Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 13 października 2026 03:06

Uchronić od zapomnienia

Praktycznie od upadku Powstania Listopadowego odnotowywany jest nasilający się okres emigracji naszych rodaków do Ameryki i trwa przez kolejne 150 lat. Jest to emigracja za chlebem i wolnością. W gronie emigrantów nie brakowało ludzi wrażliwych, którzy swoją tęsknotę za Ojczyzną przelewali na papier w formie literackiej. Najczęściej pisane do przysłowiowej „szuflady”, ale także publikowane na łamach prasy, z biegiem lat uległy zapomnieniu, pozostając jedynie rodzinnymi pamiątkami.
Uchronić od zapomnienia

Autor: Andrzej Baraniak

Jedną z takich postaci, której twórczość została zapomniana, była urodzona w 1897 roku Bronisława (Berenice) Rogóż z Borzęcina, która wraz z koleżanką Rosalią Solakówną przybyła do Chicago w 1921 roku. Tutaj wyszła za mąż za Józefa Wolnika, przyjmując na siebie obowiązki gospodyni domowej i opieki nad ich jedynym dzieckiem, synem Emilem. Z czasem włączyła się w nurt działalności społecznej. Została również członkinią Związku Polek w Ameryce, piastując w 1941 roku stanowisko członka zarządu ZPA. W międzyczasie pisała wiersze i publikowała na łamach „Dziennika Chicagoskiego” i „Dziennika Związkowego”, dokumentując swoją twórczość wycinkami prasowymi. Jej literacka działalność zakończyła się w 1939 roku, kiedy to z jeszcze większą niż dotychczas energią włączyła się w organizowanie pomocy rodakom w okupowanej Polsce. Zmarła w 1959 roku, miesiąc po śmierci swojego męża, pozostawiając synowi album pełen utworów jej autorstwa. W jego posiadanie z kolei weszła jej wnuczka Ginger Wolnik po śmierci swojego ojca Emila, syna autorki. Będąc już na emeryturze, zapragnęła poznać twórczość swojej babci, żeby więcej się o niej dowiedzieć. Nie znając jednak języka polskiego, starała się znaleźć osobę, która podjęłaby się przetłumaczenia twórczości babci, co ułatwiłoby jej lepsze poznanie losów i twórczości pani Bronisławy. W ten sposób trafiła do Joanny Radwańskiej-Williams, która również jest poetką i językoznawcą z wykształcenia, profesorem języka angielskiego, więc była w stanie wyrazić sentyment tych wierszy tak, jakby były napisane po angielsku. Każde z jej tłumaczeń ma również adnotacje, w których wskazuje ona na dosłowne warianty tłumaczenia i sposób, w jaki podeszła do tematu od strony warsztatu literackiego.

Całość pracy pani Joanny znalazła swój finał w postaci książki wydanej w języku polskim i angielskim. Została ona zaprezentowana w czasie spotkania literackiego, które 3 października, z udziałem głównych bohaterek, odbyło się w Muzeum Polskim. Zostało zorganizowane pod auspicjami Fundacji Kościuszkowskiej. Wiersze autorki czytała po angielsku wspomniana już tłumaczka Joanna Radwańska-Williams, a po polsku wiceprezes fundacji Maria Zakrzewska. Ginger Wolnik wygłosiła prelekcję ukazującą historię swojej babci, jej twórczości i drogę dojścia do ukazania się wydawnictwa z jej wierszami.

– To dzisiejsze spotkanie jest taką historią rodzinną i nas spajającą, dlatego że my wspólnie z chicagowskim oddziałem Fundacji Kościuszkowskiej zaprosiliśmy na dwujęzyczne spotkanie z poezją takiej zapomnianej polskiej poetki Bronisławy Wolnik. Działa w Związku Polek. Ona pisała do różnych gazet. I te wszystkie wycinki z publikacji zbierała, tworząc taką wspaniałą książkę, która stała się podstawą do wydania tej poezji przez jej wnuczkę w formie książki dostępnej na rynku czytelniczym pod tytułem „The Poetry of Berenice Wolnik Chicago’s for Gotten Polish Poet”, a oryginał wnuczka Ginger Wolnik przekazała do zbiorów naszego muzeum. Pomogła jej w tym Joanna Radwańska-Williams, która zebrała te wszystkie utwory i przetłumaczyła na angielski. Ta książka jest wręcz owocem miłości do poezji. To jest świetne. My zbieramy wszystkie materiały dotyczące Związku Polek. Jesteśmy wdzięczni, że ZP do nas wrócił z taką piękną perełką, którą będziemy mogli czytać i pokazywać. Trzeba również wspomnieć oddział chicagowski Fundacji Kościuszkowskiej, który również nam pomaga. Wspomnę tutaj nie tylko prezes Lidię Filus, ale naszą ukochaną Czesławę Kolak, dzięki którym my mamy na przykład ten fortepian Steinway, na którym ongiś grywał Paderewski. On należał do Związku Polek i one zatroszczyły się, żeby do nas trafił. Tutaj wszystkie wątki się łączą. Jestem bardzo wzruszona i radosna – podsumowała spotkanie Małgorzata Kot, dyrektor zarządzająca Muzeum Polskiego w Ameryce.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak/NEWSRP
Zdjęcia dostępne na stronie: www.newsrp.smugmug.com


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama