Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 8 października 2026 18:15
Komentarz amerykański

Skandal na prestiżowym Uniwersytecie Cornell

Sprawa rzekomego zbiorowego gwałtu na Uniwersytecie Cornell z września 2024 roku wywołała ogromne poruszenie opinii publicznej i stała się kryzysem wizerunkowym dla amerykańskiego szkolnictwa wyższego oraz lokalnego wymiaru sprawiedliwości.
Skandal na prestiżowym Uniwersytecie Cornell
Protest przed Cornell University

Autor: PAP/EPA/OLGA FEDOROVA

Sprawa powróciła do dyskusji we wrześniu 2026 roku po tym, jak poszkodowana studentka (w dokumentach występująca jako Jane Doe) złożyła cywilny pozew sądowy przeciwko Uniwersytetowi Cornell oraz członkom bractwa studentów Chi Phi.

W pozwie ujawniono drastyczne szczegóły wydarzeń oraz bierność instancji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Sprawa zyskała wymiar polityczny i medialny. Publicznie zabrały w niej głos m.in. kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez oraz gubernator stanu Nowy Jork Kathy Hochul, piętnując bezkarność i kulturę pobłażliwości na elitarnych uczelniach.

Zgodnie z pozwem do zdarzenia doszło we wrześniu 2024 r. w siedzibie bractwa Chi Phi. 20-letnia wówczas studentka twierdzi, że podano jej odurzającą ketaminę i alkohol, po czym była przez wiele godzin wykorzystywana seksualnie przez grupę siedmiu mężczyzn. Kluczowym dowodem w sprawie stały się zrzuty ekranu z czatu grupowego (m.in. w aplikacji Snapchat), na którym członkowie bractwa zwoływali się i zapraszali ponad 50 osób do wzięcia udziału w napaści.

Po powiadomieniu policji kampusowej uczelnia wszczęła wewnętrzne postępowanie dyscyplinarne: lokalny oddział bractwa Chi Phi został zawieszony i zamknięty na terenie kampusu. Wobec siedmiu głównych podejrzanych zastosowano środki dyscyplinarne: część studentów wydalono, a część zawieszono. Opinia publiczna oburzyła się informacją zawartą w pozwie, wedle której niektórym uczestnikom pozwolono złagodzić konsekwencje poprzez… napisanie prac pisemnych (esejów). Uczelnia odpierała te zarzuty, twierdząc, że napisanie eseju nie było jedyną karą, a najsurowszymi sankcjami były dyskwalifikacje i wydalenia z uczelni.

Sprawę prowadziła policja uniwersytecka (Cornell University Police), której funkcjonariusze, według pełnomocnika ofiary, nie posiadali odpowiedniego przeszkolenia do pracy z ofiarami traumy i przemocy seksualnej. Prokuratura rejonowa powiatu Tompkins (na czele z prokuratorem Matthew Van Houtenem) opierała się wyłącznie na 6-stronicowym podsumowaniu przygotowanym przez uczelnię, zamiast samodzielnie przesłuchać ofiarę czy zebrać cyfrowe dowody. Van Houten przyznał później, że w 2024 roku jego biuro nigdy nie widziało zrzutów ekranu z czatu grupowego. Prokurator wstępnie zinterpretował dobrowolne spożycie alkoholu/leków przez ofiarę jako przeszkodę w udowodnieniu gwałtu, ignorując fakt, że stan odurzenia (np. ketaminą) odbiera możliwość wyrażenia świadomej zgody.

Wobec skandalu i zarzutów o próby zamiecenia sprawy pod dywan prokurator Matthew Van Houten ogłosił wznowienie śledztwa. Gubernator Kathy Hochul przekazała prowadzenie śledztwa karnego prokurator generalnej stanu Nowy Jork, Letitii James, nakazując wyznaczenie specjalnego prokuratora bez powiązań z lokalną prokuraturą. Uniwersytet Cornell powołał niezależny zespół pod przewodnictwem byłej zastępczyni prokuratora generalnego USA, Sally Yates, aby zbadać sposób procedowania spraw o napaści seksualne na uczelni.

Postępowanie karne jest obecnie otwarte i prowadzone przez stanowe biuro prokurator generalnej Letitii James. Na ten moment nikomu nie postawiono jeszcze formalnych zarzutów karnych, ale trwa ponowna analiza cyfrowych materiałów dowodowych. Mężczyźni ukończyli studia lub zostali wydaleni lub zawieszeni przez uczelnię w latach 2024–2025 i kontynuowali życie prywatne oraz zawodowe. Ich dane osobowe trafiły jednak do wiadomości publicznej po ujawnieniu pozwu cywilnego, co wywołało ostracyzm społeczny i presję na ich pracodawców.

Prezydent Donald Trump wypowiadał się na temat sprawy wielokrotnie w miarę jej rozwoju na przełomie września i października tego roku. Zapytany po raz pierwszy przez dziennikarzy o wznowione śledztwo, Trump stwierdził, że nie zna wszystkich szczegółów, ale określił Cornell jako „świetną uczelnię” i wyraził nadzieję, że władze uniwersytetu potrafią właściwie rozwiązać tę sprawę. Gdy do śledztwa włączyła się prokurator generalna stanu Nowy Jork Letitia James, Trump zmienił ton i bezpośrednio skrytykował proces. Oświadczył, że „współczuje” siedmiu oskarżonym studentom, sugerując, że nie mogą liczyć na uczciwy proces. Krytyka ze strony Trumpa wynikała m.in. z faktu, że Letitia James to ta sama prokurator, która wcześniej prowadziła przeciwko niemu głośne sprawy cywilne w stanie Nowy Jork. Trump wykorzystał sprawę z Cornell, by zarzucić jej upolitycznienie organów ścigania.

Skala problemu dotyczącego przemocy i wykorzystywania seksualnego na Uniwersytecie Cornell nie ogranicza się wyłącznie do pojedynczej głośnej sprawy z 2024 roku, a wewnętrzne dane uczelni oraz raporty śledcze wykazują głęboki, systemowy kryzys. Zgodnie z oficjalnym raportem uniwersyteckim opublikowanym przez specjalną komisję powołaną przez władze uczelni aż 35 proc. studentek oraz 8 proc. studentów studiów licencjackich na Cornell zgłosiło, że doświadczyło jakiejś formy napaści seksualnej podczas nauki na tej uczelni. Niezależne dochodzenia dziennikarskie wykazały, że tylko w latach 2018–2024 do biura ds. przestrzegania praw obywatelskich i bezpieczeństwa zgłoszono ponad 1200 incydentów na tle seksualnym, co daje średnio sto zgłoszeń na semestr, z których jedynie znikomy ułamek zakończył się surowymi sankcjami akademickimi lub usunięciem sprawców ze społeczności studenckiej.

Zjawisko to doprowadziło do oskarżeń ze strony studentów, wykładowców oraz opinii publicznej o istnienie na kampusie realnej „epidemii napaści seksualnych”, podsycanej przez specyficzną kulturę bezkarności i odurzenia w prywatnych bractwach męskich (fraternities). Presja i oburzenie doprowadziły do fali masowych protestów na kampusie, szturmu na budynki administracji oraz zgłoszenia przez Radę Profesorów wotum nieufności wobec władz uczelni.

W odpowiedzi na ten rosnący kryzys wizerunkowy i prawny władze Uniwersytetu Cornell pod przewodnictwem tymczasowego prezydenta Michaela Kotlikoffa podjęły szereg działań zaradczych.

Uczelnia zatrudniła byłą zastępczynię prokuratora generalnego Stanów Zjednoczonych, Sally Yates, aby na czele zewnętrznego zespołu wybitnych prawników przeprowadziła pełny, niezależny przegląd procedur uniwersyteckich. Audyt ma zbadać, jak uczelnia reaguje na napaści seksualne, w jaki sposób kampusowa policja gromadzi dowody oraz jak funkcjonują uczelniane sądowe komisje dyscyplinarne. Uniwersytet bezterminowo zawiesił działalność bractwa Chi Phi i zaostrzył nadzór nad imprezami organizowanymi przez stowarzyszenia studenckie, ograniczając m.in. zasady dystrybucji alkoholu i dostęp osób z zewnątrz.

Władze zadeklarowały gotowość do wzmocnienia biura wsparcia dla ofiar, zmian w definicji świadomej zgody w kodeksie postępowania studentów oraz zwiększenia przejrzystości wyciąganych konsekwencji dyscyplinarnych.

Mimo zapowiedzianych zmian znaczna część społeczności akademickiej pozostaje sceptyczna, wskazując, że podejmowane reformy są jedynie spóźnioną reakcją na presję medialną, a kluczowe postulaty protestujących studentów – w tym całkowite rozwiązanie i zakaz działalności bractw studenckich na kampusie – wciąż nie zostały spełnione.

Daniel Bociąga
[email protected]
[email protected]

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama