Spotkanie w Poznaniu rozpoczęło się od „trzęsienia ziemi”, bo w ciągu niespełna 10 minut padły trzy bramki. Po błędzie Radosława Murawskiego w 16. sekundzie prowadzenie gościom dał Brazylijczyk Guilherme Luiz, ale taki wynik długo się nie utrzymał. W trzeciej minucie wyrównał Hiszpan Pablo Rodriguez, a w dziewiątej na 2:1 dla gospodarzy trafił Szwed Patrik Walemark.
Jeszcze przed przerwą prowadzenie trzeciego w tabeli mistrza podwyższył Irańczyk Allahyar Sayyadmanesh (41.), a w drugiej połowie jeszcze po jednym golu dorzucili Walemark (51.) i Rodriguez (67.), po asyście Szweda.
Druga w tabeli Legia, która pozostaje jedyną niepokonaną ekipą w tym sezonie ekstraklasy, nie potrafiła pokonać Białostoczan w tych rozgrywkach od 21 maja 2023, a na wyjeździe - od 29 października 2022 roku. Późniejsze sześć spotkań tych ekip (nie licząc niedzielnego) to dwa zwycięstwa „Jagi” i cztery remisy.
- Graliśmy na trudnym terenie, ustawiliśmy sobie mecz, naturalne było, że będziemy się bronić. Jesteśmy już na takim poziomie, że umiemy wygrywać takie mecze i to bardzo cieszy. Wykorzystaliśmy swoje szanse. Strzelić trzy gole w Białymstoku? Nie przypominam sobie takiego meczu - skomentował szkoleniowiec Warszawian Marek Papszun.
Legia, podobnie jak Lech, ma 19 punktów, ale rozegrała od niego o jedno spotkanie więcej. W tabeli prowadzi Górnik Zabrze - 22 pkt, także w jednym meczu więcej od „Kolejorza”. Jagiellonia zgromadziła 12 i jest na 10. pozycji z ujemnym bilansem bramek (12-13).
- Na pewno nie jest to najłatwiejszy moment, ale też nie taki, że powinniśmy się załamać i poddać, bo to na pewno nie ten kierunek. Teraz przed nami przerwa, żeby psychicznie głowy trochę nam się oczyściły i żeby zabrać się do pracy, bo na pewno bilans w lidze jest przeciętny, jak nie słaby - ocenił trener Adrian Siemieniec.
Pierwszego gola dla gości zdobył z rzutu karnego Rafał Augustyniak (15.), a drugi był samobójem Słoweńca Nika Preleca, od którego piłka odbiła się niefortunnie po uderzeniu Czecha Jana Kuchty (20.). Kwadrans później stratę zmniejszył Hiszpan Jesus Imaz, także z „jedenastki”, ale ostatnie słowo należało do Warszawian - wynik ustalił Paweł Wszołek (75.).
Imaz ma już 112 bramek w ekstraklasie i jest jedynym aktywnym członkiem prestiżowego „Klubu 100”. Zrównał się na 17. miejscu z Ernestem Wilimowskim, zostawiając za plecami Grzegorza Latę (111). Liderem tej klasyfikacji jest Ernest Pohl - 186 goli.
We wcześniejszych niedzielnych spotkaniach Pogoń Szczecin wygrała na wyjeździe z Piastem Gliwice 2:1, m.in. dzięki ósmemu w sezonie trafieniu Hiszpana Jordiego Sancheza (sześć goli zdobył w barwach Wisły Kraków), który prowadzi w klasyfikacji strzelców. „Portowcy” awansowali na piąte miejsce z 15 punktami.
Z kolei Wisła Płock oddaliła się od strefy spadkowej, pokonując w Lubinie KGHM Zagłębie 2:0. To druga z rzędu wygrana „Nafciarzy”.
Piast poniósł pierwszą porażkę po serii czterech zwycięstw (wliczając też Puchar Polski), do tego bez straty gola.
- Czujemy potężny niedosyt, bo uważam, że zrobiliśmy wystarczająco dużo, by przynajmniej podzielić się punktami. Przerwaliśmy sobie całkiem sympatyczną serię - ubolewał trener Daniel Myśliwiec.
W sobotę zakończyła się z kolei trwająca cztery mecze zwycięska seria Górnika, który tylko zremisował na wyjeździe z Motorem Lublin 0:0. Po pięć bramek kibice zobaczyli za to w dwóch pozostałych meczach tego dnia: ósmej w sezonie porażki doznał zamykający tabelę Raków Częstochowa, który tym razem uległ na wyjeździe Koronie Kielce 2:3, a Cracovia takim samym wynikiem przegrała z GKS Katowice, również na boisku rywala.
W piątek Wisła Kraków pokonała u siebie Śląsk Wrocław 2:1 w starciu beniaminków. Również tego dnia Widzew Łódź zremisował u siebie z Wieczystą Kraków 2:2.
Teraz nastąpi przerwa na mecze drużyn narodowych. Rozgrywki ekstraklasy wznowione zostaną 9 października. (PAP)

