Departament Bezpieczeństwa Krajowego USA (DHS) potwierdził kolejne nasilenie operacji imigracyjnych w miejscach określanych przez administrację Donalda Trumpa jako sanctuary cities lub szerzej – sanctuary jurisdictions. Wśród wskazanych obszarów znalazło się Illinois.
DHS zapowiedział jednocześnie, że U.S. Immigration and Customs Enforcement (ICE) nie ograniczy zatrzymań wyłącznie do osób z kryminalną przeszłością. Jeżeli podczas prowadzonych operacji funkcjonariusze natkną się na innych cudzoziemców przebywających w kraju nielegalnie, oni również mogą zostać zatrzymani.
Dla Polaków z nieuregulowanym statusem mieszkających w Chicago i na przedmieściach metropolii oznacza to jedno: brak przeszłości kryminalnej nie daje dziś pewności, że ICE nie zainteresuje się ich sytuacją.
„Sanctuary city” – nazwa bardziej polityczna niż prawna
Najpierw trzeba uporządkować terminologię. Sanctuary city nie jest jednolitą kategorią ustanowioną przez Kongres, z której automatycznie wynikałby określony zestaw praw i obowiązków. Congressional Research Service zwraca uwagę, że samo znaczenie pojęcia sanctuary jurisdiction jest przedmiotem sporów, a rozwiązania stosowane przez poszczególne miasta i stany znacznie się różnią. Zwykle chodzi o ograniczenie udziału lokalnych władz i policji w egzekwowaniu federalnego prawa imigracyjnego.
Nie oznacza to jednak, że termin jest dziś wyłącznie nieformalną etykietą. Administracja Trumpa stworzyła własny, oficjalny wykaz takich jurysdykcji na podstawie rozporządzenia wykonawczego z kwietnia 2025 roku. Departament Sprawiedliwości umieścił na nim m.in. stan Illinois, Cook County oraz Chicago. Lista jest regularnie weryfikowana, a administracja zastrzega możliwość zarówno dopisywania kolejnych miejsc, jak i wykreślania tych, które zmienią swoją politykę.
Kryteria są szerokie. DOJ bierze pod uwagę m.in. ograniczenia dotyczące współpracy z ICE, udostępniania informacji i lokalnych zasobów, dostępu do więzień czy finansowania programów dla imigrantów. W rezultacie o tym, która jurysdykcja zostaje uznana za „sanktuarium”, w znacznej mierze decyduje sama administracja federalna, stosując własną interpretację stopnia współpracy z władzami imigracyjnymi.
Polityczny spór – praktyczne skutki
Wokół samego pojęcia sanctuary city narosło więc wiele nieporozumień. Chicago nie jest „sanktuarium” w znaczeniu miejsca wyłączonego spod federalnego prawa imigracyjnego. Ma natomiast własne przepisy ograniczające udział miejskich instytucji w egzekwowaniu tego prawa. Administracja Trumpa uznała takie rozwiązania za przeszkodę i formalnie wpisała Chicago, Cook County oraz Illinois na swoją listę sanctuary jurisdictions.
Spór ma także wymiar sądowy. Federalne władze kwestionują część przepisów Illinois, a stan i Chicago z kolei pozywają administrację w związku z metodami działania federalnych służb imigracyjnych. W sierpniu 2026 roku sąd odmówił oddalenia jednego z federalnych pozwów przeciw Illinois, więc konflikt prawny pozostaje otwarty.
Chicago może odmówić pomocy. Nie może zatrzymać ICE
To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie. Chicago ani Illinois nie mogą zalegalizować pobytu osoby bez dokumentów, anulować nakazu deportacji czy zakazać federalnym funkcjonariuszom prowadzenia operacji.
Mogą natomiast ograniczać udział własnych służb w tych działaniach. Illinois TRUST Act zasadniczo zabrania lokalnym organom ścigania uczestnictwa w cywilnym egzekwowaniu prawa imigracyjnego. Chicago ma dodatkowo Welcoming City Ordinance, która m.in. ogranicza współpracę pracowników miejskich i policji z federalnymi służbami przy cywilnych działaniach imigracyjnych. Nie oznacza to odmowy współpracy w sprawach dotyczących przestępstw czy zagrożenia bezpieczeństwa publicznego.
Administracja Trumpa przedstawia ten model jako przeszkodę w egzekwowaniu prawa. Jej argument jest prosty: jeżeli lokalne więzienia i policja nie przekazują ICE osób w zakresie oczekiwanym przez Waszyngton, agenci federalni muszą szukać ich sami – w domach, miejscach pracy i przestrzeni publicznej.
Więcej agentów – więcej zatrzymań „przy okazji”
Najnowszy komunikat DHS dobrze pokazuje tę logikę. Departament określił działania jako nationwide public safety surge i podkreślił, że szczególnym celem mają być cudzoziemcy z kryminalną przeszłością. Jednocześnie jednoznacznie zaznaczył, że osoby bez legalnego statusu napotkane przez funkcjonariuszy również mogą zostać zatrzymane.
Chodzi między innymi o tzw. collateral arrests – zatrzymania „przy okazji”. ICE może przyjść po konkretną osobę, ale zainteresować się również statusem jej współlokatora, krewnego czy innego cudzoziemca obecnego w miejscu operacji.
Dla Chicago nie jest to nowy scenariusz. Podczas rozpoczętej 8 września 2025 roku Operation Midway Blitz administracja deklarowała, że koncentruje się na „najgorszych z najgorszych”. Późniejsza analiza „Chicago Sun-Times” i WBEZ wykazała jednak, że tylko około 15 proc. osób zatrzymanych podczas najbardziej intensywnego, 68-dniowego etapu operacji miało na koncie wcześniejszy wyrok karny. Innymi słowy, 85 proc. nie zostało w przeszłości skazanych przez sąd za przestępstwo kryminalne. Dane przekazane później przez samo ICE delegacji kongresowej wskazywały na podobną skalę – przy około 81 proc. zatrzymań nie odnotowano wcześniejszych skazań.
Trzeba jednak zachować precyzję: brak wcześniejszego skazania nie oznacza automatycznie, że każda z tych osób miała całkowicie czystą historię kontaktów z wymiarem sprawiedliwości. Mogły istnieć zarzuty, nakazy deportacji albo inne podstawy działań imigracyjnych. Dane pokazują jednak, że rzeczywisty krąg zatrzymywanych był znacznie szerszy, niż mogłoby wynikać z politycznego hasła o ściganiu wyłącznie groźnych przestępców.
Co to oznacza dla Polaków bez papierów
W części polskiej społeczności nadal pokutuje przekonanie, że ICE interesuje się przede wszystkim imigrantami, którzy niedawno nielegalnie przekroczyli granicę z Meksykiem, albo cudzoziemcami z poważną przeszłością kryminalną. Obecna praktyka pokazuje, że takie założenie może być niebezpieczne.
Polak, który wjechał do Stanów Zjednoczonych legalnie, ale pozostał po upływie dozwolonego okresu pobytu, może podlegać postępowaniu deportacyjnemu. Wieloletni pobyt, praca, rodzina, płacenie podatków czy brak konfliktów z prawem mogą mieć znaczenie przy niektórych formach ochrony lub legalizacji, ale same w sobie nie nadają legalnego statusu.
To ważne właśnie w Chicago, gdzie część starszej polskiej emigracji utraciła status nie wskutek nielegalnego przekroczenia granicy, lecz po prostu pozostając w USA po wygaśnięciu wizy lub dozwolonego okresu pobytu.
Ryzyko zwiększa również sposób prowadzenia obecnych operacji. Latem 2026 roku ICE zatrzymywało miesięcznie dziesiątki tysięcy osób, a działania prowadzono nie tylko w miejscach pracy i mieszkaniach, ale także na drogach, lotniskach, w sądach czy w pobliżu placówek medycznych.
Sanktuarium nie jest tarczą
Nieuregulowany status nie oznacza utraty podstawowych praw. Biuro prokuratora generalnego Illinois przypomina, że również osoby bez dokumentów korzystają z ochrony konstytucyjnej. W kontakcie z funkcjonariuszami można zachować milczenie; nie należy natomiast uciekać, stawiać fizycznego oporu, kłamać na temat obywatelstwa ani przedstawiać fałszywych dokumentów. Illinois publikuje materiały Know Your Rights także w języku polskim.
Szczególnie ważne jest to podczas prób wejścia służb do domu. Jeżeli funkcjonariusze chcą dostać się do mieszkania, można poprosić o okazanie nakazu. Administracyjny dokument wystawiony przez ICE nie jest tym samym co nakaz sądowy podpisany przez sędziego. Bez zgody mieszkańca lub odpowiedniego nakazu sądowego funkcjonariusze co do zasady nie mogą po prostu wejść do prywatnego domu; istnieją jednak wyjątkowe sytuacje, np. nagłe zagrożenie.
Dla Polaka bez uregulowanego statusu najważniejszy wniosek jest jednak znacznie prostszy. Lokalne przepisy mogą ograniczyć pomoc policji chicagowskiej w federalnej operacji deportacyjnej, ale nie mogą powstrzymać samego ICE. A jeżeli administracja rzeczywiście skieruje więcej agentów do jurysdykcji określanych jako „sanktuaria”, wzrośnie również prawdopodobieństwo, że w ich ręce trafi nie tylko osoba skazana za poważne przestępstwo, lecz także ktoś, kogo głównym problemem z prawem pozostaje nieuregulowany status imigracyjny.
Jolanta Telega
[email protected]

