– To już 15. z rzędu zawody. Organizujemy je po to, żeby pokazać społeczności polonijnej, że można coś robić, żeby nad wodą mile i sympatycznie spędzić czas. Z frekwencją bywa różnie. Dzisiaj nie narzekamy. Na wodzie mamy 9 łódek i jednego zawodnika z kajakiem. Z pokładów łowi 21 uczestników, a z brzegu 10 zawodników. W każdej konkurencji dla trzech najlepszych wędkarzy mamy komplet medali, dyplomów i nagród finansowych: 250 dolarów za pierwsze miejsce, 150 za drugie i 100 za trzecie miejsce. Zawody rozpoczęły się o godzinie 7 rano i potrwają do 12 w południe. Impreza jeszcze jest nieskończona, ale z pewnością możemy ją uznać za udaną, chociaż osiągane wyniki jak do tej pory nie powalają z nóg i może się okazać, że zwycięskie mogą okazać się bluegille, okonie lub crappies. Z pogodą we wrześniu bywa różnie. Dzisiaj mamy dosyć chłodno i wręcz zanosi się, że będzie padało, ale wędkarzowi pogoda niestraszna jest. Jak lubi wędkować, to idzie i wędkuje. Rywalizujemy na bardzo fajnym akwenie. To jest jezioro Delavan położone około 10 mil na zachód od popularnej miejscowości z jeziorem Lake Geneva – powiedział w trakcie trwania zawodów prezes klubu Jacek Sokołowski.
W samo południe uczestnicy zakończyli łowienie. Po zważeniu dwóch największych u danego uczestnika ryb okazało się, że w konkurencji łowienia z brzegu zwyciężył Kevin Sobolewski przed Nicolasem Swietkiem i Wojciechem Kubackim. W rywalizacji wędkujących z łodzi najlepszy rezultat uzyskał Wojciech Bogusławski przed Zbigniewem Stachurą i ośmioletnim Adamem Niemczykiem.
Okazałe puchary oraz nagrody, medale i dyplomy wraz z prezesem Jackiem Sokołowskim wręczali wiceprezes ds. wędkarskich Janusz Małek i honorowy prezes Bogdan Olejniczak. Sekretarzem zawodów była Jolanta Kubacki.
– Adaś złowił 17-calowego bassa, ale do wymiaru zabrakło cala i liczyły się małe rybki. Dobrze, że zatrzymaliśmy bluegille. Podobnie było dwa lata temu. Wtedy Adaś jako sześciolatek wśród seniorów zdobył drugie miejsce. Wtedy łowił z brzegu, teraz z łodzi. Było drugie miejsce, jest trzecie, więc za rok powinno być… pierwsze – powiedział uśmiechnięty i zadowolony tata Jacek.
Zwycięzca zawodów Wojciech Bogusławski ocenił na gorąco, że warunki do wędkowania były dosyć trudne, aczkolwiek około godziny 11 przed południem trochę się zachmurzyło i była nadzieja, że ryby się rzucą na przynęty.
– Nastawiłem się na dużego szczupaka albo muskiego. Miałem uderzenie jednej dużej ryby, ale nic z tego nie wyszło. W końcu z moim partnerem Zbyszkiem Stachurą, który zasugerował, że jak nie bierze duża ryba, to trzeba łowić drobnicę, zaczęliśmy łowić okonie, crappies i bluegille. Brały na czerwone robaczki. Kolega miał dwa spore crappies, a ja dwa bluegille, które zapewniły nam drugie i pierwsze miejsce na „pudle”. Nie liczyłem na jakiekolwiek miejsce na tyle, że nawet się nie zainteresowałem wynikami. Dopiero ogłoszenie wyników poderwało mnie z biesiady przy stole, gdy usłyszałem swoje nazwisko.
Po zakończonej rywalizacji uczestnicy zostali zaproszeni przez organizatorów do zjedzenia poczęstunku w postaci kiełbasek i krupników z rożna. Nad ich przygotowaniem czuwał Mirosław Zieliński ze Sławomirem Brykiem i koleżankami. Przy stołach był czas na snucie wędkarskich opowieści o takiej… rybie i anegdotek o złotej rybce, w których wędkarze mają swoje miejsce.
– Ja bardziej strzelam niż wędkuję. W ostatnich zawodach, które rozegrane zostały 28 i 29 sierpnia w strzelaniu do rzutków z broni śrutowej o mistrzostwo stanu Illinois, udało mi się wywalczyć w swojej klasie pierwsze miejsce. W drugiej konkurencji supersporting zająłem drugie miejsce. Są to dla mnie duże wyróżnienia. Nie jestem wędkarzem, tylko strzelcem, ale jestem członkiem naszego klubu od wielu lat, jego byłym prezesem i dlatego bardzo chętnie wraz z żoną gościmy na imprezach wędkarskich – powiedział Jerzy Krawczyk.
Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak/NEWSRP
Zdjęcia dostępne są na stronie: www.newsrp.smugmug.com

