Greckie biblia znaczyło po prostu „księgi”. Była to liczba mnoga od słowa biblion – księga lub zwój. Co ciekawe, samo biblion najprawdopodobniej wywodziło się od nazwy fenickiego miasta Byblos, jednego z najważniejszych centrów handlu papirusu w starożytności. To właśnie stamtąd Grecy sprowadzali materiał piśmienniczy, na którym zapisywano rozmaite teksty. W ten sposób nazwa portowego miasta zaczęła oznaczać najpierw papirus, potem księgę, a w końcu – zbiór świętych tekstów. Historia jednego słowa odsłania więc dawny świat kupców, żeglarzy, uczonych i skrybów, którzy nawet nie podejrzewali, że ich codzienny handel zapisze się w historii religii.
Duchowa biblioteka
Pierwsi Żydzi nie nazywali swoich świętych pism Biblią. Dla nich były to „Pisma”, „Święte Pisma”, „Prawo”, „Prorocy” albo „Księgi”. Bardzo ważną nazwą stał się później Tanach – akronim utworzony od pierwszych liter trzech części żydowskiego kanonu: Tory, Newiim i Ketuwim, czyli Prawa, Proroków i Pism. Sama konstrukcja tej nazwy pokazuje, że Żydzi postrzegali swoje święte teksty jako uporządkowany zbiór wielu dzieł, a nie jedną zwartą księgę. Była to raczej duchowa biblioteka narodu niż pojedynczy tom.
W starożytnym świecie teksty religijne nie przypominały współczesnych książek. Nie istniał jeszcze kodeks w dzisiejszej formie. Większość dzieł funkcjonowała jako oddzielne zwoje. Księga Izajasza była osobnym zwojem, podobnie jak Psalmy, Powtórzone Prawo czy Jeremiasz. Nawet fizycznie Biblia była więc zbiorem wielu części. Dopiero późniejsze wieki przyniosły ideę łączenia ich w jedną całość.
Ogromną rolę odegrała tu Septuaginta – greckie tłumaczenie hebrajskich pism stworzone kilka wieków przed narodzinami Chrystusa. Powstało ono w świecie hellenistycznym, gdzie język grecki był uniwersalnym językiem kultury i nauki. To właśnie tam zaczęto używać określeń, które później przejęli chrześcijanie. Autorzy Nowego Testamentu często odwoływali się do „Pism”, cytując starotestamentowe fragmenty jako autorytet religijny. W greckim świecie naturalne stawało się myślenie o tych tekstach jako o zbiorze ksiąg – biblia.
Świat tekstów
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa sytuacja stała się jeszcze bardziej skomplikowana. Chrześcijanie zaczęli tworzyć własne pisma: Ewangelie, listy apostolskie, Dzieje Apostolskie czy Apokalipsę. Początkowo funkcjonowały one oddzielnie. Nie istniała jeszcze jedna „Biblia chrześcijańska”. W różnych wspólnotach czytano różne teksty, kopiowano je ręcznie i przekazywano dalej. Niektóre księgi budziły zachwyt, inne podejrzliwość. Spory o to, które dzieła są naprawdę natchnione, trwały przez stulecia.
Właśnie dlatego nazwa „Biblia” tak dobrze oddawała rzeczywistość. Był to zbiór wielu ksiąg – niekiedy bardzo różnych od siebie. Obok poetyckiej Pieśni nad Pieśniami znajdowały się brutalne opisy wojen ze Starego Testamentu. Obok filozoficznej Księgi Koheleta – pełne emocji listy św. Pawła. Biblia była światem tekstów, które powstawały przez ponad tysiąc lat.
Ciekawy paradoks pojawił się dopiero w średniowieczu. Greckie biblia – liczba mnoga – zostało przejęte przez łacinę jako słowo rodzaju żeńskiego w liczbie pojedynczej. W praktyce zaczęto więc mówić o Biblii jako o jednej księdze. Zjawisko to przeszło później do innych języków europejskich: the Bible, la Bible, die Bibel, la Biblia. W ten sposób język zaczął ukrywać pierwotny sens mnogości.
Nie był to jednak tylko przypadek gramatyczny. Za tą zmianą kryła się także zmiana sposobu myślenia. Chrześcijaństwo coraz mocniej podkreślało jedność objawienia. Choć Biblia składała się z dziesiątek ksiąg napisanych przez różnych autorów, zaczęto widzieć w niej jedną wielką historię – opowieść o relacji Boga i człowieka. Zbiór wielu ksiąg stał się jedną Księgą.
A jednak dawny sens nigdy całkowicie nie zniknął. Wystarczy otworzyć Biblię, by zobaczyć, jak bardzo różnorodny jest to świat. Są tam pieśni miłosne, kroniki królewskie, prawa religijne, przypowieści, lamenty, genealogie, listy, wizje końca świata i filozoficzne rozważania o cierpieniu. Niektóre fragmenty przypominają poezję, inne polityczne manifesty albo wojenne raporty. Biblia bywa delikatna i brutalna, mistyczna i bardzo ziemska. Właśnie dlatego przez tysiące lat fascynowała nie tylko ludzi wierzących, ale także poetów, historyków, artystów i filozofów.
Historia cywilizacji
Niewiele dzieł odcisnęło równie głęboki ślad na historii świata. Biblia przeniknęła do języka, sztuki, muzyki i literatury Zachodu tak mocno, że bez niej trudno dziś naprawdę zrozumieć freski Michała Anioła, dramaty Williama Szekspira czy monumentalne kompozycje Johannesa Sebastiana Bacha. Jej obrazy i metafory od stuleci żyją własnym życiem. Weszły do codziennej mowy tak głęboko, że wiele osób używa ich dziś zupełnie nieświadomie — mówiąc o zakazanym owocu, wieży Babel, pocałunku Judasza czy synu marnotrawnym. Biblia jest czymś więcej niż świętym tekstem – stała się jednym z fundamentów kultury.
Nawet historia samego słowa prowadzi przez niezwykłe miejsca i epoki. Zaczyna się w fenickim porcie pachnącym papirusami, smołą i morską solą. Potem wiedzie przez żydowskie szkoły skrybów, greckie tłumaczenia, pierwsze wspólnoty chrześcijańskie i średniowieczne klasztory, gdzie mnisi przez długie miesiące przepisywali ręcznie kolejne wersety przy drżącym świetle świec. W jednym słowie spotkały się światy kupców, uczonych, proroków, tłumaczy i zakonników.
Biblia brzmi dziś jak nazwa jednej księgi, lecz w jej wnętrzu nadal pobrzmiewa dawny sens mnogości. To nie pojedyncza opowieść, ale całe morze historii, głosów i pamięci zapisanych przez stulecia. Jedno słowo, pod którym ukryto bibliotekę świata.
Monika Pawlak

