W tygodniu kończącym się 14 września średnia cena galona zwykłej benzyny wynosiła według federalnej Energy Information Administration 4,319 dolara – o 1,151 dolara więcej niż rok wcześniej. Do 18 września dzienna średnia AAA doszła do 4,48 dolara. Jeszcze gwałtowniej drożał olej napędowy: EIA notowała 6,285 dolara za galon. W połowie września 2026 r. benzyna była przy tym droższa niż na podobnym etapie wcześniejszych cykli wyborczych objętych statystykami sięgającymi 1990 r. Dla porównania we wrześniu 2012 r. kosztowała ok. 3,88 dolara.
Źródła obecnego skoku są przede wszystkim globalne. Wojna z Iranem i zakłócenia dostaw z rejonu Zatoki Perskiej, ataki na infrastrukturę energetyczną Arabii Saudyjskiej oraz problemy rosyjskich rafinerii związane z wojną w Ukrainie ograniczyły podaż ropy i produktów rafineryjnych. W połowie września ropa Brent kosztowała ponad 100 dolarów za baryłkę. Szczególnie napięta pozostaje sytuacja na rynku oleju napędowego.
Ceny energii mają także polityczny kontekst. Donald Trump podczas kampanii w 2024 r. wielokrotnie zapowiadał wyraźne obniżenie kosztów energii, a hasło *drill, baby, drill* stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów jego programu gospodarczego.
Obecnie prezydent przekonuje, że ceny ropy i benzyny spadną po zakończeniu konfliktu z Iranem. Rynek nie daje jednak pewności, że jesień przyniesie szybki spadek cen. W normalnym roku po wakacyjnym szczycie podróży zmniejsza się popyt, a rafinerie przechodzą na tańszą zimową mieszankę benzyny. Analitycy zwracają jednak uwagę, że w tym roku sezonowy spadek może zostać ograniczony przez wydarzenia geopolityczne i problemy z podażą.
Dlaczego kilkadziesiąt centów różnicy na dystrybutorze może mieć znaczenie podczas wyborów? Politolodzy od dawna posługują się pojęciem pocketbook voting – głosowania przez pryzmat sytuacji własnego gospodarstwa domowego. Badanie Sung Eun Kim i Joonseoka Yanga wykazało, że w miejscach, gdzie ludzie dłużej dojeżdżają do pracy, wyborcy częściej przypisują prezydentowi odpowiedzialność za wzrost cen benzyny.
Nowsza analiza opublikowana w „American Politics Research” również wykazała zależność między realnymi cenami benzyny a oceną prezydenta, nawet po uwzględnieniu innych czynników gospodarczych. Autorzy zwracają przy tym uwagę na istotne zastrzeżenie: możliwości prezydenta w zakresie bezpośredniego kształtowania cen paliw są ograniczone, ponieważ w dużej mierze zależą one od sytuacji na światowych rynkach.
Benzyna ma jednak przewagę nad niemal każdym innym wskaźnikiem gospodarczym: jest widoczna. Kierowca nie musi wiedzieć, czym różni się CPI od inflacji bazowej. Wie natomiast, ile zapłacił przy ostatnim tankowaniu.
Historia przestrzega przed prostym równaniem: droga benzyna oznacza przegraną wyborczą. W 1974 r., po szoku naftowym, recesji i gwałtownej inflacji, Republikanie stracili 48 miejsc w Izbie Reprezentantów. Nad wyborami ciążyły jednak również Watergate, rezygnacja Richarda Nixona oraz jego ułaskawienie przez Geralda Forda.
W 1980 r. szok naftowy, wysoka inflacja i wspomnienie kolejek na stacjach tworzyły gospodarcze tło porażki Jimmy’ego Cartera z Ronaldem Reaganem. Równocześnie kraj zmagał się z recesją i kryzysem zakładników w Iranie.
Podobnie było w 2008 r. Badania wykazały zależność między cenami paliwa a poparciem dla partii urzędującego prezydenta, ale wybory odbywały się w samym środku kryzysu finansowego.
Są też przykłady pokazujące, że wysoka cena sama w sobie nie przesądza wyniku. Jesienią 2012 r. galon benzyny kosztował około 3,80 dolara, a Barack Obama wygrał reelekcję.
Ciekawy jest także rok 2022. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę cena benzyny osiągnęła w czerwcu nieco ponad 5 dolarów za galon, ale przed wyborami spadła poniżej 3,80 dolara. Demokraci stracili dziewięć miejsc w Izbie, a w Senacie zyskali jedno.
Znaczenie może więc mieć nie tylko sama cena, ale również kierunek zmian. I tutaj rok 2026 różni się od 2022. Wtedy przed wyborami paliwo wyraźnie taniało. Teraz, we wrześniu, drożeje.
Dodatkowym czynnikiem jest olej napędowy. Jego cena nie kończy się na rachunku kierowcy. Diesel napędza ciężarówki, maszyny rolnicze i budowlane, a wyższe koszty transportu mogą z czasem pojawiać się w cenach żywności, przesyłek i innych towarów.
Zależność między cenami paliw a wynikami wyborów dostrzega także analiza Morgan Stanley. W wyborach środka kadencji od 1978 r., gdy benzyna drożała między styczniem roku poprzedzającego wybory a październikiem roku wyborczego, partia prezydenta traciła średnio 32 miejsca w Izbie. Gdy benzyna taniała – sześć. To jednak korelacja historyczna, a nie narzędzie pozwalające przewidzieć wynik konkretnych wyborów.
Tym bardziej że partia prezydenta podczas wyborów środka kadencji zazwyczaj traci mandaty niezależnie od cen paliwa. Od 1934 do 2022 r. średnia strata wynosiła około 27 miejsc w Izbie i trzy w Senacie.
Obecnie Republikanie mają 218 miejsc w Izbie Reprezentantów, Demokraci 214, jedno miejsce zajmuje deputowany niezależny, a dwa pozostają nieobsadzone. W Senacie Republikanie mają 53 ze 100 mandatów.
Do tego dochodzą sondaże. W najnowszym badaniu Reuters/Ipsos opublikowanym 21 września pracę Donalda Trumpa aprobowało 32 proc. ankietowanych. W ogólnokrajowym pytaniu o preferencje w wyborach do Kongresu 43 proc. wskazało Demokratów, a 35 proc. Republikanów. Badanie przeprowadzono wśród 1277 dorosłych Amerykanów, a margines błędu wynosi około 3 punktów procentowych. Tego rodzaju sondaż pokazuje jednak nastroje w całym kraju, a nie sytuację w poszczególnych okręgach i stanach.
Historia nie pozwala więc obliczyć, ile mandatów może kosztować partię rządzącą wzrost ceny galona o dolara. Pokazuje jedynie, że ceny paliw mogą stać się jednym z elementów szerszej oceny sytuacji gospodarczej.
Benzyna sama wyborów nie wygrywa ani nie przegrywa. Robią to wyborcy, biorąc pod uwagę wiele kwestii jednocześnie. Cena widoczna na dystrybutorze ma jednak szczególną właściwość: nie wymaga wykresów ani komentarza ekonomisty.
W 2026 r. dochodzi do tego jeszcze jedno. Donald Trump uczynił tanią energię jedną z konkretnych obietnic swojej kampanii. Kierowca na stacji może więc porównywać nie tylko dzisiejszą cenę z tą sprzed roku. Może również porównywać dzisiejszy rachunek z tym, co słyszał podczas kampanii. A takie porównania są w polityce nieuniknione.
Tomasz Deptuła
[email protected]


