Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 16 października 2026 12:46

Dobry chłopak i reżyser życia

Zaczynał jako chłopak z artystycznego domu, w którym teatr, muzyka i wyobraźnia były codziennością. Dziś Jan Komasa jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych na świecie polskich reżyserów. Jego „Boże Ciało” dostało nominację do Oscara, filmem „Anniversary” rozpoczął karierę w Hollywood, najnowszy obraz „Good Boy” święci tryumfy na festiwalach. Za chwilę reżyser zasiądzie jako przewodniczący jury Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Rzymie. A wszystko to przed swoimi 45. urodzinami, które będzie świętował 28 października.
Dobry chłopak i reżyser życia
Jan Komasa

Autor: Wikipedia

Mimo młodego wieku ma dorobek, którego niejeden dużo starszy reżyser mógłby mu pozazdrościć. Historia kariery Komasy to jednak nie jest opowieść o synu znanego aktora, który odziedziczył artystyczny talent. To historia twórcy, który od początku szukał własnego języka.

 

W artystycznym domu

Przez pierwsze sześć lat życia mieszkał w Poznaniu, ponieważ jego ojciec, aktor Wiesław Komasa, był związany z tamtejszym Teatrem Nowym. Matka reżysera, Gina Komasa (z domu Łopacińska), też była artystką. Jako jedna z pierwszych osób w Polsce popularyzowała muzykę gospel. W latach 70. miała nawet własny zespół Spirituals & Gospel Singers, z którym zajęła drugie miejsce na festiwalu piosenki w Opolu, w 1984 roku. W późniejszych latach Gina, zwana przez domowników Szefową, poświęciła się jednak wychowywaniu dzieci. Zawodowo pracowała jeszcze później jako kierowniczka Działu Rozrywki w TVP1.

Komasowie mają czwórkę dzieci. Najstarszy jest właśnie Jan, który urodził się 28 października 1981 roku. Cztery lata później na świat przyszły bliźnięta, Szymon i Maria, a na początku 1990 roku urodziła się Zofia. W domu Komasów sztuka była traktowana poważnie i zapewne dlatego wszyscy wykonują artystyczne zawody. Jan jest reżyserem i scenarzystą, Szymon – śpiewakiem operowym, Maria (zwana przez wszystkich Mery) – piosenkarką, a Zofia – kostiumografką. 

W 1988 roku rodzina Komasów przeniosła się do Warszawy. W stolicy Jan najpierw skończył Państwową Podstawową Szkołę Muzyczną nr 2 im. Stanisława Moniuszki a potem Społeczne Liceum im. Jerzego Grotowskiego. Zanim jednak zdecydował, że zostanie reżyserem, próbował różnych dróg. Interesowała go muzyka, aktorstwo, rysunek i pisanie. Przez rok studiował filozofię. Dopiero później trafił do Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, gdzie studiował reżyserię. Jak wspominał, właśnie ta dziedzina pozwalała mu połączyć wiele jego pasji – opowiadanie historii, zamiłowanie do obrazu, muzyki oraz pracy z człowiekiem. 

 

Obiecujący debiutant

Już jako student zwrócił na siebie uwagę świata filmu. Jego etiuda „Fajnie, że jesteś” zdobyła trzecią nagrodę w konkursie Cinefondation na festiwalu w Cannes. Potem przyszła „Oda do radości” współreżyserowana z Anną Kazejak i Maciejem Migasem. Kolejne tytuły coraz mocniej budowały jego własny język, aż przyszła premiera „Sali samobójców”. To był przełom. W filmie tym Komasa opowiedział o samotności młodych ludzi, uzależnieniu od świata wirtualnego i potrzebie przynależności. Sposób, w jaki to zrobił, rezonował daleko poza Polską. Podobnie jego późniejsze obrazy.

W fabularyzowanym dramacie wojennym „Miasto 44” Komasa sięgnął po doświadczenie pokolenia powstańców, których wchodzenie w dorosłość i pojawiające się uczucia zostały brutalnie przerwane przez wybuch Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944 roku. Z kolei film „Powstanie Warszawskie”, zrealizowany w tym samym roku co „Miasto 44”, był pierwszym na świecie pełnometrażowym fabularyzowanym dokumentem zmontowanym w całości z oryginalnych materiałów archiwalnych. 

Największy międzynarodowy sukces przyniosło mu jednak film „Boże Ciało” – historia młodego człowieka, który przypadkowo przyjmuje rolę księdza i próbuje odnaleźć się w lokalnej społeczności. Produkcja zdobyła uznanie na świecie i otrzymała nominację do Oscara w kategorii najlepszy film międzynarodowy. 

 

Ze świata do domu

Dziś kariera Komasy wyraźnie wykracza poza polskie kino. Po sukcesach europejskich i amerykańskich reżyser rozpoczął pracę w Hollywood, gdzie zrealizował m.in. „Anniversary” z Diane Lane i Kyle’em Chandlerem oraz „Good Boy” ze Stephenem Grahamem, Andreą Riseborough i Ansonem Boonem. Ten ostatni tytuł miał swoją premierę na ubiegłorocznym festiwalu filmowym w Toronto, pokazywany był też na BFI London Film Festival, Rome Film Festiwal (gdzie Boon dostał nagrodę za najlepszą rolę męską) i na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w hiszpańskim Valladolid, skąd Komasa wrócił ze statuetką za najlepszą reżyserię. Z kolei na tegorocznym festiwalu filmowym w Gdyni „Good Boy” dostał pięć nagród, w tym Nagrodę Publiczności. 

Jednak mimo licznych wyróżnień, kiedy pyta się Komasę o to, co jest dla niego naprawdę ważne – lista sukcesów szybko schodzi na dalszy plan. Zostają ludzie. „Miłość to jedyna kotwica” – powtarza w wywiadach i trudno o zdanie, które lepiej tłumaczyłoby jego prywatną filozofię. Po kolejnych premierach, festiwalach i spotkaniach nawet tysiące kilometrów dalej wraca myślami do żony, dzieci, rodziców i rodzeństwa. 

 

Wczesne rodzicielstwo

W życiu Jana Komasy jego własna rodzina pojawiła się dość wcześnie. Swoją przyszłą żonę, Kingę, poznał jeszcze w muzycznej podstawówce. „Znamy się od drugiej klasy, często graliśmy razem na fortepianie na cztery ręce. Spodobała mi się już w okolicach czwartej czy piątej klasy” – wspominał reżyser na łamach magazynu „Pani”. 

Parą zostali pod koniec szkoły, ale potem, kiedy każde wybrało inne liceum – ich drogi się rozeszły. Obojgu jednak brakowało bliskości, do jakiej byli przyzwyczajeni i po jakimś czasie do siebie wrócili. Tuż przed maturą okazało się, że Kinga jest w ciąży. Wzięli ślub w 2000 roku a w kolejnym roku urodziła się ich córka Maja. Osiem lat później na świecie pojawił się syn, Jakub. 

Choć rodzice obojga pomagali im w łączeniu nauki i pracy, pojawienie się córki w tak młodym wieku sprawiło, że Komasa szybko musiał dorosnąć. W czasie, gdy wielu jego rówieśników dopiero zastanawiało się, co zrobić ze swoim życiem, on już musiał zarabiać i myśleć nie tylko o sobie. Początkowo jego aktywność zawodowa nie miała nic wspólnego z romantyczną historią o młodym filmowcu czekającym na wielką szansę. Były korepetycje z angielskiego, polskiego a nawet pianina. Jan był szczęśliwym posiadaczem kamery, dzięki której nagrywał filmiki dla korporacji i na różnych eventach. Potem przyszły pierwsze zlecenia reklamowe, które z jednej strony dały mu dobre pieniądze, z drugiej – nauczyły precyzji i filmowej dyscypliny. Wtedy Komasa zdecydował, że zostanie reżyserem i poszedł do łódzkiej Filmówki. 

Kiedy Jan mówi o najbliższych, jednego jest pewien: „Rodzina jest moją obsesją i źródłem spokoju, bez którego nie mógłbym tworzyć” – wyznał na łamach „Pani”, dodając: „Szanuję to, co mam i staram się dbać o swój dom”. 

Choć reżyser stara się chronić swoich najbliższych przed show-biznesem, to w najważniejszych chwilach zawodowych rodzina jest przy nim. Tak było w 2020 roku, kiedy Kinga towarzyszyła mężowi na gali rozdania Oscarów w Dolby Theatre w Los Angeles, a jego film „Boże Ciało” był w ścisłej czołówce nominowanych filmów. Przy okazji para świętowała w tym samym czasie dwudziestą rocznicę ślubu.

 

W poszukiwaniu sensu

Wygląda na to, że 45. urodziny Jana Komasy zastaną go między dwoma światami: kinem, z którego wyrósł, i międzynarodową sceną, po której coraz pewniej kroczy. Nie jest już tylko polskim reżyserem odnoszącym sukcesy za granicą. Dziś sprawdza sobie, czy własną wrażliwość, tematy i sposób opowiadania potrafi przenieść do znacznie większego, globalnego obiegu. Aktualnie reżyser pracuje nad filmową adaptacją „Balladyny” Juliusza Słowackiego w konwencji gotyckiego horroru oraz chce wrócić do scenariusza „Słońca blask”, który napisał kilkanaście lat temu, opowiadającego o polskich siatkarzach.

Zastanawiając się nad fenomenem reżysera, nie sposób nie zauważyć, że to, co go wyróżnia, to fakt, iż od początku interesują go tematy wymykające się prostym kategoriom. Młodość, Internet, przemoc, wiara, wspólnota, historia, polityka i mechanizmy rządzące ludzkimi wyborami powracają w jego filmach w różnych konfiguracjach. Bohaterowie Komasy często znajdują się na granicy między prawdą a rolą, dobrem a złem, potrzebą wspólnoty a samotnością. To jest coś, z czym zmaga się współczesny świat. 

Małgorzata Matuszewska 


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama