Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 8 października 2026 16:36
Od złotych świątyń po błękitne zatoki i rajskie plaże

Tajlandia jest daleko, ale warto tam polecieć!

Prawie doba w podróży. Kiedy wreszcie dotarliśmy do Bangkoku, marzyliśmy przede wszystkim o prysznicu i odpoczynku. Wystarczyło jednak wyjść na ulicę, żeby zmęczenie zniknęło. Wokół nas płynął strumień samochodów, skuterów i tuk-tuków, w powietrzu unosił się zapach ulicznego jedzenia, a między nowoczesnymi budynkami błyszczały złote dachy świątyń. Tajlandia od pierwszej chwili dawała nam do zrozumienia, że warto było pokonać tę odległość.
Tajlandia jest daleko, ale warto tam polecieć!

Autor: arch. SpakowaneMarzenia.com

Planując wyjazd, chcieliśmy poznać dwa różne oblicza kraju. Najpierw Bangkok i jego okolice, pełne historii, gwaru i kontrastów. Potem Phuket, gdzie po intensywnych dniach można zwolnić i ruszyć łodzią wśród wysp. Taki plan pozwolił nam zarówno wiele zobaczyć, jak i naprawdę odpocząć.

Bangkok – złote świątynie i ulice pełne życia

Bangkok trudno opisać jednym obrazem. Z jednej strony są wieżowce, eleganckie hotele i ogromne centra handlowe. Z drugiej – niewielkie stragany, łodzie na rzece Chao Phraya i świątynie, do których mieszkańcy przychodzą się modlić. Miasto bywa głośne i męczące, szczególnie w upale. Ale po wejściu na teren świątyni gwar ulicy nagle zostawał za bramą.

W kompleksie Wielkiego Pałacu trudno było zdecydować, na co patrzeć najpierw. Złote dachy mieniły się w słońcu, ściany pokrywały drobne mozaiki, a przy wejściach stali barwni strażnicy. W Wat Phra Kaew zobaczyliśmy słynnego Szmaragdowego Buddę. Niedaleko, w Wat Pho, czekał na nas zupełnie inny widok: ogromny posąg leżącego Buddy, którego rozmiar trudno sobie wyobrazić, dopóki nie stanie się obok niego.

Najmocniej w pamięci pozostała nam jednak Wat Arun, Świątynia Świtu. Rano oglądaliśmy z bliska porcelanowe zdobienia jej strzelistej wieży. Wieczorem usiedliśmy po drugiej stronie rzeki i patrzyliśmy, jak świątynia zmienia kolor w świetle zachodzącego słońca.

Bangkok po zmroku znów przyspiesza. Na ulicach zapalają się neony, z kuchni wydobywa się zapach przygotowywanych dań, a na dachach wysokich budynków otwierają się bary z widokiem na miasto. Spróbowaliśmy i jednego, i drugiego: spaceru wśród tłumu oraz wieczoru ponad nim. Z góry Bangkok wydawał się nie mieć końca.

Targ, który ustępuje miejsca pociągowi

Poza stolicą zobaczyliśmy dwa targi, jakich wcześniej nie znaliśmy. Przez Maeklong Railway Market przebiegają tory kolejowe. Przejechaliśmy pociągiem tuż obok stoisk, obserwując, jak sprzedawcy sprawnie składają daszki i odsuwają towary, żeby zrobić mu miejsce. Kiedy pociąg znika, targ wraca do swojego rytmu.

Niedaleko znajduje się pływający targ Damnoen Saduak. Płynąc łodzią kanałem, mijaliśmy sprzedawców owoców, przekąsek i potraw przygotowywanych na wodzie. To popularne miejsce i trzeba liczyć się z innymi turystami, ale sam widok handlu odbywającego się z łodzi do łodzi był dla nas ciekawym doświadczeniem. Oba targi odwiedziliśmy podczas jednej zorganizowanej wycieczki, co ułatwiło nam podróż poza Bangkok.

Na osobny dzień zostawiliśmy Ayutthayę, dawną stolicę Tajlandii. Z Bangkoku można dotrzeć tam samochodem w około dwie godziny, zależnie od ruchu. Mieliśmy prywatnego kierowcę, który zabierał nas do kolejnych atrakcji, dzięki czemu zwiedzaliśmy we własnym tempie, bez pośpiechu. Po ruchliwych ulicach Bangkoku spacer wśród ruin świątyń był wyraźną zmianą tempa.

Phuket – czas zwolnić

Po kilku intensywnych dniach polecieliśmy na Phuket. Wyspa ma różne oblicza. Patong przyciąga tłumami i życiem nocnym. Dotarcie do Freedom Beach wymaga więcej wysiłku, ale czeka tam niewielka zatoka z jasnym piaskiem i przejrzystą wodą. Warto też pospacerować po Old Phuket Town, wśród kolorowych kamienic, sklepików i kawiarni.

Najpiękniejsze krajobrazy zobaczyliśmy jednak z łodzi. Podczas wycieczki na wyspy Phi Phi odwiedziliśmy słynną Maya Bay, otoczoną wysokimi klifami, oraz Pileh Lagoon, gdzie woda przybiera niezwykły zielony odcień. Był czas na podziwianie widoków, snorkeling i zwykłą przyjemność przebywania na morzu.

Innego dnia popłynęliśmy tradycyjną łodzią long-tail po Zatoce Phang Nga. Mijaliśmy wapienne skały wyrastające z wody i zatrzymaliśmy się przy wyspie znanej z filmu o Jamesie Bondzie. Odwiedziliśmy też Panyee, wioskę zbudowaną na palach, gdzie zjedliśmy lunch z owocami morza. Dzięki prywatnej łodzi mogliśmy zatrzymywać się na dłużej tam, gdzie krajobraz szczególnie nas zachwycił.

Czy warto lecieć tak daleko?

Jeśli ktoś szuka wyłącznie kilku dni odpoczynku na plaży, długa podróż z Chicago może wydawać się trudna do uzasadnienia. Tajlandia daje jednak znacznie więcej. Podczas jednej podróży można podziwiać niezwykłe świątynie, poznać historię kraju, zanurzyć się w jego kulturze, spróbować ulicznego jedzenia i poczuć energię Bangkoku, a jednocześnie znaleźć czas na relaks i odpoczynek. Warto więc zarezerwować na tę podróż więcej czasu. My spędziliśmy w Tajlandii dwanaście dni – wystarczająco, żeby zobaczyć najważniejsze miejsca i nacieszyć się plażami oraz ciepłym morzem. Dziś polecielibyśmy tam ponownie bez wahania. Jeśli od dawna myślicie o tym kierunku, warto przestać odkładać go na później. Odległość jest duża, ale to, co czeka na miejscu, wynagradza długą drogę.


Marzena i Mirek od ponad 30 lat wspólnie odkrywają świat. Odwiedzili wszystkie 50 stanów USA oraz kilkadziesiąt krajów na sześciu kontynentach, pokazując, że każde marzenie o podróży można kiedyś spakować do walizki i zamienić w rzeczywistość. Właśnie stąd narodziła się nazwa ich bloga – Spakowane Marzenia.

Na SpakowaneMarzenia.com dzielą się relacjami, gotowymi planami podróży, praktycznymi wskazówkami i inspiracjami z miejsc, które naprawdę warto zobaczyć. Jeśli szukasz pomysłu na kolejną wyprawę lub po prostu kochasz podróże, zapraszamy do wspólnego odkrywania świata na www.SpakowaneMarzenia.com



Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama