<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/">
    <channel>
        <atom:link href="https://www.dziennikzwiazkowy.com/rss/articles/pl" rel="self" type="application/rss+xml" />
        <title><![CDATA[ Najnowsze artykuły - Dziennik Związkowy ]]></title>
        <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykuly</link>
        <description><![CDATA[Czytaj najnowsze artykuły w naszym portalu.]]></description>
        <language>pl</language>
        <copyright><![CDATA[Dziennik Związkowy]]></copyright>
        <lastBuildDate>Sat, 12 Sep 2026 15:46:00 -0500</lastBuildDate><item>
            <title><![CDATA[Irlandia. Protest przeciwko wizycie Donalda Trumpa]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142103,irlandia-protest-przeciwko-wizycie-donalda-trumpa</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142103,irlandia-protest-przeciwko-wizycie-donalda-trumpa</guid>
            <pubDate>Sat, 12 Sep 2026 15:46:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-irlandia-protest-przeciwko-wizycie-donalda-trumpa-1789246176.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Tysiące ludzi zebrało się w centrum Dublina, by zaprotestować przeciwko wizycie prezydenta USA Donalda Trumpa w Irlandii. „Głos ludzi jest jasny: Trumpa tu nie chcemy”, „Trump musi odejść”, „uchodźcy mile widziani”- takie między innymi okrzyki przebijały się w sobotnie popołudnie przez dźwięki bębnów i trąbek.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>- Od Wenezueli, po Iran, Trump wydaje wszystkie pieniądze podatników na bomby, nie na ludzi - powiedziała PAP Sharon, mieszkanka Dublina dodając, że jej obecność to „głos za pokojem”.Część protestujących miało rekwizyty: karykatury Trumpa z czerwonym nosem klauna lub też wielkie balony przedstawiające go jako przerośnięte, rozkapryszone dziecko. Inni przynieśli np. reprodukcję zdjęcia Trumpa ze skazanym przestępcą seksualnym Jeffrey'em Epsteinem.Pani Michelle przyjechała z Wexford, oddalonego od Dublina o ponad dwie godziny drogi pociągiem.</p><p>- Chciałam tu być, żeby pokazać solidarność z uciskanymi – podkreśliła ściskając w rękach tabliczkę z napisem „Orange Lies Matter” („Pomarańczowe kłamstwa mają znaczenie”, nawiązanie do antyrasistowskiego hasła „Black Lives Matter”)- Po co on właściwie tu jest? – pytał emeryt, pan Thomas, rozkładając ręce i oceniając, że wizyta nie ma jasnego celu. Dodawał jednak, że rozumie irlandzki rząd, który przyjął prezydenta USA, by nie zaogniać sytuacji dyplomatycznej. Nie u wszystkich rząd mógł liczyć na wyrozumiałość.</p><p>W tłumie pojawiały się też okrzyki krytykujące premiera Micheala Martina za to, że zgodził się na wizytę.„Trump do domu”, „Nie ma tu miejsca dla zbrodniarzy wojennych”, „Wszyscy cię tu nienawidzą”, „Nie dla syjonizmu, faszyzmu, amerykańskich wojen i Trumpa”, „Trump do więzienia, nie do Irlandii” - takie napisy można było wyłowić w morzu transparentów.Powiewały też między innymi tęczowe flagi społeczności LGBT.Wielu ludzi przyszło z flagami palestyńskimi i propalestyńskimi transparentami. Znalazły się wśród nich tabliczki z napisem „stop ludobójstwu”. Skandowano między innymi „Viva Palestina” i „Od rzeki do morza, Palestyna będzie wolna”.</p><p>Członkowie jednej z zamaskowanych grup krzyczeli też: „Niech żyje intifada”.- Trump pozwala Izraelowi na atakowanie Palestyny, nieustannie, dzięki broni i pieniądzom. Dlatego tu jestem. Ale lista powodów jest dłuższa- stwierdził Michael, oceniając między innymi, że Donald Trump jest rasistą.Michael wybuchł śmiechem, na sugestię PAP, że być może zgodzi się on z prezydentem USA, który w sobotni poranek zadeklarował, że chciałby zjednoczenia Irlandii. - Trump powiedział to tylko, żeby go cytowali. To nic nie znaczy.</p><p>W życiu nie powtórzy tego w Londynie czy Manchesterze. Idź do Belfastu, na Shankill Road (ulicę lojalistów, wiernych koronie brytyjskiej – przyp. PAP) i spytaj, co o tym myślą. Ich reakcja mogłaby być interesująca - ocenił.Donald Trump zadeklarował w sobotę w Dublinie, że chciałby zjednoczenia Irlandii, i ocenił, że prędzej czy później do niego dojdzie. Rząd Zjednoczonego Królestwa, którego częścią jest Irlandia Północna, odpowiedział, że nie ma podstaw do organizacji referendum w tej sprawie, bo w Irlandii Północnej nie istnieje szerokie społeczne poparcie dla zjednoczenia.</p><p>Pytany przez dziennikarzy jeszcze przed początkiem demonstracji co sądzi o protestach przeciwko wizycie, prezydent Trump stwierdził, że nie wiedział nawet, że jakieś są organizowane.Amerykanista i historyk, profesor Daniel Geary z uczelni Trinity College w Dublinie zwracał wcześniej uwagę w rozmowie z PAP, że wizyta jest zorganizowana tak, by „trzymać Trumpa możliwie daleko od demonstracji”.</p><p>Rozmowy z prezydent i premierem Irlandii, przemówienie w rezydencji ambasadora - tak rozpoczęła się oficjalna wizyta prezydenta Trumpa w Irlandii. Po południu odleciał on do hrabstwa Clare, by oglądać turniej Irish Open, rozgrywający się w należącym do niego ośrodku golfowym. W tej okolicy również zapowiedziano protesty.Z Dublina Adam Dąbrowski (PAP)&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[ME siatkarzy - Polacy wygrali z Izraelem]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142102,me-siatkarzy-polacy-wygrali-z-izraelem</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142102,me-siatkarzy-polacy-wygrali-z-izraelem</guid>
            <pubDate>Sat, 12 Sep 2026 15:35:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-me-siatkarzy-polacy-wygrali-z-izraelem-1789245825.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Polscy siatkarze wygrali z Izraelem 3:0 (25:16, 25:17, 25:18) w swoim drugim meczu grupy B mistrzostw Europy. Podopieczni trenera Nikoli Grbicia, którzy bronią tytułu, w niedzielę zmierzą się z Macedonią Północną.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Biało-czerwoni w czwartek w swoim pierwszym spotkaniu pokonali Portugalię 3:0, natomiast Izraelczycy przegrali z Ukrainą 1:3. Obie drużyny w piątek miały dzień wolny.</p><p>Polacy, zdecydowani faworyci sobotniego meczu, szybko objęli prowadzenie za sprawą swoich skutecznych ataków i błędów rywali (9:4). Liderzy światowego rankingu wystrzegali się pomyłek, byli skoncentrowani i spokojnie kontrolowali przebieg seta (16:7). W końcówce kilka dobrych akcji zanotował Bartłomiej Bołądź, a ostatni punkt padł po zepsutej zagrywce Izraelczyków (25:16).</p><p>Druga partia miała podobny przebieg do pierwszej - biało-czerwoni szybko zbudowali przewagę i po dwóch blokach na Shayu Libermanie było już 5:1. Chwilę później asa serwisowego zanotował Kamil Semeniuk, a kontrę wykorzystał Wilfredo Leon, co w połączeniu z błędami zespołu Izraela powiększyło dystans (15:7). Sytuacja nie zmieniła się do końca, Nowak zakończył seta atakiem ze środka (25:17).</p><p>Początek trzeciej odsłony to był najbardziej wyrównany moment spotkania (5:5), jednak dobre akcje Tomasza Fornala, w połączeniu z blokiem polskiej drużyny zapewniły jej przewagę (11:7). Asy serwisowe Fornala i blok Aleksandra Śliwki powiększyły dystans (16:10). W końcówce biało-czerwoni popełnili jeszcze kilka błędów, ale pewne zwycięstwo 25:18 zapewniła im kontra wykorzystana przez Śliwkę.</p><p>Najlepszym zawodnikiem meczu po stronie liderów światowego rankingu był Fornal, który zdobył 10 punktów.</p><p>W drugim sobotnim spotkaniu grupy B Bułgaria zagra z Ukrainą.</p><p>Podopieczni trenera Grbicia to jeden z głównych faworytów tegorocznej edycji europejskiego czempionatu, nie tylko bowiem bronią tytułu, ale przystępują do rozgrywek jako aktualni zwycięzcy Ligi Narodów. W podobnej sytuacji byli trzy lata temu - najpierw wygrali LN, a dwa miesiące później drugi raz w historii zostali mistrzami Europy.</p><p>Współorganizatorami tegorocznego turnieju są Finlandia, Rumunia, Bułgaria, gdzie w Sofii fazę grupową i pucharową do ćwierćfinałów będą rozgrywać biało-czerwoni, oraz Włochy, które - w Mediolanie - gościć będą decydujące spotkania.(PAP)</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[„Woman Unknown” May el-Toukhy zdobywczynią Złotego Lwa za najlepszy film]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142101,woman-unknown-may-el-toukhy-zdobywczynia-zlotego-lwa-za-najlepszy-film</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142101,woman-unknown-may-el-toukhy-zdobywczynia-zlotego-lwa-za-najlepszy-film</guid>
            <pubDate>Sat, 12 Sep 2026 15:03:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-woman-unknown-may-el-toukhy-zdobywczynia-zlotego-lwa-za-najlepszy-film-1789244514.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>„Woman Unknown” May el-Toukhy zdobyła Złotego Lwa dla najlepszego filmu podczas sobotniej gali zamknięcia 83. festiwalu w Wenecji. Spośród 21 produkcji prezentowanych w konkursie głównym był to jedyny obraz wyreżyserowany przez kobietę.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Oprócz „Woman Unknown” o statuetkę ubiegały się m.in. „Bunker” Floriana Zellera, „Dziki Koń Dziewięć” Martina McDonagha, „Look Back” Hirokazu Koreedy oraz „It Will Happen Tonight” Nanniego Morettiego.</p><p>Wcześniej Srebrny Lew - Wielka Nagroda Jury trafił do „Możliwej miłości” Lee Chang-donga. To kolejna po „Historiach równoległych” Asghara Farhadiego część międzynarodowego cyklu inspirowanego „Dekalogiem” Krzysztofa Kieślowskiego, którego producentami zostali Maciej Musiał i zmarły w maju tego roku Krzysztof Piesiewicz.</p><p>W jury konkursu głównego zasiedli: amerykańska aktorka, reżyserka i scenarzystka Maggie Gyllenhaal (przewodnicząca), tunezyjska reżyserka i scenarzystka Kaouther Ben Hania, brytyjski kompozytor i instrumentalista Daniel Blumberg, francuski reżyser i scenarzysta Xavier Giannoli, włosko-amerykański teoretyk filmu, profesor nauk humanistycznych oraz filmoznawstwa i mediów na Uniwersytecie Yale Francesco Casetti, afgańska reżyserka Shahrbanoo Sadat oraz hongkoński reżyser i producent Johnnie To. (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[„Washington Post”: Al-Kaida otworzyła co najmniej osiem obozów treningowych w Afganistanie]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142100,washington-post-al-kaida-otworzyla-co-najmniej-osiem-obozow-treningowych-w-afganistanie</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142100,washington-post-al-kaida-otworzyla-co-najmniej-osiem-obozow-treningowych-w-afganistanie</guid>
            <pubDate>Sat, 12 Sep 2026 13:04:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-washington-post-al-kaida-otworzyla-co-najmniej-osiem-obozow-treningowych-w-afganistanie-1789242762.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Al-Kaida korzystając z powrotu talibów do władzy w Afganistanie otworzyła w tym kraju co najmniej osiem obozów treningowych w ciągu trzech ostatnich lat - przekazał w sobotę dziennik „Washington Post” powołując się na źródła w wywiadzie i raport ONZ.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jak stwierdzono w raporcie ONZ, w związku z tym, że talibowie ponownie stworzyli „sprzyjające warunki”, Al-Kaida zdołała „skonsolidować siły, korzystając z bezpiecznych kryjówek i obozów szkoleniowych rozmieszczonych na terenie całego Afganistanu”.</p><p>Swoje obozy tworzą też inne grupy, w tym rywalizujące z Al-Kaidą. Islamistyczne bazy istnieją w co najmniej 14 z 34 afgańskich prowincji.</p><p>Zdaniem przedstawicieli władz i ekspertów ds. walki z terroryzmem obecnie grupy szkolące się w Afganistanie wydają się bardziej skoncentrowane na konfliktach regionalnych niż na organizowaniu złożonych spisków wymierzonych w państwa Zachodu. Być może są ograniczane przez talibów, którzy udzielają im schronienia, lecz obawiają się ponownego ściągnięcia na siebie gniewu światowych mocarstw. Mimo to ponowne pojawienie się obozów szkoleniowych budzi rosnący niepokój.</p><p>– Nie realizują one strategii sprzed 11 września, zakładającej uderzanie w „dalekiego wroga” – stwierdził Bruce Hoffman, ekspert ds. terroryzmu z Uniwersytetu Georgetown. – Sądzę jednak, że liczą na to, iż dzięki sukcesom na szczeblu lokalnym i regionalnym uda im się odzyskać dawną dynamikę. Nie zapomnieli o nas.</p><p>Według przedstawicieli władz w nowych obozach szkoli się bojowników w zakresie obsługi broni i materiałów wybuchowych oraz taktyki partyzanckiej – metod znanych tysiącom rekrutów, którzy przechodzili szkolenia w obozach Al-Kaidy w latach 90. Odnotowano jednak również przypadki szkoleń z wykorzystania szyfrowania, sztucznej inteligencji, dronów i innych technologii, które w 2001 roku znajdowały się dopiero w powijakach.</p><p>Liczba bojowników w Afganistanie zaliczanych do ścisłych struktur Al-Kaidy wynosi prawdopodobnie nie więcej niż 100 osób - oszacował Colin Smith, koordynator zespołu monitorującego ONZ, który śledzi zagrożenia stwarzane przez grupy terrorystyczne.</p><p>Zamiast samodzielnie przeprowadzać operacje, Al-Kaida pełni obecnie funkcję doradczą dla innych grup – stwierdził Smith.</p><p>W raporcie ONZ z 2024 roku odnotowano, że członkowie Al-Kaidy w afgańskiej prowincji Kunar „prowadzili szkolenia dla zamachowców-samobójców z TTP (ugrupowania dążącego do zbudowania państwa islamskiego w Pakistanie - PAP)”. Liczbę tych bojowników przebywających w Afganistanie szacuje się na 7 tys.</p><p>Także główny rywal Al-Kaidy, Państwo Islamskie (IS) zadomowiło się w Afganistanie. Przyciągnęło ok. 2 tys. rekrutów których wedle ONZ trenuje do operacji w Azji Centralnej.</p><p>Na czele Al-Kaidy stoi obecnie Saif al-Adel – Egipcjanin, który po przybyciu do Afganistanu w 1988 roku przez lata współtworzył tamtejsze obozy szkoleniowe. Według przedstawicieli władz al-Adel prawdopodobnie wciąż ukrywa się w Iranie. (PAP)</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Irlandia. Prezydent Donald Trump przybył do Dublina]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142099,irlandia-prezydent-donald-trump-przybyl-do-dublina</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142099,irlandia-prezydent-donald-trump-przybyl-do-dublina</guid>
            <pubDate>Sat, 12 Sep 2026 11:18:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-irlandia-prezydent-donald-trump-przybyl-do-dublina-1789230294.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Prezydent Donald Trump przybył w sobotę do Irlandii z dwudniową wizytą, podczas której punktom oficjalnym towarzyszyć będzie prywatny pobyt w ośrodku golfowym. Media donoszą o nerwowości irlandzkich władz, związanej z planowanym spotkaniem Trumpa z krytyczną wobec niego prezydentką Catherine Connolly.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Trump został powitany na lotnisku przez wicepremiera Simona Harrisa oraz szefową irlandzkiego MSZ Helen McEntee. W programie wizyty są m.in. spotkania amerykańskiego prezydenta z premierem Irlandii Michealem Martinem oraz prezydentką Catherine Connolly. Trump ma też wygłosić przemówienie w rezydencji ambasadora USA w Irlandii.</p><p>Irlandzkie media piszą o nerwowości w rządzie związanej z planowaną rozmową Trumpa z Connolly, która znana jest z ostrej krytyki pod jego adresem. Zanim objęła stanowisko, lewicowa polityczka opisywała go jako „niestabilnego i nieprzewidywalnego człowieka, zachowującego się jak osiłek”.</p><p>Oczekiwaniu na „kurtuazyjne spotkanie z prezydentką Connolly” towarzyszy napięcie - napisał w sobotę irlandzki nadawca publiczny RTE. „Dramatyczna sytuacja w Strefie Gazy była jednym z głównych tematów kampanii Connolly, jej zwolennicy będą więc oczekiwać, że podczas spotkania zaprezentuje właśnie takie stanowisko. Także partie, które poparły jej wybór (na głowę państwa - PAP), zadeklarowały, że oczekują od niej poruszenia tej kwestii” - podkreślił.</p><p>Według „Irish Times” Trump wykorzysta wizytę do naciskania na Irlandię, by kupowała amerykański skroplony gaz ziemny (LNG). Dziennik pisze, że przedstawiciele rządu w Dublinie spodziewają się, że amerykański przywódca poruszy tę sprawę podczas krótkiego spotkania z premierem Michealem Martinem.</p><p>Trump mówił o tej kwestii w marcu, gdy Martin odwiedził Waszyngton z okazji Dnia Świętego Patryka. Prezydent sugerował wówczas, że zakup amerykańskiego gazu mógłby być sposobem na zmniejszenie irlandzkiej nadwyżki handlowej w relacjach z USA.</p><p>W sobotę wczesnym popołudniem Trump poleci do hrabstwa Clare, by spędzić resztę weekendu w należącym do niego ośrodku golfowym w Doonbeg, gdzie przyglądać się będzie turniejowi Irish Open.</p><p>Wizycie towarzyszyć mają protesty, m.in. w centrum Dublina.</p><p>Irlandzka policja, Garda, nie ukrywa, że zabezpieczenie wizyty będzie wyzwaniem. Według „Irish Times” w operacji ma uczestniczyć około 4 tys. funkcjonariuszy – zarówno irlandzkich, jak i amerykańskich - i wykorzystywane mają być m.in. zakłócające działalność dronów.</p><p>„Operacja bezpieczeństwa związana z wizytą 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki będzie jedną z największych operacji policyjnych i bezpieczeństwa przeprowadzonych przez Gardę” - przekazała policja w oświadczeniu.</p><p>Z Dublina Adam Dąbrowski (PAP)</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Putin oznajmił, że rozmieszczenie żołnierzy z Europy na Ukrainie będzie oznaczać wojnę z Rosją]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142098,putin-oznajmil-ze-rozmieszczenie-zolnierzy-z-europy-na-ukrainie-bedzie-oznaczac-wojne-z-rosja</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142098,putin-oznajmil-ze-rozmieszczenie-zolnierzy-z-europy-na-ukrainie-bedzie-oznaczac-wojne-z-rosja</guid>
            <pubDate>Sat, 12 Sep 2026 10:42:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-putin-oznajmil-ze-rozmieszczenie-zolnierzy-z-europy-na-ukrainie-bedzie-oznaczac-wojne-z-rosja-1789229238.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Przywódca Rosji Władimir Putin oznajmił w piątek w Nowym Delhi, gdzie przybył na szczyt BRICS, że rozmieszczenie wojsk europejskich na Ukrainie oznaczać będzie wojnę z Rosją. Utrzymywał też, że Rosja ”nie zagraża i nie zamierza zagrażać” krajom Europy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Putin oświadczył, że przywódcy europejscy „mówią, że myślą jakby wprowadzić wojska na terytorium Ukrainy” i dodał, że to „oznacza wojnę z Rosją”. Utrzymywał, że zagrożenie ze strony Rosji - która w 2022 roku rozpoczęła wojnę napastniczą przeciwko Ukrainie - „nie istnieje”.</p><p>Powtórzył oskarżenia wobec krajów zachodnich o działania z chęcią podporządkowania sobie Rosji, oznajmiając, że podtrzymywały najpierw separatyzm na Kaukazie Północnym, a teraz próbuje wykorzystać do tego celu Ukrainę.</p><p>Putin utrzymywał też, że przywódcy krajów europejskich zachęcają swoje kraje do wojny z Rosją i że społeczeństwa zdają sobie z tego sprawę; postawił tezę, że to z tego powodu skrajnie prawicowa partia Alternatywa dla Niemiec (AfD) wygrała niedawne wybory w kraju związkowym Saksonia-Anhalt.</p><p>Szczyt BRICS zaplanowano na sobotę i niedzielę. BRICS to blok gospodarczo-polityczny dążący do zwiększenia roli Globalnego Południa i przebudowy światowego ładu finansowego. Grupa założona przez Brazylię, Rosję, Indie i Chiny, do których w 2010 r. dołączyła RPA, liczy obecnie 11 członków – po dołączeniu Arabii Saudyjskiej, Egiptu, ZEA, Etiopii, Iranu oraz Indonezji. (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Prezydent Trump: nie miałbym nic przeciwko chińskim fabrykom samochodów w Ameryce (WIDEO)]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142097,prezydent-trump-nie-mialbym-nic-przeciwko-chinskim-fabrykom-samochodow-w-ameryce-wideo</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142097,prezydent-trump-nie-mialbym-nic-przeciwko-chinskim-fabrykom-samochodow-w-ameryce-wideo</guid>
            <pubDate>Sat, 12 Sep 2026 06:31:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-prezydent-trump-nie-mialbym-nic-przeciwko-chinskim-fabrykom-samochodow-w-ameryce-wideo-1789213041.png" type="image/png" medium="image" /><description>Prezydent Donald Trump powiedział w wyemitowanym w piątek wywiadzie, że zgodziłby się na budowę przez chińskie firmy fabryk samochodowych w USA. Zaprzeczył jednak, że zgodzi się na import chińskich aut.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>- Gdyby Chiny chciały wejść i otworzyć fabrykę, żeby tu produkować swoje samochody, nie miałbym nic przeciwko – powiedział Trump w wyemitowanym w piątek wywiadzie dla Fox News</p><p>- Japonia to robi, ale zatrudnia naszych ludzi. Najważniejsze jest to, że zatrudniają naszych ludzi – powiedział.</p><p>Trump jednocześnie zdementował powtarzane przez Demokratów pogłoski, mówiące o tym, że zamierza wpuścić na amerykański rynek chińskie samochody w ramach szerszego układu z Chinami. Prezydent stwierdził, że to „całkowicie zmyślona plotka” i nic nawet o tym nie słyszał.</p><figure class="media"><oembed url="https://youtu.be/yha56nJW6xI?si=LzuYIgn3VzRw7gMB"></oembed></figure><p>Politycy - zwłaszcza z Michigan, gdzie znajduje się centrum przemysłu motoryzacyjnego ostrzegają, że wejście chińskich aut na rynek zniszczyłby krajowe firmy. Trump zgodził się z tą oceną, dodając, że z tego powodu cierpią m.in. niemieckie firmy jak Mercedes.</p><p>Obecnie samochody z Chin nie są sprzedawane w Stanach Zjednoczonych. Dopuścił je natomiast Meksyk - w kraju powstaną też fabryki chińskich aut - a podobny ruch w tym roku wykonała Kanada, w obliczu sporu ze Stanami Zjednoczonymi.</p><p>Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Ekstraklasa - udany debiut Kaczmarka w Rakowie]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142096,ekstraklasa-udany-debiut-kaczmarka-w-rakowie</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142096,ekstraklasa-udany-debiut-kaczmarka-w-rakowie</guid>
            <pubDate>Sat, 12 Sep 2026 06:27:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-ekstraklasa-udany-debiut-kaczmarka-w-rakowie-1789212620.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Raków Częstochowa wygrał z Motorem Lublin 2:1 i Tomasz Kaczmarek może być zadowolony ze swego debiutu w roli trenera „Medalików&quot;. Tym bardziej, że przełamał czarną serię Częstochowian, którzy w tym sezonie przegrali wszystkie mecze w ekstraklasie oraz odpadli z Ligi Konferencji UEFA.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Kaczmarek, który szkoleniowcem „Czerwono-Niebieskich" został we wtorek późnym wieczorem, przyznał, że dopiero po meczu zrozumiał, jak ważne i jak potrzebne było to zwycięstwo. Tak dla zespołu, jak też dla całego klubu i kibiców.</p><p>- Meczu nie wygrywa się tylko umiejętnościami. Mecze wygrywa się osobowościami, charakterem. Dzisiaj poczułem, jakie tu są osobowości - powiedział.</p><p>W tym kontekście wymienił Frana Tudora i Bogdana Racovitana.</p><p>Podziękował też członkom sztabu szkoleniowego Rakowa, a zwłaszcza Dawidowi Szulczkowi, który był asystentem trenera Dawida Kroczka, a po jego dymisji samodzielnie prowadził Raków w dwóch ostatnich spotkaniach.</p><p>- Bez ich pracy i zaangażowania nie byłoby dzisiejszego zwycięstwa. Zrobiliśmy pierwszy, kluczowy krok w kierunku wyjścia z tej trudnej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Kluczowy, ale tylko pierwszy. Nie zagraliśmy idealnie, ale wystarczająco dobrze, by wygrać. Wygraliśmy, bo dzisiaj na boisku był zespół.</p><p>W zupełnie innym nastroju był trener Motoru Mariusz Misiura.</p><p>- W ekstraklasie nie ma łatwych meczów. Dzisiejszy mógł się równie dobrze zakończyć naszym zwycięstwem, ale Raków był skuteczniejszy. Musimy bardzo popracować nad tym, by poprawić naszą skuteczność. Gratulacje dla Rakowa za jego skuteczność.(PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Liga Narodów - 16-dniowe zgrupowanie kadry w Warszawie, pierwsze takie od ponad czterech lat]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142095,liga-narodow-16-dniowe-zgrupowanie-kadry-w-warszawie-pierwsze-takie-od-ponad-czterech-lat</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142095,liga-narodow-16-dniowe-zgrupowanie-kadry-w-warszawie-pierwsze-takie-od-ponad-czterech-lat</guid>
            <pubDate>Sat, 12 Sep 2026 06:20:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-liga-narodow-16-dniowe-zgrupowanie-kadry-w-warszawie-pierwsze-takie-od-ponad-czterech-lat-1789212388.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Piłkarska reprezentacja Polski rozpocznie 21 września w Warszawie 16-dniowe zgrupowanie, w tym czasie rozegra cztery mecze drugiej dywizji Ligi Narodów. - To będzie intensywny okres, ale przerabialiśmy coś podobnego już w 2022 roku - powiedział PAP rzecznik reprezentacji Emil Kopański.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Biało-czerwoni zagrają kolejno: z Bośnią i Hercegowiną 25 września w Warszawie, trzy dni później ze Szwecją w Sztokholmie (Solna), 2 października z Rumunią, ponownie na PGE Narodowym, a po kolejnych trzech dniach czeka ich rewanż na wyjeździe z Bośniakami w Zenicy.</p><p>Pozostałe dwa spotkania w swojej grupie dywizji B rozegrają w listopadzie - na wyjeździe z Rumunią (14.11) i trzy dni później we Wrocławiu ze Szwecją.</p><p>Trener Jan Urban ogłosi listę powołanych piłkarzy 18 września o godz. 9. Transmisję z tego wydarzenia - dostępną również dla kibiców - będzie można obejrzeć na platformie PZPN+. Dwie godziny później selekcjoner spotka się z dziennikarzami.</p><p>- W czasie transmisji zostanie przeprowadzona rozmowa z trenerem i będzie odczytany skład - powiedział PAP Kopański.</p><p>- Termin, czyli piątek, jest oczywiście nieprzypadkowy. Dzień wcześniej są jeszcze mecze w europejskich pucharach, będą napływać raporty medyczne. A skąd taka forma ogłoszenia kadry? Mamy własną platformę, ponadto dysponujemy też większymi przestrzeniami w budynku federacji, dodatkowym piętrem. Można więc spokojnie zrobić rozmowę z selekcjonerem, a później zaprosić dziennikarzy, żeby mogli dopytać „na gorąco” - dodał.</p><p>Zgrupowanie w Warszawie rozpocznie się 21 września, choć na ten dzień przewidziano tylko przyjazd piłkarzy. W poniedziałek nie są planowane aktywności medialne.</p><p>- Zawodnicy przyjadą tego dnia dosyć późno, mają zbiórkę do godz. 18. Dlatego pierwszy trening będzie dopiero we wtorek - zapowiedział rzecznik reprezentacji.</p><p>To będzie długie, aż 16-dniowe zgrupowanie. Zakończy się oficjalnie 6 października, dzień po meczu w Zenicy, ale coś takiego reprezentacja przerabiała już w czasie kadencji trenera Czesława Michniewicza w 2022 roku. Wówczas, pod koniec maja i w pierwszej połowie czerwca, również rozegrała cztery mecze Ligi Narodów (w najwyższej dywizji - z Walią, Holandią i dwukrotnie z Belgią), a selekcjoner powołał aż 39 piłkarzy.</p><p>Przed piątkowym ogłoszeniem kadry PZPN nie ujawnia żadnych szczegółów dotyczących powołań, choć można spodziewać się, że trener Urban również postawi na liczną grupę wybrańców.</p><p>Wśród nich, już od początku zgrupowania, ma być m.in. Robert Lewandowski z Chicago Fire. To będzie jego pierwszy występ w kadrze narodowej od czasu występów za oceanem.</p><p>- Zgrupowanie jest długie i intensywne, ale nie stanowi dla nas jakiegoś wyzwania logistycznego. Zresztą to było już „przetrenowane” za kadencji trenera Michniewicza. Wiadomo, że teraz trochę to wszystko jest rozbite, najpierw gramy u siebie, potem na wyjeździe, ponownie u siebie i znów wyjazd. Ale damy radę, to nie jest wielki problem. Np. do Szwecji polecimy dwa dni przed meczem, po treningu wyrównawczym w Warszawie - zapowiedział Kopański.</p><p>Trwa dopinanie szczegółów dotyczących lokalizacji treningów, choć prawdopodobnie na PGE Narodowym będą odbywać się tylko te oficjalne, czyli dzień przed meczami.</p><p>Tak długie jesienne „okienko reprezentacyjne” jest nowością. W przeszłości o tej porze roku były w kalendarzu dwa krótsze - osobno we wrześniu i październiku.</p><p>Biało-czerwoni do dywizji B spadli - jeszcze pod wodzą Michała Probierza - jesienią 2024 roku, zajmując ostatnie miejsce w grupie, za Portugalią, Chorwacją i Szkocją, która podzieliła później ich los w barażach.</p><p>Teraz będą grać o powrót do elity, w której wcześniej regularnie występowali. Zwycięzca grupy w drugiej dywizji awansuje bezpośrednio do grona najlepszych drużyn, drugi zespół w tabeli powalczy o to w barażach, trzeci w dwumeczu zagra o uniknięcie spadku, a ostatni znajdzie się w dywizji C.</p><p>Zwycięzca Ligi Narodów zostanie wyłoniony w turnieju finałowym w czerwcu 2027 roku. Z czterech dotychczasowych edycji dwie, pierwszą i ostatnią, wygrała Portugalia (2018/19 i 2024/25), a takie sukcesy mają na koncie też Francja i Hiszpania.(PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Sebastian Kuczek stanął przed sądem za śmiertelny wypadek w Wheeling sprzed 6 lat]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142094,sebastian-kuczek-stanal-przed-sadem-za-smiertelny-wypadek-w-wheeling-sprzed-6-lat</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142094,sebastian-kuczek-stanal-przed-sadem-za-smiertelny-wypadek-w-wheeling-sprzed-6-lat</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 15:41:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-sebastian-kuczek-stanal-przed-sadem-za-smiertelny-wypadek-w-wheeling-sprzed-6-lat-1789159384.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W piątek, 11 września przed sądem okręgowym powiatu Cook w Rolling Meadows stanął Polak oskarżony o spowodowanie w 2020 r. wypadku na przedmieściach Chicago, w którym zginęły dwie osoby. Trzy tygodnie wcześniej Sebastian Kuczek został przekazany Stanom Zjednoczonym przez polskie organy ścigania na drodze ekstradycji. Na sali sądowej obecna była rodzina jednej z ofiar oraz siostra oskarżonego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Piątkowe przesłuchanie w sądzie okręgowym powiatu Cook w Rolling Meadows było pierwszym, na które 47-letni Sebastian Kuczek został doprowadzony przez funkcjonariuszy szeryfa w kajdankach i beżowym, więziennym uniformie. Wysoki i szczupły 47-latek sprawiał wrażenie spokojnego, lecz osłabionego podczas przesłuchania przed sędzią Andreaną Turano. Na sali sądowej towarzyszył mu zdalnie polski tłumacz.</p><p>Sędzia Turano poinformowała oskarżonego, że oficjalny akt oskarżenia nie został jeszcze zatwierdzony przez wielką ławę przysięgłych i wyznaczono termin formalnego odczytania zarzutów na 17 września. Według dokumentacji sądowej, Kuczek odpowie na dwa zarzuty nieumyślnego spowodowanie śmierci. Sędzia nakazała także dalsze zatrzymanie Kuczka w areszcie z powodu ryzyka ucieczki i zagrożenia dla społeczeństwa. Sędzia oddaliła również obrońcę z urzędu, gdyż Kuczkowi towarzyszył prywatny obrońca, który przedstawił się jako Scott Romanek.</p><p>Według dokumentacji sądowej, od aresztowania po wylądowaniu w Chicago 20 sierpnia Kuczek przebywa w więzieniu powiatu Cook przy 26th Street i California w Chicago. Z dokumentów wynika także, że jest przetrzymywany w Division 8 RTU, czyli w wydziale dla więźniów wymagających regularnej opieki medycznej. Na przesłuchanie w Rolling Meadows został przywieziony transportem szeryfa.</p><p>Na sali sądowej obecni byli siostra oskarżonego oraz co najmniej czterech krewnych jednej z ofiar wypadku, Brendy Felix Soria. Szwagier ofiary Victor Ortiz powiedział, że mimo upływu 6 lat rodzeństwo oraz synowie Felix Sorii nie mogą pogodzić się z jej stratą.</p><p>Do przerażającego wypadku doszło 23 czerwca 2020 r. około 7.30 p.m. w Wheeling na północno-zachodnich przedmieściach Chicago. Według prokuratury Kuczek pędził sportowym Jaguarem po Lake Cook Road, gdy wjechał w tył samochodu prowadzonego przez 62-letniego listonosza, Arthura Matillano z Buffalo Grove. Siła uderzenia wyrzuciła samochód Matillano na przeciwległy pas ruchu i spowodowała kolizję z innym pojazdem, którym kierowała Felix Soria.</p><p>Śmierć Matillano stwierdzono na miejscu. Felix Soria zmarła później w szpitalu. Kuczek doznał jedynie niegroźnych obrażeń i został wypisany ze szpitala tego samego dnia.</p><p>Według policji z Wheeling, Kuczek uciekł do Polski, zanim formalnie postawiono mu zarzuty. Według dokumentacji sądowej powiatu Cook, mężczyzna miał aktywny nakaz aresztowania wydany 11 grudnia 2020 r. w związku z zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci (reckless homicide). W maju 2025 r. został zatrzymany w podtarnowskiej miejscowości przez małopolską policję.</p><p>Według kancelarii Salvi Schostok &amp; Pritchard, która reprezentowała rodzinę zabitego listonosza w sprawie o odszkodowanie, Polak pędził sportowym Jaguarem z prędkością przekraczającą 150 mil na godzinę.</p><p>Śledztwo ustaliło, że Kuczek prowadził Jaguara z aukcji samochodowej w Wisconsin do podmiejskiego salonu samochodowego w imieniu firmy Fast Cars Transportation, Inc. Nie miał ważnego prawa jazdy ani odpowiednich certyfikatów – czytamy w komunikacie prasowym kancelarii.</p><p>Chociaż salon samochodowy zaprzeczył, jakoby wiedział o korzystaniu przez Kuczka z Jaguara, w 2022 r. prawnicy w ramach ugody z trzema ubezpieczycielami pozyskali dla rodzin ofiar odszkodowanie w wysokości 12 mln dolarów.</p><p>Sebastian Kuczek to co najmniej trzeci Polak wydany w ostatnich latach przez rząd Polski Stanom Zjednoczonym na wniosek strony amerykańskiej za przestępstwa spowodowane w rejonie Chicago.</p><p>W 2020 r. rząd Polski wydalił do Stanów Zjednoczonych Marka Joskę, oskarżonego o nieumyślne spowodowanie śmierci w wypadku drogowym na przedmieściach w 1995 r. W 2019 r. na drodze ekstradycji do Chicago trafił Mateusz Zabrzenski, oskarżony o morderstwo współlokatorki w Chicago w 2013 r. Polacy zostali osądzeni i skazani odpowiednio na 12 i 33 lata więzienia.</p><p><strong>Joanna Marszałek</strong><br>j.marszalek@zwiazkowy.com</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Chicago szykuje się na weekend pełen imprez, możliwe ograniczenia wjazdu do centrum]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142091,chicago-szykuje-sie-na-weekend-pelen-imprez-mozliwe-ograniczenia-wjazdu-do-centrum</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142091,chicago-szykuje-sie-na-weekend-pelen-imprez-mozliwe-ograniczenia-wjazdu-do-centrum</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 14:05:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-chicago-szykuje-sie-na-weekend-pelen-imprez-mozliwe-ograniczenia-wjazdu-do-centrum-1789153583.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W sobotę i niedzielę w naszym mieście odbędzie się wyjątkowo dużo dużych imprez, w tym festiwale, koncerty, wydarzenia sportowe i obchody Dnia Niepodległości Meksyku. Do centrum mogą przyjechać setki tysięcy osób. W związku z tym władze naszego miasta ostrzegają, że może być konieczne ograniczenie lub całkowite zamknięcie dla samochodów dostępu do centrum (Loop).</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Biuro Zarządzania Kryzysowego i Komunikacji Chicago (OEMC) apeluje do osób wybierających się w weekend do centrum Chicago, aby zamiast samochodów korzystały z komunikacji miejskiej CTA.</p><p>Urzędnicy ostrzegają, że ze względu na spodziewaną ogromną liczbę uczestników różnych zaplanowanych wydarzeń może być konieczne zamknięcie niektórych ulic, a nawet czasowe ograniczenie wjazdu samochodów do centrum (Loop).</p><p>Weekendowe obchody Dnia Niepodległości Meksyku tradycyjnie przyciągają do centrum Chicago tłumy. Ulicami przejeżdżają między innymi duże kolumny samochodów udekorowanych meksykańskimi flagami, z których słychać muzykę. Władze zachęcają mieszkańców do świętowania, przypominają jednak, że wystające z samochodów maszty z flagami są zabronione.</p><p>Jednym z największych wydarzeń będzie festiwal El Grito na Butler Field w Grant Parku. Impreza z muzyką, jedzeniem i obchodami niepodległości Meksyku odbędzie się w sobotę i niedzielę od 2 p.m. do 10 p.m.</p><p>W związku z festiwalem zamknięta będzie Jackson Drive od Columbus Drive do DuSable Lake Shore Drive. Organizatorzy również zachęcają uczestników do korzystania z CTA.</p><p>W niedzielę o 9 a.m. w Little Village rozpocznie się bieg El Grito 5K Family Walk/Run. Trasa rozpoczyna się na skrzyżowaniu 26th Street i Kostner Ave., prowadzi do Kedzie Ave., a następnie wraca 26th Street do Manuel Perez Jr. Plaza.</p><p>O 12 p.m. w niedzielę w Little Village rozpocznie się doroczna parada z okazji Dnia Niepodległości Meksyku. Uczestnicy wyruszą spod Little Village Arch przy 26th Street i Albany Ave., a następnie przejdą 26th Street do Kostner Ave.</p><p>Kolejna parada rozpocznie się w niedzielę o 1 p.m. Jej trasa będzie prowadzić Commercial Avenue od 87th do 100th Street.</p><p>To jednak tylko część wydarzeń zaplanowanych w Chicago na ten weekend. W sobotę o 7:30 p.m. Chief Keef wystąpi z koncertem w Huntington Bank Pavilion na Northerly Island.</p><p>W Millennium Park w sobotę i niedzielę od 1 p.m. do 4 p.m. odbędzie się 2026 Sonic Pavilion Festival. Kolejna część festiwalu zaplanowana jest na poniedziałek od 5 p.m. do 8 p.m.</p><p>Mojo Brookzz wystąpi natomiast w Wintrust Arena w South Loop w sobotę i niedzielę o 8 p.m.</p><p>W sobotę o 3 p.m. na Soldier Field odbędzie się mecz Chicago Football Classic pomiędzy Lincoln Lions i MSU Delta Devils. W niedzielę o 5:30 p.m. na tym samym stadionie Chicago Fire Roberta Lewandowskiego zagra z New England Revolution.</p><p>Przez cały weekend w South Loop odbywać się będzie także Printer’s Row Lit Fest. Impreza zajmie South Dearborn Street od Ida B. Wells Drive do Polk Street i będzie otwarta od 10 a.m. do 6 p.m.</p><p>Poza centrum również zaplanowano duże wydarzenia. W Lincoln Square od piątku do niedzieli odbywać się będzie German-American Oktoberfest, który w weekend rozpoczyna się o 12 p.m.</p><p>Chicago Cubs podejmą natomiast Pittsburgh Pirates na Wrigley Field w trzydniowej serii od piątku do niedzieli. Wszystkie mecze rozpoczną się o 1:20 p.m.</p><p>Władze Chicago apelują, aby przed wyjazdem sprawdzać aktualne informacje dotyczące zamkniętych ulic i zmian w organizacji ruchu.</p><p>(tos)</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Agenci ICE pojawili się podczas kontroli drogowej w Carol Stream]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142088,agenci-ice-pojawili-sie-podczas-kontroli-drogowej-w-carol-stream</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142088,agenci-ice-pojawili-sie-podczas-kontroli-drogowej-w-carol-stream</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 13:43:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-agenci-ice-pojawili-sie-podczas-kontroli-drogowej-w-carol-stream-1789152352.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Policja w Carol Stream na zachodnich przedmieściach Chicago prowadzi dochodzenie po tym, jak podczas rutynowej kontroli drogowej pojawili się agenci federalnych służb imigracyjnych (ICE) i poinformowali, że zamierzają zatrzymać kierującą samochodem kobietę. Lokalna policja twierdzi, że nie wiedziała o planowanej akcji służb imigracyjnych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Do zatrzymania samochodu doszło w czwartek, 10 września, krótko po godz. 8 a.m. w pobliżu skrzyżowania Army Trail Road i Gary Avenue w Carol Stream. Policjanci przygotowywali mandaty dla kierującej za posiadanie marihuany oraz prowadzenie samochodu z zawieszoną rejestracją.</p><p>W trakcie wypisywania mandatów do jednego z policjantów podeszli agenci ICE. Poinformowali, że mają nakaz aresztowania 30-letniej kobiety i zamierzają podjąć wobec niej działania po zakończeniu kontroli drogowej.</p><p>Policjanci z Carol Stream wystawili mandaty, a następnie odjechali z miejsca zdarzenia. W komunikacie departamentu opublikowanym w mediach społecznościowych nie podano, czy agenci ICE ostatecznie zatrzymali kobietę lub 24-letniego mężczyznę będącego z nią w samochodzie.</p><p>Policja w Carol Stream poinformowała, że nie otrzymała wcześniej żadnej informacji o tym, że agenci federalnych służb imigracyjnych planują podjąć działania wobec 30-latki, która prowadziła pojazd, i mężczyzny.</p><p>Według komunikatu agenci pojawili się dopiero wtedy, gdy kontrola drogowa już trwała.</p><p>Prawo Illinois ogranicza możliwość współpracy lokalnej policji z federalnymi służbami przy egzekwowaniu cywilnych przepisów imigracyjnych.</p><p>Policja w Carol Stream wszczęła wewnętrzne dochodzenie, które ma ustalić, czy funkcjonariusze podczas kontroli przestrzegali Illinois TRUST Act oraz obowiązujących w departamencie procedur.</p><p>Podobne sytuacje od miesięcy wywołują pytania o granice między wykonywaniem przez lokalną policję zwykłych obowiązków związanych z bezpieczeństwem publicznym a pomocą federalnym służbom w egzekwowaniu prawa imigracyjnego. Oficjalne stanowisko władz Illinois wskazuje, że lokalna policja nie uczestniczy w cywilnym egzekwowaniu prawa imigracyjnego, ale może wykonywać swoje obowiązki związane z bezpieczeństwem publicznym także w miejscach, gdzie działają agenci federalni.</p><p>(tos)</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Archidiecezja wypłaci ponad 5 mln dol. ofiarom wykorzystywania seksualnego sprzed dekad]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142087,archidiecezja-wyplaci-ponad-5-mln-dol-ofiarom-wykorzystywania-seksualnego-sprzed-dekad</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142087,archidiecezja-wyplaci-ponad-5-mln-dol-ofiarom-wykorzystywania-seksualnego-sprzed-dekad</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 13:06:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-archidiecezja-wyplaci-ponad-5-mln-dol-ofiarom-wykorzystywania-seksualnego-sprzed-dekad-1789150059.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Ponad 5 milionów dolarów wypłaci Archidiecezja Chicagowska w ramach 9 ugód zawartych w ciągu ostatnich dwóch tygodni z ofiarami wykorzystywania seksualnego przez księży. Do przypadków miało dochodzić 30-50 lat temu, gdy skarżący byli w wieku od 6 do 14 lat.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ugody o łącznej wartości 5,4 miliona dolarów ogłosili podczas konferencji prasowej w czwartek, 10 września prawnicy kancelarii Pearlman &amp; Anderson, reprezentujący ofiary. Ugody dotyczą zarzutów wobec 8 nieżyjących już księży. Według prawników, do domniemanego wykorzystywania miało dochodzić od lat 70. do lat 90. , gdy księża pełnili posługę w parafiach i szkołach w Chicago oraz na przedmieściach: w Homewood, Chicago Ridge, Chicago Heights, Wilmette i Morton Grove.</p><p>Adwokat Marc Pearlman powiedział na konferencji prasowej, że wysokość zawartych ugód jest potwierdzeniem wagi roszczeń. „Nikt nie płaci takich pieniędzy za coś, co się nie wydarzyło” – powiedział.</p><p>Według prawników, część księży objętych najnowszymi ugodami wcześniej figurowało na liście duchownych z zarzutami wykorzystywania seksualnego opublikowanej przez Archidiecezję Chicago.</p><p>Prawnicy zaapelowali do ofiar wykorzystywania seksualnego przez księży do ujawniania swoich historii. Jak twierdzą, zgłoszenia mogą pomóc w identyfikacji duchownych, którzy nie zostali dotychczas publicznie wskazani.</p><p>Według danych Pearlman &amp; Anderson, od 2001 r. Archidiecezja Chicagowska zawarła około 300 ugód dotyczących przypadków seksualnego wykorzystywania nieletnich i zidentyfikowała około 100 sprawców.</p><p>Archidiecezja podkreśliła w oświadczeniu, że procedury dotyczące zgłoszeń nadużyć obowiązują od 1992 roku i stały się wzorem dla zasad przyjętych później przez Kościół katolicki w Stanach Zjednoczonych i na świecie. Archidiecezja poinformowała również, że od 2006 r. publikuje listę duchownych, wobec których potwierdzono zarzuty wykorzystywania.</p><p>Archidiecezja podała, że dotychczas wypłaciła ponad 400 mln dolarów osobom zgłaszającym wykorzystywanie. Zachęciła pokrzywdzonych do zgłaszania swoich spraw.</p><p>W oświadczeniu archidiecezja odniosła się również do rosnącej liczby nowych roszczeń w ostatnich dwóch latach. Jak twierdzi, ich wzrost jest związany z finansowaniem kancelarii prawnych. Archidiecezja zaznaczyła, że składanie fałszywych roszczeń szkodzi osobom, które faktycznie zostały pokrzywdzone i ostrzegła, że w przypadku wykrycia fałszywego zgłoszenia podejmuje odpowiednie działania.</p><p>Zawarcie ugody nie jest samo w sobie sądowym rozstrzygnięciem potwierdzającym prawdziwość zarzutów. Najnowsze porozumienia są częścią wieloletniej fali postępowań dotyczących zarzutów seksualnego wykorzystywania małoletnich przez duchownych Archidiecezji Chicagowskiej.</p><p>Dwie kancelarie prawne reprezentujące ośmiu pokrzywdzonych – Jeff Anderson &amp; Associates oraz Pearlman and Anderson – od ponad 25 lat prowadzą sprawy dotyczące ugód za wykorzystywanie seksualne. Reprezentowały setki pokrzywdzonych i uzyskały dla nich łącznie ponad 130 mln dolarów.</p><p>(jm)</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[21-latek zginął od strzałów policji w Des Plaines, miał grozić elektrycznymi nożycami]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142086,21-latek-zginal-od-strzalow-policji-w-des-plaines-mial-grozic-elektrycznymi-nozycami</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142086,21-latek-zginal-od-strzalow-policji-w-des-plaines-mial-grozic-elektrycznymi-nozycami</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 12:58:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-21-latek-zginal-od-strzalow-policji-w-des-plaines-mial-grozic-elektrycznymi-nozycami-1789149681.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Młody mieszkaniec Des Plaines został w środę śmiertelnie postrzelony przez policję w domu na tych północno-zachodnich przedmieściach Chicago. Funkcjonariusze odpowiedzieli na zgłoszenie o awanturze domowej. 21-latek miał grozić funkcjonariuszowi elektrycznymi nożycami.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Funkcjonariusze policji w Des Plaines przyjechali około godz. 2.30 p.m. w środę, 9 września, w rejon 2047 East Touhy Avenue po zgłoszeniu awantury domowej.</p><p>Według policji młody mężczyzna nie wykonywał wydawanych mu poleceń i wielokrotnie groził funkcjonariuszowi elektrycznymi nożycami do żywopłotu. Jeden z policjantów oddał w jego kierunku trzy strzały, które okazały się śmiertelne. Biuro Koronera Powiatu Cook poinformowało, że zginął 21-letni Ayham Babidi.</p><p>Jego ojciec, Jamal Babidi, powiedział stacji WGN-TV, że jego syn miał udokumentowane problemy ze zdrowiem psychicznym. Około pięciu dni wcześniej został wypisany ze szpitala. Według ojca w chwili zdarzenia w domu przebywali tylko jego syn i żona.</p><p>Policja w Des Plaines poinformowała, że zdarzenie zostało zarejestrowane kamerą funkcjonariusza, jednak nagranie nie zostało do piątku udostępnione publicznie.</p><p>Sprawę bada zespół śledczy Major Case Assistance Team, który ma przeprowadzić niezależną ocenę interwencji.</p><p>(tos)</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Tysiące praw jazdy w Michigan wydrukowano z niewłaściwym zdjęciem]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142085,tysiace-praw-jazdy-w-michigan-wydrukowano-z-niewlasciwym-zdjeciem</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142085,tysiace-praw-jazdy-w-michigan-wydrukowano-z-niewlasciwym-zdjeciem</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 12:52:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-tysiace-praw-jazdy-w-michigan-wydrukowano-z-niewlasciwym-zdjeciem-1789149401.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Ponad 8 tysięcy mieszkańców Michigan, którzy niedawno wyrobili lub odnowili prawo jazdy albo stanowy dokument tożsamości, otrzymało je z niewłaściwym zdjęciem. Przyczyną był błąd firmy odpowiedzialnej za druk dokumentów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Problem dotyczy około 8200 osób, które niedawno złożyły wniosek o wydanie lub odnowienie prawa jazdy albo stanowego dokumentu tożsamości (ID) w Michigan. Błąd wystąpił wyłącznie w partii dokumentów wydrukowanych 26 sierpnia br.</p><p>Biuro Sekretarza Stanu Michigan poinformowało, że przyczyną był błąd firmy odpowiedzialnej za druk praw jazdy i dokumentów ID.</p><p>Na błędnie wydrukowanych dokumentach w prawym dolnym rogu znalazło się standardowe, przykładowe zdjęcie oraz data urodzenia 12 stycznia 1967 roku.</p><p>Biuro Sekretarza Stanu Michigan podkreśliło, że informacje te były fikcyjne i nie należały do żadnego mieszkańca. Oznacza to, że na dokumentach nie znalazły się dane innych osób.</p><p>Wszystkim osobom, które otrzymały błędnie wydrukowane dokumenty tożsamości, automatycznie wysłano nowe, poprawione.</p><p>(tos)</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[US Open - triumf Siniakovej i Townsend w deblu]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142093,us-open-triumf-siniakovej-i-townsend-w-deblu</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142093,us-open-triumf-siniakovej-i-townsend-w-deblu</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 12:08:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-us-open-triumf-siniakovej-i-townsend-w-deblu-1789153807.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Najwyżej rozstawione Czeszka Katerina Siniakova i Amerykanka Taylor Townsend po raz pierwszy wspólnie triumfowały w rywalizacji deblistek w wielkoszlemowym turnieju tenisowym US Open. W finale pokonały reprezentantki gospodarzy Ashlyn Krueger i Robin Montgomery 5:7, 6:0, 6:2.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wcześniej w tym roku Siniakova i Townsend były także najlepsze we French Open, a we wcześniejszych latach triumfowały w Australian Open (2025) i Wimbledonie (2024). W ubiegłym roku czesko-amerykański duet dotarł w Nowym Jorku do finału, ale przegrał w nim z Kanadyjką Gabrielą Dabrowski i reprezentantką Nowej Zelandii Erin Routliffe.</p><p>O ile Townsend wszystkie cztery swoje wielkoszlemowe sukcesy odniosła wspólnie z Siniakovą, to 30-letnia Czeszka zwyciężyła w turnieju tej rangi już po raz 12. W samym US Open udało jej się to jeszcze w 2022 roku, kiedy w parze z rodaczką Barborą Krejcikovą pokonała w finale Amerykanki Caty McNally i... Townsend.</p><p>W 1. rundzie tegorocznej edycji odpadły Katarzyna Piter i Czeszka Anna Siskova, do drugiej dotarły Magda Linette i Maja Chwalińska.</p><p>Wynik finału debla kobiet:</p><p>Katerina Siniakova, Taylor Townsend (Czechy, USA, 1) - Ashlyn Krueger, Robin Montgomery (obie USA) 5:7, 6:0, 6:2. (PAP)</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Ulubienica tyranów]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/141983,ulubienica-tyranow</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/141983,ulubienica-tyranow</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 12:06:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-ulubienica-tyranow-1788898901.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Była kobietą, której udało się pogodzić rzeczy pozornie niemożliwe. Uwielbiali ją zarówno Hitler, jak i Stalin. Pierwszy cenił ją jako gwiazdę niemieckiego kina i ozdobę nazistowskich przyjęć, drugi – jako potencjalne źródło informacji w samym sercu III Rzeszy. Rosyjska emigrantka znalazła się w centrum niebezpiecznej gry politycznej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Pod koniec 1941&nbsp;r. sytuacja Związku Radzieckiego wydawała się katastrofalna. Niemcy stali już pod bramami Moskwy. Mińsk, Kijów i Charków znalazły się pod okupacją, a wokół Leningradu zacisnęła się pętla blokady. Około trzech milionów czerwonoarmistów poległo, ponad dwa i pół miliona dostało się do niewoli. W tej dramatycznej chwili kierownictwo NKWD uznało, że jedynym sposobem na zatrzymanie niemieckiej machiny wojennej może być zamach na Adolfa Hitlera. Rozpoczęto więc przygotowania do operacji i poszukiwania człowieka zdolnego ją przeprowadzić.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Aktorka państwowa Rzeszy</strong></p><p>Zadanie powierzono agentowi bezpieki Lwowi Knipperowi. Pochodził ze zruszczonej niemieckiej rodziny, wyglądał jak rasowy aryjczyk, perfekcyjnie mówił po niemiecku, miał nienaganne maniery i szlachecki rodowód. Plan był śmiały: Knipper miał przedostać się do Berlina i występować tam jako prześladowany przez Sowietów artysta, a następnie przeniknąć do najbliższego kręgu Hitlera. W realizacji tego zamierzenia miała pomóc jego starsza siostra – Olga Czechowa.</p><p>Czechowa uchodziła za jedną z największych gwiazd niemieckiego kina. Hitler darzył ją szczególną sympatią i nadał jej oficjalny tytuł „aktorki państwowej Rzeszy”. Niewielu wiedziało, jaką drogę przeszła, zanim stała się ikoną filmu nazistowskich Niemiec.</p><p>Do Berlina przyjechała w sierpniu 1920&nbsp;r. jako 23-letnia uciekinierka z bolszewickiej Rosji. Za sobą miała doświadczenia życia w kraju wyniszczonym wojną domową. Zimą temperatura w moskiewskim mieszkaniu, które dzieliła z siostrą, spadała poniżej zera. Obie kobiety cudem uniknęły zbiorowego gwałtu, gdy dokwaterowano im oddział czerwonoarmistów. Bywało, że przez wiele dni głodowały, a największym przysmakiem były ugotowane mrożone ziemniaki.</p><p>O ludzkich losach decydowali wówczas arbitralnie czerwoni komisarze. Olga była szczególnie zagrożona – pochodziła ze szlacheckiej rodziny o niemieckich korzeniach, a wobec takich ludzi Lenin zalecał stosowanie „bezwzględnego rewolucyjnego terroru”.</p><p>Przyszła gwiazda kina znosiła trud codziennego życia, dopóki istniała nadzieja na obalenie bolszewików. Jednak w październiku 1919&nbsp;r., po klęsce armii generała Antona Denikina w drugiej bitwie pod Orłem, marzenia o zniszczeniu nowego reżimu prysły.</p><p>Wtedy Czechowa zaczęła poważnie myśleć o wyjeździe do Berlina, gdzie osiedlały się tysiące rosyjskich emigrantów. W rozpoczęciu nowego życia pomogła jej koleżanka mieszkająca w stolicy Niemiec. Zezwolenie na opuszczenie kraju Olga zdobyła dzięki fikcyjnemu małżeństwu z węgierskim oficerem. W sierpniu 1920&nbsp;r. wyruszyła na Zachód, pozostawiając w Rosji córkę Adę, eksmęża Miszę, rodziców i rodzeństwo.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Od biedy do sukcesu</strong></p><p>Koleżanka czekająca na nią na berlińskim dworcu z trudem ją rozpoznała. Zamiast eleganckiej młodej kobiety zobaczyła wychudzoną postać w workowatym płaszczu, chuście i walonkach. Jedynym kapitałem, jaki Olga przywiozła ze sobą z Moskwy, był przemycony pierścionek z brylantem. Sprzedała go, by kupić przyzwoite buty, wynająć pokój i rozpocząć poszukiwania pracy.</p><p>Jedynym zajęciem, jakie znalazła bez znajomości niemieckiego, było rzeźbienie figur szachowych. A jednak jej los odmienił się z niezwykłą szybkością. Już 7&nbsp;kwietnia 1921&nbsp;r., zaledwie osiem miesięcy po przyjeździe do Niemiec, Olga Czechowa stała się gwiazdą niemieckiego kina. W Berlinie odbyła się wówczas premiera filmu „Zamek Vogelod” w reżyserii F.W. Murnaua, w którym Rosjanka zagrała główną rolę.</p><p>W tym błyskawicznym sukcesie pomogły nazwisko i rodzinne koligacje. Jej były mąż Misza był bratankiem Antoniego Czechowa, a ciotka Olga Knipper-Czechowa – wdową po pisarzu i wybitną aktorką Moskiewskiego Teatru Dramatycznego. Dzięki temu Olga szybko weszła do rosyjskiej socjety Berlina.</p><p>Na jednym z przyjęć spotkała członka rodziny Romanowów – jego tożsamości w swoich wspomnieniach nie ujawniła – który uznał, że ma „twarz wprost stworzoną dla kinematografii”. Następnym krokiem było przedstawienie jej producentowi Erichowi Pommerowi, jednej z najważniejszych postaci w wytwórni filmowej UFA Universum-Film.</p><p>Aby zdobyć pierwszą rolę, Olga skłamała, że występowała wcześniej w Moskiewskim Teatrze Dramatycznym. W rzeczywistości jej doświadczenie sceniczne ograniczało się jedynie do oglądania prób spektakli, w których grał jej eksmąż. Okazało się jednak, że przed kamerą prezentuje się znakomicie, a próby wypadły bardzo dobrze. Brak znajomości niemieckiego nie był wówczas przeszkodą – filmy były jeszcze nieme.</p><p>„Zamek Vogelod” odniósł sukces. Czechowa zaczęła występować w kolejnych produkcjach i szybko zdobyła popularność. Krytycy chwalili ją za wyrazistość i ekranową charyzmę. W tym czasie aktorkę dręczył jednak jeden problem – jak sprowadzić z Rosji córkę Adę.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Agenci pod przymusem</strong></p><p>Pomoc przyszła z niespodziewanej strony. W zamian za deklarację współpracy z GPU, poprzedniczką NKWD i KGB, władze radzieckie zgodziły się na wyjazd do Niemiec córki i matki Czechowej. Pośrednikiem w kontaktach między aktorką a bezpieką został jej brat Lew Knipper.</p><p>Sam Knipper został agentem GPU pod przymusem. Był oficerem armii Denikina i emigrantem, który w 1921&nbsp;r. powrócił do Rosji z tęsknoty za ojczyzną. Dla nowych władz pozostawał jednak podejrzanym wrogiem ustroju. „Biali” oficerowie byli wówczas bezustannie prześladowani – wielu z nich później zamordowano lub zesłano do gułagu.</p><p>Zastraszony Lew zgodził się na współpracę z bezpieką. Sowieci wykorzystali go w jednej ze swoich najważniejszych operacji – rozbijaniu środowisk „białej” emigracji w Europie. Potrzebowali ludzi, którzy potrafili zdobyć zaufanie emigrantów i przeniknąć do ich organizacji.</p><p>Szlacheckie pochodzenie oraz siostra będąca wschodzącą gwiazdą niemieckiego kina czyniły Knippera idealnym kandydatem do tej roli. Pod koniec 1922&nbsp;r. wyjechał do Berlina, oficjalnie na leczenie w jednej z tamtejszych klinik. Wtedy właśnie zwerbował do współpracy Olgę.</p><p>Aktorka została tzw. śpiochem – nieopłacanym agentem, który miał uaktywnić się dopiero na rozkaz swoich mocodawców.</p><p>Przez kilkanaście lat Sowieci jej nie niepokoili. W latach 20. wystąpiła w ponad czterdziestu niemych filmach. Z czasem opanowała niemiecki i zaczęła grać także w produkcjach dźwiękowych oraz na scenach teatralnych. Jej twarz pojawiała się na pocztówkach i okładkach magazynów.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Pod opieką państwa</strong></p><p>Gdy w 1933&nbsp;r. do władzy w Niemczech doszli naziści, kariera Czechowej nabrała jeszcze większego tempa. Nowy reżim miał obsesję na punkcie kina. Minister propagandy Joseph Goebbels obejrzał ponad 1100 filmów, a w prywatnej rezydencji Hitlera w Berghofie urządzono salę kinową.</p><p>W III&nbsp;Rzeszy kino pełniło funkcję propagandową, dlatego państwo nie szczędziło pieniędzy na produkcje filmowe, a reżyserzy, operatorzy i aktorzy żyli w wyjątkowym dostatku.</p><p>W tym świecie Olga Czechowa zajmowała miejsce szczególne. Hitler, który już w 1927&nbsp;r. zobaczył jeden z filmów z jej udziałem, był jej wielkim admiratorem. Aktorzy byli często zapraszani na przyjęcia z udziałem zagranicznych dyplomatów – żony nazistowskich notabli uchodziły bowiem za mało eleganckie i słabo wykształcone, a artyści pomagali budować bardziej „ludzką” twarz reżimu.</p><p>Czechowa bywała na prywatnych przyjęciach u Goebbelsa, który nazywał ją „czarującą damą”. Podczas garden party Joachima von Ribbentropa dla korpusu dyplomatycznego w maju 1939&nbsp;r. Olga zajęła miejsce w pierwszym rzędzie – tuż obok Hitlera.</p><p>Wspólne zdjęcie aktorki i wodza obiegło europejską prasę, potwierdzając pozycję Czechowej w III&nbsp;Rzeszy. Niewielu wiedziało, że uwielbiana przez nazistowskie elity gwiazda uczestniczyła zarazem w grze wielkich imperiów.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Powrót wywiadu</strong></p><p>To właśnie pod koniec lat trzydziestych, gdy kontakty Olgi Czechowej z nazistowską wierchuszką stały się szczególnie intensywne, o swoją uśpioną agentkę upomniał się radziecki wywiad. Sowieci oczekiwali, że będzie przekazywać im najnowsze wiadomości i plotki krążące w towarzyskich kręgach Berlina – przede wszystkim za pośrednictwem swojego brata, Lwa Knippera.</p><p>Czechowa otrzymała także inne zadanie. Miała spróbować odkryć „źródła siły Hitlera” w Niemczech. W Moskwie zastanawiano się bowiem, jak to możliwe, że przywódca nazistów zdobył władzę i tak szerokie poparcie społeczne. Trzecie polecenie, które – według późniejszych relacji – pochodziło bezpośrednio od Stalina, polegało na ustaleniu, kto w otoczeniu Hitlera sprzeciwia się planowanemu atakowi na ZSRR.</p><p>Stalin zdawał sobie sprawę z zagrożenia i wiedział, jak poważnie wielkie czystki osłabiły jego armię. Informacje o nastrojach wśród nazistowskiej elity mogły pomóc Moskwie grać na zwłokę i wspierać przeciwników wojny ze Związkiem Radzieckim.</p><p>Po wybuchu II&nbsp;wojny światowej Olga Czechowa często występowała przed jednostkami Wehrmachtu stacjonującymi w Belgii i Francji, podnosząc morale niemieckich żołnierzy. Jak wynika z jej własnych wspomnień, dopiero niemiecki atak na ZSRR w 1941&nbsp;r. wstrząsnął nią naprawdę głęboko. Zarówno sama agresja, jak i błyskawiczne tempo niemieckiej ofensywy zrobiły na niej ogromne, bardzo przygnębiające wrażenie.</p><p>Czechowa – podobnie jak wielu innych rosyjskich emigrantów, w tym generał Anton Denikin – nie akceptowała bolszewickiej władzy. Mimo to wciąż traktowała Związek Radziecki jako swoją dawną ojczyznę. Właśnie dlatego zgodziła się podjąć kolejne zadanie. Ułatwiła dostęp do Hitlera swojemu bratu, Lwowi Knipperowi.</p><p><strong><br>Dobry znajomy marszałka</strong></p><p>Równolegle dojścia do Führera szukał książę Janusz Radziwiłł – zwerbowany przez NKWD polski arystokrata i znajomy marszałka Rzeszy Hermanna Göringa. Aresztowany przez Sowietów w 1939&nbsp;r., odzyskał wolność dzięki wstawiennictwu włoskiej rodziny królewskiej, a przed powrotem do Warszawy zgodził się współpracować z radziecką bezpieką.</p><p>Zgodnie z planem zamachu na Hitlera to właśnie Radziwiłł miał ułatwić Knipperowi dostęp do Führera, gdyby Olga Czechowa nie zdołała tego zrobić. Ostatecznie jednak wyjazd Lwa do Berlina nie doszedł do skutku. Moskwa odwołała całą operację, obawiając się, że po śmierci Hitlera państwa zachodnie mogłyby podpisać z Niemcami separatystyczny pokój. Później sytuacja na froncie zaczęła zmieniać się na korzyść ZSRR, a kwestia ewentualnego porozumienia Niemiec z Zachodem powróciła dopiero w 1945&nbsp;r.</p><p>Zgodnie z poleceniem Moskwy Czechowa miała wtedy ustalić, czy nazistowskie władze nie prowadzą potajemnych negocjacji z aliantami. Aktorka zameldowała, że w neutralnej Szwajcarii rzeczywiście doszło do spotkania szefa amerykańskiego wywiadu w Europie, Allena Dullesa, z wysokiej rangi dowódcami III&nbsp;Rzeszy.</p><p>Oburzony Stalin wystosował protest do prezydenta Franklina Delano Roosevelta. Ten zapewnił, że incydent „należy już do przeszłości”, a między mocarstwami nie powinno być wątpliwości co do wzajemnej lojalności.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Willa Czechowej</strong></p><p>Na tym nie zakończyła się jej szpiegowska historia. Gdy Armia Czerwona zajęła Europę Wschodnią, NKWD rozpoczęło represje wobec ludzi uznanych za niedobitki „białej” emigracji. Do łagrów trafiali też radzieccy żołnierze, którzy mieli „zarazić się” w Europie demokratycznymi ideami. Czechowa również znalazła się wtedy w Moskwie, lecz przyleciała tam rządowym samolotem.</p><p>W radzieckiej stolicy aktorkę ulokowano w jednym z konspiracyjnych mieszkań NKWD. Tam odbywały się spotkania z najwyższymi funkcjonariuszami bezpieki – między innymi z szefem NKWD Ławrientijem Berią oraz z kierującym wojskowym kontrwywiadem Smiersz Wiktorem Abakumowem. Po ośmiu tygodniach Czechową odesłano z powrotem do Berlina.</p><p>Na miejsce zamieszkania wybrała piękną podmiejską willę, którą radzieccy żołnierze gruntownie wyremontowali. Funkcjonariusze NKWD regularnie dostarczali jej żywność, pieniądze i opał. Rosjanka wróciła także do pracy w filmie, choć po przekroczeniu pięćdziesiątego roku życia występowała już rzadziej.</p><p>Od 1947&nbsp;r. Czechowa utrzymywała kontakty z jednym z najlepszych agentów NKWD – Aleksandrem Demianowem. To on, jak przypuszczają historycy, był w latach powojennych jej oficerem prowadzącym. O szczegółach jej działalności z tamtego okresu wiadomo jednak bardzo niewiele, ponieważ rosyjskie archiwa wciąż pozostają w dużej mierze zamknięte.</p><p>Wszystko wskazuje na to, że radzieckie władze były zadowolone z usług swojej agentki. Pod koniec lat czterdziestych pozwolono jej przenieść się do Niemiec Zachodnich. Tam Czechowa rozpoczęła nowe życie, stopniowo oddalając się od świata wielkiej polityki.</p><p>W 1962&nbsp;r. otrzymała nagrodę niemieckich krytyków filmowych za wkład w rozwój kinematografii. Dziesięć lat później Republika Federalna Niemiec odznaczyła ją Krzyżem Zasługi.</p><p>Olga Czechowa zmarła na białaczkę w 1980&nbsp;r. Pozostawiła po sobie legendę kobiety, która potrafiła odnaleźć się w najbardziej niebezpiecznych kręgach XX&nbsp;wieku – i której życie do dziś pozostaje jedną z najbardziej zagadkowych historii epoki.</p><p><strong>Jacek Hilgier</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Drapieżcy spod piasku]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/141982,drapiezcy-spod-piasku</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/141982,drapiezcy-spod-piasku</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 12:05:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-drapiezcy-spod-piasku-1788898756.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>To jedno z tych nowych odkryć, które brzmią niemal jak żart natury. Na płaskowyżu Abu-Tartur, pośrodku egipskiej Pustyni Zachodniej, naukowcy odnaleźli cmentarzysko rekinów. Dziś nie docierają tam odgłosy fal, a bezkresny krajobraz wypełniają jedynie piasek, kamienie i spękana od suszy ziemia. Miliony lat temu rozciągał się jednak w tym miejscu ciepły ocean, w którego wodach krążyły liczne morskie stworzenia – w tym groźne rekiny.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wystarczy rozłupać czarne lub żółtawe pokłady skał, by natrafić na pozostałości tego zaginionego świata. Ze środka wyłaniają się zęby rekinów – ostre, ząbkowane, zakrzywione, czasem cienkie jak igły. Nie są śladem jednej wielkiej katastrofy, podczas której wszystkie zwierzęta zginęły naraz. To raczej niezwykłe archiwum oceanu, gromadzące przez tysiące lat pamiątki po jego mieszkańcach.</p><p>W okresie kredy, trwającym od około 145 do 66 milionów lat temu, mapa świata wyglądała zupełnie inaczej. Klimat był znacznie cieplejszy, na biegunach niemal nie zalegał lód, a poziom oceanów znacznie przewyższał dzisiejszy. Wody dawnego morza Tetydy wdzierały się głęboko na obszar północnej Afryki. Miejsce, które obecnie leży setki kilometrów od wybrzeża, stanowiło wówczas część morskiego dna.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Morze Sahary</strong></p><p>Trudno o wyraźniejszy dowód tego, jak bardzo potrafi zmienić się nasza planeta. Tam, gdzie dzisiaj człowiek szuka cienia i zapasu wody, rekiny patrolowały niegdyś przybrzeżne płycizny, otwarte wody i ciemniejsze głębiny. Przesuwały się nad ławicami ryb, polowały na morskie zwierzęta i rywalizowały z innymi drapieżnikami. Sahara nie była pustynią. Była dnem żyznego, tętniącego życiem akwenu.</p><p>Świadectwem tej obfitości są pokłady fosforytów należące do formacji geologicznej Duwi. Powstały w środowisku wyjątkowo bogatym w składniki odżywcze. To właśnie w jej czarnych i żółtych warstwach badacze odnaleźli czternaście zębów, należących do pięciu wymarłych gatunków. Wraz z okazami opisanymi już wcześniej dowodzą one, że w okolicy Abu-Tartur żyło co najmniej siedem gatunków rekinów.</p><p>Czternaście zębów może nie brzmieć imponująco. Paleontologom wystarczy jednak czasem jeden, by wydobyć z przeszłości zdumiewająco dużo informacji. Szkielet rekina nie składa się z kości, lecz z chrząstki, która po śmierci szybko się rozpada i bardzo rzadko zamienia się w skamieniałość. Twarde zęby mają znacznie większe szanse przetrwania. Ich wielkość i kształt zdradzają, do jakiego gatunku należał właściciel, na co polował i w jaki sposób chwytał zdobycz.</p><p>Najbardziej niezwykłe jest to, że ślad potężnego drapieżnika mieści się dziś na opuszku palca. Rekiny nieustannie wymieniają uzębienie – pojedyncze zwierzę może w ciągu życia stracić nawet kilkadziesiąt tysięcy zębów. Każdy z nich opadał na dno, znikał w mule i rozpoczynał podróż przez miliony lat. Nad nim gromadziły się kolejne osady, morze zmieniało granice, a dno powoli stawało się lądem. Dopiero dłuto badacza przerwało tę wędrówkę, odsłaniając broń, która kiedyś tkwiła w szczęce żywego łowcy.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Śledztwo bez świadków</strong></p><p>Odnalezione zęby bardzo się od siebie różnią. Jedne są długie i smukłe – doskonałe do chwytania śliskich ryb. Inne, szerokie i ząbkowane, działały jak piły zdolne rozcinać ciało większej ofiary. Jeden wygina się niczym karambit – nóż o sierpowatym ostrzu. Niektóre mają po bokach małe dodatkowe wierzchołki, przypominające drobne kły.</p><p>Na podstawie tych szczegółów badacze rozpoznali pięć wymarłych gatunków. Wszystkie po raz pierwszy odnotowano w Abu-Tartur, a dwa z nich – <i>Serratolamna cf. serrata</i> i <i>Squalicorax bassanii</i> – nie były wcześniej znane z Egiptu. Największe zainteresowanie wzbudził <i>Scapanorhynchus cf. raphiodon</i>, rekin o charakterystycznych igiełkowatych zębach. Znalezisko może być pierwszym świadectwem jego obecności w Afryce, a zarazem najmłodszym znanym śladem tego gatunku.</p><p>Ostrożne „cf.” umieszczone w łacińskiej nazwie oznacza, że ząb przypomina szczątki przypisywane danemu gatunkowi, ale nie pozwala na całkowicie pewne rozpoznanie. W nauce nawet najbardziej sensacyjne odkrycie musi pozostawić odrobinę miejsca na wątpliwość.</p><p>Odtwarzanie takiego środowiska przypomina śledztwo prowadzone bez żywych świadków. Rodzaj skały mówi o warunkach panujących na dnie, fosforany zdradzają żyzność wody, a kształty zębów – jadłospis ich właścicieli. Dopiero połączenie tych poszlak pozwala zobaczyć nie zbiór martwych okazów, lecz cały ruchliwy ocean. Nad jego płyciznami padało tropikalne światło, dalej dno opadało w mrok, a z głębin ku powierzchni wędrowały substancje odżywcze.</p><p>Różnorodność uzębienia pokazuje również, że rekiny nie polowały na te same ofiary. Poszczególne gatunki zajmowały własne części oceanu. <i>Squalicorax</i> zapuszczał się prawdopodobnie w płytkie wody bliżej brzegu, <i>Scapanorhynchus</i> wybierał rejony głębsze i ciemniejsze, a inne rekiny królowały na otwartym morzu. Dzięki takiemu podziałowi drapieżniki nie musiały bez przerwy walczyć o zdobycz.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Uczta z głębin</strong></p><p>Tylu wielkich łowców nie mogłoby przetrwać bez ogromnych ilości pożywienia. Zapewniało je prawdopodobnie zjawisko nazywane upwellingiem. Chłodne wody z głębin, pełne cennych składników, unosiły się ku nasłonecznionej powierzchni. Działały niczym naturalny nawóz: gwałtownie rozwijał się plankton, pojawiały się małe ryby i bezkręgowce, za nimi więksi myśliwi, a w końcu rekiny oraz morskie gady.</p><p>Określenie „cmentarzysko” brzmi sensacyjnie, lecz może wprowadzać w błąd. Rekiny nie musiały zebrać się w jednym miejscu ani zginąć równocześnie wskutek zatrucia, sztormu czy innego kataklizmu. Osady przyrastały tam bardzo wolno, dlatego stosunkowo cienka warstwa skały może obejmować niezwykle długi okres. Zęby, które obecnie leżą obok siebie, mogły należeć do zwierząt żyjących tysiące lat po sobie.</p><p>Ocean ustąpił, jego dno zostało wyniesione, a miejsce dawnych wód zajęła pustynia. Po jej morskiej przeszłości pozostały niewielkie, lecz niemal niezniszczalne zęby. To dzięki nim naukowcy mogą dziś odtworzyć obraz ciepłego oceanu, pełnego ławic ryb i groźnych drapieżników. Abu-Tartur pokazuje, jak radykalnie potrafi zmienić się oblicze Ziemi: dzisiejsza Sahara była niegdyś królestwem rekinów, a pod jej piaskami zapewne wciąż kryją się nieodkryte ślady zaginionego świata.</p><p><strong>Monika Pawlak</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Lot w niewyjaśnione]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/141981,lot-w-niewyjasnione</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/141981,lot-w-niewyjasnione</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 12:04:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-lot-w-niewyjasnione-1788898489.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Mogłoby się wydawać, że w czasach rejestratorów lotu, radarów, satelitów i nowoczesnych systemów łączności ustalenie przyczyn każdej katastrofy lotniczej powinno być stosunkowo proste. Nie zawsze jednak tak jest. Samoloty wciąż potrafią znikać bez śladu, odnalezione wraki nie zawsze dają odpowiedź na pytanie, co wydarzyło się na pokładzie, a śledczy potrafią dochodzić do zupełnie różnych wniosków. Niektóre współczesne katastrofy pozostają więc równie zagadkowe jak te z czasów Amelii Earhart.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Zaginiona eskadra</strong></p><p>Zaginięcie lotu&nbsp;19 stało się jednym z wydarzeń, na których zbudowano legendę Trójkąta Bermudzkiego. Jej początki sięgają 5&nbsp;grudnia 1945 roku, kiedy podczas ćwiczeń nawigacyjnych zaginęło pięć wojskowych bombowców. Po około czterdziestu minutach lotu dowodzący eskadrą porucznik Charles Taylor zameldował, że oba jego kompasy przestały działać, przez co nie potrafił ustalić położenia samolotów. Z ostatnich rozmów radiowych wynikało, że załogi straciły orientację, a maszynom kończyło się paliwo. Wkrótce kontakt z całą eskadrą się urwał.</p><p>Według jednej z hipotez Taylor pomylił Bahamy z archipelagiem Florida Keys. Zamiast skierować samoloty na zachód, w stronę Florydy, poprowadził je dalej nad Atlantyk, gdzie po wyczerpaniu paliwa najprawdopodobniej runęły do oceanu. Co więcej, katastrofie uległ także samolot ratunkowy wysłany na pomoc. To tylko wzmocniło legendę o pechowym trójkącie.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Tajemnica słowa „STENDEC”</strong></p><p>O ile zagadkę lotu numer&nbsp;19 można wyjaśnić z pewną dozą prawdopodobieństwa, o tyle kolejna katastrofa jest znacznie bardziej tajemnicza. 2&nbsp;sierpnia 1947 roku należący do British South American Airways samolot „Star Dust” wyruszył z Buenos Aires do Santiago. Na kilka minut przed planowanym lądowaniem radiotelegrafista połączył się z wieżą i nadał niezrozumiałe słowo: „STENDEC”. Operator w Santiago poprosił o jego powtórzenie. Wiadomość została przesłana jeszcze dwukrotnie, po czym kontakt z maszyną się urwał.</p><p>Mimo intensywnych poszukiwań przez kolejne pięćdziesiąt lat nie natrafiono na żadne szczątki samolotu. Dopiero w 1998 roku alpiniści zauważyli fragment silnika wystający z lodowca na zboczu góry Tupungato. Okazało się, że należał do zaginionej maszyny. Nigdy nie udało się jednak jednoznacznie wyjaśnić, co doprowadziło do katastrofy. Jedna z teorii mówi, że piloci stracili orientację w gęstych chmurach nad Andami i zbyt wcześnie rozpoczęli procedurę obniżania lotu.</p><p>Znaczenie ostatniej wiadomości do dziś pozostaje zagadką.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Cisza nad oceanem</strong></p><p>Zaledwie pół roku po zaginięciu „Star Dust” linie British South American Airways straciły kolejny samolot. W nocy z 29 na 30&nbsp;stycznia 1948 roku „Star Tiger” wyruszył z Azorów na Bermudy. Wiał bardzo silny wiatr, dlatego piloci utrzymywali nietypowo niską wysokość, około 600&nbsp;metrów nad oceanem. Tuż po godzinie 3.00 nad ranem załoga skontaktowała się z wieżą na Bermudach, prosząc o radionamiar na lotnisko. O 3.17 radiotelegrafista „Star Tiger” potwierdził otrzymanie koordynatów. Potem maszyna zamilkła na zawsze.</p><p>Nie zgłoszono żadnych problemów ani nie wezwano pomocy. Samolot i 31 osób znajdujących się na pokładzie po prostu rozpłynęły się w powietrzu. Pięciodniowe poszukiwania nie przyniosły żadnego rezultatu – nie odnaleziono ani jednego ciała, fragmentu maszyny czy sztuki bagażu. Jakby „Star Tiger” nigdy nie istniał.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Śmierć w luksusie</strong></p><p>W czerwcu 1947 roku Pan Am uruchomił pierwsze regularne połączenie pasażerskie dookoła świata. Podróż z San Francisco do Filadelfii prowadziła przez piętnaście przystanków i trwała pięć dni. Odbywała się w luksusowych warunkach: serwowano szampana, kawior i wielodaniowe kolacje, a stratocruisery oferowały nawet miejsca do spania oraz bar koktajlowy na dolnym pokładzie.</p><p>Jeden z takich podniebnych luksusowych liniowców wyruszył 8 listopada 1957 roku z San Francisco do Honolulu. Lot przebiegał spokojnie. Mniej więcej w połowie drogi załoga nadała kolejny rutynowy meldunek, który nie wskazywał, by na pokładzie działo się cokolwiek niepokojącego. Potem samolot zamilkł i zniknął.</p><p>Sześć dni później odnaleziono niewielkie fragmenty maszyny oraz ciała 19 osób. Sekcja zwłok wykazała podwyższone stężenie karboksyhemoglobiny, czyli hemoglobiny związanej z tlenkiem węgla. Oznaczało to, że przed śmiercią pasażerowie wdychali tlenek węgla pochodzący albo z dymu powstałego podczas pożaru, albo ze spalin przedostających się do kabiny. Co więcej, pasażerowie zdążyli założyć kamizelki ratunkowe i zdjąć buty, najwyraźniej przygotowując się do wodowania. Wszystko wskazywało na to, że na pokładzie wybuchł pożar, a piloci próbowali ratować samolot, lądując na powierzchni oceanu. Maszyna najprawdopodobniej rozbiła się podczas tej próby.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Boeing pełen obrazów</strong></p><p>Wieczorem 30&nbsp;stycznia 1979 roku Boeing&nbsp;707 brazylijskich linii Varig wystartował z lotniska Narita pod Tokio. Leciał do Rio de Janeiro z międzylądowaniami w Los Angeles i Limie. Dwadzieścia dwie minuty po starcie załoga skontaktowała się z kontrolą ruchu lotniczego, nie zgłaszając żadnych problemów. Kolejny meldunek miał nastąpić około godziny 21.23, jednak piloci już się nie odezwali. Nie nadano sygnału Mayday, a mimo szeroko zakrojonych poszukiwań prowadzonych przez służby japońskie i amerykańskie nie odnaleziono żadnych śladów maszyny.</p><p>Być może historia ta zostałaby szybko zapomniana, gdyby nie niezwykle cenny ładunek znajdujący się na pokładzie. Samolot przewoził 53 obrazy japońsko-brazylijskiego abstrakcjonisty Manabu Mabe, wyceniane wówczas na około 1,24&nbsp;miliona dolarów. Zaczęto więc spekulować na temat ucieczki załogi wraz z cenną kolekcją lub porwania samolotu, jednak żadna z tych teorii nigdy się nie potwierdziła.</p><p>Specjaliści od wypadków lotniczych uważają, że jedną z najbardziej prawdopodobnych przyczyn katastrofy była nagła dekompresja, która mogła pozbawić załogę przytomności. Sytuacja musiała rozwinąć się błyskawicznie, ponieważ za sterami siedział niezwykle doświadczony kapitan Gilberto Araújo da Silva. Sześć lat wcześniej dowodził lotem Varig&nbsp;820. Podczas podejścia do lądowania w Paryżu w kabinie wybuchł pożar, a dym i tlenek węgla zaczęły zabijać pasażerów. Da Silva posadził samolot awaryjnie na polu przed lotniskiem Orly, lecz ze 134 osób przeżyło zaledwie 11. Kapitan był jedną z nich. Sześć lat później zniknął nad Pacyfikiem za sterami kolejnego Boeinga&nbsp;707.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Zagadka epoki satelitów</strong></p><p>Jedną z najbardziej zagadkowych katastrof lotniczych pozostaje zniknięcie Boeinga&nbsp;777 linii Malaysia Airlines 8&nbsp;marca 2014 roku. Lot początkowo przebiegał normalnie. Około czterdziestu minut po starcie, podczas przekazywania samolotu między malezyjską i wietnamską kontrolą ruchu lotniczego, załoga po raz ostatni nawiązała łączność radiową. Chwilę później transponder został wyłączony, a maszyna zniknęła z ekranów cywilnych radarów. Dane wojskowe ujawniły później, że Boeing zawrócił, ponownie przeleciał nad Półwyspem Malajskim i skierował się nad Cieśninę Malakka. Przez następne godziny jego system łączności satelitarnej automatycznie komunikował się z siecią Inmarsat. Ostatni sygnał odebrano o godzinie 8.19 rano.</p><p>Rozpoczęły się największe w historii lotnictwa poszukiwania, obejmujące miliony kilometrów kwadratowych. Początkowo nie znaleziono niczego. Dopiero ponad rok później morze wyrzuciło na brzeg wyspy Réunion, tysiące kilometrów od przypuszczalnego miejsca katastrofy, fragment skrzydła zaginionej maszyny. Mimo danych radarowych i satelitarnych oraz odnalezionych szczątków do dziś nie wiadomo dokładnie, dlaczego MH370 zmienił kurs ani co wydarzyło się na jego pokładzie.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Ogień czy zamach?</strong></p><p>19&nbsp;maja 2016 roku Airbus A320 linii EgyptAir, lecący z Paryża do Kairu, runął do Morza Śródziemnego. Krótko przed katastrofą automatyczny system przesłał serię ostrzeżeń o dymie na pokładzie. Mimo odnalezienia wraku oraz obu czarnych skrzynek śledczy z Egiptu i Francji do tej pory nie są zgodni co do przyczyny tragedii.</p><p>Egipskie władze twierdziły, że doszło do zamachu. Francuska komisja do spraw badania wypadków lotniczych uznała natomiast, że najbardziej prawdopodobną przyczyną był gwałtownie rozprzestrzeniający się pożar, podsycany przez tlen wydostający się z instalacji maski drugiego pilota. Francuscy eksperci rozważali kilka możliwych źródeł zapłonu, w tym wyładowanie elektrostatyczne lub… zapalony papieros. EgyptAir pozwalał swoim pilotom palić w kabinach i załogi chętnie z tego korzystały. Czy jednak któryś z pilotów palił podczas feralnego lotu, pozostaje niewyjaśnione.</p><p>Oficjalny raport dotyczący katastrofy został opublikowany przez egipskie władze dopiero osiem lat później, w 2024 roku. Francuscy specjaliści nie zgodzili się z przedstawionym w nim scenariuszem wydarzeń. Przyczyna katastrofy, w której zginęło 66 osób, nadal pozostaje przedmiotem sporu między śledczymi obu krajów.</p><p><strong>Maggie Sawicka</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Piekielny skok w przestworza]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/141980,piekielny-skok-w-przestworza</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/141980,piekielny-skok-w-przestworza</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 12:03:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-piekielny-skok-w-przestworza-1788898364.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Z perspektywy obserwatora start rakiety kosmicznej trwa zaledwie kilka minut. Huk silników, płomień pod dyszami i szybko znikający na niebie pojazd. Dla organizmu astronauty jest to jednak skumulowany atak wielu ekstremalnych czynników naraz.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Kiedy zegary w Centrum Kosmicznym im.&nbsp;Kennedy’ego zakończyły odliczanie, ryk silników misji Artemis&nbsp;II obwieścił światu powrót człowieka w głęboki kosmos. Artemis&nbsp;II była pierwszym załogowym lotem poza orbitę okołoziemską od czasu misji Apollo&nbsp;17 w 1972 roku. Tłumy zgromadzone wokół centrum kosmicznego obserwowały ten historyczny moment. Dla astronautów zamkniętych wewnątrz kapsuły był to jednak jeden z najbardziej stresujących etapów całej misji. W ciągu pierwszych dziewięciu minut lotu zarówno technologia, jak i ludzki organizm zostają wystawione na najcięższą próbę.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Godzina zero</strong></p><p>Na stanowisku startowym rakieta nie jest zwykłą maszyną. To ogromny magazyn energii chemicznej, która w ułamku sekundy zostaje gwałtownie uwolniona. Rakieta nośna misji Artemis wykorzystuje ciekły wodór i ciekły tlen spalane w czterech silnikach głównych, a dodatkowy ciąg zapewniają dwa boczne dopalacze na paliwo stałe. Aby oderwać od Ziemi tysiące ton metalu i paliwa, musi wytworzyć niewyobrażalną siłę. Dla porównania – odpowiada ona mocy ponad 160 dużych silników samolotów pasażerskich pracujących jednocześnie na pełnych obrotach.</p><p>Choć astronauci przechodzą wielomiesięczne treningi, ich organizm reaguje bardzo gwałtownie. Już kilka minut przed zapłonem serce zaczyna bić znacznie szybciej. To naturalna reakcja na zbliżające się przeciążenia, hałas i potężne drgania.</p><p>Moment zapłonu silników trwa zaledwie kilka sekund, ale właśnie wtedy cała konstrukcja pracuje na granicy swoich możliwości. Aby fale dźwiękowe nie uszkodziły rakiety, systemy tłumienia hałasu zalewają wyrzutnię tysiącami litrów wody. Gdy paliwo miesza się z utleniaczem, następuje kontrolowany wybuch. Dla astronautów nie jest to płynne ruszenie, lecz seria gwałtownych szarpnięć. Wibracje są tak silne, że wzrok przestaje ostro widzieć, a wskaźniki na panelu sterowania zamieniają się w rozmazane plamy kolorów.</p><p>Przez pierwsze sekundy rakieta nadal jest przytwierdzona do wyrzutni specjalnymi śrubami. Dopiero gdy komputery potwierdzą, że wszystkie silniki osiągnęły pełną moc i pracują prawidłowo, zostaje uwolniona. W tej chwili astronauta odczuwa potężne szarpnięcie, jakby ktoś nagle pchnął go z ogromną siłą.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Ściana powietrza</strong></p><p>Po kilkudziesięciu sekundach rakieta wchodzi w najbardziej niebezpieczny etap lotu przez atmosferę, zwany Max&nbsp;Q. To moment, w którym działa na nią największy napór powietrza. Z jednej strony pojazd błyskawicznie przyspiesza, z drugiej wciąż znajduje się jeszcze w stosunkowo gęstych warstwach atmosfery. W efekcie opór powietrza osiąga swoje maksimum.</p><p>Na wysokości kilkunastu kilometrów rakieta leci już szybciej od dźwięku. Powietrze nie opływa spokojnie kadłuba, lecz uderza w niego z ogromną siłą. Drgania są wtedy tak silne, że mogłyby uszkodzić nawet niezwykle wytrzymałą konstrukcję rakiety. Dlatego komputery pokładowe celowo zmniejszają moc silników. Dopiero gdy pojazd przedostanie się do rzadszych warstw atmosfery, silniki ponownie osiągają pełny ciąg.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Siła przeciążeń</strong></p><p>Po minięciu punktu Max&nbsp;Q hałas nieco cichnie, ale dla astronautów zaczyna się kolejne wyzwanie. Rakieta wciąż przyspiesza, a przeciążenia szybko rosną. W pewnym momencie ciało człowieka waży około cztery razy więcej niż na Ziemi.</p><p>Serce musi z ogromnym wysiłkiem pompować krew do mózgu, a ciężar własnych gałek ocznych powoduje chwilowe pogorszenie widzenia. Pole widzenia zwęża się, kolory stają się mniej wyraźne, a przed oczami może pojawić się charakterystyczna szara mgła.</p><p>Równie trudne staje się oddychanie. Klatka piersiowa jest tak mocno dociskana do fotela, że wykonanie głębokiego wdechu wymaga ogromnego wysiłku. Astronauci oddychają więc krótko i płytko.</p><p>Także najprostsze czynności stają się zaskakująco trudne. Każdy przełącznik, każda dźwignia i każda ręka wydają się ważyć kilka razy więcej niż zwykle. Poruszenie ramieniem wymaga wysiłku porównywalnego z podnoszeniem ciężkiego worka. W tych warunkach utrzymanie pełnej kontroli nad statkiem wymaga niezwykłego opanowania.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Symfonia hałasu</strong></p><p>Podczas startu dźwięk przestaje być jedynie tym, co słyszymy. Staje się potężną siłą fizyczną. Poziom hałasu dochodzi do około 180 decybeli – wartości tak wysokiej, że fale dźwiękowe mogą uszkadzać materiały. Właśnie dlatego wyrzutnię zalewa się ogromnymi ilościami wody, która pochłania część tej energii.</p><p>Mimo to hałas przenika przez kadłub kapsuły. Astronauci odczuwają go całym ciałem, ponieważ wibracje przechodzą przez fotele, skafandry i kości.</p><p>Szczególnie niebezpieczne są drgania podłużne, określane przez inżynierów jako efekt pogo. Powstają one wtedy, gdy drgania rakiety zaczynają wpływać na pracę silników, a silniki wywołują jeszcze silniejsze drgania. To błędne koło może być bardzo niebezpieczne zarówno dla konstrukcji statku, jak i dla ludzi znajdujących się w środku. Takie wibracje powodują ból klatki piersiowej, utrudniają oddychanie i mogą chwilowo pogarszać koncentrację.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Iluzja wywrócenia</strong></p><p>Dziewiąta minuta lotu przynosi kolejne zaskoczenie. Po wielu minutach narastających przeciążeń silniki główne nagle milkną. W jednej chwili ciało przestaje być wciskane w fotel.</p><p>Przejście z przeciążenia sięgającego około 4&nbsp;g do stanu nieważkości nie jest łagodne. Wielu astronautów porównuje je do mocnego kopniaka w plecy albo wystrzelenia z procy.</p><p>To właśnie wtedy pojawia się zjawisko zwane iluzją wywrócenia. Mimo że statek porusza się stabilnie po orbicie, błędnik podpowiada, że ciało nagle zaczęło spadać w bezdenną otchłań. Przez krótką chwilę człowiek traci orientację, gdzie znajduje się góra, a gdzie dół.</p><p>Wszystko, co jeszcze przed chwilą było ciężkie – ręce astronautów, przewody czy drobiny kurzu – zaczyna unosić się w powietrzu. Krew, dotąd dociskana do dolnych partii ciała, gwałtownie napływa do głowy.</p><p>Dla załogi nie oznacza to jednak końca trudności. Rozpoczyna się kolejny etap – przystosowanie organizmu do życia w stanie nieważkości. Tak gwałtowna zmiana jest dla mózgu ogromnym szokiem i właśnie wtedy u wielu astronautów pojawiają się pierwsze objawy kosmicznej choroby lokomocyjnej.</p><p>Dziewięć minut piekła kończy się ciszą. Paradoksalnie bywa ona równie oszałamiająca jak wcześniejszy huk silników.</p><p>Filmy science fiction często pokazują spokojne, niemal bezgłośne podróże w kosmos. Rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej. Pierwsze dziewięć minut lotu to jedna z najbardziej ekstremalnych prób, jakim człowiek może poddać swój organizm – krótka, gwałtowna walka z siłami natury, która otwiera drogę do świata poza Ziemią.</p><p><strong>Jacek Hilgier</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Najstarszy sklep na rozdrożu]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/141979,najstarszy-sklep-na-rozdrozu</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/141979,najstarszy-sklep-na-rozdrozu</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 12:02:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-najstarszy-sklep-na-rozdrozu-1788898256.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W USA istnieje sklep wielobranżowy, który działa niemal od zarania amerykańskiej państwowości. Davoll’s General Store rozpoczął działalność w 1793 roku, podczas drugiej kadencji prezydenckiej George’a Washingtona. Przetrwał tak długo, że już artykuły prasowe z lat 40. XX wieku chwaliły go za „atmosferę minionych lat”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Davoll’s stoi na skrzyżowaniu dróg w South Dartmouth w stanie Massachusetts. Sprzedaje wszystko – od motyk ogrodowych po lokalny miód – a na zapleczu mieści kawiarnię. W ciągu ponad dwóch stuleci sklep miał zaledwie 13&nbsp;właścicieli. Obecnymi są bracia Shattuckowie: 42-letni Ben i 44-letni Will.</p><p>Ben, pisarz, przez większą część roku mieszka w Brooklynie z żoną – aktorką, komiczką i pisarką – Jenny Slate oraz ich pięcioletnią córką. Dorastał jednak w South Dartmouth, nadmorskiej społeczności rolniczej, z którą jego rodzinę łączą więzi sięgające pięciu pokoleń. Latem Shattuck i Slate wracają w rodzinne strony i mieszkają w przebudowanej sali tanecznej zaprojektowanej przez jego pradziadka.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Cukierki za pensa</strong></p><p>Prowadzenie sklepu wielobranżowego wymaga innych umiejętności niż pisanie. Nie można dać się ponieść natchnieniu ani zajmować promocją własnej książki, gdy pod koniec lata kucharz odchodzi i trzeba natychmiast znaleźć zastępstwo. Wspomnienia Bena związane z Davoll’s sięgają czasów, gdy do środka przyciągały go pojemniki z cukierkami sprzedawanymi za grosze. „Glennonowie byli właścicielami tego sklepu, kiedy dorastałem” – wspomina, mając na myśli miejscowego okulistę i jego żonę.</p><p>Jego matka, Dedee Shattuck, pamięta jeszcze Davoll’s z lodówką wypełnioną wiszącymi płatami wołowiny. „Moja mama zamawiała steki grubości siedmiu centymetrów, które tata grillował na naszej farmie, niedaleko” – opowiada. Rodzinne kombi czekało przed sklepem z włączonym silnikiem, a do bagażnika trafiały 23-kilogramowe worki ziarna dla kurczaków.</p><p>Przez lata Davoll’s zaopatrywał okolicznych rolników. Starsi mężczyźni siedzieli na ganku, żuli tytoń i grali w warcaby. Na piętrze pracował krawiec, a w budynku mieściła się również poczta. Lokalna legenda pełna jest opowieści o Wilfridzie i Virginii Morrisonach, prowadzących sklep od lat 50. do połowy lat 70. Podobno Wilfrid zażądał kiedyś dziesięciu centów za telefon od mężczyzny, któremu zepsuł się samochód. Za czasów Glennonów przez cały rok sprzedawano ceramiczne wioski bożonarodzeniowe oraz kanapki z tuszonką na chlebie Wonder Bread.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Powrót do sąsiadów</strong></p><p>W ostatnich latach niewielkie sklepy wielobranżowe, od dawna będące ratunkiem dla wiejskiej Ameryki, przeżywają renesans. Ich nowoczesne wersje, pełne produktów ekologicznych i rzemieślniczych, zdobywają popularność w Górach Catskill, na wybrzeżu Maine czy w Nashville. W zeszłym roku Mindy Gray, żona Jonathana Graya, miliardera i prezesa firmy inwestycyjnej Blackstone, przejęła Sagaponack General Store w Hamptons. Oferuje tam kawałki pieczonego kurczaka z wolnego wybiegu, bluzy za 159&nbsp;dolarów i zestawy do koktajli kosztujące 300&nbsp;dolarów.</p><p>Takie miejsca karmią nostalgię za minioną epoką, a przy okazji stanowią atrakcyjne tło dla mediów społecznościowych. Shattuck nie interesuje się jednak modą na styl retro. Tęskni raczej za czasami, gdy mieszkańcy wydawali pieniądze we własnym mieście, zamiast kupować w Internecie lub sklepach sieciowych.</p><p>Podczas pandemii COVID-19 zatrzymał się w wiejskim domu swojej rodziny. Pewnego dnia w rozmowie z Jimem Chouinardem i Kim Arrudą, ówczesnymi właścicielami Davoll’s, ubolewał nad brakiem miejsc, w których ludzie mogliby się spotykać. Małżeństwo niespodziewanie zasugerowało, aby złożył ofertę kupna sklepu.</p><p>Chouinard i Arruda zdążyli już wprowadzić Davoll’s w XXI&nbsp;wiek, między innymi otwierając kawiarnię. Shattuck zachował restaurację, uzyskał koncesję na alkohol, a skromny wybór książek o lokalnej historii rozbudował w małą księgarnię. Do przedsięwzięcia wciągnął brata Willa, mieszkającego w Oregonie i pracującego w branży kawowej. Kierowanie sklepem powierzył natomiast Mary Ann Buckley, która urodziła się i wychowała w okolicy, a wcześniej zarządzała sklepem z ekologiczną żywnością i kawiarnią.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Stare miejsce, nowe czasy</strong></p><p>Dzisiejszy Davoll’s odzwierciedla zarówno swoją historię, jak i zmiany zachodzące w South Dartmouth. Nie próbuje udawać muzeum, choć przeszłość przypomina o sobie niemal na każdym kroku. Dawny sklep dla farmerów stał się miejscem odpowiadającym potrzebom współczesnej okolicy, nie tracąc przy tym swojego charakteru. Sprzedaje wodę w szklanych butelkach zamiast plastikowych, a wołowinę z krów karmionych trawą sprowadza z sąsiedniej Jordan Farm. Nie ma tu wysoko przetworzonych przekąsek ani słodkich napojów znanych z parkingów dla ciężarówek. Można za to kupić bukiet ciętych kwiatów za 10&nbsp;dolarów i posiłek za 20.</p><p>Okoliczne gospodarstwa niemal zniknęły, a region stał się artystyczną enklawą o rolniczych korzeniach. W piątkowe wieczory zbiera się tu publiczność, by słuchać prelekcji o nasionach tradycyjnych odmian. Klientela jest różnorodna: miejscowi, weekendowi mieszkańcy znad Buzzards Bay oraz turyści.</p><p>Z czasem rola Shattucka zmalała, ponieważ Buckley przejęła więcej obowiązków. Davoll’s pozostaje otwarty sześć dni w tygodniu, nawet podczas zimowej pustki. Organizuje comiesięczny klub książki i spotkania ze znanymi autorami, wśród których znalazł się Nathaniel Philbrick. Działa tu także kółko dziewiarskie, odbywają się wieczory z muzyką irlandzką oraz Noc Burnsa, doroczne święto szkockiego poety Roberta Burnsa.</p><p>„Chciałem, żeby to miejsce sprawiało wrażenie lokalu, w którym można się włóczyć, przystanąć i z kimś pogadać” – mówi Ben. To wyraźny kontrast z dawnym Davoll’s, prowadzonym przez oszczędnych, małomównych Jankesów.</p><p>Na półkach nadal leżą praktyczne przedmioty – od kuchennego sznurka po łapki na muchy. Nie zniknęły też pojemniki ze słodyczami, chociaż jeden smakołyk kosztuje dziś od 10 do 30&nbsp;centów, a nie pensa. Davoll’s znów jest centrum lokalnej społeczności. Stali bywalcy narzekają czasem, że latem ruch staje się nieznośny. Być może to najlepszy dowód sukcesu sklepu. Drugim jest długa kolejka po kawę i kanapki śniadaniowe w sobotni poranek.</p><p><strong>Krzysztof M. Kucharski</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Zastrzyk nowej nadziei]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/141978,zastrzyk-nowej-nadziei</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/141978,zastrzyk-nowej-nadziei</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 12:01:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-zastrzyk-nowej-nadziei-1788898155.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Na razie udało się pomóc tylko myszom. Jednak to, co wydarzyło się w laboratorium Uniwersytetu Karoliny Południowej, może pewnego dnia otworzyć drogę do leczenia ludzi z chorobą Alzheimera. Po zaledwie dwóch zastrzykach chore zwierzęta odzyskały część utraconych zdolności, a w ich mózgach pojawiły się nowe komórki nerwowe. Naukowcy nie twierdzą, że znaleźli już lekarstwo. Po raz pierwszy pokazali jednak, że zniszczony przez chorobę mózg być może da się nie tylko chronić przed dalszymi uszkodzeniami, ale także skłonić do odbudowy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To właśnie budzi największą nadzieję. Stosowane dziś terapie mogą u niektórych pacjentów spowolnić rozwój choroby, lecz nie przywracają neuronów, które już obumarły. Nowa metoda ma działać inaczej: wykorzystać komórki obecne w mózgu i zmienić je w nowe neurony. Jeżeli podobny efekt uda się kiedyś bezpiecznie osiągnąć u człowieka, leczenie Alzheimera może wejść w zupełnie nową epokę.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Bez części zamiennych</strong></p><p>Alzheimer zazwyczaj nie odbiera człowiekowi pamięci z dnia na dzień. Choroba rozwija się powoli i początkowo łatwo pomylić jej objawy ze zwykłym roztargnieniem. Ktoś zapomina, gdzie położył klucze, nie może przypomnieć sobie nazwiska albo po raz kolejny zadaje to samo pytanie. Później może zgubić się na dobrze znanej ulicy, przestać rozpoznawać bliskich i nie wiedzieć, jak wykonać najprostsze domowe czynności.</p><p>W mózgu chorego dochodzi w tym czasie do wielu niszczących zmian. Gromadzą się w nim nieprawidłowe białka, rozwija się przewlekły stan zapalny, słabną połączenia między komórkami nerwowymi, a neurony stopniowo obumierają. To właśnie ich utrata sprawia, że tak trudno odwrócić skutki choroby.</p><p>Dorosły mózg ma bowiem bardzo ograniczone możliwości wytwarzania nowych neuronów. Można porównać go do skomplikowanej sieci elektrycznej, w której kolejne przewody i urządzenia przestają działać, ale brakuje części zamiennych. Lekarze próbują więc jak najdłużej chronić to, co jeszcze funkcjonuje. Nie potrafią jednak odbudować całych obszarów zniszczonych przez chorobę.</p><p>Zespół profesora Peishenga Xu postanowił poszukać potrzebnych „części” w samym mózgu. Uwagę badaczy zwróciły astrocyty – komórki, których nazwa pochodzi od ich gwiaździstego kształtu. Nie odpowiadają one bezpośrednio za myślenie i zapamiętywanie, ale opiekują się neuronami: dostarczają im potrzebnych substancji, utrzymują odpowiednie warunki do pracy i pomagają reagować na uszkodzenia.</p><p>W czasie rozwoju mózgu komórki glejowe, do których należą astrocyty, uczestniczą w powstawaniu neuronów. Z czasem ta zdolność zostaje jednak wyłączona. Naukowcy uznali, że być może można ją ponownie uruchomić.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Komórkowy hamulec</strong></p><p>Główną rolę w eksperymencie odegrało białko PTBP1. Działa ono jak część biologicznego zabezpieczenia, które pomaga astrocytom zachować ich dotychczasową postać. Badacze postanowili usunąć to białko, licząc, że w ten sposób pozwolą komórkom zmienić się w neurony.</p><p>Samo znalezienie celu nie wystarczało. Środek niszczący PTBP1 musiał dotrzeć do mózgu, przeniknąć do odpowiednich komórek i zadziałać właśnie tam, gdzie był potrzebny. Do tego celu stworzono Nano-ERASER. Pod tą efektowną nazwą kryją się niezwykle małe cząsteczki pełniące funkcję precyzyjnych przesyłek. Przenoszą one przeciwciała rozpoznające PTBP1 i uruchamiają wewnątrz komórki naturalny mechanizm usuwania niepotrzebnych białek.</p><p>Po zniszczeniu PTBP1 część astrocytów zaczęła zmieniać się w neurony. Nowe komórki nie tylko pojawiły się w tkance, lecz także dojrzewały, przeżywały i tworzyły połączenia z innymi neuronami. Podobny proces zaobserwowano w ludzkich organoidach mózgowych. Są to maleńkie modele tkanki wyhodowane w laboratorium. Nie są prawdziwymi mózgami, ale pozwalają sprawdzać, jak ludzkie komórki reagują na eksperymentalną terapię.</p><p>Najbardziej przekonujące okazało się jednak zachowanie myszy. Zwierzęta w zaawansowanym stadium choroby tracą nie tylko pamięć, lecz także naturalną zdolność budowania gniazd. Można to w pewnym stopniu porównać do sytuacji, w której chory człowiek zapomina, jak przygotować posiłek albo posprzątać mieszkanie.</p><p>Po terapii myszy ponownie zaczęły urządzać gniazda. Lepiej radziły sobie także w wodnym labiryncie, gdzie musiały zapamiętać położenie platformy pozwalającej wydostać się z wody. Różnicę zauważono już po pierwszej dawce. Po drugiej, jak obrazowo powiedział profesor Xu, myszy „stały się mądrzejsze”.</p><p>Badanie ich mózgów potwierdziło, że nie była to jedynie chwilowa zmiana zachowania. Wzrosła liczba zdrowych neuronów, osłabł stan zapalny i zmniejszyła się ilość amyloidu beta – białka tworzącego złogi charakterystyczne dla choroby Alzheimera.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Nadzieja z gwiazdką</strong></p><p>Wyniki robią ogromne wrażenie, ale do ogłoszenia zwycięstwa nad Alzheimerem jest bardzo daleko. Myszy wykorzystuje się w badaniach, ponieważ ich organizmy pozwalają odtworzyć niektóre cechy ludzkich chorób. Nie są jednak małymi ludźmi. Metoda skuteczna u gryzoni może okazać się nieskuteczna albo niebezpieczna dla pacjentów.</p><p>Pozostaje również wiele pytań. Nie wiadomo, jak długo przeżyją nowe neurony, czy prawidłowo włączą się w niezwykle skomplikowaną sieć ludzkiego mózgu ani jakie mogą być odległe skutki terapii. Astrocyty pełnią ważne funkcje, dlatego przekształcenie zbyt wielu z nich mogłoby spowodować nowe problemy.</p><p>Sam pomysł usuwania PTBP1 budzi też spory. Wcześniej inne zespoły próbowały podobnych metod, ale nie zawsze otrzymywały nowe neurony. W 2022 roku badacze wykazali, że obniżenie poziomu tego białka nie doprowadziło do oczekiwanej przemiany astrocytów w mózgach myszy. Możliwe więc, że o powodzeniu najnowszego doświadczenia zdecydował sposób dostarczenia przeciwciał albo dokładność działania Nano-ERASER. Wyniki będą musiały zostać powtórzone przez niezależne laboratoria.</p><p>Zespół Xu planuje teraz dłuższe obserwacje oraz doświadczenia na ssakach naczelnych. Dopiero jeśli metoda okaże się skuteczna i bezpieczna, będzie można rozpocząć badania z udziałem ludzi. Potrwa to zapewne wiele lat.</p><p>Mimo wszystkich zastrzeżeń wydarzyło się coś ważnego. Dotychczas lekarze starali się przede wszystkim spowalniać niszczenie mózgu. Nowa terapia wskazuje, że być może da się również naprawiać powstałe szkody. Dwa zastrzyki nie zakończyły Alzheimera. Pokazały jednak kierunek, który może kiedyś doprowadzić do leczenia zdolnego oddać chorym choć część tego, co odebrała im choroba.</p><p><strong>Monika Pawlak</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Zbrodnia ukryta w aktach]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/141977,zbrodnia-ukryta-w-aktach</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/141977,zbrodnia-ukryta-w-aktach</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 12:00:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-zbrodnia-ukryta-w-aktach-1788898053.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>24 lutego 1986 roku w swoim mieszkaniu w Los Angeles zginęła Sherri Rasmussen. Miała 29 lat, niedawno wyszła za mąż i była dyrektorką pielęgniarek w Glendale Adventist Medical Center. Trzy strzały, ślady gwałtownej walki i żadnego podejrzanego przez dwadzieścia trzy lata. Nikt jeszcze nie wiedział, że zabójca będzie miał przez cały ten czas dostęp do policyjnych akt, dowodów, a być może również zdjęć z miejsca zbrodni.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><span style="color:#000000;">Śledczy szybko przyjęli teorię, że był to rabunek, który wymknął się sprawcom spod kontroli. Mieszkanie sprawiało wrażenie splądrowanego. Tuż przy drzwiach leżał sprzęt stereo – jakby ktoś przygotował go do wyniesienia, lecz w ostatniej chwili porzucił. Kilka tygodni wcześniej w okolicy w podobnych okolicznościach napadnięto inną kobietę. Poszukiwano dwóch mężczyzn i policja uznała, że to oni włamali się również do mieszkania Sherri. Sprawę potraktowano jako przypadkową zbrodnię popełnioną podczas fali włamań w Los Angeles.</span></p><p>&nbsp;</p><p><span style="color:#000000;"><strong>Zbrodnia upozorowana</strong></span></p><p><span style="color:#000000;">Coś jednak od początku się nie zgadzało. Dlaczego poplamiony krwią ofiary sprzęt elektroniczny pozostał przy wyjściu? Sprawca miał dość czasu, by opuścić mieszkanie drzwiami i zabrać łup. Gdy po latach kolejni śledczy wracali do akt, ten nielogiczny szczegół podważał teorię przypadkowego napadu. Jeżeli jednak celem nie był rabunek, dlaczego zabito Sherri Rasmussen? I kto to zrobił?</span></p><p><span style="color:#000000;">Ciało nosiło ślady desperackiej walki. Przy drzwiach znaleziono dwa złamane paznokcie Sherri – dowód, że broniła się do końca. Na jej twarzy widniało również obrażenie zadane lufą pistoletu kalibru 38. Ojciec ofiary powiedział śledczym wprost: „Sprawdźcie byłą dziewczynę męża mojej córki, Stephanie Lazarus”.</span></p><p><span style="color:#000000;">Była policjantką w Los Angeles, ambitną funkcjonariuszką. Johna Ruettena, przyszłego męża Sherri, poznała podczas studiów na UCLA. Przez lata łączyła ich swobodna, nieformalna relacja. On nigdy nie uważał jej za swoją dziewczynę, ona natomiast traktowała Johna jak chłopaka. Nie pogodziła się z tym, że kilka miesięcy po zakończeniu ich układu poślubił Sherri. Napięcie między kobietami rosło. Kilka dni przed śmiercią Rasmussen doszło między nimi do ostrej wymiany zdań.</span></p><p><span style="color:#000000;">Trop prowadzący do policjantki znalazł się w aktach, lecz śledztwo wkrótce zastygło. Śmierć Sherri zaliczono do spraw niewyjaśnionych. Rodzina przez lata domagała się, aby ktoś poważnie przyjrzał się Lazarus, jednak bez skutku. Akta leżały w archiwum, a próbka biologiczna zabezpieczona na miejscu zbrodni – w zamrażarce magazynu dowodów.</span></p><p>&nbsp;</p><p><span style="color:#000000;"><strong>DNA w zamrażarce</strong></span></p><p><span style="color:#000000;">W 2001 roku jeden z detektywów wrócił do sprawy. Jego uwagę zwrócił ślad ugryzienia na ramieniu ofiary. Materiał zabezpieczono piętnaście lat wcześniej, kiedy badania DNA były jeszcze dla policji Los Angeles nowością. Teraz technologia pozwalała już uzyskać profil genetyczny. Wynik trafił do ogólnokrajowej bazy CODIS z adnotacją „brak dopasowania”. Oznaczało to, że sprawcy nie zarejestrowano wcześniej w systemie. Jedno było jednak pewne: DNA należało do kobiety.</span></p><p><span style="color:#000000;">Potem znów zapadła cisza. Obowiązująca teoria mówiła przecież o dwóch mężczyznach napadających w okolicy. Kobiece DNA zupełnie do niej nie pasowało, więc informacja wylądowała w aktach i pozostała tam przez następne osiem lat. Nie połączono jej z żadną podejrzaną.</span></p><p><span style="color:#000000;">Istniał jeszcze jeden powód, dla którego trop Lazarus długo nie budził zainteresowania: była jedną z nich. Departament liczący tysiące funkcjonariuszy opierał się na zaufaniu między kolegami. Oskarżenie policjantki o morderstwo oznaczało podważenie tego zaufania. Rodzina Rasmussen twierdziła później, że właśnie dlatego początkowe śledztwo prowadzono niedbale i nikt nie chciał drążyć wątku wskazującego na mundur LAPD. Nigdy oficjalnie tego nie potwierdzono. Sprawa pokazała jednak, jak trudno prowadzić bezstronne dochodzenie we własnych szeregach.</span></p><p><span style="color:#000000;">W 2009 roku akta otwarto ponownie. Ktoś wreszcie zestawił dwa fakty: kobiece DNA oraz nazwisko wskazane przez ojca ofiary dwadzieścia trzy lata wcześniej. Stephanie Lazarus nadal pracowała w LAPD. Awansowała i była cenioną, doświadczoną detektyw w zespole zajmującym się przestępstwami przeciwko dziełom sztuki. Miała broń, odznakę i doskonale znała procedury śledcze.</span></p><p><span style="color:#000000;">Gdyby oficjalnie zażądano od niej próbki DNA, natychmiast zorientowałaby się, że jest podejrzana o morderstwo. Nakaz sądowy również mógłby ujawnić działania policji przed aresztowaniem. Śledczy mieli ponadto sygnały, że nie mogą ufać zwykłemu obiegowi informacji w departamencie. Jedna z osób pracujących przy dowodach utrzymywała, że jej wcześniejsze ustalenia w tej sprawie storpedował inny funkcjonariusz. Postanowiono więc działać po cichu.</span></p><p>&nbsp;</p><p><span style="color:#000000;"><strong>Polowanie na policjantkę</strong></span></p><p><span style="color:#000000;">Rozpoczęły się cztery miesiące dyskretnej obserwacji. Śledczy potrzebowali DNA, którego Lazarus sama się pozbędzie – taki dowód znacznie trudniej byłoby zakwestionować. W maju 2009 roku przed sklepem Costco wyrzuciła do kosza kubek po napoju wraz ze słomką. Czekający w pobliżu detektywi natychmiast je zabezpieczyli. Laboratorium porównało ślinę z materiałem pobranym ze śladu ugryzienia. Dopasowanie było jednoznaczne.</span></p><p><span style="color:#000000;">9&nbsp;czerwca 2009 roku Lazarus zatrzymano w siedzibie LAPD: w pracy, na oczach oniemiałych kolegów. Szanowana funkcjonariuszka została aresztowana za morderstwo sprzed dwudziestu trzech lat. Nikt się tego nie spodziewał.</span></p><p><span style="color:#000000;">Podczas przesłuchania utrzymywała, że nie rozumie, dlaczego w ogóle jest podejrzana. Na procesie obrona próbowała podważyć dowód DNA, sugerując zanieczyszczenie próbki. Ława przysięgłych nie uwierzyła w tę wersję i uznała Lazarus winną zabójstwa pierwszego stopnia. Została skazana na karę od 27 lat więzienia do dożywocia.</span></p><p><span style="color:#000000;">John Ruetten do dziś obwinia się o śmierć żony. Uważa, że Sherri zginęła tylko dlatego, że go poślubiła.&nbsp;</span></p><p><span style="color:#000000;">W kolejnych latach Lazarus regularnie ubiegała się o warunkowe zwolnienie. Komisja raz wstępnie uznała ją za odpowiednią kandydatkę, co wywołało gwałtowny sprzeciw rodziny Rasmussen. Decyzję ostatecznie uchylono.</span></p><p><span style="color:#000000;">Bliscy Sherri nadal biorą udział w kolejnych posiedzeniach komisji, przypominając szczegóły zbrodni sprzed czterdziestu lat. Detektywi nazywają sprawę Lazarus jedną z najbardziej nieprawdopodobnych historii w swoich karierach. Morderczynią, której policja szukała przez dziesięciolecia, okazała się bowiem ich koleżanka – funkcjonariuszka pracująca zaledwie kilka biurek dalej.</span></p><p><span style="color:#000000;"><strong>Joanna Tomaszewska</strong></span></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Amerykański żołnierz zagrał z wieży Mariackiej w hołdzie ofiarom 11 września]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142084,amerykanski-zolnierz-zagral-z-wiezy-mariackiej-w-holdzie-ofiarom-11-wrzesnia</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142084,amerykanski-zolnierz-zagral-z-wiezy-mariackiej-w-holdzie-ofiarom-11-wrzesnia</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 11:35:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-amerykanski-zolnierz-zagral-z-wiezy-mariackiej-w-holdzie-ofiarom-11-wrzesnia-1789146411.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Wojskowy utwór „Cisza” w wykonaniu amerykańskiego żołnierza i trębacza sierż. szt. Victora DeJesusa rozbrzmiał z wieży Kościoła Mariackiego dla upamiętnienia ofiar zamachów z 11 września 2001 roku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Utwór rozległ się nad krakowskim Rynkiem Głównym w piątek o godz. 14.46, dokładnie w 25. rocznicę ataków na World Trade Center. Wykonał go trębacz 1st Infantry Division Band (1ID Band) Armii Stanów Zjednoczonych i naoczny świadek zamachów – sierżant sztabowy Victor DeJesus, którego dywizja stacjonuje w Polsce.</p><p>W ten sposób Amerykanin oddał hołd wszystkim ofiarom zamachów z 11 września 2001 roku, a w szczególności strażakom, policjantom, służbom ratunkowym i innym funkcjonariuszom, którzy stracili życie, niosąc pomoc. Podobnie jak hejnał, utwór „Cisza” został wykonany na cztery strony świata.</p><p>– Powinniśmy zawsze pamiętać o tym dniu i niestety o innych tragicznych dniach, ponieważ ludzie, którzy zginęli w tej tragedii, byli niewinni. Byli po prostu ludźmi żyjącymi swoim normalnym życiem, chodzącymi do pracy, żeby utrzymać swoje rodziny – powiedział sierżant sztabowy Victor DeJesus w rozmowie z dziennikarzami na wieży Mariackiej.</p><p>Relacjonował, że kiedy doszło do ataku, był w szkole na Brooklynie. Z okna zobaczył płonącą wieżę, a następnie samolot uderzający w drugi budynek. Jak wspominał, rodzice i opiekunowie kolejno przychodzili odebrać dzieci ze szkoły. Następnie z domów wynoszono telewizory, żeby razem z sąsiadami z okolicy oglądać wiadomości.</p><p>– Być może ten smutek nigdy nie minie. Musimy jednak po prostu żyć dalej, być dla siebie dobrzy – dla przyjaciół, partnerów, sojuszników, rodziny, dla wszystkich – i nigdy nie traktować niczego jako coś oczywistego – dodał.</p><p>11 września 2001 roku 19 członków Al-Kaidy porwało cztery samoloty pasażerskie. Dwa uderzyły w wieże World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci w Pentagon pod Waszyngtonem, a czwarty rozbił się w Pensylwanii po próbie odzyskania kontroli nad maszyną przez pasażerów. W najbardziej śmiercionośnym zamachu terrorystycznym w historii USA zginęło 2996 osób, a tysiące zostały ranne. Po tych atakach NATO po raz pierwszy uruchomiło art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego. (PAP)</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Księgarnia „Polonia” poleca (9/11/2026)]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142083,ksiegarnia-polonia-poleca-9-11-2026</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142083,ksiegarnia-polonia-poleca-9-11-2026</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 11:29:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-ksiegarnia-polonia-poleca-9-11-2026-1789144362.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Homer&amp;nbsp;„Odyseja”&amp;nbsp;Wydawnictwo “Replika” 2026, 480sZa sprawą nowego filmu inspirowanego „Odyseją” świat po raz kolejny zwrócił się ku starożytnej Grecji.&amp;nbsp;Trudno przecenić znaczenie „Odysei</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Homer&nbsp;</strong></p><p><strong>„Odyseja”&nbsp;</strong></p><p>Wydawnictwo “Replika” 2026, 480s</p><p>Za sprawą nowego filmu inspirowanego „Odyseją” świat po raz kolejny zwrócił się ku starożytnej Grecji.&nbsp;Trudno przecenić znaczenie „Odysei” dla późniejszej kultury. To właśnie z niej wywodzi się jedno z najbardziej uniwersalnych wyobrażeń obecnych w kulturze – podróż jako droga człowieka do domu, ale również jako próba charakteru, poznawanie świata i samego siebie.&nbsp;Dzieła Homera czytali i naśladowali autorzy starożytni, a później twórcy europejskiego renesansu, klasycyzmu i romantyzmu.&nbsp;Niezwykła trwałość „Odysei” nie wynika jedynie z jej historycznego znaczenia. Pod warstwą mitologii kryją się doświadczenia bardzo bliskie również współczesnemu człowiekowi: tęsknota za domem, ciekawość świata, pokusa, samotność, wierność, spryt, wytrwałość i potrzeba odnalezienia własnego miejsca.&nbsp;Fascynujący jest również świat Homera, w którym rzeczywistość ludzi i bogów nieustannie się przenika. Bogowie ingerują w wojny, sprzyjają swoim ulubieńcom, kłócą się i oszukują, a jednocześnie nad ludźmi ciąży przeznaczenie, przed którym nie zawsze można uciec.</p><p><strong>Marek Węcowski&nbsp;</strong></p><p><strong>“Homer na nasze czasy”&nbsp;</strong></p><p>Wydawnictwo “Znak” 2026, 528s</p><p>Marek Węcowski rozpoczyna swoją książkę od pytań, na które badacze od stuleci próbują znaleźć odpowiedź – Kim naprawdę był Homer, czy rzeczywiście istniał? Nie tworzy jednak tradycyjnej biografii, prowadzi fascynujące historyczne śledztwo, pokazując, jak z niepewnych przekazów, legend i kolejnych interpretacji powstała postać uznawana za ojca europejskiej literatury.&nbsp;Autor, historyk starożytności i znawca antycznej Grecji, przybliża okoliczności powstania „Iliady” i „Odysei”, świat tradycji ustnej oraz wielowiekowe spory dotyczące autorstwa obu eposów. Jednocześnie śledzi ich niezwykłe życie w późniejszych epokach, ukazując jak zmieniały się sposoby odczytywania twórczości Homera.&nbsp;Książka Marka Węcowskiego przypomina, że od świata Homera dzielą nas niemal trzy tysiące lat, ale stawiane przez niego pytania pozostają niepokojąco aktualne. Wojny nadal niszczą życie niewinnych, bohaterowie bywają zagrożeniem dla własnych wspólnot, a człowiek wciąż poszukuje drogi prowadzącej do domu. Dlatego Homer nie należy wyłącznie do przeszłości – jest także poetą naszych czasów.</p><p><strong>Mieczysław Gorzka&nbsp;</strong></p><p><strong>“Copycat”&nbsp;</strong></p><p>Wydawnictwo Czarna Owca, 2026, 424 s.</p><p>Dwadzieścia trzy lata temu trzynastoletnia Agnieszka Dudek została porwana przez seryjnego mordercę nazywanego Bestią ze Środy. Dziewczynkę udało się uratować niemal w ostatniej chwili, jednak wydarzenia tamtej nocy na zawsze zmieniły życie kilku osób.</p><p>Dziś Agnieszka jest znaną pisarką, jej przyjaciel z dzieciństwa Marek Rosiński – policjantem, a Robert Wójtowicz, również związany z dawną tragedią, cenionym fotografem, który niemal nie opuszcza własnego domu.</p><p>Wydawałoby się, że historia Bestii została definitywnie zamknięta. Do czasu, gdy na Dolnym Śląsku pojawia się nowy morderca. Jego zbrodnie niepokojąco przypominają te sprzed lat. Ktoś odtwarza metody dawnego zabójcy i zna szczegóły, które nigdy nie powinny wyjść na jaw. Przyjmuje pseudonim Copycat – Naśladowca.</p><p>„Copycat” to kryminał psychologiczny o zbrodni, która nie skończyła się wraz ze schwytaniem sprawcy. O pamięci, strachu, kłamstwach i ludziach, którzy przez ponad dwadzieścia lat próbowali żyć tak, jakby przeżyty koszmar należał już wyłącznie do przeszłości.</p><p><strong>Sarah MacLean&nbsp;</strong></p><p><strong>“Letnie sztormy”&nbsp;</strong></p><p>Wydawnictwo “Czwarta Strona” 2026, 512s</p><p>Alice Storm od pięciu lat nie utrzymuje kontaktów z niezwykle zamożną rodziną. Zbudowała życie z dala od rodzinnego imperium i despotycznego ojca. Jego nagła śmierć zmusza ją jednak do powrotu. Okazuje się, że Franklin Storm nawet zza grobu zamierza kierować bliskimi. Aby otrzymać spadek, wdowa i czworo dorosłych dzieci muszą spędzić razem tydzień oraz wykonać wyznaczone im zadania.&nbsp;Stormowie posiadają fortunę, ale ich relacje rodzinne od dawna są bardzo burzliwe. Autorka pokazuje, że po powrocie do rodzinnego domu dorosły człowiek łatwo ponownie staje się dzieckiem uwięzionym w przypisanej mu przed laty roli.&nbsp;Pieniądze są przede wszystkim narzędziem kontroli. Najważniejsze okazują się skomplikowane więzi pomiędzy bohaterami oraz próba uwolnienia się od wpływu człowieka, który podporządkował sobie całą rodzinę.</p><p>Wciągająca, pełna sekretów i emocji powieść o rodzinie, stracie, przebaczeniu oraz cenie, jaką czasami trzeba zapłacić za odzyskanie wolności.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Illinois chce obciążyć producentów broni częścią kosztów strzelanin]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142082,illinois-chce-obciazyc-producentow-broni-czescia-kosztow-strzelanin</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142082,illinois-chce-obciazyc-producentow-broni-czescia-kosztow-strzelanin</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 11:25:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-illinois-chce-obciazyc-producentow-broni-czescia-kosztow-strzelanin-1789144038.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Producenci broni, której użyto w strzelaninach w Illinois, mieliby pokrywać część związanych z nimi kosztów. Projekt ustawy, którym zajmie się stanowy parlament, przewiduje utworzenie specjalnego funduszu wspierającego ofiary strzelanin i programy zapobiegania przemocy. Jeśli przepisy zostaną przyjęte, Illinois będzie pierwszym stanem w kraju z takim rozwiązaniem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Projekt ustawy Responsibility in Firearms Legislation Act przewiduje, że producenci broni będą wpłacać pieniądze do stanowego funduszu, który pomoże pokrywać koszty ponoszone przez podatników i osoby bezpośrednio dotknięte strzelaninami w Illinois.</p><p>Producent byłby zobowiązany do zapłaty tylko wtedy, gdy wyprodukowana przez niego broń zostałaby użyta w Illinois w zdarzeniu, w którym ktoś został ranny lub zginął. Dotyczyłoby to między innymi zabójstw, samobójstw, przypadkowych postrzeleń oraz innych strzelanin, w których ktoś odniósł obrażenia.</p><p>Stanowe organy ścigania miałyby przekazywać policji stanowej (Illinois State Police, ISP) informacje o broni zabezpieczonej po takich zdarzeniach, w tym nazwę jej producenta.</p><p>Na tej podstawie ustalana byłaby wysokość corocznej wpłaty poszczególnych firm do specjalnego funduszu. Im więcej sztuk broni danego producenta byłoby powiązanych ze strzelaninami w Illinois, tym większą kwotę musiałaby zapłacić firma.</p><p>Łącznie producenci mieliby pokrywać od 7 do 15 procent rocznych kosztów związanych z przemocą z użyciem broni. Według autorów projektu nowe przepisy mogłyby przynieść Illinois prawie 300 milionów dolarów oszczędności już w pierwszym roku ich obowiązywania.</p><p>Według szacunków opartych na danych federalnych Centrów Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) przemoc z użyciem broni kosztuje Illinois około 20 miliardów dolarów rocznie.</p><p>„Proszę wskazać inną branżę w tym kraju, która może sprzedawać produkt, czerpać zyski ze szkód, jakie powoduje, i nic za to nie płacić” – powiedział podczas wtorkowej konferencji prasowej przed University of Chicago Medical Center stanowy poseł Kevin Olickal, jeden z autorów projektu ustawy.</p><p>Olickal porównał producentów broni do koncernów samochodowych, farmaceutycznych i tytoniowych, które mogą ponosić finansową odpowiedzialność za szkody związane ze swoimi produktami.</p><p>Autorzy projektu podkreślają, że przepisy nie objęłyby zdecydowanej większości producentów broni. W 2024 roku broń pochodzącą od 55 producentów zabezpieczono w związku z przypadkami obrażeń lub śmierci w Illinois. Według federalnych danych w samych Stanach Zjednoczonych działa ponad 3 tys. producentów broni.</p><p>Podobne rozwiązania były rozważane w innych stanach, ale żadne nie weszło dotychczas w życie. Jeśli ustawa Responsibility in Firearms Legislation Act zostanie przyjęta, Illinois będzie pierwszym stanem w kraju, który obciąży producentów broni częścią kosztów strzelanin.</p><p>Projekt ustawy przedstawiono kilka dni po długim weekendzie Labor Day, podczas którego w strzelaninach w Chicago zginęło osiem osób. Od piątku, 4 września, do poniedziałku wieczorem, 7 września, w 30 oddzielnych strzelaninach postrzelonych zostało łącznie 37 osób. Według policji chicagowskiej liczba morderstw była taka sama jak podczas długiego weekendu Labor Day w 2025 roku. Liczba osób postrzelonych spadła jednak o około 36 procent. Jednocześnie tegoroczne lato należało do najspokojniejszych pod względem liczby morderstw od dziesięcioleci. W czerwcu, lipcu i sierpniu w Chicago odnotowano łącznie 122 zabójstwa – najmniej w sezonie letnim od 1965 roku.</p><p><strong>Joanna Trzos</strong><br><a href="mailto:j.trzos@zwiazkowy.com">j.trzos@zwiazkowy.com</a></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Uwaga na fałszywe e-maile od władz powiatu McHenry]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142081,uwaga-na-falszywe-e-maile-od-wladz-powiatu-mchenry</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142081,uwaga-na-falszywe-e-maile-od-wladz-powiatu-mchenry</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 11:17:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-uwaga-na-falszywe-e-maile-od-wladz-powiatu-mchenry-1789143816.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Władze powiatu McHenry, na dalekich północno-zachodnich przedmieściach Chicago, ostrzegają mieszkańców przed oszustwem związanym z wnioskami o pozwolenia i zmianę zagospodarowania terenu. Mieszkańcy otrzymują e-mailem odpowiedzi, rzekomo od władz powiatu, w których oszuści domagają się zapłaty.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Władze powiatu McHenry ostrzegają mieszkańców w związku z oszukańczymi e-mailami wyglądającymi jak wiadomości z departamentu ds. planowania i rozwoju (Planning and Development Department).</p><p>Fałszywe e-maile zawierają prawdziwe informacje o sprawach mieszkańców, aby wzbudzić zaufanie. W wiadomości jest informacja o rzekomym zatwierdzeniu pozwolenia, o które starał się mieszkaniec, oraz fałszywa faktura z żądaniem przelewu pieniędzy.</p><p>Podejrzane wiadomości mogą pochodzić z adresu kończącego się na @mail.com. Władze przypominają, że oficjalne adresy powiatu zawsze kończą się na @mchenrycountyil.gov, a departament ds. planowania nigdy nie prosi o przelew bankowy w podejrzanym&nbsp; e-mail, dlatego powinni go usunąć i oznaczyć jako spam. Nie należy też otwierać załączników ani klikać w linki, ponieważ mogą one zawierać złośliwe oprogramowanie.</p><p>Władze przypominają również, że wszelkie formalności dotyczące pozwoleń odbywają się poprzez oficjalny portal powiatu. W razie wątpliwości można skontaktować się bezpośrednio z wydziałem ds. planowania pod numerem tel. (815) 334-4560 lub e-mailem: <a href="mailto:plandev@mchenrycountyil.gov">plandev@mchenrycountyil.gov</a></p><p>(jm)</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Twój osobisty talizman w świecie szybkiej mody - sztuka noszenia znaczeń]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142080,twoj-osobisty-talizman-w-swiecie-szybkiej-mody-sztuka-noszenia-znaczen</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142080,twoj-osobisty-talizman-w-swiecie-szybkiej-mody-sztuka-noszenia-znaczen</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 11:08:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-twoj-osobisty-talizman-w-swiecie-szybkiej-mody-sztuka-noszenia-znaczen-1789142979.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Żyjemy w czasach, w których prawdziwym luksusem nie jest to, co widać na pierwszy rzut oka, lecz to, co niesie ze sobą głębokie, osobiste znaczenie. Przekonaj się, jak jeden, perfekcyjnie dobrany element spoczywający tuż przy sercu, potrafi opowiedzieć Twoją najpiękniejszą historię, bez konieczności wypowiadania ani jednego słowa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Opowieść zaklęta w mistrzowsko rzeźbionym detalu</strong></p><p>Wielka moda często operuje mocnymi, krzykliwymi akcentami, jednak to te najbardziej subtelne detale decydują o ostatecznym wyrazie i klasie każdej stylizacji. Kobieta świadoma swojego stylu doskonale wie, że jej ubiór to zaledwie gładkie płótno, na którym prawdziwe, trójwymiarowe dzieło sztuki maluje się dopiero za pomocą odpowiednio wyselekcjonowanej biżuterii. Niezależnie od tego, czy masz dziś na sobie otulający, klasyczny wełniany golf z najwyższej jakości kaszmiru, czy zmysłową, jedwabną suknię wieczorową, perfekcyjnie dopasowana&nbsp;<a href="https://jubilerprestiz.pl/bizuteria/zawieszki/zlote"><span style="color:#0000ff;"><u>złota zawieszka do łańcuszka</u></span></a> potrafi w ułamku sekundy całkowicie odmienić proporcje i magnetyczny charakter całego stroju.</p><p><strong>Fizyczny nośnik najgłębszych emocji</strong></p><p>To jednak coś znacznie więcej niż tylko piękny, drogocenny przedmiot. To Twój intymny talizman, który towarzyszy Ci na każdym kroku. Kojąca gładkość chłodnego złota opierającego się bezpośrednio na dekolcie działa w sposób niezwykle uspokajający, a dyskretny, migoczący błysk kamieni szlachetnych przy każdym, nawet najmniejszym ruchu, nieustannie przypomina o wewnętrznej wartości, jaką w sobie nosisz. Wybierając konkretny motyw – czy to rodowy, monumentalny sygnet, nowoczesną formę geometryczną gęsto wysadzaną szafirami, czy też na wskroś minimalistyczną literę przypominającą o ukochanej osobie – z pełną premedytacją podejmujesz decyzję o tym, jakiej narracji chcesz nadać fizyczny, niezniszczalny kształt. To luksus świadomego decydowania o własnym, unikalnym wizerunku.</p><p><strong>Zmysłowość ukryta w ruchu</strong></p><p>Sztuka noszenia biżuterii to także nieustanna gra światła i ruchu. Kiedy idziesz, delikatny łańcuszek z drogocennym detalem podąża za naturalnym rytmem Twojego ciała. To subtelny taniec, który przyciąga wzrok w stronę dekoltu, podkreślając kobiecą zmysłowość bez cienia wulgarności. Właśnie ta dyskretna obecność luksusu sprawia, że czujesz się wyjątkowo, nawet jeśli Twoim jedynym świadkiem jest odbicie w witrynie paryskiej kawiarni. Posiadanie tak doskonale wyważonego akcentu to nie kwestia obowiązującej mody, lecz głębokiego szacunku do własnej osobowości i pragnienia otaczania się przedmiotami, które mają duszę.</p><p><strong>Inwestycja w dziedzictwo, które przetrwa pokolenia</strong></p><p>Kiedy wkraczamy w hermetyczny świat prawdziwych dóbr luksusowych, mówimy wyłącznie o przedmiotach, które z dumą opierają się niszczącej próbie czasu. Szlachetne kruszce najwyższej, certyfikowanej próby oraz obsesyjnie wręcz precyzyjne szlify kamieni to niepodważalna gwarancja, że wybrana dziś biżuteria za kilkadziesiąt lat będzie prezentować się równie zachwycająco. Kupując tak unikalny detal, nie nabywasz jedynie ozdoby na jeden, ulotny sezon. Inwestujesz w namacalne dziedzictwo, które być może kiedyś, z nieskrywaną dumą, przekażesz kolejnym pokoleniom kobiet w Twojej rodzinie, wraz z przepięknie zapisanymi w kruszcu wspomnieniami o miłości, osobistych triumfach i chwilach niewypowiedzianego, czystego szczęścia.</p><p><strong>Koneserska wizja i bezkompromisowa jakość</strong></p><p>Aby jednak ten biżuteryjny wybór był absolutnie bezbłędny, proces poszukiwań wymaga rzetelnej wiedzy i doskonałego, wyćwiczonego oka. W dążeniu do odkrycia takich unikatowych, bezkompromisowych form, warto zawsze kierować się do miejsc, które stanowią niekwestionowane autorytety w branży jubilerskiej. Ekspercka, staranna selekcja dostępna pod adresem <a href="https://jubilerprestiz.pl/"><span style="color:#0000ff;"><u>https://jubilerprestiz.pl/</u></span></a> to wyjątkowa przestrzeń, w której tradycyjne, wielopokoleniowe rzemiosło płynnie łączy się z wizjonerskim podejściem do współczesnego designu. To właśnie tam koneserzy znajdują formy, które z powodzeniem zaspokajają nawet najbardziej wyrafinowane gusta.</p><p>Każdy nowy dzień to scena, na której to Ty grasz główną, pierwszoplanową rolę. Pozwól, aby nieodłącznie towarzyszyła Ci w niej biżuteria, która dodaje niezwykłej pewności siebie, intryguje otoczenie i z dumą podkreśla Twój wybitny gust. Zapraszamy do świata wyselekcjonowanych kolekcji – odkryj element, który opowie Twoją własną historię w najpiękniejszym i najszlachetniejszym z możliwych języków, i stań się częścią ekskluzywnego grona koneserów piękna.</p><p><br>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[25. rocznica zamachów z 11 września w Nowym Jorku (WIDEO)]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142079,25-rocznica-zamachow-z-11-wrzesnia-w-nowym-jorku-wideo</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142079,25-rocznica-zamachow-z-11-wrzesnia-w-nowym-jorku-wideo</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 10:44:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-25-rocznica-zamachow-z-11-wrzesnia-w-nowym-jorku-wideo-1789142193.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W 25. rocznicę zamachów z 11 września&amp;nbsp; Amerykanie&amp;nbsp; gromadzą się, by wspominać i przeżywać żałobę. Na nowojorskim Manhatannie jest specjalny wysłannik „Dziennika Związkowego” Jan Pachlowski.W</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W 25. rocznicę zamachów z 11 września&nbsp; Amerykanie&nbsp; gromadzą się, by wspominać i przeżywać żałobę. Na nowojorskim Manhatannie jest specjalny wysłannik „Dziennika Związkowego” Jan Pachlowski.</p><p>WIDEO:<strong> Jan Pachlowski</strong></p><figure class="media"><oembed url="https://youtu.be/y0mtsY-7qsg?si=yhpQdtXGqzJlA9p_"></oembed></figure> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[25 lat po 9/11:  wystawy w Chicago oddające hołd ofiarom i bohaterom]]></title>
            <link>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142078,25-lat-po-9-11-wystawy-w-chicago-oddajace-hold-ofiarom-i-bohaterom</link>
            <guid>https://www.dziennikzwiazkowy.com/artykul/142078,25-lat-po-9-11-wystawy-w-chicago-oddajace-hold-ofiarom-i-bohaterom</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 10:21:00 -0500</pubDate><media:content url="https://static2.dziennikzwiazkowy.com/data/articles/xga-4x3-25-lat-po-9-11-wystawy-w-chicago-oddajace-hold-ofiarom-i-bohaterom-1789140518.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Kilka wystaw zostanie otwartych w rejonie Chicago z okazji okrągłej, 25. rocznicy zamachów terrorystycznych z 11 września 2001 roku. Uhonorowane w nich zostają zarówno ofiary 9/11, jak i osoby, których życie drastycznie się zmieniło z powodu tych wydarzeń.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Wystawa: Portret żołnierza</strong></p><p>Specjalna wystawa honorująca członków sił zbrojnych, którzy stracili życie 11 września 2001 r. oraz w kolejnych latach, pojawiła się w gmachu Richard J. Daley Center przy 50 W. Washington St. w centrum Chicago w przededniu 25. rocznicy zamachów terrorystycznych.</p><p>Ekspozycja zatytułowana „Portrait of a Soldier Memorial” jest poświęcona pamięci 300 żołnierzy z Illinois, którzy zginęli podczas służby, w tym w wojnach, które były bezpośrednim wynikiem zamachów z 11 września.</p><p>„To ważny dzień pamięci. Dziękujemy im za ich pełne celu życie. Prosimy Boga, aby błogosławił ich nieśmiertelne dusze” – powiedział były gubernator Illinois Pat Quinn. „Kochamy was, żołnierze, i zawsze będziemy was kochać”.</p><p>Historia wystawy sięga 2004 roku, kiedy artysta Cameron Schilling z Mattoon na południu Illinois stworzył pierwszy portret do kolekcji. Przedstawiał on pochodzącego z tej samej miejscowości specjalistę armii amerykańskiej Charlesa Neeleya, który zginął podczas wojny w Iraku.</p><p>W tym samym roku ówczesny zastępca gubernatora Illinois Pat Quinn zaprezentował objazdową wystawę „Portrait of a Soldier”. Od tego czasu ekspozycja odwiedziła liczne miejsca w całym stanie, przypominając mieszkańcom Illinois o cenie, jaką zapłacili żołnierze za ich wolność.</p><p>Tegoroczna prezentacja w Chicago nabiera szczególnego znaczenia w związku z 25. rocznicą zamachów z 11 września. Wydarzenia tego dnia zapoczątkowały okres wieloletnich działań wojskowych Stanów Zjednoczonych, w których uczestniczyli także żołnierze z Illinois.</p><p><strong>Wystawa: Niezapomniani</strong></p><p>Inna wystawa związana z rocznicą 9/11 zostanie otwarta 11 września 2026 r. w National Veterans Art Museum przy 4041 N. Milwaukee Ave. (2 piętro) w chicagowskiej dzielnicy Portage Park.</p><p>Wystawa fotograficzna pt. „Unforgettable: A Legacy in Photos”, zorganizowana przez University of Illinois Chicago (UIC) we współpracy z muzeum, upamiętnia 25 lat historii po 11 września. Jest poświęcona osobom związanym z uczelnią, których życie zostało zmienione przez wydarzenia tamtego dnia.</p><p>Ekspozycja przedstawia 25 osób – studentów, wykładowców, pracowników oraz absolwentów University of Illinois Chicago. Są wśród nich cywile, ratownicy oraz członkowie sił zbrojnych. 17 z 25 osób to weterani. Niektórzy zdecydowali się na służbę wojskową właśnie pod wpływem wydarzeń z 11 września. Wielu z nich było wówczas bardzo młodych.</p><p>Każdy z 25 portretów przedstawia osobną historię i osobiste doświadczenia związane z tragicznymi wydarzeniami, które na trwałe zmieniły Stany Zjednoczone.</p><p>Podczas wystawy prezentowany jest również 90-minutowy film dokumentalny pt. „Voices of Remembrance”.</p><p>Organizatorzy zachęcają zwiedzających do dokładnego przyjrzenia się portretom umieszczonym za szkłem – odbicie własnej twarzy w szybie może stać się symbolicznym połączeniem współczesności z historiami osób przedstawionych na wystawie.</p><p><strong>Wystawa: W hołdzie dla odporności</strong></p><p>W piątek, 11 września od 5 p.m. w Gallery VICTOR przy 300 W Superior St. w Chicago zostanie też zaprezentowana wystawa „Honoring Resilience” autorstwa pochodzącego z Evanston artysty Bruno Surdo. Jej centralnym dziełem jest monumentalny, mierzący 9 na 35 stóp (prawie 3 na 11 m) obraz zatytułowany „Tragedy, Memory and Honor. Surdo stworzył go w 2002 roku, zaledwie cztery miesiące po zamachach, po tym jak dwa tygodnie po tragedii udał się do Ground Zero, aby pomagać przy porządkowaniu miejsca katastrofy.</p><p>Obraz nie był wystawiany przez około 12 lat i teraz ponownie zostanie pokazany publiczności. Wystawie towarzyszyć będą również artefakty zebrane przez artystę w Ground Zero, szkice i rysunki, i film dokumentujący powstawanie dzieła. Wydarzenie odbędzie się 11 września w godz. 5 p.m. do 8 p.m. w ramach 10. edycji River North Design District Fall Gallery Walk.</p><p>Wstęp jest bezpłatny, a sugerowana darowizna w wysokości 10 dolarów zostanie przeznaczona na wsparcie Tunnel to Towers Foundation, organizacji pomagającej rodzinom poległych funkcjonariuszy i weteranom.</p><p>(jm)</p> ]]></content:encoded></item></channel>
</rss>
