Agencja NASA od pewnego czasu prowadzi supertajne eksperymenty z bombowcem zupełnie nowej klasy. Jest to maszyna bardziej przypominająca rakietę niż samolot. Problem w tym, że poza garstką wtajemniczonych nikt tego jeszcze nie widział, a oba przeprowadzone jak dotąd testy zakończyły się kompletnym fiaskiem...
Falcon HTV-2 jest maszyną o imponujących parametrach. Ten bezzałogowy bombowiec może podróżować z prędkością 20 tysięcy kilometrów na godzinę, a zatem mógłby pokonać trasę z Londynu do Sydney w ciągu niespełna godziny. W zasadzie może dotrzeć do każdego, dowolnie wybranego zakątka ziemi w ciągu 60 minut. I o to właśnie chodziło wojskowym, którzy chcą mieć możliwość dokonywania ataków bombowych gdziekolwiek i błyskawicznie. Ponadto HTV-2 jest w zasadzie szybowcem, bo po odłączeniu się od rakiety nośnej nie jest napędzany żadnym silnikiem.
Niestety dotychczasowe testy tego niezwykłego samolotu wypadły na tyle źle, że dalsze prace nad rozwojem maszyny mogą być zagrożone. W kwietniu 2010 roku odbył się pierwszy test Falcona. W pierwszej fazie lotu rakieta wyniosła samolot z bazy Vanderberg w Kalifornii w górne warstwy atmosfery. Po odłączeniu się od rakiety Falcon HTV-2 miał wejść w lot ślizgowy nad Pacyfikiem, w trakcie którego miał przeprowadzić serię manewrów sprawdzających jego zdolności manewrowe w warunkach olbrzymich prędkości. Jednak tuż po odłączeniu się od rakiety Falcon przepadł bez śladu – utracono z nim łączność i nie wiadomo, co się z nim stało. Drugi test, przeprowadzony przed kilkunastoma dniami, miał w zasadzie ten sam scenariusz i zakończył się niestety dokładnie tym samym wynikiem. Ponownie łączność z samolotem została przerwana tuż po jego odłączeniu się od rakiety i przypuszcza się, że maszyna uległa kompletnej dezintegracji.
Krzysztof M. Kucharski
Pełna wersja artykułu w aktualnym wydaniu Kalejdoskopu nr 33