Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 16 października 2026 16:52

Kameleon, ale jednak Kot

Nie zabiega o rozgłos, a mimo to od lat pozostaje jednym z najbardziej cenionych i lubianych polskich aktorów. Tomasz Kot potrafi zniknąć za każdą rolą – był wokalistą Ryszardem Riedlem, profesorem kardiochirurgii Zbigniewem Religą, a nawet ekscentrycznym Ambrożym Kleksem we współczesnej adaptacji książki Jana Brzechwy. Każda z tych kreacji wzbudza zachwyt i uznanie. Dziś, gdy aktor przechodzi także przez ważne zmiany w życiu prywatnym po zakończeniu ponad 20-letniego związku z Agnieszką Olczyk-Kot, jeszcze wyraźniej widać, że jego siłą zawsze była nie tylko niezwykła zawodowa intuicja, ale także dyskrecja i autentyczność.
Kameleon, ale jednak Kot
Tomasz Kot

Autor: PAP/Art Service

Są aktorzy, którzy grają role, i jest Tomasz Kot, który za każdy razem staje się swoim bohaterem. Od przełomowego „Skazanego na bluesa”, w którym wcielił się w Ryszarda Riedla, charyzmatycznego wokalistę kultowej grupy Dżem, przez nagrodzoną Polską Nagrodą Filmową Orzeł kreację profesora Zbigniewa Religi w „Bogach” aż po nominowaną do Oscara „Zimną wojnę” Pawła Pawlikowskiego, która otworzyła mu drzwi do międzynarodowej kariery. Fenomen aktora polega na tym, że nigdy nie gra dla efektu – widz wierzy mu bez reszty. W ciągu ostatnich 20 lat Kot zagrał w ponad 100 filmach i w każdym jest inny. Jest prawdziwym aktorskim kameleonem. 

 

Dzieciństwo w sowieckich klimatach

W przyszłym roku, 21 kwietnia, Tomasz Kot skończy 50 lat. Urodził się i wychował w Legnicy. Ma trójkę młodszego rodzeństwa: brata Pawła oraz siostry Katarzynę i Małgorzatę. Do dziś trzymają się razem. W wywiadzie dla magazynu „Zwierciadło” aktor powiedział: „Jesteśmy czteroosobowym teamem, mocno zżytym. Raz do roku spotykamy się w czwórkę, bez rodziców. W ostatnich latach dołączają do nas dzieci”. 

W czasach jego dzieciństwa w Legnicy stacjonowały wojska radzieckie i dlatego całe miasto podzielone było na strefy. Do tych radzieckich Polakom nie wolno było wchodzić. W książce Jacka Wakara „Zawód: aktor” Tomasz wspominał ten czas z nostalgią. „To koloryt dzieciństwa – wiadomo, że jak cię złapią jako dziecko na terenie kwadratów, to najwyżej dostaniesz kopa w dupę i cię wyrzucą. Jak wpadnie dorosły – może być posądzony o szpiegostwo i sprawa robi się poważna. Było normalne, że dzieciaki albo się przekopywały, albo przeskakiwały, żeby w tamtych sklepach coś kupić. To był po prostu element rzeczywistości, ci Ruscy” – opowiadał. 

Aktor ma 197 centymetrów wzrostu. Dziś, kiedy jest dorosłym mężczyzną, nikogo to nie dziwi, ale w dzieciństwie było to powodem kompleksów i… problemów zdrowotnych. „Miałem krzywicę klatki piersiowej, skoliozę, za szybko rosłem – nawet po 12 centymetrów na rok. Mdlałem przez to i się przewracałem. Ale dzięki Bogu tata był wuefistą [nauczycielem wychowania fizycznego – przyp. red.] i wyciągnął mnie z tego. Chodziłem po domu z drążkiem na plecach, a zamiast grać w piłkę, odwalałem ciężkie godziny gimnastyki korekcyjnej” – zdradził w wywiadzie dla magazynu „Playboy”. 

 

Od Kleksa do Kleksa

Mały Tomek lubił wyprawy do kina. Jednym z jego ulubionych filmów z czasów dzieciństwa była „Akademia Pana Kleksa” w reż. Krzysztofa Gradowskiego. „Pierwszy raz na Akademii Pana Kleksa byłem bodajże w drugiej klasie podstawówki. Siedziałem obok mojego brata, który był wtedy w pierwszej klasie” – wspominał Kot. A że życie pisze najlepsze scenariusze, 40 lat później sam wcielił się w tytułową postać. 

Wtedy jednak nie myślał o tym, żeby być aktorem. Chciał uczyć się w liceum plastycznym. Bardzo lubił malować, zdobywał nagrody w konkursach, marzył o karierze artysty. Rodzicom nie spodobały się te plany, bo Tomek musiałby uczyć się daleko od Legnicy. Poszedł więc do miejscowego liceum przy niższym seminarium. Początkowo mieszkał w internacie znajdującym się przy klasztorze, a to wiązało się z przestrzeganiem klasztornych zasad. Wytrzymał pół roku i przeniósł się do zwykłego ogólniaka. 

Kiedy był uczniem drugiej klasy, zaczęło ciągnąć go w stronę aktorstwa. Zapisał się do kółka „Goniec Teatralny” prowadzonego przez Janusza Chabiora. Ukrywał to przed rodzicami. Kiedy szedł na próby – w domu mówił, że idzie uczyć się do koleżanki. Dla pełnej konspiracji wymyślił sobie nawet pseudonim Andrzej Herman, ale kiedy 25 marca 1995 roku zadebiutował na scenie Teatru Dramatycznego w Legnicy, na plakacie reklamującym spektakl „Narkotyki” pojawiło się już nazwisko: Tomasz Kot. 

Musiał ukrywać przed rodzicami swoje aktorskie zapędy, bo nauka w szkole nie szła mu najlepiej. W podkaście „WojewódzkiKędzierski” aktor zdradził, że zignorował przygotowania do matury i w konsekwencji ją… oblał. Egzamin dojrzałości zdał rok później i od razu złożył papiery do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, którą ukończył w 2001 roku. Początkowo związał się z krakowskim Teatrem Bagatela, ale grał też w spektakle w Teatrze STU czy warszawskim teatrze Nowa Praga. Zaczął też pojawiać się w serialach. Rozpoznawalność przyniosły mu takie tytuły jak „Na dobre i na złe”, „Camera Cafe” i „Kryminalni”. 

 

Mistrz wszechstronności 

Prawdziwa popularność wybuchła w 2005 roku, kiedy na małym ekranie pojawił się serial „Niania” – polski remake amerykańskiego hitu „The Nanny” oraz film Jana Kidawy-Błońskiego „Skazany na bluesa”, który był debiutem kinowym Kota. Za rolę lidera grupy Dżem na aktora spłynął deszcz laurów, w tym nagroda za debiut aktorski na 30. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. 

Równie nagradzana była jego kreacja w filmie „Bogowie” Łukasza Palkowskiego. Jego imponujący dorobek obejmuje też udział w takich produkcjach jak: „Żyć nie umierać”, „Planeta singli”, „Yuma”, „Siedem uczuć” czy ostatnio film „Pojedynek”. Taki repertuar dowodzi, że Kot potrafi bez problemu poruszać się między dramatem, komedią a kinem obyczajowym. 

Międzynarodowe uznanie przyszło wraz z sukcesem „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego, w którym to filmie aktor partnerował Joannie Kulig. „Zimna wojna” otworzyła mu drzwi do międzynarodowych produkcji. Wystąpił między innymi w „Cold War”, „A Perfect Enemy”, „Warning”, „Bikini Blue” czy „Joika”. W 2018 roku był też kandydatem do roli rosyjskiego przeciwnika brytyjskiego agenta 005 w dwudziestym piatym filmie o Jamesie Bondzie „No Time to Die” w reżyserii Danny’ego Boyle’a, który ostatecznie zrezygnował z pracy nad filmem, więc Kot musiał obejść się smakiem. 

 

Człowiek z klasą 

Żonę, Agnieszkę Olczyk, poznał w 2000 roku w Krakowie, dzięki wspólnym znajomym (Agnieszka ukończyła wydział operatorski w katowickiej Szkole Filmowej im. Krzysztofa Kieślowskiego). On był wówczas na czwartym roku studiów i świeżo po rozstaniu, ale od razu przy powitaniu zapytał ją: „Cześć, jestem Tomek, wyjdziesz za mnie?”. Na co ona odpowiedziała: „Dobrze, tylko nie dzisiaj”. Pobrali się sześć lat później, 30 września w Częstochowie. 

Doczekali się dwójki dzieci: córka Blanka przyszła na świat w 2007 roku, a syn Leon – trzy lata później. Choć małżonkowie związani są z branżą filmową, nie spotykają się na planach zdjęciowych. Agnieszka jest nie tylko operatorką, ale realizuje się również jako scenarzystka i jest współautorką książki dla dzieci „Senek”, do której osobiście stworzyła kolaże. 

Kotowie konsekwentnie przez wiele lat chronili swoją prywatność. Wyglądali na jedną z najbardziej zgodnych par polskiego świata filmu, dlatego kiedy w czerwcu tego roku pojawiła się informacja o ich rozstaniu, było to dla wielu ogromnym zaskoczeniem. Wiadomość tę byli już małżonkowie przekazali we wspólnym oświadczeniu, podkreślając, że była to spokojna, obopólna decyzja, a mimo zakończenia małżeństwa nadal łączy ich wzajemny szacunek i rodzina. Ta powściągliwość i klasa, z jaką aktor przeżywa najważniejsze momenty swojego życia, sprawiają, że pozostaje on nie tylko wybitnym aktorem, ale także jedną z najbardziej szanowanych postaci polskiej kultury. 

Tomasz Kot nie potrzebuje manifestować swojej pozycji. Wystarczy jedno spojrzenie w kadr, kilka dobrze wypowiedzianych kwestii i natychmiast staje się postacią. Nie poddaje się modzie na gwiazdy. Sam jest zjawiskiem. Jego kolejne role tylko potwierdzają, że w polskim kinie są aktorzy wybitni i jest Tomasz Kot – osobna kategoria mistrzowska.

Małgorzata Matuszewska


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama