Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 25 września 2026 16:59

Kto uciszył Dorothy Kilgallen?

Nie była zwykłą reporterką. Miała dostęp do informacji pozostających poza zasięgiem innych oraz kontakty w policji, prokuraturze, świecie przestępczym, a nawet w kręgach rządowych. Jej życie stanowiło wizytówkę zawodowego sukcesu. Do dnia, gdy zajęła się sprawą, która – jak podejrzewają niektórzy – mogła ją zabić.
Kto uciszył Dorothy Kilgallen?
Dorothy Kilgallen (z lewej)

Autor: CBS Television/Wikipedia

Dorothy Kilgallen była twarzą znaną milionom Amerykanów. Przez lata relacjonowała najgłośniejsze procesy w kraju: sprawy o morderstwa, sądowe batalie gwiazd Hollywood i afery polityków. Co tydzień zasiadała też w panelu popularnego programu telewizyjnego „What’s My Line?”. Wszystko toczyło się zgodnie z planem do 8 listopada 1965 roku. Tego dnia znaleziono ją martwą w jej domu przy East 68th Street w Nowym Jorku. Miała 52 lata.

W organizmie dziennikarki wykryto alkohol i trzy różne leki, wśród nich tuinal – silny barbituran, na który nie miała recepty. Policja nie wszczęła jednak śledztwa w sprawie możliwego zabójstwa. Lekarz sądowy nie potrafił jednoznacznie ustalić okoliczności zgonu, lecz za oficjalną przyczynę uznano przypadkowe przedawkowanie alkoholu i barbituranów. Dalszych pytań nie zadawano. Sprawę zamknięto w kilka dni.

 

Trop prowadzi do Dallas

Dorothy zaczynała młodo. Ojciec, ceniony dziennikarz, wprowadził ją do zawodu, ale własną markę zbudowała sama. W czasach, gdy w redakcjach pracowali niemal wyłącznie mężczyźni, przebiła się dzięki odważnym tekstom i uporowi. Relacjonowała procesy, których inni woleli nie dotykać, i zdobywała informacje tam, gdzie reporterzy trafiali na mur milczenia. Słynęła z tego, że nigdy się nie poddaje. Ta cecha uczyniła z niej gwiazdę. Mogła też przyczynić się do jej śmierci.

W 1963 roku Ameryką wstrząsnęło zabójstwo prezydenta Johna F. Kennedy’ego. Dwa dni później Jack Ruby, w biały dzień i na oczach telewizyjnych kamer, zastrzelił w budynku policji Lee Harveya Oswalda, oskarżonego o zamach. Kilgallen postanowiła dotrzeć do prawdy. Pojechała do Dallas na proces Rubiego, zasiadła na sali sądowej, a jako jedna z nielicznych przeprowadziła prywatną rozmowę z oskarżonym.

W sierpniu 1964 roku opublikowała sensacyjny materiał: tajne zeznania Rubiego przed Komisją Warrena, do których inni dziennikarze nie mieli dostępu. Ruby sugerował istnienie spisku i twierdził, że oficjalne dochodzenie jest stratą czasu, ponieważ zabójstwo zaplanowano „na górze”. Kilgallen komentowała to bez ogródek: komisja coś ukrywa, a nie wszystkie dowody zostały ujawnione.

Dziennikarka prowadziła własne śledztwo przez kolejne miesiące. Rodzinie zdradziła w końcu, że jest blisko przełomu. Prawnikowi miała powiedzieć, że za śmiercią Kennedy’ego stał amerykański rząd. Publicznie zapowiadała ujawnienie najbardziej sensacyjnej informacji stulecia. We wrześniu 1965 roku opublikowała ostatni felieton dotyczący zamachu. „Ta historia nie umrze, dopóki żyje choć jeden prawdziwy reporter” – napisała. Dwa miesiące później sama już nie żyła.

 

Sypialnia pełna zagadek

Okoliczności jej śmierci od początku budziły podejrzenia. Kilgallen leżała w pokoju, w którym zwykle nie sypiała. Była umalowana i ubrana inaczej niż zazwyczaj. Zamiast piżamy miała na sobie elegancki niebieski peniuar, którego – według bliskich – nigdy nie wkładała do łóżka. Obok ciała leżała otwarta książka, której wcześniej nie czytała. Paliły się świece, a mimo chłodnej listopadowej nocy działała klimatyzacja.

Najbardziej zastanawiające było jednak zniknięcie teczki. Kilgallen mówiła bliskim, że zgromadziła obszerną dokumentację dotyczącą zabójstwa Kennedy’ego: notatki z rozmów, kopie dokumentów i materiały, do których nikt inny nie dotarł. Przechowywała je z dala od redakcji. Po jej śmierci teczki nie znaleziono. Nie odnalazła się do dziś.

Kilgallen nie była jedyną osobą związaną ze sprawą Kennedy’ego, która zmarła w niejasnych okolicznościach. Teoretycy spisku wskazują na serię przedwczesnych, gwałtownych lub niewyjaśnionych zgonów świadków i informatorów. Znaczenie tej listy pozostaje przedmiotem sporu: może ona wynikać ze statystyki, ale bywa też przedstawiana jako ślad celowego uciszania ludzi. Kilgallen wyróżniała się tym, że dotarła do materiałów źródłowych, zamiast jedynie powtarzać ustalenia oficjalnego raportu.

 

Śmierć bez odpowiedzi

W ostatnich miesiącach życia Dorothy mówiła przyjaciołom, że otrzymuje pogróżki. Podejrzewała znajomego, kolumnistę z Ohio, z którym łączyła ją bliska relacja. Mężczyzna wyjątkowo dobrze znał szczegóły jej pracy i zbyt natarczywie wypytywał o odkrycia. Dziennikarka miała ostrzec bliskich, że jeśli coś jej się stanie, policja powinna przyjrzeć się właśnie jemu. Podejrzewała nawet jego związki z wywiadem. Tej teorii nigdy nie potwierdzono, ale też jej ostatecznie nie wykluczono.

Mąż Kilgallen, producent radiowy Richard Kollmar, do końca powtarzał, że był to wypadek, nie zbrodnia. Współpracował ze śledczymi, nikogo nie oskarżał i nie drążył tematu. Sześć lat później, w 1971 roku, sam zmarł w podobnych okolicznościach. W jego organizmie również znaleziono barbiturany i alkohol, a sprawę badał ten sam lekarz sądowy. Ponownie wydano niemal identyczne orzeczenie.

W 2011 roku dziennikarz Mark Shaw opublikował książkę „Reporter, który wiedział za dużo”. Postawił w niej tezę, że Kilgallen została otruta przez kochanka działającego na zlecenie FBI, mafii albo obu tych środowisk. Książka stała się bestsellerem. W kolejnej publikacji Shaw twierdził, że nowojorska prokuratura dysponowała dowodami, w tym zaginioną teczką dziennikarki, lecz świadomie zablokowała ponowne śledztwo. W 2017 roku pojawiły się doniesienia, że biuro prokuratora okręgowego Manhattanu przygląda się sprawie po raz pierwszy od pół wieku. Żadnych ustaleń jednak nie ogłoszono.

Formalnie śmierć Dorothy Kilgallen nadal nie jest traktowana jako zabójstwo. Nie ma podejrzanego, aktu oskarżenia ani procesu. Od ponad 60 lat powracają jednak te same pytania: dlaczego dziennikarka badająca okoliczności zamachu na Kennedy’ego nagle zmarła? Gdzie podziały się jej notatki? Kilgallen przez całe zawodowe życie zadawała pytania, których inni bali się zadać, i zajmowała się sprawami, które inni woleli pozostawić w spokoju. Ostatecznie największą zagadką stała się jej własna śmierć. Co naprawdę wydarzyło się w jej domu w listopadzie 1965 roku?

Joanna Tomaszewska


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama