<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/">
    <channel>
        <atom:link href="https://www.dziennikzwiazkowy.com/rss/articles/pl" rel="self" type="application/rss+xml" />
        <title><![CDATA[ Najnowsze artykuły - Dziennik Związkowy ]]></title>
        <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykuly</link>
        <description><![CDATA[Czytaj najnowsze artykuły w naszym portalu.]]></description>
        <language>pl</language>
        <copyright><![CDATA[Dziennik Związkowy]]></copyright>
        <lastBuildDate>Sat, 13 Jun 2026 10:39:00 -0500</lastBuildDate><item>
            <title><![CDATA[MŚ 2026 - Marciniak sędzią meczu Argentyny z Algierią]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139716,ms-2026-marciniak-sedzia-meczu-argentyny-z-algieria</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139716,ms-2026-marciniak-sedzia-meczu-argentyny-z-algieria</guid>
            <pubDate>Sat, 13 Jun 2026 10:39:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-ms-2026-marciniak-sedzia-meczu-argentyny-z-algieria-1781365529.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Szymon Marciniak został wyznaczony do prowadzenia jako arbiter główny meczu piłkarskich mistrzostw świata Argentyna - Algieria. Spotkanie grupy J odbędzie się w Kansas City we wtorek 16 czerwca o godz. 8 p.m. czasu chicagowskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Asystentami Marciniaka na liniach będą Tomasz Listkiewicz oraz Adam Kupsik, natomiast sędzią technicznym - Campbell-Kirk Kawana-Waugh z Nowej Zelandii.</p><p>To trzeci turniej tej rangi w karierze Marciniaka, który sędziował także podczas mundiali w Rosji w 2018 i w Katarze w 2022 roku. Cztery lata temu prowadził finał, w którym Argentyna pokonała Francję w rzutach karnych. Łącznie był dotychczas arbitrem głównym w pięciu spotkaniach MŚ.</p><p>45-latek z Płocka sędziował także trzy mecze Euro 2016 we Francji i dwa mecze Euro 2024 w Niemczech. (PAP)</p><p>&nbsp;</p><p><br><br>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Zamach na króla reggae]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139592,zamach-na-krola-reggae</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139592,zamach-na-krola-reggae</guid>
            <pubDate>Sat, 13 Jun 2026 09:00:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-zamach-na-krola-reggae-1781028141.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Przez wiele lat pochodzący z Jamajki Bob Marley, wraz ze swoją grupą The Wailers, był największą i znaną na całym świecie gwiazdą muzyki reggae. I choć nie trzeba go nikomu przedstawiać, rzadko kiedy ludzie zdają sobie sprawę z tego, jak głęboki i wielowymiarowy był jego wpływ na współczesną kulturę. Dla wielu jest po prostu „królem reggae” – uśmiechniętym człowiekiem z gitarą w dłoniach i papierosem w ustach, którego twarz zdobi miliony koszulek na całym świecie. Jednak sprowadzenie Marleya jedynie do ikony popkultury czy propagatora palenia marihuany to ogromne uproszczenie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Robert Nesta Marley był przede wszystkim prorokiem uciśnionych – rewolucjonistą walczącym słowem, który za pomocą muzyki potrafił jednoczyć zwaśnione narody. Kluczowym momentem w jego życiu było przystąpienie do rastafarianizmu – ruchu religijno-filozoficznego, który głosił powrót Czarnoskórych do Afryki, odrzucenie zachodniego materializmu oraz pokój i miłość. Rastafarianizm dał Marleyowi nie tylko duchowy fundament, ale też potężny oręż tekstowy. Jego piosenki przestały być zwykłymi utworami o miłości, a stały się uduchowionymi hymnami wolności.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Rzecznik Trzeciego Świata</strong></p><p>Marley urodził się 6&nbsp;lutego 1945 roku w małej jamajskiej wiosce Nine Mile. Jego pochodzenie od samego początku skazywało go na wewnętrzne rozdarcie i poszukiwanie własnego miejsca na ziemi. Był synem Norvala Marleya, białego brytyjskiego oficera marynarki, oraz Cedelli Booker, czarnoskórej Jamajki. Ojciec szybko opuścił rodzinę, a młody Bob, jako Mulat (nazywany na Jamajce <i>bad card</i> lub <i>half-caste</i>), zmagał się z odrzuceniem zarówno ze strony społeczności czarnoskórej, jak i białej. To doświadczenie wyobcowania ukształtowało jego niezwykłą wrażliwość na niesprawiedliwość społeczną i rasizm.</p><p>W poszukiwaniu lepszego życia nastoletni Bob wraz z matką przeniósł się do Trenchtown – nędznych slumsów stolicy Jamajki, Kingston. Trenchtown było miejscem pełnym przemocy, biedy i beznadziei, ale jednocześnie tętniło muzyczną energią. To tam, na ulicach pełnych pyłu i politycznych napięć, Marley uczył się życia, a ucieczkę od brutalnej rzeczywistości znalazł w muzyce.</p><p>Na początku lat 60., wspólnie z przyjaciółmi – Bunnym Wailerem i Peterem Toshem – założył grupę The Wailers. Początkowo ich styl opierał się na energetycznej muzyce zwanej <i>rocksteady</i>, jednak z czasem tempo zwolniło, bas stał się głębszy, a teksty bardziej zaangażowane. W ten sposób narodziło się klasyczne reggae. Przełomem międzynarodowym okazał się kontrakt z wytwórnią Island Records i albumy „Catch a Fire” oraz „Burnin’&nbsp;”. Utwory takie jak „Get Up, Stand Up” czy „I Shot the Sheriff” (który zyskał gigantyczną popularność również dzięki wykonaniu tego utworu przez Erica Claptona) sprawiły, że świat usłyszał o Jamajce i jej rewolucyjnym rytmie.</p><p>Marley stał się głosem ludzi z marginesu i rzecznikiem Trzeciego Świata. W swoich tekstach bezkompromisowo punktował korupcję polityków, brutalność policji i kolonialne dziedzictwo. Co ciekawe, jego muzyka miała niesamowitą właściwość: potrafiła przekazywać najtrudniejsze, rewolucyjne treści w opakowaniu tak melodyjnym i chwytliwym, że śpiewał je cały świat.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Atak</strong></p><p>Status Marleya na Jamajce urósł do rangi niemal mesjańskiej, co niosło za sobą ogromne niebezpieczeństwo. 20&nbsp;grudnia 1976 roku doszło do dramatycznych wydarzeń. W tym dniu, na dwa dni przed koncertem, Bob Marley i jego zespół robili próbę w domu artysty przy 56&nbsp;Hope Road w Kingston. Atmosfera była napięta, krążyły plotki o planowanym zamachu, ale Marley, ufając swojej misji, nie zdecydował się na ucieczkę czy ukrywanie się. Około godziny 20.30 do posiadłości wtargnęło kilku uzbrojonych mężczyzn. Napastnicy nie byli amatorami – działali szybko i bezwzględnie. Rita Marley, żona Boba, została postrzelona w głowę, gdy próbowała odjechać samochodem z dziećmi. Cudem przeżyła, gdyż kula utknęła między kośćmi czaszki, nie uszkadzając mózgu. Don Taylor, menedżer Marleya, został trafiony pięcioma kulami. Także przeżył, co lekarze później nazwali medycznym cudem. Sam Marley został trafiony w klatkę piersiową i ramię. Kula przeszła tuż obok serca i utkwiła w lewym ramieniu. Napastnicy uciekli, pozostawiając za sobą chaos i krew.</p><p>By dokładnie zrozumieć, dlaczego doszło do tego napadu, trzeba wyjaśnić panującą wtedy na Jamajce sytuację. Partia zwana People’s National Party (PNP) pod wodzą premiera Michaela Manleya była ugrupowaniem o profilu demokratyczno-socjalistycznym i utrzymywała dobre kontakty z rządzoną przez Fidela Castro Kubą. Natomiast Jamaica Labour Party (JLP), kierowana przez Edwarda Seagę, była konserwatywna, proamerykańska i cieszyła się poparciem CIA. Kingston stało się wtedy polem bitwy. Getta, takie jak Trenchtown, zostały podzielone na strefy wpływów, kontrolowane przez uzbrojone gangi lojalne wobec jednej lub drugiej partii. Przemoc była codziennością, a głosowanie na niewłaściwego kandydata w danej dzielnicy mogło skończyć się śmiercią.</p><p>W tym chaosie Bob Marley był postacią niezwykłą. Choć oficjalnie apolityczny jako rastafarianin, jego ogromna popularność sprawiała, że każda ze stron chciała zyskać jego poparcie. Kiedy Marley zgodził się wystąpić na darmowym koncercie „Smile Jamaica”, mającym na celu złagodzenie napięć społecznych, sytuacja stała się krytyczna. Premier Manley ogłosił wybory parlamentarne tuż po planowanym terminie koncertu, co sprawiło, że JLP uznało występ Marleya za jawne poparcie dla PNP.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Jedna Miłość</strong></p><p>Mimo ran i ogromnego szoku Marley nie wycofał się. Dwa dni po ataku, 22&nbsp;grudnia, stanął na scenie w National Heroes Park przed 80-tysięcznym tłumem. Jego występ trwał 90&nbsp;minut, choć początkowo miał zaśpiewać tylko jedną piosenkę. Kiedy zapytano go, dlaczego zdecydował się wystąpić mimo zagrożenia życia, odpowiedział słowami, które przeszły do historii: „Ludzie, którzy starają się uczynić ten świat gorszym, nie biorą wolnego. Dlaczego ja miałbym to robić?”.</p><p>Podczas koncertu Marley pokazał swoje rany tłumowi, co było aktem niespotykanej odwagi i determinacji. Był to jednak również moment, w którym muzyk zrozumiał, że Jamajka stała się dla niego zbyt niebezpieczna. Zaraz po koncercie wyjechał na emigrację do Londynu, gdzie spędził kolejne lata, nagrywając swoje główne dzieło – album pt. „Exodus”.</p><p>Atak na Hope Road zmienił Marleya na zawsze. Z radosnego chłopaka z getta stał się prorokiem o zacięciu politycznym. Wydarzenie to bezpośrednio wpłynęło na dojrzałość jego tekstów. Piosenki takie jak „Ambush in the Night” z albumu „Survival” (1979) wprost odnoszą się do tamtej nocy.&nbsp;</p><p>Punktem kulminacyjnym tej historii nie był jednak sam atak, lecz powrót Marleya na Jamajkę w 1978 roku na koncert „One Love Peace”. To wtedy dokonał czegoś niemal niemożliwego: na scenie, w obecności tysięcy ludzi, zmusił do podania sobie rąk przez dwóch śmiertelnych wrogów politycznych – Michaela Manleya i Edwarda Seagi. Był to gest symboliczny, który na chwilę wstrzymał rozlew krwi, choć nie zakończył problemów wyspy.</p><p>Zamach z 1976 roku był próbą uciszenia głosu, który stał się zbyt głośny i zbyt niewygodny dla tych, którzy żerowali na podziałach. Paradoksalnie jednak kule, które miały zabić Marleya, uczyniły go nieśmiertelnym. Udowodniły, że jego przesłanie o „Jednej Miłości” (One Love) nie było pustym sloganem, ale ideą, za którą był gotów zginąć. Dziś 56&nbsp;Hope Road to muzeum, a ślady po kulach na ścianach wciąż przypominają o nocy, w której muzyka starła się z brutalną polityką.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Zamachowcy</strong></p><p>Tożsamość zamachowców i ich mocodawców do dziś pozostaje przedmiotem debaty i teorii spiskowych. Oficjalne śledztwo nigdy nie przyniosło jednoznacznych odpowiedzi. Istnieją trzy główne teorie.&nbsp;</p><p>Po pierwsze, atak mógł być motywowany politycznie. Zgodnie z tą tezą za atakiem stali zwolennicy Edwarda Seagi, którzy chcieli powstrzymać koncert wspierający (w ich mniemaniu) partię rządzącą. Spekulowano również o udziale CIA, która obawiała się wpływów Marleya i socjalistycznych tendencji na wyspie.&nbsp;</p><p>Zgodnie z drugą teorią mogło chodzić o porachunki hazardowe. Don Taylor był znany z długów zaciąganych w wyniku uprawiania hazardu i niektórzy twierdzili, że atak był ostrzeżeniem lub zemstą gangów, którym Taylor był winien pieniądze.&nbsp;</p><p>Wreszcie po trzecie, mogło chodzić o wojnę między gangami. Możliwe, że lokalni liderzy getta poczuli się pominięci lub zdradzeni przez Marleya, który – stając się globalną ikoną – stracił bezpośredni kontakt z brutalną hierarchią gangsterską Kingston. Co ciekawe, legenda głosi, że Marley wiedział, kto strzelał, ale zgodnie ze swoją filozofią odmówił współpracy z policją i nie szukał zemsty. Niektórzy świadkowie twierdzili później, że sprawcy zostali „osądzeni” przez samo getto w ramach ulicznej sprawiedliwości.</p><p>Jeśli chodzi o ewentualne uczestnictwo agentów CIA w tych wydarzeniach, oficjalnie nigdy nie udowodniono, że agencja stała za zamachem na Boba Marleya. Istnieją jednak pewne poszlaki. USA (w tym CIA) obawiały się, że Jamajka stanie się „drugą Kubą”. Istnieją odtajnione dokumenty oraz relacje byłych agentów (np. Philipa Agee) potwierdzające, że CIA prowadziła w tym czasie operację destabilizacji rządu Manleya, m.in. poprzez potajemne wspieranie opozycji, dostarczanie broni i finansowanie lokalnych gangów powiązanych z JLP.</p><p>Marley starał się być apolityczny, ale zgodził się wystąpić na wspomnianym koncercie w 1976 roku, co premier Manley sprytnie wykorzystał i tuż przed imprezą ogłosił przyspieszone wybory parlamentarne. Dlatego właśnie koncert ten zaczął być postrzegany jako wiec poparcia dla partii rządzącej. Dla bojówek powiązanych z opozycyjną JLP Marley stał się celem.&nbsp;</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Teoria spiskowa</strong></p><p>Choć bezpośrednimi wykonawcami ataku byli jamajscy gangsterzy z Tivoli Gardens (bastionu JLP), podejrzenia wobec CIA opierają się na kilku relacjach. Taylor twierdził w autobiografii, że był obecny na „sądzie kapturowym”, jaki muzycy zorganizowali później w przypadku jednego z pojmanych niedoszłych zabójców. Przed egzekucją zamachowiec miał wyznać, że broń i kokainę na tę akcję otrzymali od ludzi powiązanych z CIA w zamian za zabicie Marleya. Ponadto Lee Lew-Lee (były członek Czarnych Panter i znajomy Marleya) twierdził, że tuż po zamachu, gdy Marley ukrywał się w Górach Błękitnych, odwiedził go Carl Colby – syn ówczesnego dyrektora CIA, Williama Colby’ego. Pojawił się tam jako „filmowiec”. Wielu uznało to za próbę inwigilacji lub sprawdzenia, czy Marley na pewno przeżył.&nbsp;</p><p>Wokół CIA i Marleya narosła też słynna teoria spiskowa, według której CIA wywołała u niego raka skóry (czerniaka), na którego zmarł w 1981 roku. Według tej legendy wspomniany Colby podarował Marleyowi parę butów Converse. W środku miał znajdować się drut skażony substancją rakotwórczą, który ukłuł artystę w palec u nogi, i to właśnie na tym palcu później rozwinął się nowotwór.</p><p>Większość historyków i badaczy zgadza się jednak, że zamach był bezpośrednim dziełem jamajskich gangsterów, którzy chcieli powstrzymać koncert i uciszyć Marleya. Ponieważ jednak CIA w tamtym okresie aktywnie pompowała pieniądze i broń w te same struktury gangsterskie, by obalić socjalistyczny rząd Jamajki, Amerykanie pośrednio stworzyli warunki, które doprowadziły do tego ataku. Bezpośredniego rozkazu z Waszyngtonu typu „zabijcie Boba Marleya” nigdy jednak nie wykryto.</p><p>Marley zmarł 11&nbsp;maja 1981 roku w szpitalu w Miami, mając zaledwie 36 lat. Jego ostatnie słowa skierowane do syna Ziggy’ego brzmiały: „Pieniądze nie mogą kupić życia”. Mimo że od jego śmierci minęły dekady, przesłanie Marleya pozostaje bardzo aktualne. Składankowy album pt. „Legend” jest jednym z najlepiej sprzedających się krążków w historii muzyki.</p><p><strong>Andrzej Malak</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Media: za bilion dolarów Musk mógłby kupić wszystkie domy w dużym mieście]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139714,media-za-bilion-dolarow-musk-moglby-kupic-wszystkie-domy-w-duzym-miescie</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139714,media-za-bilion-dolarow-musk-moglby-kupic-wszystkie-domy-w-duzym-miescie</guid>
            <pubDate>Sat, 13 Jun 2026 08:09:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-media-za-bilion-dolarow-musk-moglby-kupic-wszystkie-domy-w-duzym-miescie-1781356485.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Elon Musk, który został pierwszym na świecie bilionerem (ang.  trillionaire), za bilion dolarów mógłby teoretycznie kupić każdy dom w dużym amerykańskim mieście, a wartość jego majątku jest porównywalna z rocznym PKB Szwajcarii - wylicza w piątek „Newsweek”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Co Elon Musk mógłby kupić za bilion dolarów (<span style="color:rgb(0,0,0);">trillion-dollar)</span>? - zastanawia się „Newsweek” w piątek, gdy firma nowego bilionera SpaceX zadebiutowała na amerykańskiej giełdzie. Magazyn podkreślił, że skalę takiego majątku trudno jest sobie wyobrazić.</p><p>Gdyby bilion dolarów został rozdysponowany bezpośrednio między gospodarstwa domowe w USA (jest ich około 128 milionów), każde z nich otrzymałoby około 7800 dolarów.</p><p>Łączna wartość mieszkań i domów w mieście takim jak Chicago jest szacowana na setki miliardów dolarów; oznacza to, że za bilion dolarów Musk mógłby teoretycznie kupić wszystkie nieruchomości mieszkalne w dużym amerykańskim mieście, a mimo to pozostałyby mu jeszcze setki miliardów dolarów. - Za taką kwotę mógłby kupić ponad 2 miliony domów w USA - powiedział Alex Beene z Uniwersytetu Tennessee w Martin.</p><p>Majątek Muska jest obecnie porównywalny z roczną wartością PKB średniej wielkości rozwiniętego kraju, np. Szwajcarii.</p><p>Bilion dolarów odpowiada około dwóm miesiącom funkcjonowania rządu USA. - Mógłby sfinansować roczne wydatki na obronność, które zazwyczaj stanowią największą pozycję w budżecie federalnym — podkreślił Beene. Za bilion dolarów mógłby też teoretycznie sfinansować budowę kilkudziesięciu nowoczesnych portów lotniczych.</p><p>Choć technicznie rzecz biorąc Musk jest teraz bilionerem, większość jego majątku jest ulokowana w akcjach spółek takich jak Tesla i SpaceX, a nie w gotówce - zauważa „Newsweek”. Nie może on swobodnie i natychmiast sprzedać dużej części swoich udziałów. Poza tym próba sprzedaży tak ogromnego pakietu akcji mogłaby sama w sobie obniżyć ich cenę, więc rzeczywista kwota możliwa do uzyskania byłaby prawdopodobnie niższa - czytamy.</p><p>SpaceX sprzedała 555,6 mln akcji po 135 dolarów za sztukę dużym inwestorom, pozyskując w ten sposób ok. 75 mld dolarów w ramach jednej z największych w historii pierwszej oferty publicznej (IPO). Oznacza to wycenę SpaceX na poziomie 1,75–1,77 bln dolarów, co czyni ją jedną z największych spółek publicznych na świecie.</p><p>Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Trzy ofiary śmiertelne nawałnic i tornad na Midweście]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139713,trzy-ofiary-smiertelne-nawalnic-i-tornad-na-midwescie</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139713,trzy-ofiary-smiertelne-nawalnic-i-tornad-na-midwescie</guid>
            <pubDate>Sat, 13 Jun 2026 07:55:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-trzy-ofiary-smiertelne-nawalnic-i-tornad-na-midwescie-1781356088.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Po przejściu ostatnich gwałtownych nawałnic, w tym tornad przez Midwest około pół miliona odbiorców w kilku stanach pozostawało w piątek bez prądu. Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do trzech - donoszą media.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ekstremalne warunki atmosferyczne na Wschodnim Wybrzeżu spowodowały zagrożenie dla milionów mieszkańców na obszarze od stanu Nowy Jork po Karolinę Północną. Tygodniowa seria gwałtownych burz i tornad, która przetoczyła się przez centralne stany USA, pozostawiła po sobie rozległe zniszczenia. Od minionej niedzieli odnotowano blisko 1,5 tys. zgłoszeń dotyczących szkód spowodowanych przez wichury, grad i tornada.</p><p>Według CNN czwartkowa fala nawałnic przyniosła porywy wiatru o sile huraganu i co najmniej kilkanaście tornad, które uderzyły głównie w Illinois i Indianę. W wielu miejscach uszkodzone lub zniszczone zostały domy, szkoły i budynki użyteczności publicznej.</p><p>Władze informowały o ponad stu uszkodzonych lub zniszczonych obiektach w hrabstwie Lake w Indianie. Uszkodzona została m.in. siedziba katolickiej szkoły średniej w Merrillville. W Streator w Illinois tornado uszkodziło wiele domów, zrywając z nich dachy. W Iowa zginął 54-letni mężczyzna, na którego spadło drzewo powalone przez burzę. Ofiary śmiertelne odnotowano rownież w Maryland - dwie kobiety zginęły w wyniku uderzenia przez przewracające się drzewa podczas czwartkowych nawałnic.</p><p>Jak doniosła UPI, poważne szkody odnotowano też m.in. w Dwight i Bartlett w Illinois oraz w Kouts w Indianie. W Springfield tornado ciężko uszkodziło schronisko dla zwierząt. – Praktycznie zmiotło nasz obiekt. To cud, że nie było rannych ludzi ani zwierząt – powiedziała dyrektor placówki Deana Corbin.</p><p>W piątek rano bez energii elektrycznej pozostawało około 500 tys. odbiorców w Illinois, Indianie, Wisconsin i Michigan. Wcześniej liczba ta przekraczała 650 tys. użytkowników.</p><p>CNN poinformowała, że w piątek strefa ryzyka obejmowała m.in. stan Nowy Jork, zachodnią część Nowej Anglii, Pensylwanię oraz rejon Waszyngtonu DC. Meteorolodzy ostrzegali przed niszczącymi porywami wiatru, które mogły ponownie powodować przerwy w dostawach energii i szkody materialne.</p><p>W minioną sobotę potężna wichura powaliła wiele drzew w Nowym Jorku. Jedno z nich w Forest Park, w dzielnicy Queens, zabiło starszego mężczyznę.</p><p>Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Robotnicy zaczęli usuwać nazwisko Trumpa z fasady Kennedy Center]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139712,robotnicy-zaczeli-usuwac-nazwisko-trumpa-z-fasady-kennedy-center</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139712,robotnicy-zaczeli-usuwac-nazwisko-trumpa-z-fasady-kennedy-center</guid>
            <pubDate>Sat, 13 Jun 2026 07:12:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-robotnicy-zaczeli-usuwac-nazwisko-trumpa-z-fasady-kennedy-center-1781353437.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Robotnicy zaczęli w sobotę usuwać nazwisko prezydenta USA Donalda Trumpa z fasady sali koncertowej Kennedy Center w Waszyngtonie kilka godzin po tym, jak sędzia odrzucił wniosek o odroczenie tej operacji – poinformowała agencja AP.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wokół odcinka fasady, na którym umieszczone było nazwisko Trumpa, wzniesiono rusztowanie, po czym robotnicy przystąpili do usuwania nazwiska obecnego prezydenta. Opuścili miejsce w sobotę około godz. 3.30 czasu lokalnego (9.30 czasu polskiego), ale zostawili brezentowe osłony, w związku z czym nie można było stwierdzić, czy usunięto wszystkie litery – podała agencja.</p><p>Wybrany przez Trumpa zarząd placówki zwrócił się w czwartek o odroczenie sądowego nakazu usunięcia nazwiska obecnego prezydenta z fasady. Amerykański sędzia federalny odrzucił jednak w piątek wniosek w tej sprawie.</p><p>W grudniu 2025 r. zarząd Kennedy Center zmienił nazwę obiektu na Donald J. Trump and John F. Kennedy Center for the Performing Arts, a na fasadzie budynku dodano złotymi literami nazwisko obecnego prezydenta nad dotychczasową nazwą. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt oświadczyła, że obiekt został nazwany na cześć Trumpa ze względu na „niewiarygodną pracę, jaką prezydent wykonał w ostatnim roku na rzecz ocalenia tego budynku”.</p><p>29 maja sędzia Christopher Cooper nakazał jednak usunąć w ciągu dwóch tygodni z budynku i ze strony internetowej wszelkie odniesienia do „prezydenta Trumpa oraz jakichkolwiek osób innych niż prezydent Kennedy”. Uznał próbę zmiany nazwy placówki za nielegalną, ponieważ takiej zmiany może dokonać tylko Kongres.</p><p>W osobnej, lecz powiązanej decyzji sędzia postanowił przychylić się do prośby członkini zarządu, kongresmenki Demokratów Joyce Beatty, by tymczasowo wstrzymać plany zarządu w sprawie zamknięcia sali na dwa lata w celu przeprowadzenia remontu. Zezwolił jednocześnie na dalsze prace remontowe, których „potrzeba wydaje się paląca”.</p><p>Trump zareagował zapowiedzią, że „będzie pracował z Kongresem nad przekazaniem mu” kontroli nad Kennedy Center. (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[MŚ 2026 - trener USA Pochettino: to dopiero początek]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139715,ms-2026-trener-usa-pochettino-to-dopiero-poczatek</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139715,ms-2026-trener-usa-pochettino-to-dopiero-poczatek</guid>
            <pubDate>Sat, 13 Jun 2026 06:18:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-ms-2026-trener-usa-pochettino-to-dopiero-poczatek-1781365112.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Argentyński selekcjoner USA Mauricio Pochettino po zwycięstwie nad Paragwajem 4:1 w pierwszym meczu współgospodarzy mundialu w Ameryce Północnej zaznaczył, że trzeba umieć się tym cieszyć, ale przestrzegł przed euforią. - To dopiero początek - przypomniał.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Amerykanie, którzy organizują turniej wraz z Kanadą i Meksykiem, wypadli w pierwszej kolejce najlepiej z gospodarzy. Wcześniej Meksyk w mało spektakularnym stylu wygrał z RPA 2:0, a Kanada zremisowała z Bośnią i Hercegowiną 1:1.</p><p>Podopieczni Pochettino pokazali jednak szybki, dynamiczny i skuteczny styl, szczególnie w pierwszej połowie, po której prowadzili 3:0.</p><p>- To był naprawdę dobry występ. Graliśmy dobrze i jesteśmy zadowoleni, ale to dopiero początek. Trzeba się nim cieszyć, ale też zdawać sobie sprawę, że musimy się rozwijać, próbować robić wszystko jeszcze lepiej niż w tym meczu - zaznaczył Argentyńczyk.</p><p>Pochettino docenił nie tylko swoich podopiecznych, ale też amerykańską publiczność, która „była nieprawdopodobna”.</p><p>Przekazał też słowa otuchy pokonanym Paragwajczykom. - Nic nie jest przesądzone, musicie walczyć dalej. Argentyna zaczęła mundial w Katarze od porażki z Arabią Saudyjską, a skończyła go z trofeum - przypomniał.</p><p>Selekcjoner Paragwaju Gustavo Alfaro nazwał mecz „bardzo bolesną lekcją” dla zespołu, który wrócił do turnieju finałowego MŚ po 16-letniej przerwie.</p><p>- Stany Zjednoczone zwyciężyły całkowicie sprawiedliwie i nie pozostawiając wątpliwości. Przewyższali nas taktycznie, technicznie i fizycznie. Na pewnym poziomie dobra organizacja w defensywie, determinacja i wysiłek to za mało. Trzeba dysponować też innymi aspektami gry, zrozumieć je. To kluczowe, jeśli mamy iść naprzód w tym turnieju - skomentował rodak Pochettino.</p><p>Dodał jednak, że nie wszystko dla jego zespołu jest stracone. - Mundial się dzisiaj zaczął, a nie skończył. Dopóki zostaje nam choć jedna minuta, walczymy do końca o awans - zapewnił.</p><p>W grupie D rywalizują także Australia i Turcja, które zmierzą się w sobotę. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[MŚ 2026 - USA pokonały Paragwaj 4:1]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139711,ms-2026-usa-pokonaly-paragwaj-4-1</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139711,ms-2026-usa-pokonaly-paragwaj-4-1</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 22:24:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-ms-2026-usa-pokonaly-paragwaj-4-1-1781321313.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Piłkarska reprezentacja USA wygrała z Paragwajem 4:1 (3:0) w meczu grupy D mistrzostw świata, który rozegrano w Inglewood koło Los Angeles. Pozostałe zespoły tej grupy - Australia i Turcja - zmierzą się w sobotę.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>USA - Paragwaj 4:1 (3:0).</p><p>Bramki: dla USA - Damian Bobadilla (7-samob.), Folarin Balogun dwie (31, 45+5), Giovanni Reyna (90+8); dla Paragwaju - Maurucio (73).</p><p>Żółte kartki: USA - Tyler Adams; Paragwaj - Juan Caceres, Miguel Almiron, Diego Gomez, Alex Arce, Junior Alonso.</p><p>Sędzia: Danny Makkelie (Holandia). Widzów: 70 492. (PAP)</p><p>&nbsp;</p><p><br><br>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Przełożono otwarcie nowego mostu z Kanady do USA, na wniosek strony amerykańskiej]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139710,przelozono-otwarcie-nowego-mostu-z-kanady-do-usa-na-wniosek-strony-amerykanskiej</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139710,przelozono-otwarcie-nowego-mostu-z-kanady-do-usa-na-wniosek-strony-amerykanskiej</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 22:10:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-przelozono-otwarcie-nowego-mostu-z-kanady-do-usa-na-wniosek-strony-amerykanskiej-1781321011.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Planowane na piątek otwarcie nowego mostu między kanadyjskim Windsorem a amerykańskim Detroit zostało odłożone. Most Gordie Howe został zbudowany na koszt Kanady, jednak obecnie USA wskazują na nieznane szerzej problemy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jak w piątek podała agencja Canadian Press, w sprawie mostu interweniował sekretarz (minister) handlu USA Howard Lutnick.</p><p>Premier Kanady Mark Carney, zapytany czy prawdą jest, jak donosił amerykański „Detroit News”, że Kanada odwołała otwarcie mostu, obawiając się negatywnych reakcji po stronie amerykańskiej, powiedział, że „to nieprawda” i dodał, że „nie jest rzeczą produktywną” analizować te kwestie publicznie.</p><p>Kanadyjski dziennik „Globe and Mail” tytułował w piątek jeden z komentarzy, że „Donald Trump nie może otworzyć cieśniny Ormuz, więc zamiast tego blokuje cieśninę Detroit”.</p><p>W czwartek pojawiła się informacja zarządzającej mostem Windsor-Detroit Bridge Authority o przesunięciu uroczystości, a Carney powiedział kilka godzin później, że „zostało przedstawionych kilka problemów” i dodał, że na wniosek USA Kanada zgodziła się opóźnić otwarcie o „kilka tygodni dobrze wykorzystanego czasu”. Dodał, że chodzi o „listę aspektów technicznych, które przepracujemy razem z USA”. Wcześniej w lutym br. blokadą otwarcia mostu zagroził prezydent USA Donald Trump.</p><p>Chodzi o liczący 2,4 km most przez rzekę Detroit, zbudowany na podstawie porozumienia z 2012 r., łączący Windsor w kanadyjskiej prowincji Ontario z miastem Detroit w USA. Most jest istotny dla firm motoryzacyjnych po obu stronach granicy ze względu na daleko posuniętą integrację tego sektora w Kanadzie i USA i ułatwienia w transporcie spodziewane po uruchomieniu nowego mostu.</p><p>Most został zbudowany przez stronę kanadyjską kosztem 4 mld dolarów kanadyjskich, jednak współwłaścicielem, obok Kanady, jest stan Michigan. Michigan, które miało współfinansować budowę mostu kosztem 550 mln dolarów kanadyjskich, pożyczyło tę kwotę od rządu Kanady, ponieważ republikanie zablokowali inne formy finansowania mostu.</p><p>Sprawa została opisana w czerwcu 2012 r., w kanadyjskim dzienniku „National Post”. W lutym 2017, podczas pierwszej prezydentury, Trump poparł budowę mostu, jednak w lutym br. zagroził blokadą i zażądał w mediach społecznościowych, by Kanada przekazała USA własność połowy mostu.</p><p>Nowy most znajduje się w pobliżu Ambassador Bridge łączącego Detroit i Windsor, mostu, którego właścicielem jest Matthew Moroun, wspierający finansowo partię republikańską, co w lutym br. opisały media. Dziennik „New York Times” podawał, że Moroun spotkał się z Lutnickiem tuż przed publikacją przez Trumpa wpisu w mediach społecznościowych.</p><p>Z Toronto Anna Lach (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Sąd nie zablokował gali MMA przy Białym Domu]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139709,sad-nie-zablokowal-gali-mma-przy-bialym-domu</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139709,sad-nie-zablokowal-gali-mma-przy-bialym-domu</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 22:00:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-sad-nie-zablokowal-gali-mma-przy-bialym-domu-1781320134.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Sąd nie przychylił się w piątek do wniosku o zablokowanie gali mieszanych sztuk walki (MMA), która ma odbyć się w niedzielę przy Białym Domu. Wydarzenie, które kosztuje organizatorów co najmniej 60 mln dolarów, zgromadzi na terenie Białego Domu i w jego pobliżu ponad 100 tys. widzów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W ostatnich dniach organizacja Public Integrity Project zwróciła się do sądu w imieniu dwojga mieszkańców Wirginii o zablokowanie zaplanowanego na niedzielę wydarzenia „UFC Freedom 250”. W pozwie argumentowano, że organizowanie takich prywatnych wydarzeń na trawniku Białego Domu jest zabronione, zbudowana tam arena nie uzyskała wymaganych zezwoleń i oceniono, że wydarzenie jest „głęboko skorumpowane”.</p><p>Administracja Donalda Trumpa wnioskowała o oddalenie tego pozwu.</p><p>W piątek sędzia federalny Amit Mehta orzekł, że organizatorzy mogą wykorzystać trawnik Białego Domu jako miejsce gali UFC. Uznał, że powodowie najprawdopodobniej nie mają legitymacji procesowej do zakwestionowania tego wydarzenia i nie wykazali, że poniosą nieodwracalną szkodę, jeśli impreza odbędzie się zgodnie z planem. Sędzia wskazał również na „nieuzasadnioną zwłokę” powodów w złożeniu pozwu dotyczącego wydarzenia, które było planowane od wielu miesięcy - podała agencja AP.</p><p>Biały Dom oświadczył, że jest wdzięczny za tę decyzję sądu.</p><p>Gala ma upamiętnić 250. rocznicę powstania Stanów Zjednoczonych i uczcić Dzień Flagi, ale to będzie także dzień 80. urodzin prezydenta Trumpa, który prywatnie jest fanem UFC. Trump i szef UFC Dana White są przyjaciółmi.</p><p>W czwartek sekretarz stanu USA Marco Rubio podpisał porozumienie ramowe z White'em w sprawie promowania dyplomacji sportowej. Rubio określił UFC jako „zjednoczone narody walki” i pochwalił federację za to, że walki „edukują Amerykanów o kulturach i społeczeństwach z całego świata”.</p><p>- Jest tylko kilka rzeczy, które łączą ludzi w jednym miejscu i czasie, zjednoczonych wspólnym zainteresowaniem. Potrzebujemy więcej takich rzeczy, więcej takich form i przestrzeni, w których możemy się spotkać i wspólnie coś przeżywać oraz znaleźć coś wspólnego. Jeśli byłeś na galach UFC, a byłem na wielu, i spojrzysz na publiczność, to jest ona tak różnorodna, jak to tylko możliwe — dodał.</p><p>- Liczba zagranicznych przywódców, którzy chcą wziąć w tym udział, jest niewiarygodna. Dochodzi do tego, że możemy mieć kryzys dyplomatyczny, bo nie możemy zaprosić wszystkich. I oni się zgłaszają, a niektórzy nawet nie mają zawodnika z własnego kraju walczącego w gali. Po prostu chcą przyjechać, bo są fanami tego sportu i go śledzą - kontynuował żartobliwie Rubio, odnosząc się zapewne do niedzielnej gali.</p><p>W związku z tym widowiskiem na południowym trawniku Białego Domu zbudowano tymczasową arenę, a na jej środku stoi już ring (oktagon, nazywany też klatką), na którym w niedzielę stoczonych zostanie siedem walk.</p><p>Na trybunach zasiąść ma około 4 tys. gości: weteranów, żołnierzy, osób zaproszonych przez Biały Dom i UFC. Jednym z gości wydarzenia ma być prezydent Karol Nawrocki. Wiadomo, że wezmą w nim też udział członkowie rodziny Trumpa, w tym pierwsza dama Melania. Biały Dom nie odpowiedział na pytanie PAP, kto jeszcze znalazł się na liście gości.</p><p>Ok. 80-100 tys. widzów będzie mogło oglądać galę w pobliskim parku Ellipse, gdzie przygotowywana jest specjalna strefa dla fanów. Chętni mogli zdobyć darmowe bilety w loterii. Główną walkę stoczą gruzińsko-hiszpański zawodnik Ilia Topuria i Amerykanin Justin Gaethje. Wydarzenie będzie transmitowane przez Paramount+, którego właścicielem jest David Ellison, sojusznik prezydenta.</p><p>Jak zaznaczył serwis Hill, niektórzy wyrażają obawy dotyczące powiązań Białego Domu z UFC, wskazując na inwestycje prezydenta Trumpa w jej spółkę-matkę TKO Group Holdings oraz kwestie etyczne związane z walkami w klatce.</p><p>Wydarzenie kosztowało organizatorów co najmniej 60 mln dolarów. Biały Dom przekazał, że koszty ponosi UFC. - UFC finansuje i opłaca całe to wydarzenie — powiedział w oświadczeniu dla magazynu „Time” przedstawiciel Białego Domu. - Nie są wykorzystywane żadne pieniądze podatników poza tym, co i tak byłoby przeznaczone na normalne obowiązki pracowników - dodał. W wydarzenie zaangażowanych jest co najmniej siedem agencji federalnych.</p><p>Ze złożonego w miniony weekend pozwu wynika, że federacja sprzedaje pakiety VIP na galę w cenie od 1 do 1,5 mln dolarów.</p><p>Z badania Reuters/Ipsos wynika, że niewielu Amerykanów popiera organizację walki w klatce na terenie Białego Domu. Jedynie 16 proc. Amerykanów uznało to za stosowne, a 46 proc. ankietowanych było odmiennego zdania. Pozostali nie wyrazili opinii na ten temat. Tylko 31 proc. Republikanów uznało to za właściwe.</p><p>Gala rozpocznie się o godz. 20 czasu lokalnego (godz. 2 w nocy w Polsce). Po jej zakończeniu Trump ma udać się do Francji na szczyt G7.</p><p>Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[MŚ 2026 - Remis Kanady z Bośnią i Hercegowiną]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139708,ms-2026-remis-kanady-z-bosnia-i-hercegowina</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139708,ms-2026-remis-kanady-z-bosnia-i-hercegowina</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 21:44:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-ms-2026-remis-kanady-z-bosnia-i-hercegowina-1781319254.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Kanada zremisowała z Bośnią i Hercegowiną 1:1 (0:1) w meczu grupy B piłkarskich mistrzostw świata, który został rozegrany w Toronto. W drugim spotkaniu tej grupy w sobotę Katar zmierzy się ze Szwajcarią.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Kanada – Bośnia i Hercegowina 1:1 (0:1).</p><p>Bramki: dla Kanady – Cyle Larin (79); dla Bośni i Hercegowiny – Jovo Lukić (21-głową).</p><p>Żółte kartki: Kanada - Alistair Johnston, Luc de Fougerolles; Bośnia i Hercegowina – Ermedin Demirović, Jovo Lukić, Nikola Katić.</p><p>Sędzia: Facundo Tello (Argentyna). Widzów: 43 002.</p><p>Dla Kanady mecz z Bośnią i Hercegowiną był siódmym w historii na mistrzostwach świata. Cztery lata temu w Katarze ekipa spod znaku Klonowego Liścia przegrała wszystkie trzy mecze i podobnie było w roku 1986 na boiskach w Meksyku. Bośnia i Hercegowina, która awansowała na mundial po sensacyjnym zwycięstwie w finale baraży z Włochami, gra na mistrzostwach po raz drugi i jej dorobek to była jedna wygrana i dwie porażki.</p><p>Niesieni gorącym dopingiem kibiców Kanadyjczycy rzucili się do odważnych ataków, ale pierwsi doskonałą sytuację bramkową stworzyli Bośniacy. Po rzucie wolnym w polu karnym piłka znalazła się pod nogami Amara Mamicia, ale ten uderzając z jedenastego metra postawił na siłę i trafił w trybuny.</p><p>Kanada odpowiedziała dopiero po kwadransie, ale od razu sytuacją, po której powinien paść gol. W polu karnym do odbitej piłki dopadł Jonathan David, uderzył i już zaczął biec do bocznej linii, aby się cieszyć ze zdobytej bramki, ale Nikola Vasilj nie dał się zaskoczyć.</p><p>Kilkadziesiąt sekund później Kanadyjczycy przekonali się, że wiele jest prawdy w powiedzeniu, że niewykorzystane sytuacje lubią się zemścić. Po rzucie rożnym Sead Kolasinac przedłużył dośrodkowanie, a Jovo Lukić przepchnął rywala i z bliska głową wepchnął piłkę do siatki.</p><p>Gol zmienił obraz gry. Optyczną przewagę uzyskali Kanadyjczycy i ciężar gry przeniósł się na połowę Bośni i Hercegowiny. W atakach gospodarzy było dużo chaosu, ale udało im się wypracować stuprocentową sytuację. Tani Oluwaseyi był sam w polu karnym i musiał tylko dokładnie przymierzyć. Zamiast jednak postawić na precyzję, huknął jak z armaty i fatalnie spudłował.</p><p>Po zmianie stron Kanada natarła z jeszcze większym impetem i po kwadransie mogła doprowadzić do remisu. Po koronkowej akcji z pola karnego uderzył Richie Laryea, ale nieprawdopodobną interwencją Sead Kolasinać uratował swój zespół odbijając piłkę na poprzeczkę.</p><p>Ekipa spod znaku Klonowego Liścia nacierała i dopięła swego. Po szybkiej wymianie podań piłka trafiła do Cyle'a Larina, który na linii pola karnego odwrócił się do bramki, oddał szybki strzał i trafił do siatki.</p><p>Kanada nacierała do samego końca i miała piłkę meczową w doliczonym czasie, ale strzał Larina w ostatniej chwili zablokowali rywale.</p><p>Kibice więcej goli nie zobaczyli i tym samym Kanada zdobyła historyczny pierwszy punkt na mistrzostwach świata. Bośnia po raz pierwszy natomiast zremisowała. W drugiej kolejce grupy A Kanada zagra z Katarem, a Bośnia ze Szwajcarią.(PAP)</p><p>&nbsp;</p><p><br><br>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Maciej Serafin wystartuje w legendarnym „Race to the Clouds”]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139707,maciej-serafin-wystartuje-w-legendarnym-race-to-the-clouds</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139707,maciej-serafin-wystartuje-w-legendarnym-race-to-the-clouds</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 14:53:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-maciej-serafin-wystartuje-w-legendarnym-race-to-the-clouds-1781294151.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Po raz pierwszy w 110-letniej historii legendarnego wyścigu Pikes Peak International Hill Climb na starcie stanie reprezentant Polski. 21 czerwca 2026 roku Maciej Serafin jako pierwszy Polak, który po</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Po raz pierwszy w 110-letniej historii legendarnego wyścigu Pikes Peak International Hill Climb na starcie stanie reprezentant Polski. 21 czerwca 2026 roku Maciej Serafin jako pierwszy Polak, który podejmie wyzwanie słynnego „Race to the Clouds” – „Wyścigu do Chmur”.</p><p>Rozgrywany od 1916 roku w stanie Kolorado wyścig Pikes Peak uchodzi za jedną z najbardziej wymagających i niebezpiecznych imprez samochodowych świata. Przez ponad sto lat żaden polski kierowca nie zdecydował się zmierzyć z tą wyjątkową próbą. Dopiero teraz biało-czerwona flaga pojawi się na starcie jednej z najbardziej prestiżowych wspinaczek górskich na świecie.</p><p>Trasa prowadząca na szczyt góry Pikes Peak liczy 12,42 mili, czyli niemal 20 kilometrów. Kierowcy muszą pokonać aż 156 zakrętów, rozpoczynając wyścig na wysokości 2862 metrów nad poziomem morza i kończąc go na wysokości 4302 metrów. Oznacza to różnicę wysokości wynoszącą 1440 metrów. Średnie nachylenie trasy wynosi 7,2 procent, a różnica temperatur pomiędzy startem a metą może sięgać kilkunastu stopni.</p><p>Na wysokości ponad czterech tysięcy metrów powietrze zawiera znacznie mniej tlenu niż na poziomie morza, co wpływa nie tylko na organizm kierowcy, ale również na pracę silnika i wszystkich podzespołów samochodu. Dodatkowym wyzwaniem są szybko zmieniające się warunki pogodowe. Nierzadko podczas jednego przejazdu zawodnicy doświadczają słońca, gęstej mgły, silnego wiatru, a nawet śniegu.</p><p>– Postanowiłem wystartować w Pikes Peak, ponieważ uwielbiam wyzwania. Najbardziej motywuje mnie fakt, że jeszcze żaden kierowca z naszego kraju nie spróbował swoich sił w „Race to the Clouds”. To najniebezpieczniejszy wyścig świata, a im trudniejsze wyzwanie, tym większą wyzwala we mnie chęć zrealizowania go – powiedział Maciej Serafin.</p><p>Pochodzący z Gorlic kierowca należy do najbardziej utytułowanych polskich zawodników wyścigów górskich. Jest trzykrotnym mistrzem Polski oraz dwukrotnym mistrzem Europy FIA w wyścigach górskich. W 2022 roku został pierwszym Polakiem, który zdobył tytuł mistrza Europy w swojej grupie, a rok później jako pierwszy reprezentant naszego kraju stanął na podium klasyfikacji generalnej kategorii 1 mistrzostw Europy.</p><p>W Kolorado Serafin wystartuje w klasie Time Attack 1 za kierownicą specjalnie przygotowanej Hondy Civic TCR/JAS. Samochód zostanie wyposażony w szereg modyfikacji dostosowanych do ekstremalnych warunków panujących na wysokości ponad czterech kilometrów nad poziomem morza. Jak przyznaje kierowca, nikt w Polsce wcześniej nie mierzył się z podobnym wyzwaniem technicznym.</p><p>Na starcie 104. edycji Pikes Peak International Hill Climb pojawi się 75 kierowców reprezentujących 12 państw. Wśród dwunastu debiutantów znalazł się właśnie Maciej Serafin, którego organizatorzy wymienili jako pierwszego kierowcę z Polski w historii zawodów.</p><p>Pikes Peak przyciągał przez lata największe nazwiska światowego motorsportu. Rywalizowali tam między innymi Mario Andretti, Ari Vatanen, Sébastien Loeb czy Romain Dumas. Dla wielu kierowców sam udział w „Wyścigu do Chmur” jest spełnieniem marzeń i ukoronowaniem kariery.</p><p>Dla polskiego motorsportu tegoroczna edycja będzie miała wymiar szczególny. Po raz pierwszy od rozpoczęcia rywalizacji w 1916 roku na jednej z najbardziej wymagających tras świata pojawi się reprezentant Polski. To nie tylko sportowe wyzwanie, ale także historyczny moment, który może otworzyć nowy rozdział dla polskich kierowców marzących o podboju największych aren motorsportu.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1111/1416;" src="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/wysiwig/2026/06/12/serafin-1.jpg" width="1111" height="1416"></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Opublikowano wizerunek podejrzanego o atak na 18-latkę w Arlington Heights]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139706,opublikowano-wizerunek-podejrzanego-o-atak-na-18-latke-w-arlington-heights</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139706,opublikowano-wizerunek-podejrzanego-o-atak-na-18-latke-w-arlington-heights</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 13:32:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-opublikowano-wizerunek-podejrzanego-o-atak-na-18-latke-w-arlington-heights-1781289261.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Policja w Arlington Heights na północno-zachodnich przedmieściach Chicago opublikowała wizerunek mężczyzny podejrzanego o brutalny atak na 18-letnią kobietę. Napastnik miał przewrócić ofiarę na ziemię i dusić ją.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Do zdarzenia doszło około godziny 11:15 p.m. w niedzielę, 7 czerwca, w okolicy jeziora Arlington w rejonie Windsor Drive i Jonquil Circle w Arlington Heights.</p><p>Jak poinformowała policja, 18-latka zatrzymała patrol i zgłosiła, że wracała pieszo do domu, gdy podjechał do niej mężczyzna na rowerze. Miał wielokrotnie pytać o jej imię, a następnie chwycił ją, przewrócił na ziemię i zaczął dusić.</p><p>18-latka zdołała odeprzeć atak i uciec. Następnie zatrzymała przejeżdżającego kierowcę, który udzielił jej pomocy. Poszkodowana odniosła obrażenia niezagrażające życiu.</p><p>Napastnik był ostatnio widziany, gdy jechał na rowerze na południe Windsor Drive w kierunku Palatine Road.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1170/697;" src="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/wysiwig/2026/06/12/untitled-1aaaa.jpg" width="1170" height="697"><figcaption>fot. Arlington Heights Police Department&nbsp;</figcaption></figure><p>Według opisu przekazanego przez ofiarę jest to czarnoskóry mężczyzna, około 6 stóp wzrostu (około 183 cm), o przeciętnej lub muskularnej budowie ciała. Miał długie, splecione włosy związane z tyłu głowy oraz okrągłe okulary. W chwili ataku ubrany był na czarno.</p><p>Policja opublikowała również zdjęcie z monitoringu przedstawiające mężczyznę odpowiadającego temu opisowi, jadącego rowerem na południe Buffalo Grove Road w pobliżu Dundee Road, niedaleko Lake Arlington.</p><p>Osoby, które rozpoznają mężczyznę lub mają informacje na temat zdarzenia, proszone są o kontakt pond numerem alarmowym 911 lub policją w Arlington Heights pod numerem 847-368-5300.</p><p>(tos)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Powiat Cook wypłaci 4,5 mln dol. rodzinie więźnia, który powiesił się w celi]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139705,powiat-cook-wyplaci-4-5-mln-dol-rodzinie-wieznia-ktory-powiesil-sie-w-celi</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139705,powiat-cook-wyplaci-4-5-mln-dol-rodzinie-wieznia-ktory-powiesil-sie-w-celi</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 13:11:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-powiat-cook-wyplaci-4-5-mln-dol-rodzinie-wieznia-ktory-powiesil-sie-w-celi-1781287949.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Rada Powiatu Cook zatwierdziła ugodę w wysokości 4,5 miliona dolarów dla rodziny mężczyzny, który powiesił się w więzieniu. Rodzina Michaela O’Connora stwierdziła, że służby nie zapewniły mu odpowiedniego nadzoru, mimo że był on uznawany za osobę wysokiego ryzyka. Jest to rekordowa ugoda w sprawie samobójstwa osoby osadzonej przed procesem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Michael O’Connor&nbsp;powiesił się w Boże Narodzenie 2023 r., gdy przebywał w areszcie więzienia powiatu Cook na południowym zachodzie Chicago. Jego rodzina pozwała powiat na podstawie ustawy Wrongful Death Act, zarzucając szeryfowi powiatu Cook zaniedbania w nadzorze więźnia. Według prawników rodziny śmierci można było zapobiec.</p><p>O’Connor oczekiwał na proces w związku z kilkoma zarzutami kryminalnymi, w tym grożeniem funkcjonariuszce policji chicagowskiej oraz przesyłaniem jej materiałów o charakterze seksualnym i gróźb. W czasie aresztu postawiono mu także dodatkowe zarzuty pobicia pracowników służby więziennej.</p><p>Mężczyzna od lat zmagał się z problemami psychicznymi. Według dokumentów sądowych cierpiał na urojenia paranoidalne i halucynacje słuchowe, a wielokrotnie groził popełnieniem samobójstwa.</p><p>Po aresztowaniu w lipcu 2023 r. został umieszczony na oddziale psychiatrycznym, jednak później przeniesiono go do ogólnej populacji więźniów. Rodzina twierdzi, że od tego momentu jego stan psychiczny gwałtownie się pogarszał.</p><p>W październiku 2023 r. podczas jednej z ocen psychiatrycznych miał mówić o myślach samobójczych i zabójczych oraz próbować owinąć prześcieradło wokół szyi. Później wykazywał nietypowe zachowania i odmawiał przyjmowania leków psychiatrycznych.</p><p>Rodzina w pozwie zarzuciła władzom więzienia powiatu Cook niewystarczającą liczbę personelu oraz niewłaściwy nadzór nad osadzonymi z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Według dokumentów sądowych, funkcjonariusze mieli jednocześnie monitorować kilka oddziałów z jednego stanowiska kontroli. Przepisy więzienne wymagają przeprowadzania kontroli cel co 30 minut.</p><p>Kwota odszkodowania dla rodziny O’Connora to najwyższa ugoda dotycząca samobójstwa osoby przebywającej w areszcie przed procesem. 4,5 miliona dol. to dwa razy więcej niż wcześniejsze odszkodowania wypłacane przez powiat Cook w podobnych sprawach. Według danych Komisji Finansowej powiatu Cook, od początku roku fiskalnego powiat zatwierdził już ugody o łącznej wartości przekraczającej 34 mln dol.</p><p>(tos)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jedna osoba zginęła, dziewięć zostało rannych w strzelaninie w Teksasie]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139704,jedna-osoba-zginela-dziewiec-zostalo-rannych-w-strzelaninie-w-teksasie</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139704,jedna-osoba-zginela-dziewiec-zostalo-rannych-w-strzelaninie-w-teksasie</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 13:04:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-jedna-osoba-zginela-dziewiec-zostalo-rannych-w-strzelaninie-w-teksasie-1781287504.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Jedna osoba zginęła, a dziewięć zostało rannych w piątek w strzelaninie w mieście Midland w amerykańskim stanie Teksas - poinformowały miejscowe władze. Napastnik nie żyje.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Miejscowy szpital powiadomił, że cztery osoby trafiły na sale operacyjne, stan pozostałych pięciu poszkodowanych jest stabilny.</p><p>Strzelanina rozpoczęła się około godz. 8 rano czasu lokalnego, a później przeniosła się do innej części miasta - podała agencja AP. Konfrontacja służb ze sprawcą trwała kilka godzin. Policja przekazała, że napastnik nie żyje. Nie ujawniono, w jaki sposób zginął.</p><p>Jeden ze świadków zdarzenia powiedział, że brzmiało to tak, jakby oddano co najmniej 40 strzałów. Na nagranym przez świadka wideo widać wielu funkcjonariuszy wysiadających z opancerzonego pojazdu policyjnego. Policja wysyłała również roboty w okolice zdarzenia. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[„NYT”: konflikt z Iranem, to ani wojna, ani pokój, tylko niebezpieczna dla świata próżnia]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139702,nyt-konflikt-z-iranem-to-ani-wojna-ani-pokoj-tylko-niebezpieczna-dla-swiata-proznia</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139702,nyt-konflikt-z-iranem-to-ani-wojna-ani-pokoj-tylko-niebezpieczna-dla-swiata-proznia</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 12:48:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-nyt-konflikt-z-iranem-to-ani-wojna-ani-pokoj-tylko-niebezpieczna-dla-swiata-proznia-1781287235.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Na Bliskim Wschodzie zaciera się granica między wojną a pokojem - ocenił dziennik „New York Times”. Od zawarcia rozejmu między USA a Iranem region jest pogrążony w sporadycznych walkach i ciągłym niepokoju, a przyjęcie wstępnego porozumienia między państwami niekoniecznie zakończy ten stan - dodał „NYT”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>„Według analityków i dyplomatów, nawet jeżeli stronom tym razem uda się uzgodnić wstępną umowę, stan pośredni, który nie jest ani wojną, ani pokojem, może utrzymać się tygodniami i miesiącami” - napisała w piątek nowojorska gazeta.</p><p>Zarówno prezydent Donald Trump, jak i irańscy przywódcy nie wydają się skłonni do znaczących kompromisów w negocjacjach o trwałym pokoju, do ustalenia jest wiele kwestii, w tym przyszłości irańskiego programu nuklearnego - dodał „NYT”.</p><p>Trump ogłosił w czwartek wieczorem, że osiągnął „znakomite” porozumienie w sprawie wojny z Iranem, które ma zostać wkrótce podpisane. Według amerykańskiego prezydenta, na treść umowy ramowej zgodził się przywódca Iranu Modżtaba Chamenei. Władze irańskie oficjalnie tego jednak nie potwierdziły.</p><p>W rozpoczętej 28 lutego wojnie od 8 kwietnia formalnie trwa chwiejny rozejm. W tym czasie mimo negocjacji o zakończeniu konfliktu, dochodziło do wzajemnych ostrzałów, które zintensyfikowały się w ostatnich dniach.</p><p>To patowa sytuacja, która zmusi resztę świata do zmierzenia się z nową rzeczywistością gospodarcza, w tym długotrwałymi zakłóceniami w dostawach ropy i gazu, które mogą wywołać niedobory żywności i podnieść ceny towarów i paliw - ostrzegł „NYT”.</p><p>Według gazety konflikt jest szczególnie skomplikowany, ponieważ angażuje wiele podmiotów, które mają sprzeczne cele. Trump przed listopadowymi wyborami do Kongresu nie może się doczekać zakończenia konfliktu; Iran traktuje go jako wojnę o przetrwanie i jest niechętny do ustępstw w kwestii nuklearnej za chwilę wytchnienia; Izrael uważa Teheran za egzystencjalne zagrożenie, a premier Benjamin Netanjahu, którego jesienią również czekają wybory, chce dokończyć rozprawę z tym państwem - wyliczył dziennik.</p><p>Ta sytuacja jest nie do utrzymania, irańska i światowa gospodarka nie wytrzymają tego dłużej, niż kolejne cztery-pięć miesięcy - powiedział gazecie amerykański politolog irańskiego pochodzenia Vali R. Nasr.</p><p>W ocenie „NYT” przedłużający się klincz na Bliskim Wschodzie angażuje też amerykańskie wojsko i dyplomację, ograniczając możliwość działań Waszyngtonu wobec innych kryzysów, w tym wojny Rosji z Ukrainą. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Pierwsze F-35 oficjalnie przyjęte do polskich Sił Powietrznych]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139699,pierwsze-f-35-oficjalnie-przyjete-do-polskich-sil-powietrznych</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139699,pierwsze-f-35-oficjalnie-przyjete-do-polskich-sil-powietrznych</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 12:26:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-pierwsze-f-35-oficjalnie-przyjete-do-polskich-sil-powietrznych-1781285288.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W piątek w bazie w Łasku pierwsze samoloty F-35 zostały oficjalnie przyjęte na wyposażenie polskich Sił Powietrznych. – Za ich sprawą Polska będzie silniejsza i bezpieczniejsza – mówił prezydenta Karol Nawrocki. – Stanowią o potencjale obrony i odstraszania – dodał wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Pierwsze trzy F-35 – produkowane przez amerykański koncern Lockheed Martin samoloty wielozadaniowe 5. generacji, obecnie najnowocześniejsze samoloty bojowe NATO – dotarły do 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku (woj. łódzkie) w drugiej połowie maja. W piątek odbyła się uroczystość ich oficjalnego przyjęcia do Sił Powietrznych; rano dwa F-35 wykonały przelot nad czterema polskimi miastami – Gdańskiem, Warszawą, Krakowem i Łodzią – by powrócić do Łasku na ceremonię.</p><p>- Na naszych oczach podczas tej uroczystości (…) dochodzi do nowoczesnego, przełomowego skoku dla Wojska Polskiego, polskich Sił Zbrojnych, szczególnie Sił Powietrznych - i w tym kontekście jest to dzień historyczny – podkreślił po przylocie F-35 prezydent Karol Nawrocki.</p><p>Jak mówił, za sprawą wielozadaniowych samolotów F-35 „Husarz” „Rzeczpospolita Polska jest i będzie w kolejnych latach mocniejsza, silniejsza, będzie bezpieczniejsza”. Prezydent podkreślił też znaczenie relacji z USA i podziękował Amerykanom za gotowość do dzielenia się z kluczowymi sojusznikami swoimi technologiami.</p><p>Prezydent podziękował „wszystkim tym, którzy doprowadzili nas do dzisiejszego wydarzenia”; przypomniał, że podczas swojej zbliżającej się wizyty w Waszyngtonie będzie miał okazję osobiście podziękować prezydentowi Donaldowi Trumpowi.</p><p>- Umiejętność wymiany wiedzy w czasie rzeczywistym pomiędzy tymi maszynami daje nam także poczucie budowania odpowiedzialności w najsilniejszym i najważniejszym sojuszu, jaki służy wolnemu światu, a więc Sojuszu Północnoatlantyckiemu - podkreślił.</p><p>Prezydent powiedział także, że na piątkową uroczystość zaprosił b. szefa MON, szefa klubu PiS Mariusza Błaszczaka. - Dziękuję, że wobec tych, którzy mówili, że pozyskanie maszyn F-35 jest z jednej strony megalomanią, z drugiej strony inni chcieli wpisywać do swojego programu wyborczego zerwanie tego kontraktu, pan minister się nie ugiął i dzisiaj już nowy minister, pan wicepremier, minister Kosiniak-Kamysz może z tego dobra skorzystać i dla dobra Rzeczypospolitej przygotować tę wspaniałą uroczystość i wykonywać dalsze zadania - powiedział Nawrocki.</p><p>Po zakończeniu przemówienia prezydent podszedł do Kosiniaka-Kamysza, następnie do Błaszczaka, po czym zaprosił byłego i obecnego szefa MON, by uścisnęli sobie dłonie.</p><p>- Przychodzą kolejne rządy, prezydenci, kolejne pokolenia. I najważniejsze, i najmądrzejsze w tym wszystkim jest zachowanie ciągłości, stabilności i budowanie siły Rzeczypospolitej - powiedział natomiast Kosiniak-Kamysz. Dodał, że w tej sprawie zawsze znajdzie wspólny język z prezydentem Nawrockim.</p><p>Jak zadeklarował, rząd „pomimo kłód rzucanych pod nogi, pomimo czasem braku podpisu, nie uległ pokusie zatrzymania procesu modernizacji polskiej armii”. - Będziemy go kontynuować i zawsze będziemy (do tego - PAP) zapraszać – powiedział Kosiniak-Kamysz.</p><p>- Moim zadaniem, jako wicepremiera rządu, jest powiedzieć o naszych działaniach i o tym, co my dziś robimy, bo to nie jest tak, że nie ma wielkich inwestycji, nie ma wielkich wydatków i nie ma wielkich starań - mówił Kosiniak-Kamysz. - Są wielkie wydatki, są wielkie starania i są dokonania, dzięki żołnierzom, dzięki podatnikom, dzięki Polakom, dzięki tym wszystkim, którzy to wspierają - zaznaczył.</p><p>Jak wskazał, mówi o tym, bo „ostrość spojrzenia prezydenta (Karola Nawrockiego - przyp. PAP) na minione czasy - pewnie z racji tego, że jest historykiem, ale pewnie też z sympatii politycznych - jest większa dla poprzedniego rządu”.</p><p>Kosiniak-Kamysz podkreślił, że w Programie Rozwoju Sił Zbrojnych na lata 2025-2039 - który podpisał pod koniec grudnia 2025 r. i który został zaakceptowany przez sejmową komisję obrony narodowej - zawarto zadanie na te lata do wzmocnienia zdolności operacyjnych Sił Powietrznych RP.</p><p>Zaznaczył, że „należy wykonać to zadanie, że nie tylko 32 F-35, które dziś z radością przyjmujemy na stan do polskiej służby, ale kolejne dwie eskadry, kolejne 32 samoloty piątej generacji”. - A najlepsze na świecie są tylko jedne - F-35. I są wpisane w program rozwoju Sił Zbrojnych – zaznaczył szef MON.</p><p>Kosiniak-Kamysz nawiązał także do wspólnej historii Polski i USA; wspomniał m.in. o amerykańskiej eskadrze, która brała udział w obronie Polski podczas wojny 1920 roku i amerykańskim wsparciu lotniczym dla powstańców warszawskich. Jak zauważył, ówczesne amerykańskie samoloty B-24 Liberator powstawały w tej samej fabryce w Forth Worth, co obecnie F-35.</p><p>- Jakie to symboliczne, że wtedy - w 1944 r. - leciały na ratunek, a dzisiaj przybyły z Teksasu, żeby bronić polskiego nieba - powiedział.</p><p>- To jest piękna kontynuacja, piękna karta historii budowana po to, żeby pokazać, że ten sojusz jest silniejszy niż cokolwiek innego. Mijają pokolenia, zmieniają się samoloty, ale sojusz polsko-amerykański jest silny, trwały i ma przed sobą wielką przyszłość - podsumował.</p><p>Do historycznej przyjaźni polsko-amerykańskiej odniósł się także podsekretarz stanu USA ds. kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego Thomas DiNanno, który podkreślił, że Polska jest modelowym sojusznikiem USA.</p><p>- Polska nie czeka na innych, żeby dbać o swoją przyszłość, Polska sama dba o swoją obronę, a Stany Zjednoczone z dumą współpracują z takim sojusznikiem, który bierze swoją odpowiedzialność w pełni na swoje barki i jest poważny w tym, co robi - podkreślił DiNanno, zapowiadając jednocześnie, że USA powiększą o 4 mld dolarów pulę dostępną dla Polski w ramach programu Foreign Military Financing, w ramach którego Polska może m.in. finansować zakupy sprzętu wojskowego w USA.</p><p>Ceremonię w bazie w Łasku zakończył chrzest polskich F-35. Ceremonialnego chrztu dokonały żona ministra obrony narodowej Paulina Kosiniak-Kamysz i kpt. Magdalena Boryc-Krakowian, wdowa po tragicznie zmarłym pilocie majorze Macieju „Slabie” Krakowianie, który zginął w katastrofie samolotu F-16 w sierpniu ub. roku.</p><p>– Nadajemy ci imię „Husarz” – powiedziały dwie matki chrzestnego nowego samolotu polskiego wojska. Następnie wojskowi kapelani odmówili modlitwę, w której polecili boskiej opiece lotników, którzy będą latać na F-35.</p><p>Polska zamówiła dla swoich Sił Powietrznych 32 samoloty wielozadaniowe 5. generacji F-35, produkowane przez amerykański koncern Lockheed Martin. Tego typu nowoczesne samoloty obecnie stają się jednym z najczęściej wykorzystywanych samolotów bojowych w NATO.</p><p>Na początku 2020 r. Polska zawarła kontrakt o wartości 4,6 mld dolarów na pozyskanie 32 samolotów bojowych F-35, które będą znane pod nazwą „Husarz”. Jak wskazuje Sztab Generalny WP, była to druga, co do wielkości transakcja zbrojeniowa w historii kraju. Produkcja pierwszej maszyny zakończyła się w listopadzie 2024 r., a całość dostaw zaplanowano do 2029 r. Do końca br. w Polsce planowo ma się pojawić 14 maszyn, a kolejne 12 – do końca 2027 r.</p><p>Całość dostaw 32 maszyn ma się zakończyć w 2029 roku. Samoloty – łącznie dwie eskadry – trafią do baz Łasku i zachodniopomorskim Świdwinie.</p><p>F-35 jako nowoczesne myśliwce piątej generacji znacząco poszerzą zdolności polskiego lotnictwa; przez wojskowych określane są jako technologiczna rewolucja dla polskiego wojska. Są one m.in. zbudowane w technologii stealth, utrudniającej ich wykrycie przez radary przeciwnika; wyposażone są także w szereg sensorów, zbierających dane z otoczenia i przekazujących je pilotowi oraz innym jednostkom na morzu czy na ziemi, np. systemom przeciwlotniczym Patriot.</p><p>Mogą także przenosić szeroką gamę uzbrojenia, w tym pociski dalekiego zasięgu AGM-158 JASSM, umożliwiające atakowanie naziemnych celów przeciwnika na dystansie kilkuset kilometrów, pociski przeciwlotnicze AIM-120 AMRAAM i AIM-9X Sidewinder, jak również bomby kierowane i szybujące. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ostatni oddech Cyreny]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139591,ostatni-oddech-cyreny</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139591,ostatni-oddech-cyreny</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 12:05:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-ostatni-oddech-cyreny-1781027740.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Na północnym skraju Afryki, tam, gdzie dziś rozciąga się surowa i bezlitosna pustynia Libii, wznosiła się niegdyś Cyrena – kwitnąca metropolia antycznego świata. Miasto filozofów, wina i światła. Klejnot hellenistycznej Afryki, miejsce, które przez stulecia trwało w przekonaniu o własnej niezniszczalności. Aż do dnia, gdy ziemia zadrżała, a to, co przez wieki pięło się ku niebu, zapadło się w milczenie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Cyrena była dumnym dzieckiem Grecji, założonym w VII wieku p.n.e. przez kolonistów z wyspy Thera. Z czasem wyrosła na jeden z najświetniejszych ośrodków nauki i kultury świata śródziemnomorskiego. To tutaj urodził się Arystyp – uczeń Sokratesa, twórca szkoły hedonistów. Tu rozkwitała filozofia i medycyna, tu śpiewano hymny ku czci Apollina, a w blasku marmurów rodziła się myśl, która miała przetrwać wieki. Miasto spowijały zielone wzgórza, a jego bogactwo płynęło z jednego źródła – z sylfionu, cudownej rośliny o właściwościach leczniczych, której sok był cenniejszy niż złoto. Roślina ta, niezidentyfikowana do dziś, wyginęła w czasach rzymskich – jakby sama natura odmówiła dalszego służenia ludzkiej chciwości. Złoto Cyreny, jej błogosławieństwo i jej przekleństwo.</p><p>Z biegiem stuleci rosło bogactwo miasta, ale i pycha jego mieszkańców. Z marmurowych świątyń unosiły się wonie ofiar, na targach handlowano niewolnikami i przyprawami, a w cieniu portyków szeptano o cudach i klątwach. Cyrena zaczęła przypominać mit – miasto, które zbyt mocno zaufało własnemu szczęściu.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Śmierć miasta</strong></p><p>Któregoś dnia roku 262 naszej ery nad wybrzeżem Libii niebo przybrało barwę ołowiu. Najpierw powiał wiatr – suchy, niosący kurz i niepokój – a potem nastała cisza tak głęboka, że ludzie przystawali na ulicach, wstrzymując oddech. Nagle ziemia westchnęła. Zadrżała. Najpierw lekko, ostrzegawczo. A potem przyszło drugie uderzenie – potężniejsze, głębsze, jakby sam rdzeń świata pękł w swojej skorupie.</p><p>Świątynia Apollina rozpadła się jak dom z piasku, a monumentalne kolumny runęły na plac, miażdżąc wszystko, co żywe. Woda zniknęła z cystern, by po chwili wystrzelić w górę jak z gejzerów. Ulice falowały, mury pękały jak skorupki jaj, a powietrze wypełnił pył, który na długo zasłonił słońce.</p><p>Kronikarze pisali później, że z wnętrza ziemi dochodził dźwięk jak tysiąc burz, że powietrze pachniało siarką i śmiercią. Na wybrzeżu morze cofnęło się na setki metrów – ryby leżały na odsłoniętym dnie, wijąc się w agonii – po czym fala wróciła z furią, zmiatając port i dolne miasto. Po świątyniach i pałacach zostały jedynie kłęby kurzu i cisza, w której słychać było płacz rannych i zawodzenie kapłanów.</p><p>Cyrena nigdy się po tym nie podniosła. Katastrofa nie tylko zburzyła mury – zniszczyła także wiarę. Ci, którzy ocaleli, uciekli ku pustyni lub w stronę morza, przekonani, że bogowie odwrócili od nich wzrok. Ci, którzy zostali, umierali powoli – z głodu, chorób i rozpaczy. Woda w źródłach stała się mętna, zwierzęta zniknęły, a świątynie przestały być miejscem modlitwy. Stały się pustymi skorupami, w których nocami hulał wiatr, zawodząc niczym duchy dawnych kapłanów.</p><p>Z czasem miasto pochłonęły piaski. Kamienne drogi przykrył kurz, a marmurowe kolumny wystawały z ziemi niczym kości umarłego olbrzyma. W ciągu kilku dziesięcioleci Cyrena zniknęła z map, pozostając jedynie w opowieściach wędrowców – jako legenda o mieście, które połknęła ziemia.</p><p>Dla starożytnych nic nie było przypadkiem. Trzęsienie ziemi odczytano jako znak gniewu bogów – karę za pychę i zbytek. Kapłani mówili, że Cyrena zapomniała, komu zawdzięcza swoje bogactwo. I gdy w miejscu, gdzie niegdyś wznosiły się modlitwy, rozbrzmiewał już tylko gwar handlu, a świątynie Apollina zamieniły się w targowiska, musiała przyjść kara. Bo bogowie nienawidzą próżności.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Echo w kamieniu</strong></p><p>Dziś z Cyreny zostały jedynie ruiny, rozrzucone po stokach Dżabal al-Achdar – „Zielonej Góry”. Kolumny, które jeszcze stoją, wyglądają jak zamarznięte w ruchu. W ciszy pustkowia wciąż czuć echo dawnego miasta – szept kamieni, które pamiętają tamten dzień. Archeolodzy odnaleźli tu warstwę popiołu i gruzu, pod którą wciąż tkwią szkielety ludzi i zwierząt. Niektórzy trzymają się za ręce – jakby w ostatniej chwili szukali bliskości.</p><p>Na starych monetach zachował się wizerunek lwa i węża – symbol Cyreny. Znak odwagi i mądrości, który nie uchronił jej przed własnym losem.</p><p>Niektórzy wierzyli, że los Cyreny został zapowiedziany w świętych księgach. W Starym Testamencie pojawia się echo jej imienia – wśród ludów Libii wymienianych przez proroków, wśród krain, które miały ulec zagładzie „jak Sodoma i Gomora”. Dla chrześcijan późniejszych wieków ruiny Cyreny stały się przypowieścią o pysze świata. W Ewangelii wspomniany jest Szymon z Cyreny – ten, który pomógł nieść krzyż Chrystusowi. Wielu wierzyło, że to właśnie on, prosty człowiek z miasta filozofów, stał się symbolem przemiany – od dawnej chwały ku pokorze. Cyrena, niegdyś duma Hellady, przeszła w pamięć jako miasto, którego dotknęła ręka Boga.</p><p>Gdy patrzy się dziś na jej popękane kolumny, łatwo uwierzyć, że historia Cyreny to nie tylko dzieje trzęsienia ziemi, lecz także przypowieść o duchowym wstrząsie – o świecie, który zadrżał, bo zapomniał, że nawet marmur ma serce z prochu.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Ostatnia lekcja</strong></p><p>Trzęsienie ziemi w Cyrenie było geologicznym kataklizmem, ale też symbolem – końcem epoki, w której człowiek wierzył, że może panować nad światem bez pokory wobec jego sił. Ziemia w Afryce Północnej drży do dziś, jakby pamiętała tamten dzień. W ruinach Cyreny, o zmierzchu, powietrze gęstnieje od wspomnień – i zdaje się, że spod ziemi wciąż dobiega cichy pomruk. Jakby miasto, które zapadło się w mrok, próbowało jeszcze raz zaczerpnąć powietrza.</p><p>Cyrena zginęła nie od miecza, lecz od drżenia ziemi – od oddechu planety, której człowiek nie potrafił już słuchać. Dziś jej ruiny są świadectwem kruchości cywilizacji. W miejscu, gdzie niegdyś rozbrzmiewała muzyka i śmiech, teraz hula wiatr, niosąc pył z grobów. To jej ostatnia lekcja: że nawet najpiękniejsze miasta są tylko chwilą w sejsmicznej pamięci świata.</p><p><strong>Jacek Hilgier</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Prawo bez znaczenia]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139590,prawo-bez-znaczenia</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139590,prawo-bez-znaczenia</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 12:04:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-prawo-bez-znaczenia-1781027648.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>6 lipca 2025 roku o 3.00 nad ranem 16-letni Sonu Oraon usłyszał łomot do drzwi rodzinnego domu. Wyjrzał przez okno. Przed budynkiem stało kilkaset osób uzbrojonych w maczety i noże. Ludzie, których znał, m.in. sprzedawca Sharma, Kumar – przyjaciel jego ojca, i pani Devi, która od 20 lat sprzedawała mleko jego matce. Wyważyli drzwi i wyciągnęli na zewnątrz całą rodzinę – ojca Babulala, matkę Sitę Devi, babcię, starszego brata i jego żonę. Padło oskarżenie: Sita Devi rzuciła urok na dziecko, które dwa tygodnie wcześniej zmarło we wsi. Tym samym miała je zabić.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Babulal próbował tłumaczy</p><p>, że to niedorzeczne. Jego głos ginął jednak pośród wrzasków rozwścieczonego tłumu.</p><p><br>&nbsp;</p><p><strong>Wyrok wioski</strong></p><p>Rodzinę zaciągnięto nad pobliski staw. Tam zaatakowano ją nożami i maczetami. Ciosy spadały jeden po drugim. Gdy wszyscy leżeli już skatowani na ziemi, tłum dokonał ostatniego aktu zbrodni – oblał ich benzyną i spalił żywcem.</p><p>Sonu zdołał uciec. Biegł przez ciemność, czując, jak ogień parzy mu skórę. W końcu padł z wyczerpania. Policja znalazła go rano. Miał oparzenia trzeciego stopnia na 60&nbsp;procentach ciała.</p><p>Niemal każda z tysięcy wiosek w Biharze ma swojego tantrika – lokalnego uzdrowiciela, szamana i egzorcystę. W społecznościach, gdzie edukacja pozostaje luksusem, a wielu mieszkańców nie potrafi czytać ani pisać, jest on traktowany jak wyrocznia.</p><p>W Tetgamie tantrikiem był Nakul. Nigdy nie studiował medycyny ani nie pracował w szpitalu. To właśnie on ogłosił, że zna przyczynę śmierci dziecka: nie była nią choroba, lecz czary rzucone przez Sitę Devi. To wystarczyło.&nbsp;</p><p>Wielu mieszkańców miało własny powód, by nie lubić rodziny Oraonów. Oficjalnie chodziło o czary, w rzeczywistości – o ziemię. Rodzina posiadała żyzne hektary. Wiedziano, że jeśli wszyscy zginą, działka pozostanie bez właścicieli. A ziemia oznaczała pieniądze. Potrzebny był tylko pretekst.</p><p>Nakul znał swoją rolę. Miał rozpowszechnić historię, przestraszyć ludzi i przekonać ich do działania. Żona Babulala była idealnym celem. Reszta potoczyła się sama.</p><p><br>&nbsp;</p><p><strong>Cena oskarżenia</strong></p><p>W odległych indyjskich wioskach oskarżenie o czary nadal bywa skutecznym sposobem na pozbycie się niewygodnej osoby. Między 2000 a 2020 rokiem Indie oficjalnie zarejestrowały ponad dwa i pół tysiąca morderstw osób napiętnowanych jako czarownice. W samym 2024 roku odnotowano ich 54. Rok wcześniej – 74, a w 2022 roku – 85.</p><p>To jednak tylko przypadki zgłoszone policji. Rzeczywista liczba jest prawdopodobnie znacznie wyższa. Większość ofiar stanowią kobiety.</p><p>Szacuje się, że w samym Biharze około 75 tysięcy kobiet żyje dziś ze świadomością, że mogą zostać oskarżone o czary. Najczęściej są to wdowy, samotne lub starsze kobiety. Takie, których nie ma kto bronić. Ale problem nie ogranicza się do Biharu. Podobne zbrodnie od lat odnotowuje się również w Jharkhandzie, Chhattisgarh, Assamie i Odiszy.</p><p><br>&nbsp;</p><p><strong>Prawo kontra tantrik</strong></p><p>W 2005 roku władze stanu Bihar uchwaliły ustawę mającą przeciwdziałać przemocy związanej z oskarżeniami o czary. Miała chronić ofiary i karać osoby rozpowszechniające podobne oszczerstwa. W praktyce okazała się niemal bezużyteczna. Wielu przywódców wiosek nawet nie wie o jej istnieniu. Znają za to lokalnego tantrika. Mieszka obok nich przez cały rok. Widują go codziennie. Słuchają go i ufają mu. Prawo stworzone przez urzędników w mieście przegrywa z człowiekiem, którego znają od lat.</p><p>Społeczności często ukrywają więc prawdę. Kiedy policjant przyjeżdża do wioski, słyszy zwykle tę samą historię: wypadek, choroba, nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Nikt niczego nie widział. Sprawa zostaje zamknięta.</p><p>Badania przeprowadzone w 2024 roku wykazały, że niemal połowa oskarżeń o czary pochodzi od członków rodziny chcących przejąć majątek ofiary. W regionach, gdzie wielu ludzi żyje za równowartość kilku dolarów dziennie, dodatkowe hektary żyznej ziemi mogą oznaczać fortunę. Najczęściej chodzi więc o ziemię i pieniądze, niemal nigdy o czary.</p><p>Czasem nawet nie potrzeba formalnego oskarżenia. Wystarczy plotka. Ktoś powie, że kobieta ma „złe oko”, rzuca uroki albo przynosi nieszczęście. Lęk rozprzestrzenia się szybciej niż ogień. Ludzie wierzą tantrikom.</p><p><br>&nbsp;</p><p><strong>Bez sprawiedliwości</strong></p><p>Sonu Oraon przeżył. To właśnie jego zeznania pozwoliły policji rozpocząć dochodzenie.&nbsp;</p><p>Proces jeszcze się nie rozpoczął. Jednak wiele wskazuje na to, że wieś ponownie się zmobilizuje. Świadkowie zaczną zmieniać wersje wydarzeń albo zamilkną. Pojawią się wymówki i oskarżenia kierowane pod adresem ofiar. Sonu ma niewielkie szanse na sprawiedliwość. Tak jak wielu przed nim.</p><p>Przez lata zapadły setki wyroków za zbrodnie związane z oskarżeniami o czary. Wielu skazanych otrzymywało stosunkowo łagodne kary. Niektórzy wracali później do swoich wiosek jako bohaterowie.</p><p>W procesach dotyczących takich zbrodni niemal każdy oskarżony przedstawiał inną wersję wydarzeń. Jeden twierdził, że tylko patrzył. Drugi, że działał ze strachu. Trzeci wskazywał innych sprawców. Odpowiedzialność rozmywała się między dziesiątki osób, a sprawiedliwość stawała się niemal nieosiągalna.</p><p>Tak było choćby siedem lat temu w stanie Chhattisgarh, gdzie aktywistka Kesi Chadana została oskarżona o czary. Własna rodzina pobiła ją niemal na śmierć. Policja zatrzymała sprawców i rozpoczęło się śledztwo.</p><p>Natychmiast pojawiły się groźby. Chadana usłyszała, że jeśli będzie zeznawać, jej syn straci pracę. Wycofała więc swoje zeznania. Zmieniła tożsamość i wyjechała.</p><p>Tak kończy się wiele podobnych historii. Nie sprawiedliwym wyrokiem, lecz ucieczką.</p><p>Indie są jedną z największych gospodarek świata. Rywalizują z Chinami o wpływy gospodarcze i polityczne. Ich sektor technologiczny rozwija się w błyskawicznym tempie. Jednocześnie w Biharze, Jharkhandzie, Chhattisgarh i wielu innych stanach kobiety nadal giną za domniemane odprawianie czarów.</p><p>Nowoczesność i zabobon funkcjonują tu obok siebie. Indyjskie rakiety lecą w kosmos, a niewinne kobiety nadal płoną na wiejskich podwórkach. Wszystko to dzieje się na oczach bezradnego systemu.</p><p><strong>Joanna Tomaszewska</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ogon prawdę ci powie]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139589,ogon-prawde-ci-powie</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139589,ogon-prawde-ci-powie</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 12:03:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-ogon-prawde-ci-powie-1781027540.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Od tysięcy lat żyjemy obok psów i kotów, obserwujemy je, karmimy, leczymy i kochamy, a mimo to wciąż porozumiewamy się z nimi po omacku. Ludzkość nauczyła się przesyłać dane przez oceany, budować sztuczną inteligencję i wysyłać sondy na skraj Układu Słonecznego, ale nadal nie potrafi z całkowitą pewnością odpowiedzieć na jedno z najstarszych pytań świata: co chce nam powiedzieć pies czy kot?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Chiński startup Meng Xiaoyi twierdzi, że właśnie zrobił ogromny krok w stronę rozwiązania tej zagadki. Firma zaprezentowała PettiChat – niewielkie urządzenie przypinane do obroży, które według producenta potrafi „tłumaczyć” szczekanie psów i miauczenie kotów na ludzki język z dokładnością przekraczającą 92&nbsp;procent. Rzecz jasna urządzenie błyskawicznie przyciągnęło uwagę mediów i właścicieli zwierząt. Tysiące osób miały już zamówić je w przedsprzedaży, a sieć zapełniły filmiki przedstawiające psy domagające się spaceru i koty proszące o smakołyki.</p><p>Wizja takiego urządzenia robi wrażenie nie tylko dlatego, że człowiek od dawna marzył o rozmowie ze zwierzętami. Fascynujące jest również to, jak bardzo współczesna sztuczna inteligencja zaczyna wkraczać w sfery, które jeszcze kilka lat temu wydawały się czystą fantastyką.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Psia wieża Babel</strong></p><p>PettiChat nie jest zwykłym „tłumaczem szczekania”, jakimi rynek próbował już kiedyś zainteresować klientów. Wcześniejsze urządzenia przypominały raczej elektroniczne zabawki – reagowały na ton dźwięku i generowały przypadkowe komunikaty. Tym razem technologia jest znacznie bardziej zaawansowana. Sercem systemu jest nowoczesny model sztucznej inteligencji Qwen, opracowany przez specjalistów współpracujących z chińskim koncernem Alibaba. Według producenta urządzenie działa w sposób multimodalny, co oznacza, że nie analizuje wyłącznie dźwięków.</p><p>Miniaturowe urządzenie ważące zaledwie 27 gramów wyposażono w specjalne czujniki monitorujące ruchy zwierzęcia. System analizuje więc nie tylko samo szczekanie czy miauczenie, lecz także mikroruchy ciała, ustawienie głowy, dynamikę ogona albo uszu. Gdy zwierzę wydaje dźwięk, system analizuje jego częstotliwość, natężenie, dodatkowe tony składające się na brzmienie oraz czas trwania, a następnie zestawia te dane z zachowaniem zwierzęcia. Wszystko trafia do chmury obliczeniowej, gdzie sztuczna inteligencja próbuje przypisać sygnały do określonych stanów emocjonalnych. Po około 1,2 sekundy właściciel dostaje komunikat w aplikacji.</p><p>Brzmi imponująco. Problem w tym, że między analizą emocji a prawdziwym „tłumaczeniem języka zwierząt” istnieje ogromna różnica.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Algorytm emocji</strong></p><p>Producent twierdzi, że algorytm został „wytrenowany” na bazie obejmującej ponad 1,5 miliona próbek audio oraz tysiące godzin nagrań dokumentujących zachowania zwierząt w różnych sytuacjach – podczas zabawy, izolacji, oczekiwania na jedzenie, w stresie czy w bólu. W procesie oznaczania danych mieli uczestniczyć weterynarze i behawioryści. Według deklaracji firmy skuteczność rozpoznawania emocji sięga od 92,3 do 94,6 procent.</p><p>Właśnie te liczby budzą jednak największy sceptycyzm naukowców. Wyniki nie zostały dotąd opublikowane w recenzowanych czasopismach naukowych ani poddane niezależnej weryfikacji. To bardzo ważne, ponieważ laboratoryjne warunki testowe często mają niewiele wspólnego z codziennością. W domu algorytm musi zmierzyć się z telewizorem grającym w tle, szczekaniem innych psów, hałasem ulicy czy dziećmi biegającymi po mieszkaniu. Każdy dodatkowy dźwięk obniża skuteczność systemów klasyfikacyjnych.</p><p>I właśnie tutaj kończy się efektowny marketing, a zaczyna znacznie bardziej skomplikowana rzeczywistość zwierzęcej natury.</p><p>Współczesna nauka nie ma wątpliwości: psy i koty nie posługują się językiem w ludzkim znaczeniu tego słowa. Nie budują zdań, nie tworzą abstrakcyjnych pojęć ani nie prowadzą rozmów przypominających ludzką komunikację. Zwierzęta sygnalizują przede wszystkim emocje, poziom pobudzenia oraz podstawowe potrzeby – strach, ekscytację, frustrację, chęć zabawy, głód czy dyskomfort.</p><p>Oznacza to, że PettiChat tak naprawdę nie „tłumaczy” zwierzęcych wypowiedzi jak translator języków obcych. System analizuje dźwięki i zachowanie psa lub kota, a następnie przypisuje je do określonych emocji albo potrzeb – takich jak stres, ekscytacja, głód czy chęć zabawy. Komunikaty wyświetlane w aplikacji – „Chcę wyjść na spacer”, „Boję się tego dźwięku” czy „Zostaw mnie w spokoju” – są więc bardziej swobodną interpretacją stworzoną przez programistów niż dosłownym przekładem zwierzęcego „języka”. Innymi słowy, aplikacja nie prowadzi prawdziwej rozmowy ze zwierzęciem, lecz zamienia jego zachowanie na komunikaty bardziej zrozumiałe dla człowieka.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Kot nie filozofuje</strong></p><p>Mimo to sam pomysł działa na wyobraźnię niemal magicznie. Być może dlatego, że psy i koty od dawna przestały być wyłącznie domowymi zwierzętami. Dla milionów ludzi stały się członkami rodziny. Śpią w łóżkach, jeżdżą na wakacje, mają własne profile w mediach społecznościowych i obchodzą urodziny. Rynek produktów dla zwierząt urósł do gigantycznych rozmiarów właśnie dlatego, że współczesny człowiek coraz częściej traktuje pupila jak emocjonalnego partnera.</p><p>PettiChat idealnie wpisuje się w ten trend. Tak naprawdę nie sprzedaje wyłącznie technologii, ale marzenie o przełamaniu międzygatunkowej bariery.</p><p>Internet błyskawicznie podzielił się na dwa obozy. Jedni są zachwyceni perspektywą lepszego rozumienia swoich pupili, inni reagują ironią. W mediach społecznościowych pojawiły się żarty, że koty prawdopodobnie przez większość dnia mówiłyby jedynie: „Nakarm mnie”, „Nie dotykaj mnie” albo „To mieszkanie należy do mnie”. Ktoś inny zauważył, że pięcioprocentowy margines błędu oznacza, iż urządzenie może kiedyś błędnie przetłumaczyć zwykłe miauknięcie na filozoficzne rozważania o sensie istnienia.</p><p>Dowcipy są zabawne, ale pokazują coś ważnego: ludzie intuicyjnie wyczuwają, że tłumaczenie zwierzęcych emocji na ludzkie zdania zawsze będzie pewnym uproszczeniem.</p><p>Weterynarze i behawioryści ostrzegają również przed innym problemem – zbyt dużym zaufaniem do aplikacji. Jeśli zwierzę zacznie wykazywać subtelne objawy choroby, a system błędnie zinterpretuje je jako „zmęczenie” lub „potrzebę odpoczynku”, właściciel może zbyt późno zgłosić się do kliniki weterynaryjnej. Szczególnie niebezpieczne bywają choroby rozwijające się powoli, jak niewydolność nerek u kotów czy przewlekły ból stawów u starszych psów.</p><p>Dlatego naukowcy podkreślają, że podobne technologie powinny być traktowane wyłącznie jako narzędzia pomocnicze. Żaden algorytm nie zastąpi doświadczenia właściciela, który zna codzienne zachowania swojego zwierzęcia, ani wiedzy lekarza weterynarii.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Między nauką a magią</strong></p><p>A jednak byłoby błędem całkowicie lekceważyć takie projekty. Sztuczna inteligencja rzeczywiście zaczyna odgrywać coraz większą rolę w badaniu komunikacji zwierząt. Naukowcy od lat próbują rozszyfrować odgłosy wielorybów, słoni czy delfinów. Szczególnie fascynujące pozostają właśnie delfiny – niezwykle inteligentne stworzenia żyjące w skomplikowanych strukturach społecznych.</p><p>Firma Google DeepMind rozwija obecnie model DolphinGemma, trenowany na gigantycznej bazie dźwięków gromadzonych przez Wild Dolphin Project. Badacze mają nadzieję, że AI wykryje subtelne wzory komunikacyjne nierozpoznawalne przez człowieka. Być może po raz pierwszy uda się ustalić, czy delfiny posiadają coś przypominającego słownictwo lub powtarzalne struktury komunikacyjne.</p><p>To już nie jest futurystyczna zabawka z internetowego sklepu, lecz bardzo poważny kierunek badań naukowych. Możliwe więc, że przyszłość rzeczywiście przyniesie technologie pozwalające lepiej rozumieć emocje zwierząt. Być może weterynarze szybciej wykryją cierpienie psa, a właściciel kota wcześniej zauważy przewlekły stres swojego pupila. Byłaby to ogromna zmiana w opiece nad zwierzętami.</p><p>Najprawdopodobniej jednak przyszłość nie będzie wyglądała jak film, w którym pies prowadzi z człowiekiem pełnoprawną rozmowę. Sztuczna inteligencja nie nauczy nas rozmawiać ze zwierzętami jak z ludźmi. Może natomiast pomóc lepiej dostrzegać ich emocje, potrzeby i sygnały ostrzegawcze. A to samo w sobie byłoby już małą rewolucją.</p><p><strong>Monika Pawlak</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nieboszczycy z urzędu]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139588,nieboszczycy-z-urzedu</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139588,nieboszczycy-z-urzedu</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 12:02:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-nieboszczycy-z-urzedu-1781027418.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Pomyłki urzędników są niemal tak stare jak same urzędy. Ktoś zgubi dokument, ktoś pomyli adres, w formularzu zabraknie jednej litery nazwiska albo urzędnik wpisze złą cyfrę w numerze identyfikacyjnym. Większość ludzi zakłada, że takie błędy bywają irytujące, czasem kosztowne, ale ostatecznie da się je wyprostować. Co jednak dzieje się wtedy, gdy państwo popełnia pomyłkę znacznie poważniejszą? Na przykład wtedy, gdy nagle błędnie uznaje, że… człowiek nie żyje?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Madeline-Michelle Carthen przekonała się o tym w 2007 roku. Mieszkała wtedy w St. Louis, studiowała na Webster University i przygotowywała się do wyjazdu na staż do Ghany. Aby pokryć koszty podróży, złożyła wniosek o federalną pomoc finansową dla studentów. To właśnie wtedy dowiedziała się, że według rządowych rejestrów… jest martwa.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Dwudziestoletnia batalia</strong></p><p>Problem dotyczył jej numeru Social Security. Ktoś przypisał jej numer należący wcześniej do osoby zmarłej, a błędna informacja zaczęła krążyć między kolejnymi instytucjami – od IRS po Departament Bezpieczeństwa Krajowego i system E-Verify. Jeden nieprawidłowy wpis wystarczył, by dla urzędów stała się osobą, która formalnie nie powinna już istnieć.</p><p>Brzmiało to tak absurdalnie, że początkowo uznała całą sytuację za groteskową pomyłkę, którą uda się wyjaśnić jednym telefonem. Przecież od osiemnastu miesięcy normalnie studiowała, regularnie chodziła na zajęcia i pobierała pomoc finansową. Szybko okazało się jednak, że udowodnienie własnego istnienia wcale nie jest proste, a urzędniczy błąd może mieć bardzo realne konsekwencje. Uczelnia natychmiast wstrzymała pomoc finansową i poinformowała, że do czasu wyjaśnienia sprawy Madeline-Michelle nie będzie mogła kontynuować nauki ani tym bardziej wyjechać na staż.</p><p>Natychmiast skontaktowała się więc z odpowiednią instytucją, przesłała dokumenty i – przekonana, że cała sprawa zostanie szybko wyjaśniona – spokojnie czekała na odpowiedź urzędników. Mijały jednak tygodnie, potem miesiące, a ona wciąż figurowała w systemie jako nieboszczka. Nie mogła skończyć studiów. Jej znajomi odbierali dyplomy, podczas gdy ona nadal czekała, aż kolejny niezbyt pomocny urzędnik uzna ją za żywą.</p><p>Nie mogła też utrzymać żadnej pracy. Kiedy potencjalni pracodawcy sprawdzali ją w systemie E-Verify, okazywało się, że formalnie nie istnieje. Madeline wielokrotnie kontaktowała się z Social Security Administration, wysyłała dokumenty, godzinami wisiała na telefonie i słyszała zapewnienia, że sprawa została już skorygowana. Po pewnym czasie okazywało się jednak, że kolejny urząd, bank albo pracodawca nadal widzi ją w systemie jako osobę zmarłą.</p><p>Problem wracał zawsze wtedy, gdy próbowała zrobić coś mniej zwyczajnego – zmienić pracę, wynająć mieszkanie czy uzyskać kredyt hipoteczny. Trudno kupić dom, jeśli oficjalnie nie istnieje się w państwowych rejestrach. Nigdy nie miała pewności, kiedy błąd urzędników ponownie utrudni jej życie. Zwracała się o pomoc do czterech amerykańskich prezydentów, wysłała niezliczone pisma do Social Security Administration, a nawet pozwała urząd za zmarnowanie jej życia. Pozew został jednak odrzucony. Okazało się, że urzędników odpowiedzialnych za błąd chroni immunitet.</p><p>W 2021 roku zmieniła nazwisko i otrzymała nowy numer ubezpieczenia społecznego. Jednak nawet wtedy problemy się nie skończyły. W części rządowych baz danych jej nowe, nadane przez sąd nazwisko zapisano błędnie. A w systemie E-Verify, używanym przez pracodawców do potwierdzania prawa do zatrudnienia, nadal widniał nieprawidłowy numer Social Security.</p><p>Konsekwencje urzędniczej pomyłki dotknęły również jej 29-letniego syna, Kennetha. Nie mógł starać się o stypendium, ponieważ Madeline nie była w stanie podpisać jego wniosku o federalną pomoc finansową. Paradoksalnie, jednym z nielicznych wyjątków w jej niemal dwudziestoletniej walce okazały się świadczenia rentowe z powodu choroby serca, które – ku własnemu zdumieniu – udało jej się otrzymać.</p><p>„Jak to możliwe, że oficjalnie uznają mnie za zmarłą, a jednocześnie wypłacają mi rentę?” – pytała gorzko w jednym z wywiadów. „To tak absurdalne, że trudno w to uwierzyć”.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Urzędniczy czyściec</strong></p><p>Madeline-Michelle Carthen nie jest wyjątkiem. Choć jej historia brzmi jak pomyłka rodem z Kafki, każdego roku podobny scenariusz dotyka tysiące Amerykanów. Do prowadzonej przez Social Security Administration bazy danych osób zmarłych – tzw. Death Master File – trafia rocznie ponad trzy miliony zgłoszeń dotyczących zgonów. Większość jest prawidłowa, jednak nawet niewielki margines błędu oznacza dramatyczne konsekwencje dla żywych ludzi.</p><p>Według danych SSA każdego roku od około 9 do 12 tysięcy osób zostaje błędnie uznanych za zmarłe wskutek pomyłek administracyjnych lub błędnie przypisanych numerów Social Security. Jeden nieprawidłowy wpis potrafi uruchomić lawinę problemów: zamrożone konta bankowe, utratę pracy, brak dostępu do świadczeń, trudności z wynajęciem mieszkania czy uzyskaniem kredytu.</p><p>Jednym z ludzi uwięzionych w takim administracyjnym czyśćcu był Ned Johnson. Pewnego dnia siedział razem z żoną przy stole i popijał kawę, kiedy Pam nagle wybuchnęła śmiechem. W liście z banku, który właśnie otworzyła, znajdowały się kondolencje z powodu… śmierci Neda.</p><p>Początkowo oboje uznali to za zwykły urzędniczy błąd, który szybko uda się wyjaśnić. Niestety, rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana. Bank uparcie twierdził, że Ned zmarł przed paroma miesiącami. Kilka dni później przyszedł kolejny list – tym razem z Social Security Administration – w którym urząd domagał się od Pam zwrotu emerytury wypłacanej mężowi po jego rzekomej śmierci. Natychmiast wstrzymano również kolejne świadczenia.</p><p>Nagle przestało działać Medicare Neda – podstawowe ubezpieczenie zdrowotne dla amerykańskich seniorów. W ślad za tym pojawiły się trudności finansowe i kolejne pisma z urzędów oraz instytucji domagających się wyjaśnień.</p><p>Johnsonowie tygodniami próbowali odkręcić sytuację, która początkowo wydawała się niemal komiczna. Dzwonili do Social Security Administration, odwiedzali lokalne biura i raz po raz tłumaczyli urzędnikom, że została popełniona pomyłka, a Ned – jak najbardziej żywy – stoi właśnie przed nimi. Dopiero po ponad pół roku wszystko wróciło do normy. Jak się później okazało, cała katastrofa zaczęła się od jednej źle zapisanej litery w jego imieniu.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Żywy, ale martwy</strong></p><p>Jeszcze bardziej nieprawdopodobnie brzmi historia Donalda Millera z Ohio. W latach osiemdziesiątych zmagał się z problemami finansowymi i alkoholizmem. Pewnego dnia porzucił rodzinę i zniknął bez śladu. Przez lata nie kontaktował się z bliskimi. Nikt nie wiedział, gdzie przebywa ani czy w ogóle jeszcze żyje. W końcu sąd uznał go za zmarłego, co pozwoliło rodzinie uporządkować sprawy prawne.</p><p>Po latach Donald niespodziewanie wrócił. Ku własnemu zdumieniu usłyszał, że dawno temu uznano go za zmarłego i symbolicznie pochowano. Nie miał żadnych ważnych dokumentów, dlatego udał się do odpowiedniej instytucji, by wyrobić nowy dowód tożsamości. Szybko okazało się jednak, że nie będzie to proste.</p><p>Po miesiącach walki z urzędnikami sprawa trafiła do sądu. W 2013 roku Donald stanął przed sędzią przekonany, że pomyłka zostanie natychmiast wyjaśniona. W końcu siedział na sali rozpraw, odpowiadał na pytania i dosłownie patrzył przedstawicielowi prawa w oczy. Zamiast tego usłyszał, że zgłosił się za późno. Uznano, że termin na zakwestionowanie aktu zgonu dawno minął.</p><p>Prawo nie przewidywało wyjątku dla człowieka, który po prostu wrócił po latach.</p><p>Donald Miller wyszedł z sali rozpraw jako człowiek, który oddychał, rozmawiał i chodził po ulicach, ale według państwa nadal pozostawał martwy.</p><p>Historie takie jak te brzmią jak wyjątki, jednak amerykańska Social Security Administration przyznaje, iż każdego roku tysiące osób błędnie trafiają do systemu jako zmarłe. Czasem błąd udaje się naprawić szybko. Innym razem ciągnie się przez lata i zaczyna wpływać na niemal każdy aspekt życia – pracę, kredyty, leczenie, edukację i zwykłe poczucie bezpieczeństwa. Bo kiedy system uzna człowieka za zmarłego, okazuje się, że samo powiedzenie „przecież żyję” bardzo często już nie wystarcza.</p><p><strong>Maggie Sawicka</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tornada i zniszczenia po kolejnej fali burz]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139698,tornada-i-zniszczenia-po-kolejnej-fali-burz</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139698,tornada-i-zniszczenia-po-kolejnej-fali-burz</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 12:01:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-tornada-i-zniszczenia-po-kolejnej-fali-burz-1781284496.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Kolejny gwałtowny front burzowy, który przeszedł w czwartek wieczorem przez Illinois i Indianę, przyniósł tornada, niszczący wiatr i rozległe przerwy w dostawach energii elektrycznej. Uszkodzone zostały domy, szkoły, budynki gospodarcze i infrastruktura. W piątek służby nadal oceniały skalę zniszczeń i nie było informacji o osobach poważnie rannych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ekipy ratunkowe i meteorolodzy od piątkowego poranka, 12 czerwca sprawdzali skutki tornad, które przeszły przez region w czwartek wieczorem.</p><p>W rejonie Dwight, około 80 mil (129 km) na południowy zachód od Chicago, uszkodzone zostały głównie stodoły, silosy i inne zabudowania gospodarcze na licznych farmach. Nagrania wykonane z drona pokazały moment formowania się tornada krótko po godzinie 6:00 p.m. W wielu miejscach drzewa zostały wyrwane z korzeniami.</p><p>Według wstępnych informacji uszkodzone zostały również niektóre domy, jednak większość szkód dotyczy gospodarstw rolnych. Nie było informacji o osobach rannych.</p><p>Reporterzy CBS News Chicago informowali także o licznych podtopieniach dróg i poboczy w okolicach Dwight.</p><p>Jeszcze poważniejsze zniszczenia odnotowano w miejscowości Streator, na zachód od Dwight, gdzie tornado uszkodziło domy i pozostawiło po sobie rozległe pole gruzu.</p><p>Poważne szkody odnotowano również w Bridgeview na południowo-zachodnich przedmieściach Chicago. Powalone zostały liczne drzewa, zerwane linie energetyczne, a niektóre samochody zostały przewrócone przez silny wiatr.</p><p>Według miejscowego komendanta straży pożarnej ewakuowano dwa budynki mieszkalne. Mieszkańcy tymczasowo schronili się w siedzibie władz miejscowości (Village Hall).</p><p>Władze Bartlett na zachodnich przedmieściach poinformowały, że miejscowość znalazła się wśród najbardziej poszkodowanych przez burze. Uszkodzone zostały domy, liczne drzewa zostały powalone, a zerwane linie energetyczne spowodowały rozległe przerwy w dostawie prądu. Także tam nie odnotowano osób rannych. Podobne zniszczenia pozostawiła też&nbsp;nawałnica w Naperville na zachodnich przedmieściach.</p><p>Według Krajowej Służby Pogodowej (NWS), do najbardziej dotkniętych obszarów należały również Kouts i Merrillville w północno-zachodniej Indianie. W Merrillville tornado zerwało dach szkoły Andrean High School, połamało słupy energetyczne i zniszczyło część zabudowy mieszkalnej. Miejscowi urzędnicy i mieszkańcy określali krajobraz po przejściu żywiołu jako „strefę wojny”.</p><p>Czwartek, 11 czerwca był już drugim dniem z rzędu, gdy region zmagał się z gwałtowną pogodą. W całym Midweście prąd straciło około 500 tysięcy odbiorców. W piątek rano bez energii elektrycznej pozostawało jeszcze blisko 380 tys. gospodarstw domowych w Illinois i Indianie.</p><p>Jak poinformował ComEd, w samym północnym Illinois prądu nie miało ponad 170 tys. odbiorców.</p><p>Krajowa Służba Pogodowa (NWS) w piątek, 12 czerwca prowadziła szczegółową ocenę szkód, która ma pomóc ustalić liczbę tornad oraz ich siłę. Inspekcje mają potrwać przez najbliższe dni.</p><p><strong>Joanna Trzos</strong><br><a href="mailto:j.trzos@zwiazkowy.com">j.trzos@zwiazkowy.com</a></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Piłkarz na uwięzi]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139587,pilkarz-na-uwiezi</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139587,pilkarz-na-uwiezi</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 12:01:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-pilkarz-na-uwiezi-1781027320.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Konieczność istnienia jasnych i precyzyjnych przepisów gry w sporcie nie budzi wątpliwości. To one wyznaczają ramy rywalizacji, zapewniają jej uczciwość i pozwalają uniknąć chaosu. Zdarza się jednak, że niektóre zakazy – zamiast porządkować rzeczywistość – wywołują zdziwienie, a czasem nawet uśmiech. Szczególnie interesującą kategorię stanowią ograniczenia wpisywane bezpośrednio do kontraktów piłkarzy. To właśnie tam, poza oficjalnymi regulaminami i przepisami federacji, pojawiały się zapisy, które nakładały na zawodników obowiązki trudne do uzasadnienia, a niekiedy wręcz osobliwe.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W każdej dyscyplinie sportowej muszą istnieć reguły określające przebieg rywalizacji oraz zachowanie zawodników zarówno w trakcie zawodów, jak i poza nimi. Bez nich sport przestałby być uporządkowaną formą współzawodnictwa. W naturalny sposób pojawiają się więc zakazy – ograniczenia dotyczące konkretnych działań na boisku lub w jego otoczeniu. Zazwyczaj są one logiczne i wynikają z troski o bezpieczeństwo, fair play oraz wizerunek dyscypliny.</p><p>Bywa jednak, że granica rozsądku zostaje przekroczona. Przepisy regulujące przebieg meczu to jedno, lecz znacznie ciekawsze wydają się ograniczenia nakładane na zawodników w ich życiu prywatnym. To właśnie w kontraktach piłkarskich można znaleźć zapisy, które pokazują, jak daleko potrafią posunąć się kluby, chcąc zabezpieczyć swoje interesy. W świecie, gdzie stawką są ogromne pieniądze, każdy detal może mieć znaczenie. Zawodnik nie jest już wyłącznie sportowcem – staje się inwestycją, którą należy chronić niemal w każdej sytuacji.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Zawód pełen ograniczeń</strong></p><p>Kontrakty piłkarskie to rozbudowane dokumenty regulujące nie tylko kwestie finansowe, ale również styl życia zawodnika. Kluby, inwestując miliony w transfery i wynagrodzenia, oczekują pełnego zaangażowania oraz maksymalnego skupienia na wynikach sportowych. Nic więc dziwnego, że w umowach zaczęły pojawiać się klauzule ingerujące w codzienność piłkarzy.</p><p>Z dzisiejszej perspektywy wiele z tych zapisów może wydawać się przesadnych. Ich źródłem była jednak nie tylko ostrożność, lecz także presja wyników i rosnąca komercjalizacja futbolu. Każda kontuzja, każde nieprzemyślane zachowanie poza boiskiem mogło oznaczać poważne straty finansowe. W efekcie kluby próbowały kontrolować niemal każdy aspekt życia swoich zawodników – od sposobu spędzania wolnego czasu po wybór ubrań.</p><p>Jednym z najbardziej znanych przykładów takiej przesadnej ostrożności jest historia szwedzkiego pomocnika Stefana Schwarza. W 1999 roku trafił on do Sunderland AFC jako doświadczony i ceniony zawodnik, mający za sobą występy w takich klubach jak Arsenal F.C., ACF Fiorentina czy Valencia CF. Schwarz był jednak znany nie tylko z umiejętności piłkarskich, lecz także z fascynacji kosmosem.</p><p>Działacze Sunderlandu postanowili potraktować tę pasję z pełną powagą. W kontrakcie zawodnika znalazł się zapis zakazujący mu odbywania lotów kosmicznych przez cały okres obowiązywania umowy. Choć brzmi to jak anegdota, klub miał swoje powody. Obawiano się zarówno ryzyka związanego z potencjalną katastrofą, jak i ewentualnej nieobecności zawodnika w kluczowym momencie sezonu. Plotki o planowanym locie w 2002 roku tylko wzmocniły czujność działaczy. Ostatecznie do żadnej podróży nie doszło, a sam piłkarz zyskał wśród kibiców przydomek „astronauta”.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Kolor, który dzieli</strong></p><p>Jeszcze inną kategorię nietypowych zakazów stanowiły ograniczenia dotyczące… koloru obuwia. Choć mogłoby się wydawać, że wybór korków to sprawa czysto estetyczna, w niektórych klubach miał on znaczenie symboliczne.</p><p>Z taką sytuacją zetknął się Rafael van der Vaart, znany holenderski pomocnik i wicemistrz świata z 2010 roku. W 2015 roku, pod koniec kariery, trafił do Real Betis. Tam usłyszał jasny komunikat: czerwone korki są zakazane. Powód był prosty – czerwień to kolor odwiecznego rywala, Sevilli FC.</p><p>Co ciekawe, klub nie poprzestał na samym zakazie. Za jego przestrzeganie zawodnik otrzymał znaczącą premię finansową, sięgającą ponad miliona euro. To pokazuje, jak wielką wagę przywiązuje się do symboliki i lojalności wobec barw klubowych.</p><p>Podobna historia spotkała Sebastiána Coatesa. W 2016 roku, podczas gry w Sporting CP, również musiał zrezygnować z czerwonych elementów stroju. W tym przypadku chodziło o rywalizację z SL Benfica, której barwy dominują właśnie w tym kolorze. W obu sytuacjach widoczna była ta sama logika – piłkarz reprezentuje klub nie tylko swoją grą, lecz także każdym detalem swojego wizerunku.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Dyscyplina poza boiskiem</strong></p><p>Jeszcze dalej posunięte ograniczenia dotyczyły życia prywatnego zawodników. Szczególnie głośny był przypadek Mario Balotellego, jednego z najbardziej utalentowanych, ale i najbardziej kontrowersyjnych napastników swojego pokolenia.</p><p>Gdy w 2013 roku trafił do AC Milan, klub postanowił zabezpieczyć się przed jego nieprzewidywalnym zachowaniem. W umowie pojawiły się liczne ograniczenia: zakaz uczestnictwa w nocnych imprezach, palenia papierosów czy spożywania alkoholu. Do tego dochodziły bardziej niejednoznaczne zapisy dotyczące wyglądu oraz aktywności w mediach społecznościowych.</p><p>Zakaz noszenia ekstrawaganckich fryzur czy publikowania kontrowersyjnych treści trudno było jednoznacznie zinterpretować, co czyniło ich egzekwowanie problematycznym. Pokazuje to jednak, jak bardzo kluby starały się wpływać na wizerunek zawodników i ograniczać ryzyko związane z ich zachowaniem poza boiskiem.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Granice kontroli</strong></p><p>Jak widać, świat profesjonalnego futbolu rządzi się własnymi prawami. Kluby, inwestując ogromne środki m.in. w zawodników, próbują minimalizować ryzyko na wszelkie możliwe sposoby. Czasem prowadzi to do sytuacji, w których granica między uzasadnioną troską a przesadną kontrolą zaczyna się zacierać.</p><p>Z jednej strony takie zapisy mogą wydawać się przesadne, a nawet absurdalne. Z drugiej – są konsekwencją realiów współczesnego sportu, w którym każdy detal może przełożyć się na wynik finansowy lub sportowy. Piłkarz staje się częścią większego mechanizmu, a jego życie prywatne przestaje być wyłącznie jego sprawą.</p><p>W efekcie kontrakty piłkarskie przekształciły się w dokumenty regulujące nie tylko warunki pracy, lecz także codzienność zawodników. To właśnie w nich najlepiej widać napięcie między wolnością jednostki a interesem instytucji. I choć wiele z tych klauzul budzi dziś zdziwienie, stanowią one ciekawy zapis epoki, w której sport coraz wyraźniej splata się z biznesem.</p><p><strong>Jacek Hilgier</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Rosyjska lista śmierci]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139586,rosyjska-lista-smierci</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139586,rosyjska-lista-smierci</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 12:00:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-rosyjska-lista-smierci-1781027199.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>30 stycznia 2022 roku Leonida Szulmana znaleziono martwego w łazience domu w obwodzie leningradzkim. Obok ciała dyrektora transportu Gazpromu leżała pożegnalna notatka. Samobójstwo – tak brzmiała oficjalna wersja wydarzeń. Trzy tygodnie później powiesił się Aleksander Tiuliakow, kolejny menedżer związany z Gazpromem. Ponownie uznano, że odebrał sobie życie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><span style="color:#000000;">Potem przyszła wiosna, a wraz z nią seria zgonów, która zaczęła budzić coraz większe niedowierzanie. W ciągu następnych ośmiu miesięcy 2022 roku w Rosji zmarło co najmniej kilkunastu oligarchów, biznesmenów i wysoko postawionych urzędników związanych z sektorem energetycznym. Oficjalnie były to samobójstwa, wypadki i ataki serca. Nieoficjalnie coraz częściej szeptano o jednej z najbardziej zagadkowych serii śmierci we współczesnej historii rosyjskiego biznesu.</span></p><p>&nbsp;</p><p><span style="color:#000000;"><strong>Bogaci i martwi</strong></span></p><p><span style="color:#000000;">Władysława Awajewa, wiceprezesa Gazprombanku, znaleziono martwego w Moskwie razem z żoną i córką 18&nbsp;kwietnia 2022 roku. Według oficjalnej wersji miał najpierw zastrzelić rodzinę, a następnie siebie. Kilka dni później ciało Siergieja Protoseni, byłego szefa Novateku, odnaleziono w Hiszpanii. Wisiał w ogrodzie swojej willi. Jego żona i córka leżały martwe w domu z licznymi ranami kłutymi.</span></p><p><span style="color:#000000;">W czerwcu 2022 roku Paweł Antow, polityk związany z partią Putina, który fortunę zbudował na produkcji kiełbasy, napisał na WhatsAppie, że rosyjski atak na blok mieszkalny w Kijowie „trudno nazwać inaczej niż terrorem”. Jednocześnie podkreślał, że popiera Putina i samą wojnę. 25 grudnia 2022 roku znaleziono go martwego przed hotelem w Indiach. Oficjalnie wypadł z okna na trzecim piętrze.</span></p><p><span style="color:#000000;">We wrześniu 2022 roku przez okno Centralnego Szpitala Klinicznego w Moskwie miał wypaść Rawił Maganow, przewodniczący Lukoilu, drugiego co do wielkości producenta ropy w Rosji. Nie zostawił listu pożegnalnego. Nie zachowały się również nagrania z kamer monitoringu obejmujących miejsce zdarzenia. Miesiąc wcześniej zarząd Lukoilu apelował o zakończenie wojny w Ukrainie.&nbsp;</span></p><p><span style="color:#000000;">8&nbsp;czerwca 2023 roku Artiom Bartieniew, sędzia federalny, wypadł z okna swojego apartamentu na dwunastym piętrze. Niespełna trzy tygodnie później Kristinę Bajkową, wiceprezeskę Loko-Banku, znaleziono martwą po upadku z jedenastego piętra. Schemat wydawał się niezmienny: niejasne okoliczności, rodziny przekonane, że ofiary nie mogły targnąć się na własne życie i błyskawicznie zamykane śledztwa.</span></p><p><span style="color:#000000;">Wiele przypadków łączyły podobne cechy. Ofiary były zamożne, posiadały wpływy i utrzymywały związki z rosyjskim sektorem energetycznym. Część z nich krytykowała wojnę lub posiadała wiedzę mogącą okazać się niewygodną dla władzy. Jeszcze przed 2022 rokiem amerykańskie media zwracały uwagę na rosnącą liczbę tajemniczych zgonów rosyjskich biznesmenów. Po inwazji na Ukrainę podobne historie zaczęły pojawiać się jeszcze częściej.</span></p><p>&nbsp;</p><p><span style="color:#000000;"><strong>Żaba i szaman</strong></span></p><p><span style="color:#000000;">Jedną z najbardziej niezwykłych historii pozostaje przypadek Aleksandra Subbotina, byłego menedżera Lukoilu. Jego ciało znaleziono 8&nbsp;maja 2022 roku w domu szamana w Mytiszczach pod Moskwą.</span></p><p><span style="color:#000000;">Rosyjskie media szybko przedstawiły osobliwą wersję wydarzeń. Subbotin miał przyjechać po nietypowe lekarstwo na kaca – kurację wykorzystującą jad śmiercionośnych żab z Jamajki. Według relacji znachor naniósł kilka kropli toksyny na nacięcie wykonane na skórze biznesmena. Po zabiegu Subbotin zwymiotował, a następnie poczuł się lepiej. Wieczorem miał jednak uskarżać się na ból serca, po czym zmarł. Jego zwłoki odnaleziono w piwnicy domu szamana.</span></p><p><span style="color:#000000;">Później ustalono, że Subbotin przybył tam dzień wcześniej w stanie silnego upojenia alkoholowego i pod wpływem narkotyków. Jeśli ktoś chciałby upozorować przypadkową śmierć, trudno byłoby znaleźć bardziej sprzyjające okoliczności.</span></p><p><span style="color:#000000;">Lukoil był jedną z niewielu dużych rosyjskich korporacji, które publicznie wyraziły sprzeciw wobec wojny z Ukrainą. W systemie opartym na lojalności wobec Kremla taki gest mógł zostać odebrany jako niebezpieczna demonstracja niezależności.</span></p><p>&nbsp;</p><p><span style="color:#000000;"><strong>Cena nielojalności</strong></span></p><p><span style="color:#000000;">W rosyjskich mediach niezależnych zaczęło funkcjonować określenie „syndrom nagłej śmierci oligarchy”. W opisywanych przypadkach powtarzał się podobny schemat a oficjalną przyczyną śmierci niemal zawsze pozostawało: samobójstwo, zawał serca albo nieszczęśliwy wypadek.</span></p><p><span style="color:#000000;">Powstało wiele teorii próbujących wyjaśnić tę serię zgonów. Jedni uważają, że Kreml eliminuje osoby uznane za nielojalne lub potencjalnie niebezpieczne. Inni mówią o starannie zaplanowanych zabójstwach z wykorzystaniem trucizn i metod pozostawiających jak najmniej śladów. Pojawiają się również hipotezy o „samobójstwach pod przymusem” – operacjach, których celem miałoby być zmuszenie ofiar do odebrania sobie życia.</span></p><p><span style="color:#000000;">Nie wiadomo, która z tych teorii jest prawdziwa. Może żadna, a może kilka jednocześnie. Pewne jest jedynie to, że brak przejrzystości, chaos informacyjny i niemożność zweryfikowania oficjalnych komunikatów stały się nieodłącznym elementem współczesnej rosyjskiej rzeczywistości.</span></p><p><span style="color:#000000;">Według niektórych anonimowych źródeł cytowanych przez zachodnie media scenariusze eliminacji niewygodnych osób miały być przygotowywane z ogromną starannością. Jeden z oligarchów dostał „zawału” na jachcie. Inny miał „wypaść” z trasy podczas jazdy na nartach w Alpach. Kolejny rzekomo zatruł się grzybami we własnej daczy. W wielu przypadkach pojawiał się jednak jeden powtarzający się szczegół – przed śmiercią ofiary miały odbywać nieoficjalne spotkania z osobami związanymi z aparatem państwowym lub wpływowymi strukturami biznesowymi.</span></p><p><span style="color:#000000;">Świat obserwuje te wydarzenia, rosyjskie media w większości milczą, a ludzie należący do elit doskonale rozumieją przekaz płynący z podobnych historii. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, co może się stać, gdy nazwisko znajdzie się na niewłaściwej liście. Dlatego wielu wybiera milczenie, publiczną lojalność i ostrożność w formułowaniu swoich opinii.</span></p><p><span style="color:#000000;">Historie Leonida Szulmana, Aleksandra Tiuliakowa, Rawiła Maganowa, Aleksandra Subbotina i wielu innych nie są już tylko serią sensacyjnych doniesień prasowych. Dla wielu obserwatorów stały się symbolem systemu, w którym granica między przypadkiem, samobójstwem a politycznym przesłaniem pozostaje niebezpiecznie niewyraźna. A właśnie ta niepewność może być najpotężniejszym narzędziem ze wszystkich.</span></p><p><span style="color:#000000;"><strong>Joanna Tomaszewska</strong></span></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Firma SpaceX weszła na giełdę; Elon Musk pierwszym na świecie bilionerem]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139697,firma-spacex-weszla-na-gielde-elon-musk-pierwszym-na-swiecie-bilionerem</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139697,firma-spacex-weszla-na-gielde-elon-musk-pierwszym-na-swiecie-bilionerem</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 11:42:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-firma-spacex-weszla-na-gielde-elon-musk-pierwszym-na-swiecie-bilionerem-1781283209.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Firma SpaceX miliardera Elona Muska weszła w piątek na giełdę. Symbolicznego otwarcia notowań dokonano w Nowym Jorku i Teksasie. Podczas debiutu akcje otworzyły się na poziomie 150 USD za sztukę. Musk został pierwszym na świecie bilionerem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W ramach pierwszej oferty publicznej (IPO) SpaceX sprzedała 555,6 mln akcji po 135 dolarów za sztukę dużym inwestorom, pozyskując w ten sposób ok. 75 mld dolarów. Była to największa IPO w historii - poinformowała stacja CNN.</p><p>Podczas piątkowego debiutu na giełdzie, akcje założonej w 2002 r. firmy, otworzyły się na poziomie 150 USD za sztukę. Jak podała CNN, niedługo po otwarciu akcje wzrosły do poziomu 165 USD za sztukę, czyli o około 22 proc. względem ceny IPO. Wzrost ten podniósł wycenę spółki do ponad 2 bilionów USD, w porównaniu z docelową wyceną wynoszącą 1,77 biliona USD. Czyni to ją jedną z największych spółek publicznych w USA.</p><p>Symbolicznego otwarcia notowań firmy w Teksasie i Nowym Jorku dokonali Musk i prezes oraz dyrektorka operacyjna Gwynne Shotwell.</p><p>- Oceniałem szanse powodzenia SpaceX na mniej niż 10 proc. Mówiłem ludziom wprost: Słuchajcie, najprawdopodobniej poniesiemy porażkę, ale warto spróbować. Bo jeśli tego nie zrobimy, jeśli nie pojawi się nowa firma wchodząca do sektora kosmicznego, nigdy nie staniemy się cywilizacją zdolną do podróży kosmicznych – powiedział 54-letni Musk w siedzibie SpaceX w Teksasie.</p><p>- Celem SpaceX jest umożliwienie ludziom podróży na Księżyc, na Marsa, a później jeszcze dalej - oznajmił najbogatszy człowiek świata, który dzięki debiutowi został pierwszym bilionerem. IPO oznacza też, że 4400 obecnych i byłych pracowników SpaceX stanie się milionerami.</p><p>Wcześniej w tym roku producent rakiet kosmicznych SpaceX przejął firmę z dziedziny sztucznej inteligencji xAI. W przeszłości Musk połączył xAI, który wypuścił chatbota Grok, z X czyli dawnym Twitterem.</p><p>Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Piłka nabrała tempa (WIDEO)]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139696,pilka-nabrala-tempa-wideo</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139696,pilka-nabrala-tempa-wideo</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 10:52:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-pilka-nabrala-tempa-wideo-1781279970.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Mistrzostwa świata w piłce nożnej zaczynają nabierać tempa. Na&amp;nbsp;inaugurację&amp;nbsp;mundialu jego współgospodarze –&amp;nbsp;piłkarze Meksyku, pokonali&amp;nbsp;Republikę&amp;nbsp;Południowej Afryki 2:0. W stoli</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <figure class="media"><oembed url="https://youtu.be/rd7OGv1ONgw?si=5gHtzZoKXZvn5SJW"></oembed></figure><p>Mistrzostwa świata w piłce nożnej zaczynają nabierać tempa. Na&nbsp;inaugurację&nbsp;mundialu jego współgospodarze –&nbsp;piłkarze Meksyku, pokonali&nbsp;Republikę&nbsp;Południowej Afryki 2:0. W stolicy Meksyku turniejowej gorączce przygląda&nbsp;się&nbsp;specjalny wysłannik „Dziennika Związkowego” –&nbsp; Jan&nbsp;Pachlowski.</p><p>WIDEO: <strong>Jan Pachlowski</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nie żyje brytyjski malarz David Hockney]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139695,nie-zyje-brytyjski-malarz-david-hockney</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139695,nie-zyje-brytyjski-malarz-david-hockney</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 09:11:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-nie-zyje-brytyjski-malarz-david-hockney-1781273572.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Zmarł David Hockney, jeden z najważniejszych współczesnych brytyjskich artystów, czołowa postać pop artu lat sześćdziesiątych - poinformowała w piątek jego rzeczniczka. Artysta miał 88 lat.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>„Jedna z najważniejszych postaci sztuki współczesnej XX i XXI wieku, David Hockney zmarł spokojnie w domu 11 czerwca 2026 roku, na miesiąc przed swoimi 89. urodzinami” - napisała w oświadczeniu Erica Bolton.</p><p>David Hockney tworzył obrazy, rysunki, litografie, fotokolaże, witraże, a w ostatnich latach życia używał też do rysowania tabletu. Wśród jego najsłynniejszych prac są przestrzelone słońcem obrazy z Kalifornii lat sześćdziesiątych oraz pejzaże Yorkshire.</p><p>„Gigant brytyjskiej sztuki” - tak opisuje go dziennik „Times”. „Rewolucjonista” - wtóruje „Guardian”.</p><p>Hockney urodził się w Bradford, na północy Anglii. Studiował w Royal College of Art. Szybko jednak postanowił wyjechać, tłumacząc, że przygnębia go zachmurzone niebo Anglii. Odtrutkę znalazł w Kalifornii, pod której jasnym niebem malował z pasją baseny, modernistyczne domy i ich mieszkańców. To z tego okresu pochodzi kilka jego najsłynniejszych prac, takich jak „Wielki plusk”, „Peter wychodzący z basenu Nicka” czy też „Portret artysty (Basen z dwoma postaciami)”.</p><p>Charakterystyczne okrągłe okulary w grubych oprawkach, czupryna rozjaśnionych blond włosów i papieros - to znaki rozpoznawcze artysty, który szybko zaczął brylować na przyjęciach i wydarzeniach kulturalnych w Londynie i USA.</p><p>W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych eksperymentował z kolażami. Zaprojektował też okładkę dla magazynu „Vouge”.</p><p>Na początku XXI wieku malarz wrócił do Anglii. Dostrzegł ostatecznie wartość zachmurzonego nieba, przed którym niegdyś uciekł. Zaczął malować pejzaże wschodniego Yorkshire, a potem mieszkał w Normandii. Poszerzył arsenał narzędzi malarskich, a paletę i pędzel coraz częściej zastępował mu iPad.</p><p>Wśród modeli, do których wracał najczęściej byli Stanley i Boodge. To dwa jamniki, które artysta uwielbiał i często je uwieczniał, choć nie było to proste, ze względu na charakterystyczne dla tej rasy umiarkowane przywiązanie do dyscypliny. W 2023 roku jamnikom Hockneya poświęcono osobną salę na wystawie psich portretów w londyńskiej galerii Wallace Collection.</p><p>Z kolei w 2018 roku charakterystyczne hockneyowskie barwy zawitał do słynnego Opactwa Westminsterskiego. Artysta stworzył tu Okno Królowej, hołd dla Elżbiety II, inspirowany pracami Matisse'a i Chagalla.</p><p>W Paryżu w ubiegłym roku odbyła się retrospektywa prac malarza. Fundacja Louis Vuittona zebrała na wystawie ponad 400 prac artysty. Ekspozycja ta przyciągnęła liczną, międzynarodową publiczność.</p><p>- Nie wiem, jak długo jeszcze pożyję. Ale zakładam, że umrę raczej wcześniej, niż później, chcę więc pracować każdego dnia” - powiedział artysta w jednym ze swoich ostatnich wywiadów, przeprowadzonym przez „Daily Telegraph”.</p><p>Z Londynu Adam Dąbrowski (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Liga NHL - Kuczerow najbardziej wartościowym hokeistą sezonu]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139703,liga-nhl-kuczerow-najbardziej-wartosciowym-hokeista-sezonu</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139703,liga-nhl-kuczerow-najbardziej-wartosciowym-hokeista-sezonu</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 08:59:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-liga-nhl-kuczerow-najbardziej-wartosciowym-hokeista-sezonu-1781287285.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Rosjanin Nikita Kuczerow z Tampa Bay Lightning po raz drugi w karierze zdobył Hart Trophy dla najbardziej wartościowego hokeisty sezonu w lidze NHL.  Poprzednim razem został wyróżniony w rozgrywkach 2018/19.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nagroda ta jest przyznawana co roku hokeiście, który wniósł największy wkład w sukcesy swojej drużyny w sezonie zasadniczym NHL. Laureata wybiera Stowarzyszenie Profesjonalnych Dziennikarzy Hokejowych (PHWA).</p><p>W sezonie 2025/26 Kuczerow zdobył 130 punktów (44 bramki i 86 asyst) i zajął drugie miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych, ale rozegrał 76 meczów, co dało mu pierwsze miejsce w lidze pod względem średniej liczby punktów na mecz (1,71).</p><p>Rosjanin w głosowaniu wyprzedził o 10 punktów Connora McDavida z Edmonton Oilers, który został zwycięzcą klasyfikacji kanadyjskiej z 136 pkt. Trzecie miejsce zajął Nathan MacKinnon z Colorado Avalanche.</p><p>32-letni Kuczerow zaliczył w karierze 1124 punkty, co daje mu 10. miejsce wśród aktywnych graczy. Strzelił 401 goli i miał 723 asysty w 879 meczach w barwach Lightning (2013–26). (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polonez Express: nadaj paczkę do Polski online i zaoszczędź 15% na start]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139694,polonez-express-nadaj-paczke-do-polski-online-i-zaoszczedz-15-na-start</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139694,polonez-express-nadaj-paczke-do-polski-online-i-zaoszczedz-15-na-start</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 08:52:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-polonez-express-nadaj-paczke-do-polski-online-i-zaoszczedz-15-na-start-1781272511.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Mieszkasz w rejonie Chicago i regularnie wysyłasz paczki do rodziny w Polsce? Polonez Express przygotował ofertę specjalnie dla Polonii w Chicagoland — 15% rabatu na pierwszą przesyłkę nadaną przez internet.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <figure class="image"><img style="aspect-ratio:3024/3646;" src="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/wysiwig/2026/06/12/img-6961.jpg" width="3024" height="3646"></figure><p>Polonez Express to wygoda na wyciągnięcie ręki. Za pomocą platformy internetowej i aplikacji mobilnej przygotujesz wysyłkę z dowolnego miejsca w USA — bez wychodzenia z domu i bez zbędnych formalności. Twoja paczka dotrze do Polski, Europy i ponad 160 krajów na całym świecie.</p><p>Firma współpracuje z ponad 70 000 punktów nadania w całych Stanach Zjednoczonych — w tym z UPS, USPS i FedEx. Paczkę możesz zostawić w najbliższym dogodnym punkcie albo zamówić kuriera, który odbierze ją prosto spod Twoich drzwi.</p><p>Skorzystaj z kodu rabatowego:</p><p>CHICAGO15</p><p>Rabat obejmuje pierwszą przesyłkę online o wadze minimum 10 funtów. Promocji nie można łączyć z innymi ofertami. Oferta ważna do 31 sierpnia 2026 r.</p><p>Nadanie paczki krok po kroku:</p><ol><li>Zarejestruj się na platformie Polonez Express</li><li>Rozpocznij nadanie paczki</li><li>Wprowadź kraj docelowy i dane przesyłki</li><li>Wybierz metodę nadania lub odbioru</li><li>Podaj adres odbiorcy</li><li>Zapłać online i wydrukuj etykietę</li><li>Zanieś paczkę do punktu lub poczekaj na kuriera</li></ol><p>Z kodem CHICAGO15 pierwsza wysyłka kosztuje mniej. Skorzystaj, zanim oferta wygaśnie z końcem sierpnia.</p><p><a href="https://polonez.express/us-pl/blog/chicagoland-15-off-first-shipment?utm_source=dziennik&amp;utm_medium=article&amp;utm_campaign=chicago15"><strong>Wyślij teraz</strong></a></p><p><i>Polonez Express — szybka i wygodna wysyłka z USA do Polski, Europy i na cały świat.</i></p><p><br>&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2205/2800;" src="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/wysiwig/2026/06/12/img-6492.jpg" width="2205" height="2800"></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[LN siatkarzy - Polska po czterech latach straciła pozycję lidera światowego rankingu]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139700,ln-siatkarzy-polska-po-czterech-latach-stracila-pozycje-lidera-swiatowego-rankingu</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139700,ln-siatkarzy-polska-po-czterech-latach-stracila-pozycje-lidera-swiatowego-rankingu</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 08:49:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-ln-siatkarzy-polska-po-czterech-latach-stracila-pozycje-lidera-swiatowego-rankingu-1781286745.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Reprezentacja Polski po piątkowej porażce z Japonią 2:3 w Lidze Narodów straciła prowadzenie w światowym rankingu siatkarzy. Biało-czerwoni awansowali na pozycję lidera w czerwcu 2022 roku. Teraz na czele listy FIVB zastąpili ich Włosi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Biało-czerwoni po raz pierwszy w historii zostali liderem światowego rankingu dokładnie cztery lata temu - 12 czerwca 2022 roku. Piątkowa porażka z Japonią kosztowała ich jednak 9,44 punktu, co w połączeniu z czwartkową przegraną ze Słowenią i utratą 9,72 punktu pozwoliło Włochom ich wyprzedzić.</p><p>Reprezentacja Italii obecnie ma 378,30 punktu i o 3,48 wyprzedza Polskę. Trzecie miejsce zajmuje Brazylia - 341,74.(PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Liga NHL - Hurricanes bliżej tytułu, historyczny wyczyn Staala]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139701,liga-nhl-hurricanes-blizej-tytulu-historyczny-wyczyn-staala</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/139701,liga-nhl-hurricanes-blizej-tytulu-historyczny-wyczyn-staala</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 07:55:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-liga-nhl-hurricanes-blizej-tytulu-historyczny-wyczyn-staala-1781287020.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Hokeiści Carolina Hurricanes pokonali u siebie Vegas Golden Knights 4:2 w piątym meczu finału NHL i w rywalizacji do czterech zwycięstw prowadzą 3-2. Jednym z bohaterów gospodarzy był Jordan Staal, który strzelił gola w każdym z pięciu pierwszych spotkań decydującej fazy walki o Puchar Stanleya.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na lodowisku w Raleigh pierwszy i ostatni do siatki trafił rosyjski hokeista gości Paweł Dorofiejew - w siódmej i 54. minucie. Między jego trafieniami cztery bramki zdobyli jednak zawodnicy Hurricanes.</p><p>Na 1:1 wyrównał jeszcze w pierwszej tercji Staal (12. minuta), kapitan ekipy z Karoliny Północnej. 37-latek został dopiero czwartym zawodnikiem w historii NHL, który strzelił gola w każdym z pięciu pierwszych meczów finału Pucharu Stanleya.</p><p>W drugiej tercji bramki dla Hurricanes zdobyli Rosjanin Andriej Swiecznikow (32.) i Fin Sebastian Aho (38.), a w 52. minucie - wówczas na 4:1 - ponownie Swiecznikow.</p><p>Szóste spotkanie odbędzie się w Las Vegas w nocy z niedzielę na poniedziałek polskiego czasu.</p><p>Hurricanes, którzy w drodze do finału doznali w play off tylko jednej porażki, jedyny Puchar Stanleya wywalczyli w 2006 roku. Cztery lata wcześniej ta drużyna, która do 1997 roku występowała pod nazwą Hartford Whalers zanim przeniosła się do Karoliny Północnej, w finale play off przegrała z Detroit Red Wings (1-4).</p><p>„Złoci Rycerze” też grają w finale po raz trzeci, ale w ciągu dziewięciu lat, od kiedy dołączyli do NHL. W 2018 roku ulegli Washington Capitals 1-4, a po mistrzostwo sięgnęli w 2023, pokonując Florida Panthers 4-1.</p><p>Przed piątym meczem finału o Pucharu Stanleya ogłoszono, że Trofeum Harta dla MVP, czyli najbardziej wartościowego zawodnika sezonu zasadniczego NHL, zdobył Rosjanin Nikita Kuczerow z Tampa Bay Lightning. To jego drugie takie wyróżnienie w karierze, poprzednio w 2019 roku. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item></channel>
</rss>
