert”, jak powszechnie nazywano marszałka Kesselringa, głównodowodzącego siłami niemieckimi we Włoszech, rozkazał przeprowadzenie natychmiastowego nalotu. Kesselring i jego sztabowcy planowali wcześniej atak bombowy na kompleks lotnisk alianckich wokół Foggii, ale Luftwaffe nie miała wystarczających sił, by zaatakować jednocześnie kilka celów. Wolfram von Richthofen – dowodzący Luftflotte 2 – zaproponował w zamian Bari. Richthofen był przekonany, że uszkodzenie urządzeń przeładunkowych i nabrzeży portowych może w poważny sposób spowolnić postępy 8. Armii brytyjskiej. Powiedział Kesselringowi, że jedyne samoloty, jakimi dysponuje, to Junkersy Ju 88 A-4. W danym momencie Luftflotte 2 miała jedynie 105 takich samolotów.
Bombowce miały startować z lotnisk we Włoszech, ale Richthofen postanowił wyprowadzić aliantów w pole. Pilotom Ju 88 kazano lecieć najpierw na wschód, nad Adriatyk, tam skręcić na południe i na zachód tak, by przeciwnik myślał, że nalotu dokonały samoloty z baz w okupowanej Jugosławii. Miało to zapobiec ewentualnym uderzeniom odwetowym na lotniska niemieckie w północnych Włoszech.
Piotr Domaradzki
Pełna wersja artykułu w aktualnym wydaniu Kalejdoskopu nr 32