Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 9 października 2026 12:58

Pokolenie pod napięciem

Samochód spalinowy przez ponad sto lat był czymś więcej niż środkiem transportu. Oznaczał dorosłość, niezależność i wolność wyboru drogi. Dźwięk uruchamianego silnika, zapach benzyny i pierwsza samodzielna podróż należały do rytuałów wejścia w dorosłe życie. Tymczasem dla części najmłodszych kierowców ten świat zaczyna przypominać epokę telefonu przytwierdzonego przewodem do ściany. Z badania przeprowadzonego wśród 1500 Brytyjczyków w wieku od 17 do 20 lat wynika, że co czwarty uważa posiadanie auta benzynowego za równie przestarzałe jak korzystanie z telefonu stacjonarnego. Ponad połowa chciałaby natomiast, aby jej pierwszym samochodem był pojazd elektryczny.
Pokolenie pod napięciem

Autor: Adobe Stock

Na pierwszy rzut oka można uznać to za kolejną generacyjną deklarację, efekt mody, klimatycznych haseł i zamiłowania młodych ludzi do wszystkiego, co ma ekran oraz aplikację. Wyniki sondażu mówią jednak coś ciekawszego. Elektryczny samochód nie jawi się badanym przede wszystkim jako symbol ekologicznej cnoty, lecz jako rozwiązanie praktyczne. Najczęściej wskazywanym argumentem jest koszt, a zaraz za nim wygoda ładowania w domu. Młodzi niekoniecznie marzą więc o ratowaniu planety podczas każdej podróży do szkoły czy pracy. Chcą po prostu jeździć taniej i nie odwiedzać stacji benzynowej.

 

Benzyna jak kabel

Każde pokolenie uznaje pewne wynalazki swoich rodziców za niezgrabne pozostałości minionej epoki. Telefon stacjonarny, papierowa mapa, kaseta magnetofonowa czy aparat wymagający wywołania filmu nie zniknęły dlatego, że młodzież wydała na nie wyrok. Przegrały z rozwiązaniami szybszymi, prostszymi i lepiej dopasowanymi do nowych nawyków. Podobnie może stać się z samochodem spalinowym, choć porównanie go z telefonem na kablu jest na razie odważne. Auto benzynowe można zatankować w kilka minut, bez trudu pokonuje długie trasy i nie wymaga własnego podjazdu z ładowarką. Elektryk nadal bywa droższy, a jego wygoda mocno zależy od miejsca zamieszkania.

Mimo to punkt widzenia młodych ma wewnętrzną logikę. Siedemnastolatek nie porównuje elektryka z motoryzacją sprzed pół wieku, lecz z urządzeniami, które zna od dziecka. Oczekuje, że samochód będzie cichy, połączony z telefonem, aktualizowany i ładowany nocą niczym laptop. Wizyta na stacji, brudna końcówka dystrybutora, zmienne ceny paliwa oraz silnik złożony z tysięcy współpracujących części mogą mu się wydawać nie tyle romantyczne, ile kłopotliwe. Dla jego dziadka pomruk motoru był obietnicą przygody. Dla niego może być po prostu hałasem.

Sondaż pokazuje także skalę tej zmiany. Jedna piąta respondentów nie wyobraża sobie, by kiedykolwiek prowadziła samochód benzynowy, niemal dwie trzecie spodziewa się zniknięcia aut spalinowych jeszcze za swojego życia, a 53 procent uważa, że należy do ostatniego pokolenia, które będzie nimi rutynowo jeździć. Nie są to prognozy ekspertów, lecz oczekiwania konsumentów. Właśnie dlatego przemysł motoryzacyjny powinien potraktować je poważnie. Rynek zmienia się bowiem nie tylko wtedy, gdy pojawia się doskonalsza technologia, ale także wtedy, gdy stara przestaje budzić pożądanie.

 

Pokolenie ostrożnych

W tych deklaracjach kryje się jednak paradoks. Pokolenie, które tak śmiało wybiera przyszłość motoryzacji, nierzadko boi się samego prowadzenia. Inne badanie wykazało, że młodych kierowców przerażają najbardziej zwyczajne sytuacje: wymiana przebitej opony, parkowanie równoległe, ruszanie pod górę czy włączanie się do ruchu na autostradzie. W mediach społecznościowych opowiadają o panice przed jazdą w nieznane miejsce, rondem prowadzącym ku autostradzie, a nawet niepewną sytuacją na parkingu.

Łatwo to wyśmiać i ogłosić, że młodzież wychowana przed ekranami nie radzi sobie z rzeczywistością. Byłoby to jednak zbyt proste. Dzisiejsi nastolatkowie dorastają w świecie, w którym każdy błąd może zostać nagrany, opublikowany i oceniony przez tysiące ludzi. Są nieustannie ostrzegani przed wypadkami, kosztami ubezpieczenia i odpowiedzialnością. Wielu mieszka w miastach, korzysta z transportu publicznego lub jest wożonych przez rodziców, dlatego później zdobywa praktykę za kierownicą. Dawniej młody człowiek częściej uczył się samochodu jak narzędzia: pomagał przy naprawach, zmieniał koło, zaglądał pod maskę. Dziś auto coraz częściej przypomina zamknięte urządzenie, którego nie należy dotykać poza ekranem sterowania.

Elektryk doskonale pasuje do tego sposobu myślenia. Jest cichy, zwykle automatyczny, nie gaśnie przy ruszaniu, oferuje kamery, czujniki i systemy wspomagające. Może złagodzić część lęków, lecz nie zastąpi doświadczenia. Kamera cofania nie nauczy oceny odległości, asystent pasa nie wyrobi przewidywania, a nawigacja nie zagwarantuje dogodnego parkingu. Technologia potrafi zwiększyć bezpieczeństwo, ale kierowca nadal musi umieć podjąć decyzję wtedy, gdy ekran nie podpowiada odpowiedzi.

 

Rewolucja z przeszkodami

Entuzjazm młodych nie oznacza więc, że benzynowe samochody jutro trafią do muzeów. Pomiędzy pragnieniem a zakupem stoją: cena, dostęp do ładowania, rynek używanych pojazdów i warunki mieszkaniowe. Domowe ładowanie może być wygodne i tanie dla właściciela garażu, lecz dla mieszkańca bloku albo kamienicy staje się poważnym problemem. Deklarowane oszczędności zależą także od taryfy za prąd, stylu jazdy, ubezpieczenia i ceny samego auta. Badanie zamówiła firma energetyczna, która zarabia na sprzedaży energii, dlatego jej obietnice należy czytać z rozsądnym dystansem.

Najważniejszy wniosek nie dotyczy jednak tego, czy wszystkie liczby sprawdzą się w praktyce. Chodzi o zmianę wyobrażeń. Samochód benzynowy wciąż dominuje na drogach, ale w oczach wielu młodych przestał być oczywistym pierwszym wyborem. To może przesądzić o jego losie skuteczniej niż zakazy i urzędowe terminy. Technologie odchodzą naprawdę dopiero wówczas, gdy kolejne pokolenie nie chce już ich kupować.

Być może określenie „pokolenie E” okaże się przedwczesne. Możliwe też, że młodzi zmienią zdanie, kiedy przyjdzie im samodzielnie zapłacić za samochód, ubezpieczenie i domową ładowarkę. Ich dzisiejsze odpowiedzi pokazują jednak, że motoryzacyjna nostalgia nie jest dziedziczna. Rodzice mogą kochać ryk silnika, zapach paliwa i ręczną skrzynię biegów, lecz dzieci nie muszą widzieć w nich wolności. Mogą dostrzegać jedynie kabel, którego ktoś jeszcze nie odłączył od przeszłości.

Jacek Hilgier


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama