Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 24 września 2026 16:54
Felieton

Coraz bardziej ciekawy | Curiouser and Curiouser

Coraz bardziej ciekawy | Curiouser and Curiouser

Autor: Adobe Stock

Kilka lat temu napisałem felieton do „Dziennika Związkowego” o tym, co mnie ciekawiło, kiedy moja rodzina przyjechała do Ameryki z obozu dla osób przesiedlonych (tzw. dipisów) w Niemczech. Wczoraj wieczorem znów zacząłem myśleć o tamtym felietonie i nagle spróbowałem sobie przypomnieć, co mnie ciekawiło, kiedy wreszcie dotarliśmy do Chicago w 1952 roku. 

Nie miałem większych problemów z ułożeniem listy rzeczy, które – cytując słynne zdanie z „Alicji w Krainie Czarów” – sprawiały, że byłem „coraz bardziej ciekawy” życia w Chicago. 

Jako dziecko często zostawałem sam z siostrą Donną. Nasi rodzice większość czasu spędzali w pracy. Ojciec przez wiele lat pracował na podwójne zmiany w fabryce, a mama pracowała w fabryce nocami. W weekendy lubili odpocząć. W piątki chodzili na zakupy, w soboty do baru na rogu, a w niedziele do kościoła – i właściwie na tym kończyło się ich życie towarzyskie. Nie chodzili do muzeów ani na plażę, koncerty, do zoo czy na mecze. W zasadzie nie jeździli prawie nigdzie. 

Co więc pozostawało mi? 

Przez długi czas nasze życie w Chicago koncentrowało się głównie wokół tego, co wówczas nazywano Polskim Trójkątem. Tam robiliśmy zakupy, a ja i moja siostra Donna chodziliśmy do szkół w tej okolicy. Dla rozrywki bawiliśmy się po prostu w Humboldt Park, chodziliśmy do kina przy Division Street albo spotykaliśmy się z naszymi przyjaciółmi – polskimi dzieciakami, takimi jak my, które przyjechały z obozów dla dipisów. 

Siostry zakonne ze szkoły św. Fidelisa wszystko to zmieniły. Może dwa razy w roku udawało im się jakoś zdobyć szkolny autobus i zabierały kilka klas na wycieczkę. Pewnego razu pojechaliśmy do centrum, do Michael Todd Theater, na film „Ben-Hur”. Innym razem siostry zabrały nas do Muzeum Nauki i Przemysłu i oprowadzały po nim, pokazując wszystko, co – ich zdaniem – powinniśmy wiedzieć o pociągach, kopalniach węgla i niemieckich łodziach podwodnych! 

Miałem wtedy około 11 lat i to, co pokazały nam siostry, wzbudziło we mnie ciekawość życia w Chicago jak nic, co wcześniej widziałem lub o czym słyszałem. Zanim tam pojechałem, nie wiedziałem nawet, jak wygląda centrum Chicago, i nigdy wcześniej nie słyszałem o muzeach. 

Nagle zacząłem być ciekawszy świata niż kiedykolwiek wcześniej. Widok centrum Chicago, który zobaczyłem z okna szkolnego autobusu, sprawił, że zapragnąłem poznać całe downtown. Chciałem odwiedzić każde kino w centrum. Chciałem spacerować po State Street z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami, podziwiając ogrom budynków i tłumy ludzi. Chciałem robić zakupy we wszystkich sklepach: Marshall Field’s, Carson Pirie Scott, The Fair i Woolworth’s Dime Store! 

Muzeum zadziałało na mnie dokładnie tak samo. Uzależniłem się od muzeów. W weekendy i w dni, kiedy nie było lekcji, często jeździłem rowerem do centrum – do Field Museum, Adler Planetarium, Shedd Aquarium albo Art Institute. Czasami jechałem nawet rowerem z naszego domu w pobliżu Humboldt Park aż do Museum of Science and Industry! To była trasa licząca prawie 14 mil, ale warto było poświęcić półtorej godziny na tę wyprawę. 

Wszystkie te sklepy, muzea i kina nie tylko zaspokajały moją ciekawość. Rozbudzały ją jeszcze bardziej. 

Myślę, że człowiek, którym jestem dzisiaj – ktoś, kto uwielbia podróżować, odkrywać nowe miejsca i pisać o podróżach, odkrywaniu świata i właściwie o wszystkim – ma swój początek właśnie w tamtym chłopcu, którego siostry ze szkoły św. Fidelisa posadziły pewnego dnia w szkolnym autobusie i powiedziały: „Johnny, dzisiaj jedziemy do centrum na film”.

 


 

Curiouser and Curiouser

A couple of years ago, I wrote a column for the Dziennik Związkowy about the things I was curious about when my family came to America from the Displaced Persons camps in Germany.  I was thinking about that column again last night, and I suddenly started trying to remember what I was curious about when we finally got to Chicago in 1952.

It wasn’t hard coming up with a list of what – to quote that famous line in Alice in Wonderland – made me “curiouser and curiouser” about being in Chicago.

As a kid, I was alone with my sister Donna a lot of the time.  Our parents spent most of their time working.  My father did double shifts in a factory for years, and my mom worked nights in a factory.  On weekends, they liked to take it easy.  They’d go shopping on Friday and to the corner bar on Saturday and to church on Sunday, but that was essentially it.  They didn’t go to museums or beaches or concerts or zoos or ball games or much anywhere else.

So where did that leave me?  

Our lives in Chicago for a long time were mostly spent in what was then called The Polish Triangle.  We shopped there, and my sister Donna and I went to schools in that area.  For fun, she and I would just play in Humboldt Park or go to the movie theater on Division St. or hang out with our friends, Polish kids like us from the DP camps.

The nuns at St. Fidelis school changed all that.  Maybe a couple times a year, they would somehow find a school bus and take a couple classes on an outing.  One time, they took us downtown to the Michael Todd Theater to see the movie Ben-Hur.  Another time, the sisters took us to the Museum of Science and Industry and walked us around introducing us to everything we needed to know about trains, coal mines, and German submarines!

I was about 11 years old at the time, and what the nuns showed us made me curious about life in Chicago like nothing else I had ever seen or heard.  Before they took me there, I never knew what downtown Chicago was, and I had never even heard of museums.

Suddenly, I was more curious than I had been for years.  The view of downtown that I saw from the school bus made me want to experience all of downtown.  I wanted to go to every movie theater down there.  I wanted to walk along State Street with my eyes wide open in wonder at the bigness of the buildings and the thickness of the crowds.  I wanted to shop in all the stores: the Marshall Fields and the Carson Pirie Scott and The Fair and the Woolworth’s Dime Store!   

And the museum hit me the same way.  I became addicted to museums.  On weekends and days when school was not in session, I’d often ride my bike downtown to the Field Museum or the Adler Planetarium or the Shedd Aquarium or the Art Institute.  Sometimes, I even rode my bike from our house near Humboldt Park to the Museum of Science and Industry!  That was almost a 14 mile ride, but it was worth the hour and a half ride down.

All of these stores and museums and movie theaters not only satisfied my curiosity.  They sparked even more curiosity. 

I think pretty much the person I am today, a person who loves to travel and explore and write about travel and exploration and everything else, goes back to the person I was when the sisters of St. Fidelis school seated me on a school bus and said, “Johnny, today, we’re going downtown to see a movie.”

John Guzlowski

amerykański pisarz i poeta polskiego pochodzenia. Publikował w wielu pismach literackich, zarówno w USA, jak i za granicą, m.in. w „Writer’s Almanac”, „Akcent”, „Ontario Review” i „North American Review”. Jego wiersze i eseje opisujące przeżycia jego rodziców – robotników przymusowych w nazistowskich Niemczech oraz uchodźców wojennych, którzy emigrowali do Chicago – ukazały się we wspomnieniowym tomie pt. „Echoes of Tattered Tongues”. W 2017 roku książka ta zdobyła nagrodę poetycką im. Benjamina Franklina oraz nagrodę literacką Erica Hoffera za najbardziej prowokującą do myślenia książkę roku. Jest również autorem serii powieści kryminalnych o Hanku i Marvinie, których akcja toczy się w Chicago oraz powieści wojennej pt. „Retreat— A Love Story”. John Guzlowski jest emerytowanym profesorem Eastern Illinois University.
-
John Guzlowski's writing has been featured in Garrison Keillor’s Writer’s Almanac, Akcent, Ontario Review, North American Review, and other journals here and abroad. His poems and personal essays about his Polish parents’ experiences as slave laborers in Nazi Germany and refugees in Chicago appear in his memoir Echoes of Tattered Tongues. Echoes received the 2017 Benjamin Franklin Poetry Award and the Eric Hoffer Foundation's Montaigne Award for most thought-provoking book of the year. He is also the author of two Hank Purcell mysteries and the war novel Road of Bones. Guzlowski is a Professor Emeritus at Eastern Illinois University.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama