Alturas to niewielka miejscowość na Florydzie, otoczona plantacjami pomarańczy. W październiku 1988 roku jej mieszkanka, 41-letnia Peggy Carr, sięgnęła po butelkę Coca-Coli z ośmiopaku stojącego w kuchni. Kilka godzin później poczuła mdłości, ból w klatce piersiowej i kończynach, trudności z oddychaniem. Trafiła do szpitala. Lekarze nie znaleźli przyczyny objawów i po trzech dniach obserwacji wypisali Peggy do domu. Tam jej stan gwałtownie się pogorszył.
Wkrótce podobne objawy pojawiły się u jej synów, Travisa i Duane’a. Cała trójka trafiła do szpitala w pobliskim Winter Haven. Neurolog Richard Hostler podejrzewał coś, o czym rzadko myśli się w spokojnym, rolniczym Alturas: zatrucie talem – silnie toksycznym metalem, niegdyś stosowanym w trutkach na szczury. Jest bezwonny i pozbawiony wyraźnego smaku, dlatego można go dodać do napoju, nie wzbudzając podejrzeń. Jego działanie nie musi też od razu wskazywać lekarzom, co naprawdę stało się z pacjentem. Testy laboratoryjne potwierdziły diagnozę. Ktoś otruł rodzinę Carrów.
List z pogróżkami
Cztery miesiące wcześniej, w czerwcu 1988 roku, mąż Peggy, Parearlyn „Pye” Carr, otrzymał anonimowy list. Treść była bulwersująca: „Ty i cała twoja tak zwana rodzina macie dwa tygodnie, by opuścić Florydę na zawsze. Inaczej wszyscy umrzecie. To nie żart”. Koperta miała stempel pocztowy z pobliskiego Bartow. Rodzina zignorowała ostrzeżenie, uznając je za czyjś okrutny żart. Nie zamierzali się wyprowadzać. Cztery miesiące później Peggy Carr zaczęła umierać.
Śledczy przeszukali dom Carrów. W kuchni, pod blatem, znaleźli ośmiopak szklanych butelek Coca-Coli. Część była pusta, inne wciąż pełne. W napoju znaleziono tal. Kapsle nosiły subtelne ślady wskazujące na to, że ktoś otworzył butelki, dodał truciznę, po czym ponownie je zamknął, prawdopodobnie przy użyciu kapslownicy. To nie był przypadek. Ktoś przygotował pułapkę, nie wiedząc nawet, kto pierwszy po nią sięgnie. Mógł otruć wszystkich domowników: Peggy, jej męża, dzieci – Travisa, Duane’a i Gelenę – a nawet małą wnuczkę Kasey.
Peggy zmarła w marcu 1989 roku, po odłączeniu aparatury podtrzymującej życie. Pozostali przeżyli.
Podejrzany sąsiad
Początkowo podejrzenia padały na samego Pye’a Carra. Ale testy wykazały, że on również miał w organizmie ślady talu. Śledczy poszerzyli krąg podejrzanych. Ich uwagę przyciągnął sąsiad rodziny, George Trepal – chemik z wykształcenia, członek Mensy, mąż Diany. Domy obu rodzin sąsiadowały ze sobą. Relacje od dawna były napięte. Zachowanie nastoletnich synów Carrów – głośna muzyka, szczekający pies, fajerwerki, jazda pojazdami po terenie Trepalów – doprowadzało Dianę do furii. Podczas jednej z kłótni Trepal miał grozić zabiciem jednego z nastolatków. Gdy śledczy zapytali go, dlaczego ktoś chciałby otruć Carrów, odpowiedział spokojnie: „Może ktoś chciał, żeby się wyprowadzili?”. Odpowiedź brzmiała niepokojąco podobnie do treści anonimowego listu.
Czy Trepal był mordercą? Brakowało dowodów. By je zdobyć, detektyw Susan Goreck rozpoczęła operację pod kryptonimem „Pale Horse”, nawiązującym do powieści Agathy Christie o otruciu talem. Zaprzyjaźniła się z Trepalami. Uczestniczyła nawet w zorganizowanym przez nich weekendzie z grą detektywistyczną, której motywem było… otrucie. Gdy małżeństwo postanowiło przeprowadzić się do Sebring, Goreck wynajęła od nich dom w Alturas, zanim zdążyli całkowicie się wyprowadzić. Posesję przeszukali technicy kryminalistyczni. W garażu znaleziono szereg chemikaliów i kilka pustych butelek. W jednej pozostał biały, proszkowy osad. Test wykazał, że zawierał tal. Był to mocny dowód poszlakowy, choć nie rozstrzygał sam przez się, kto wsypał truciznę do Coca-Coli. Śledczy uzyskali jednak coś, czego wcześniej im brakowało: połączenie podejrzanego z substancją, która zabiła Peggy.
Wyrok i wątpliwości
Trepala aresztowano 12 grudnia 1989 roku. Śledztwo ujawniło, że w latach 70. pracował jako chemik w nielegalnym laboratorium produkującym metamfetaminę. Za to odsiedział dwa i pół roku w więzieniu federalnym. Wiedział, jak obchodzić się z chemikaliami, lecz sama ta wiedza nie mogła przesądzać o winie. Podczas procesu zeznawało ponad siedemdziesięciu świadków. Nikt nie widział, jak oskarżony zatruwa napój. Dowody, choć poszlakowe, tworzyły przekonujący dla ławy przysięgłych obraz: chemiczna wiedza, motyw wynikający z sąsiedzkiego konfliktu, podobieństwo słów Trepala do groźby w liście, tal znaleziony w jego garażu. W 1991 roku uznano go winnym morderstwa Peggy i prób zabójstwa pozostałych domowników. Sędzia skazał go na śmierć.
Sprawa miała jeszcze jeden, mniej znany epilog. Kilka lat po wyroku wybuchł skandal dotyczący wiarygodności amerykańskiej kryminalistyki. Frederic Whitehurst, chemik z laboratorium kryminalistycznego FBI, oskarżył współpracowników o naukowe nadużycia w wielu głośnych sprawach, także w procesie Trepala. Twierdził, że analityk Roger Martz przedstawił wyniki badań w sposób wprowadzający w błąd, wyciągając z analiz talu dalej idące wnioski, niż pozwalały dane. Departament Sprawiedliwości badał nieprawidłowości w laboratorium FBI, również w sprawach, w których opinie jego pracowników mogły zaważyć na wyrokach. Zarzuty podważyły zaufanie do części zeznań, ale nie doprowadziły do uchylenia wyroku Trepala. Sąd uznał, że pozostałe dowody nadal wystarczają do podtrzymania skazania.
George Trepal nadal figuruje jako skazany na śmierć. Przez lata utrzymywał, że jest niewinny, a jego sprawa wracała przed sądy w kolejnych postępowaniach. Diana Trepal zmarła w 2018 roku. Dla bliskich Peggy Carr żadne późniejsze spory o ekspertyzy nie zmieniają najważniejszego faktu: kobieta sięgnęła po zwyczajny napój we własnym domu i już nigdy nie wróciła do dawnego życia. Ktoś wykorzystał codzienny odruch, by zabić; sąsiedzki konflikt znalazł finał, którego nie da się cofnąć.
Joanna Tomaszewska

