Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 23 września 2026 12:15

Nie ma cennika spotkań z prezydentem, ale istnieje legalny rynek dostępu do szefa państwa

W Stanach Zjednoczonych nie istnieje formalny cennik spotkań z prezydentem. Jest za to w pełni legalny i jawny mechanizm, w którym duże wpłaty na kampanię polityczną otwierają możliwość zjedzenia kolacji, zrobienia sobie zdjęcia czy przeprowadzenia rozmowy przy jednym stole z głową państwa.
Nie ma cennika spotkań z prezydentem, ale istnieje legalny rynek dostępu do szefa państwa
Donald Trump

Autor: PAP/EPA/Yuri Gripas / POOL

Płatny dostęp do najważniejszych polityków odbywa się za pośrednictwem zbiórek pieniędzy na kampanię, organizowanych przez komitety wyborcze oraz tzw. joint fundraising committees — wspólne komitety partii i kandydata, które pozwalają jedną wpłatą zasilić kilka podmiotów naraz, w granicach indywidualnych limitów.

Od wyroku Sądu Najwyższego w sprawie McCutcheon przeciwko FEC z 2014 roku nie obowiązuje już łączny roczny limit wpłat, ale wciąż działają limity na poszczególne komitety, a każda wpłata musi być zgłoszona do Federalnej Komisji Wyborczej (FEC).

W cyklu wyborczym 2025-2026 na jednego kandydata federalnego można wpłacić maksymalnie 3500 dolarów na prawybory i drugie tyle na wybory główne, a na krajowy komitet partyjny - 44 300 USD rocznie. Cudzoziemcom, którzy nie są stałymi rezydentami w USA, prawo całkowicie zabrania wpłacania pieniędzy na kampanie. Zbiórek nie wolno też prowadzić w budynkach, w których prezydent wykonuje obowiązki służbowe — to efekt federalnego zakazu zbierania pieniędzy w obiektach rządowych. W praktyce oznacza to, że płacąc za udział w kolacji, czy przyjęciu VIP, darczyńca kupuje sobie obecność przy prezydencie — zdjęcie, rozmowę, wspólny posiłek — a nie konkretną decyzję urzędową.

Dwaj ostatni dwukadencyjni prezydenci USA korzystali z tego samego mechanizmu, różnili się jednak skalą i progami wejścia. Barack Obama (2009-2017) stawiał głównie na masę drobnych wpłat, uzupełnianą droższymi kolacjami na rzecz kampanii i Krajowego Komitetu Demokratów. Najgłośniejszym przykładem była kolacja w domu George'a Clooneya w Los Angeles w maju 2012 roku — według agencji Reutera większość gości zapłaciła po 35 800 dolarów, inne media pisały o progu 40 tys. dolarów za miejsce. W wydarzeniu wzięło udział około 150 osób, a zebrano około 15 mln dolarów.

Podobna stawka, 35 800 dolarów od osoby, obowiązywała przy spotkaniach w Nowym Jorku, Chicago i San Francisco, przy czym bilety na większe przyjęcia kosztowały już od 1250 dolarów. W terenie oferowano również „season pass" za 5 tys. dolarów, dający dostęp do wydarzeń z członkami gabinetu; prasa pisała o tym jako o tańszej alternatywie dla kolacji z samym prezydentem. Po odejściu z urzędu Obama otrzymał w 2017 roku 400 tys. dolarów za jedno wystąpienie dla firmy Cantor Fitzgerald — co potwierdziły „Wall Street Journal" i „New York Post". Kwota ta stała się punktem odniesienia dla honorariów byłych prezydentów.

Donald Trump w obu kadencjach zbudował system wielopoziomowy, z wyraźnie wyższymi progami wejścia i wydarzeniami organizowanymi we własnych obiektach. Jak pisał „Washington Post", najtańszy bilet na zbiórkę w Trump International Hotel w Waszyngtonie kosztował 35 tys. dolarów za kolację, 70 tys. za zdjęcie z prezydentem i 100 tys. za udział w rozmowie przy okrągłym stole.

Według „Washington Post" podczas wydarzenia w Hamptons w 2019 roku organizatorzy chcieli 100 tys. dolarów za lunch i zdjęcie oraz 250 tys. za miejsce przy stole z prezydentem. „Wall Street Journal" potwierdził też stawki z konwencji Partii Republikańskiej w 2020 roku: 250 tys. dolarów za rozmowę przy okrągłym stole i 88 600 dolarów za zdjęcie.

Najbardziej szczegółowy przykład z kampanii 2024 roku to prywatna zbiórka w San Francisco 6 czerwca. Jak wyliczył Reuters, zaproszenie przewidywało 50 tys. dolarów za bilet VIP, 300 tys. dolarów za wejście do komitetu gospodarzy dla jednej osoby i 500 tys. dolarów dla pary. Zebrano wtedy około 12 mln dolarów i wyprzedały się najdroższe wejściówki. „Forbes" przypomniał, że wcześniej, jeszcze jako biznesmen, Trump inkasował 1,5 mln dolarów za jedno wystąpienie dla organizacji Learning Annex (2006-2007).

Największą różnicę w skali widać jednak przy komitetach inauguracyjnych. Z dokumentów Federalnej Komisji Wyborczej ujawnionych 20 kwietnia 2025 roku, które przytacza m.in. Bloomberg Law, wynika, że komitet Trump-Vance zebrał na inaugurację 20 stycznia 2025 roku aż 239 mln dolarów. To ponad dwa razy więcej niż poprzedni rekord z 2017 roku (107 mln) i niemal cztery razy więcej niż zgromadził Joe Biden w 2021 roku (62 mln). Kwota uzyskana przez Trumpa w 2025 roku przewyższa łączne wpływy z trzech inauguracji Obamy i Bidena razem wziętych. Demokraci w przeszłości sami nakładali sobie dobrowolne limity wpłat na te zbiórki. Trump takich ograniczeń nie stosował.

Osobną kategorię stanowią pieniądze otrzymywane po zakończeniu prezydentury oraz środki płynące zza granicy. Najbardziej znanym przykładem jest Ronald Reagan, który dziewięć miesięcy po opuszczeniu Białego Domu, w dniach 20-28 października 1989 roku, odwiedził Japonię na zaproszenie prywatnej grupy medialnej Fujisankei Communications Group oraz rządu Japonii. Według doniesień prasowych za dwa około 20-minutowe wystąpienia i udział w towarzyszących wydarzeniach otrzymał około 2 mln dolarów, podczas gdy cały koszt jego wizyty dla organizatorów oszacowano na 7 mln USD. Sprawa wywołała kontrowersje etyczne, ale nie prawne. Klauzula konstytucyjna zakazująca przyjmowania korzyści od obcych państw (tzw. klauzula emolumentów) nie obejmuje byłych prezydentów. Kwota przewyższała łączne zarobki Reagana z ośmiu lat urzędowania.

Inny mechanizm to pieniądze płynące wprost od zagranicznych rządów do firm należących do prezydenta. W 2024 roku demokratyczni członkowie Komisji Nadzoru Izby Reprezentantów przygotowali raport na podstawie dokumentów firmy księgowej Mazars. Wynika z niego, że w latach 2017-2021, czyli w trakcie pierwszej kadencji Trumpa, co najmniej 20 państw przekazało jego firmom łącznie co najmniej 7,8 mln dolarów. Co ważne, analiza objęła zaledwie cztery spośród ponad 500 spółek należących do niego, czyli prawdopodobnie to tylko fragment całości. Informował o tym Reuters, a spór dotyczył tego, czy takie płatności naruszają konstytucyjny zakaz przyjmowania korzyści od obcych państw bez zgody Kongresu.

W maju 2025 roku Pentagon potwierdził z kolei przyjęcie od Kataru luksusowego samolotu Boeing 747-8, wycenianego publicznie na około 400 mln dolarów, który ma tymczasowo pełnić funkcję Air Force One. Strona amerykańska zapewniła, że dar trafia do państwa, a nie do osoby prywatnej, a po zakończeniu kadencji prezydenckiej samolot ma przejść na własność fundacji biblioteki Donalda Trumpa. O łączących się z tym kontrowersjach konstytucyjnych szeroko donosiły media w tym Associated Press, Military.com i Reuters.

Poza limitowanymi wpłatami na kampanie istnieją też komitety akcji politycznej, w tym tzw. super PAC-i, które formalnie nie mogą koordynować działań z kampanią kandydata. Podlegają one jednak luźniejszej kontroli i przyjmują znacznie wyższe wpłaty. Krytycy wskazują na ten obszar jako najmniej przejrzysty w całym systemie. Przykładem bywały działania Elona Muska i jego komitetu America PAC, który w 2024 roku organizował loterię z nagrodą miliona dolarów dziennie dla wyborców podpisujących określoną petycję. Prokuratorzy oraz media, jak „New York Times" i Bloomberg, kwestionowali, czy nie łamie to zakazu płacenia za rejestrację do głosowania lub samo głosowanie.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama