Za pseudonimem sanah kryje się Zuzanna Irena Grabowska z domu Jurczak. Artystyczne miano powstało ze skróconej wersji angielskiego odpowiednika jej imienia – Susannah. „Kiedy jeszcze pisałam po angielsku, chciałam trafić z moją muzyką za granicę. Uznałam, że najlepiej byłoby wymyślić taki pseudonim, który będzie łatwo wszędzie wymówić, i dodatkowo skróciłam imię Susannah” – tłumaczyła artystka. Charakterystyczny zapis pseudonimu małymi literami stał się z kolei elementem jej artystycznego języka i rozpoznawalnej identyfikacji – podobnie jak małe litery pojawiające się w tytułach niektórych jej piosenek i albumów. Zdaniem dziennikarzy to nie jest maniera, tylko część konsekwentnie budowanego stylu wokalistki, w którym forma zapisu – podobnie jak charakterystyczny styl jej tekstów – stała się częścią muzycznej tożsamości artystki.
Pełna chata
Jej dzieciństwo upłynęło w dużej rodzinie w podwarszawskich Starych Babicach. Sanah ma trzech braci i dwie siostry. Jej matka jest lekarzem weterynarii a ojciec pracuje w międzynarodowej firmie zajmującej się księgowością. Choć od kilku lat artystka ma własną rodzinę, wspomnienie pełnego gwaru domu do dziś wywołuje u niej nostalgię. „Kochałam to i trochę tęsknię za gwarem kuchni, kiedy wszyscy hałasowali, śmiali się, cały czas coś się działo” – wspominała w rozmowach z dziennikarzami.
Muzyka wcześnie pojawiła się w jej życiu. Jako sześciolatka trafiła do szkoły muzycznej, do klasy skrzypiec, a w piątej klasie doszło pianino. Choć szkolna codzienność oznaczała wiele godzin ćwiczeń, sama opowiadała, że zdarzało się jej grać na skrzypcach nawet do dziewiątej wieczorem, bo to w muzyce introwertyczna dusza Zuzi znajdowała swoją przestrzeń. W rozmowie z dziennikarzem Onet.pl wyznała: „Muzyka mnie chroniła i jednocześnie dodawała pewności siebie”.
Dlatego też jako nastolatka odważyła się startować w popularnych talent’s show: „The Voice of Poland” a także w brytyjskiej i polskiej wersji „Mam talent!”. Jednak żadna z tych prób nie zakończyła się sukcesem. Co więcej, jej występy nie trafiły nawet do telewizyjnych odcinków. Po latach sanah wspominała jeden z precastingów do „The Voice”, podczas którego zaśpiewała piosenkę Sii: „Kończę śpiewać, a jury: przepraszamy, nie” – mówiła Onetowi, przyznając, że była to dla niej bardzo bolesna odmowa.
Po swojemu
Niepowodzenia nie sprawiły jednak, że odłożyła muzykę na bok. W 2014 roku zaczęła publikować w Internecie – na YouTube i Periscope – własne piosenki, początkowo wyłącznie po angielsku i jeszcze jako Zuzia Jurczak. To właśnie tam zdobywała pierwszych słuchaczy. Równolegle sanah rozwijała swój warsztat: w 2019 roku ukończyła klasę skrzypiec na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Występowała też na konkursach i festiwalach, m.in. na Festiwalu Piosenki Anny German.
Prawdziwy przełom przyszedł w 2019 roku. Pomocną dłoń wyciągnął do niej Andrzej Puczyński, znany i ceniony producent muzyczny, dzięki któremu nawiązała współpracę z wytwórnią Magic Records. Wiosną tego roku światło dzienne ujrzały pierwsze utwory pod pseudonimem sanah, w tym: „Cząstka” i „Siebie zapytasz”. „Cząstkę” usłyszał Dawid Podsiadło i podczas jednego ze swoich koncertów zaśpiewał jej cover. Było to dla początkującej wokalistki niezwykłe wyróżnienie. Jeszcze w tym samym roku ukazała się jej debiutancka EP-ka „ja na imię mam niewidzialna”, a sanah zaczęła pojawiać się na coraz ważniejszych playlistach i scenach.
Potem, w styczniu 2020 roku, przyszedł „szampan” – singiel, który stał się jej wizytówką i który niemal natychmiast zaczął podbijać radio, streaming i YouTube. Wkrótce dotarł na pierwsze miejsca najważniejszych polskich zestawień. Teledysk w ciągu dwóch tygodni przekroczył milion wyświetleń. I właśnie wtedy historia dziewczyny, której kiedyś mówiono „nie” na castingach, zmieniła się w historię jednej z największych obecnie gwiazd polskiego popu.
Piosenkarka poetów
Sanah udało się wprowadzić do mainstreamu twórczość liryków. Swoją przygodę z polską poezją rozpoczęła w 2022 roku, kiedy najpierw w ramach projektu „Uczta” sięgnęła po twórczość Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, a jej „Baczyński (Pisz do mnie listy)” nagrany z Anią Dąbrowską stał się jednym z najbardziej charakterystycznych momentów kariery, który sama artystka nazwała „najważniejszym do tej pory” w swoim życiu. Na „Uczcie” znalazły się także jej autorskie interpretacje tekstów zagranicznych twórców, m.in. „Sen we śnie” do słów Edgara Allana Poe. Z kolei współpraca z Grzegorzem Turnauem, Arturem Rojkiem czy Natalią Grosiak pokazała, że sanah potrafi połączyć młodą publiczność z artystami reprezentującymi wcześniejsze pokolenia.
Jesienią tego samego roku artystka poszła krok dalej i wydała „sanah śpiewa Poezyje” – płytę, na której znalazły się jej muzyczne opracowania wierszy m.in. Wisławy Szymborskiej, Adama Mickiewicza, Juliana Tuwima, Adama Asnyka i Juliusza Słowackiego. Album szybko pokazał, że poezja śpiewana wcale nie musi być niszowa i może trafić do masowej publiczności. „Nic dwa razy się nie zdarza”, „Hymn” czy „Bajka” dostały dzięki wokalistce drugie życie.
W 2025 roku artystka wróciła do tej idei z albumem „Dwoje ludzieńków”, tym razem sięgając po m.in. Bolesława Leśmiana, Czesława Miłosza, Marię Pawlikowską-Jasnorzewską i Halinę Poświatowską, a do nagrań zaprosiła m.in. Michała Bajora, Katarzynę Nosowską i Alicję Majewską.
Prywatność w cenie
Wizerunek sanah nigdy nie był kroniką życia celebrytki. Przeciwnie – im większa stawała się jej popularność, tym wyraźniejsza była granica między sceną a codziennością. Publiczność dostaje piosenki, koncerty i teledyski. Reszta pozostaje za zamkniętymi drzwiami.
W 2021 roku wokalistka poślubiła Stanisława Grabowskiego. Znają się już od czasów nastoletnich. Kilka lat temu w wywiadzie dla magazynu „Twój styl” sanah wyznała, że relacja z mężem jest dla niej źródłem radości na wielu polach, również tych zawodowych: „[Mąż] ma świetne muzyczne ucho do drobiazgów, których ja czasem nie słyszę. Podsuwa mi wiele pomysłów, inspiracji. Czasem muzykujemy razem dla przyjemności – on gra na fortepianie, ja na skrzypcach i tak sobie improwizujemy”.
Nie bez powodu ich relacja nie stała się kolejnym odcinkiem medialnego serialu. „Wiem, że dzielenie się tym nie przyniosłoby mi nic dobrego” – powiedziała artystka. Jej fani jednak lubią dociekać i doszukiwać się drugiego dna w twórczości sanah. Ponieważ w najnowszych jej utworach zaczął przewija
się wątek rozstania – wielbiciele piosenkarki zaczęli się tym niepokoić. Dopiero wtedy sanah przerwała milczenie i kategorycznie stwierdziła: „Ze mną i ze Stanem wszystko dobrze”.
Fenomen
Wszyscy zastanawiają się, skąd bierze się fenomen tej młodej kobiety. Jak ona to robi, że: po pierwsze – potrafi wypełnić dwa razy pod rząd warszawski stadion narodowy, co do tej pory udawało się wyłącznie raperom i Dawidowi Podsiadło, a po drugie – potrafi zamienić to gigantyczne przecież miejsce w intymny pokój. Kilkadziesiąt tysięcy osób śpiewających te same wersy, światła przecinające wieczorne niebo, sukienki, kwiaty, fortepian, charakterystyczny głos sanah a w środku tego wszystkiego ona – drobna, niepozorna blondynka.
Co jest ważne w przypadku tej artystki, to jej autentyczność i szczerość oraz fakt, że w głębi serca wciąż jest Zuzą ze Starych Babic. Potrafi stworzyć niezwykłą więź z publicznością. Przed każdym koncertem spotyka się z fanami, bo dla niej to fundament wszystkiego. Cierpliwie rozdaje uśmiech i autografy, pozuje do zdjęć, choć kolejka wydaje się nie mieć końca. „Przy każdej osobie staram się pamiętać, że jestem tu dzięki nim. Gdyby nie oni, nie mogłabym dziś grać na stadionie” – przyznała artystka w rozmowie z Wirtualną Polską.
Żeby osiągnąć sukces, nie trzeba się kreować na divę. Wystarczy pozostać sobą. Sanah to udowodniła.
Małgorzata Matuszewska

