Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 2 października 2026 13:03

Mapa, która wiedziała za dużo

Mapa Piri Reisa, sporządzona w 1513 roku, należy do najstarszych zachowanych map przedstawiających wybrzeża obu Ameryk. Powstała zaledwie 21 lat po pierwszej wyprawie Krzysztofa Kolumba, gdy europejscy żeglarze dopiero zaczynali rozumieć, że po drugiej stronie Atlantyku znajduje się nie wschodnie wybrzeże Azji, lecz nieznany im wcześniej świat. Właśnie ten fakt przyczynił się do powstania wokół niej wielu zagadkowych teorii.
Mapa, która wiedziała za dużo

Autor: Wikipedia

Jedni widzą w niej świadectwo niezwykłego kunsztu dawnych kartografów, inni – ślad zaginionej cywilizacji, a nawet dowód, że przy jej powstaniu pomagali przybysze z kosmosu. Kim był człowiek, który narysował mapę mającą rzekomo wyprzedzać swoją epokę?

Historia jej odnalezienia jest niemal równie interesująca jak to, co zostało na niej przedstawione. W 1929 roku pałac Topkapı w Stambule, dawna siedziba osmańskich sułtanów, przekształcano w muzeum i porządkowano przechowywane tam zbiory. Niemiecki teolog Gustav Adolf Deissmann, zaproszony do obejrzenia pałacowej biblioteki, natknął się tam na pokryty rysunkami i zapiskami fragment starego pergaminu. Szybko zorientował się, że ma przed sobą wyjątkowy zabytek, dlatego zwrócił się do orientalisty Paula Kahlego. Ten odczytał umieszczone na mapie objaśnienia i zidentyfikował jej autora. Znalezisko niemal natychmiast wywołało międzynarodową sensację.

 

Admirał i korsarz

Piri Reis, właściwie Hadżi Muhiddin Piri, urodził się między 1465 a 1470 rokiem w Gallipoli, ważnym porcie Imperium Osmańskiego. Był żeglarzem, dowódcą floty i znakomitym kartografem, lecz zanim zaczął służyć sułtanowi, zajmował się również korsarstwem. Wraz ze swoim stryjem Kemalem Reisem przemierzał Morze Śródziemne, atakując nieprzyjacielskie okręty i zdobywając statki, ładunki, dokumenty oraz mapy. W czasach, gdy wiedza geograficzna należała do najpilniej strzeżonych tajemnic państwowych, taki łup mógł być wart więcej niż skrzynia złota.

Piri Reis przez wiele lat obserwował linie brzegowe, prądy, mielizny, układ portów oraz zachowanie wiatrów. Nie był więc uczonym pracującym w zaciszu biblioteki, lecz praktykiem, który znał morze z pokładu okrętu. Stworzył także „Kitab-ı Bahriye”, czyli „Księgę żeglugi” – obszerny atlas i przewodnik po Morzu Śródziemnym, zawierający setki map oraz opisy zatok, wysp, portów i bezpiecznych szlaków. Informował nawet, gdzie można znaleźć wodę pitną, naprawić statek albo schronić się przed sztormem.

Jego kariera zakończyła się tragicznie. W podeszłym wieku dowodził osmańską flotą na Oceanie Indyjskim. Po zdobyciu Maskatu zaatakował portugalską twierdzę Ormuz, lecz nie zdołał jej opanować i wycofał się do Basry. Następnie wrócił do Egiptu z zaledwie kilkoma okrętami, pozostawiając resztę floty w porcie. Oskarżono go o niewykonanie rozkazów, a być może również o przyjęcie łapówki. W 1553 roku został z rozkazu sułtana ścięty w Kairze. Człowiek, który przez dziesięciolecia omijał skały, mielizny i nieprzyjacielskie floty, nie zdołał uniknąć dworskiego wyroku.

 

Świat z kawałków

Ocalały fragment jego mapy wykonano na pergaminie ze skóry gazeli. Ma nieregularny kształt i stanowi zaledwie około jednej trzeciej większego dzieła. Przedstawia Atlantyk oraz wybrzeża Europy, Afryki i obu Ameryk. Piri Reis sam wyjaśnił na marginesie, że tworząc tę mapę korzystał z około dwudziestu innych, wcześniejszych: arabskich, portugalskich, indyjskich, starożytnych oraz jednej związanej z wyprawami Kolumba. Nie oznacza to jednak, że posiadał oryginalną mapę narysowaną własnoręcznie przez odkrywcę Ameryki. Prawdopodobnie dysponował jej kopią albo dokumentem sporządzonym na podstawie relacji któregoś z uczestników wypraw.

Według jednej z hipotez źródło to mogło pochodzić z okrętu zdobytego przez osmańskich korsarzy. Piri Reis wspominał bowiem o hiszpańskim jeńcu, który miał trzykrotnie płynąć z Kolumbem do Nowego Świata, a później dostać się w ręce Kemala Reisa. Jeśli relacja jest prawdziwa, admirał mógł znać szczegóły wypraw Kolumba bezpośrednio od człowieka, który w nich uczestniczył.

Mapa zachwyca bogactwem szczegółów. Widnieją na niej statki, władcy, egzotyczne zwierzęta, papugi i fantastyczne stworzenia. Zaznaczono na niej góry, rzeki, wyspy oraz ważne porty. Promieniujące z ozdobnych róż wiatrów linie pomagały żeglarzom wyznaczać kierunek rejsu. Nie była to jednak mapa w dzisiejszym rozumieniu, lecz żeglarski portolan – praktyczne narzędzie nawigacyjne, a zarazem barwna kronika geograficznych wyobrażeń swojej epoki.

Obok stosunkowo poprawnie przedstawionych wybrzeży Afryki i Brazylii znajdują się na niej poważne zniekształcenia. Karaiby zostały przemieszane, Kuba przypomina część kontynentu, a wśród wysp pojawia się legendarna Antylia, którą średniowieczni kartografowie przez stulecia umieszczali na Atlantyku. Niektóre lądy są za duże, inne przesunięte lub obrócone. Mapa nie stanowi więc fotograficznie dokładnego obrazu Ziemi, lecz fascynującą mozaikę wiedzy, przypuszczeń, błędów oraz żeglarskich relacji.

 

Kontynent widmo

Największą sensację wzbudza południowa część dzieła. Wybrzeże Ameryki Południowej zakręca tam gwałtownie na wschód, zajmując dolną krawędź pergaminu. W XX wieku pojawiła się teoria, że jest to Antarktyda przedstawiona bez pokrywy lodowej – kontynent dostrzeżony przez europejskich żeglarzy dopiero w 1820 roku. Zwolennicy tej hipotezy uznali mapę za spuściznę nieznanej cywilizacji z epoki lodowcowej, która miała opłynąć świat i precyzyjnie zmierzyć jego wybrzeża. Później dołączyli do nich miłośnicy teorii o starożytnych astronautach.

Problem w tym, że tajemniczy ląd wcale nie przypomina dokładnie Antarktydy. Zdaniem większości badaczy jest zniekształconym przedłużeniem Ameryki Południowej albo wyobrażoną Terra Australis – ogromnym południowym kontynentem, którego istnienie przez stulecia zakładano dla zachowania geograficznej „równowagi” świata. Umieszczona tam adnotacja wspomina ponadto o ciepłym kraju i wielkich wężach, co trudno pogodzić z antarktycznym klimatem. Linia brzegowa mogła zostać wygięta również po to, aby zmieściła się na nieregularnym pergaminie.

Mapa Piri Reisa nie dowodzi zatem, że ktoś oglądał Ziemię z kosmosu ani że żeglarze epoki lodowcowej badali Antarktydę. Ale jest czymś równie fascynującym: świadectwem świata, w którym wiadomości wędrowały między portami, flotami i imperiami szybciej, niż często się przypuszcza. Jej największa tajemnica nie polega na tym, że pokazuje rzeczy niemożliwe, lecz na tym, ile wiedzy z zaginionych dziś map zdołał ocalić jeden osmański korsarz.

Jacek Hilgier


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama