CIA, NSA, DIA i inne służby miały chronić Stany Zjednoczone przed zagrożeniami: zdobywać informacje, przewidywać posunięcia przeciwników i ostrzegać prezydentów przed nadciągającym niebezpieczeństwem. Historia pokazała jednak, że nawet najpotężniejszy aparat wywiadowczy świata nie jest wolny od błędów, politycznych nacisków ani pokusy działania poza prawem.
Obok spektakularnych sukcesów pojawiały się kompromitujące porażki, zamachy stanu, eksperymenty na ludziach, plany zabójstw i próby manipulowania opinią publiczną. Szczególnie ponure karty zapisano podczas zimnej wojny, kiedy walką z komunizmem usprawiedliwiano niemal każdą metodę.
Krótki triumf
W 1953 roku Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zaangażowały się w obalenie premiera Iranu Mohammada Mosaddegha. Dwa lata wcześniej jego rząd znacjonalizował przemysł naftowy, odbierając kontrolę nad nim zdominowanej przez Brytyjczyków Anglo-Iranian Oil Company. Londyn obawiał się utraty ogromnych dochodów, a Waszyngton przedstawiał kryzys jako zagrożenie przejęciem Iranu przez komunistów.
CIA i brytyjski wywiad przygotowały operację „Ajax”. Wykorzystywano propagandę, przekupywano polityków i wojskowych, podsycano demonstracje, a na ulice Teheranu wyprowadzono ludzi opłaconych za wywoływanie zamieszek. Pierwsza próba przewrotu nie powiodła się, lecz 19 sierpnia Mosaddegh został obalony. Władzę premiera objął generał Fazlollah Zahedi, a szach Mohammad Reza Pahlawi umocnił się na tronie. CIA po latach sama przyznała, że zorganizowała i kierowała przewrotem.
W Waszyngtonie uznano operację za modelowy sukces: stosunkowo niewielkim kosztem zmieniono władzę w strategicznie ważnym kraju. Problem polegał na tym, że historia nie skończyła się wraz z upadkiem Mosaddegha. Autorytarne rządy szacha, brutalność tajnej policji SAVAK oraz przekonanie Irańczyków, że monarchię narzucono im z zagranicy, podsycały społeczny gniew. W 1979 roku monarchia runęła, zwyciężyła rewolucja islamska, a Iran stał się jednym z najzacieklejszych przeciwników Stanów Zjednoczonych. Operacja mająca zabezpieczyć amerykańskie interesy pomogła stworzyć warunki konfliktu trwającego do dziś.
Rok później podobną metodę zastosowano w Gwatemali. Prezydent Jacobo Árbenz przeprowadził reformę rolną, która uderzyła między innymi w interesy amerykańskiej spółki United Fruit Company. Jego rząd oskarżono o sprzyjanie komunizmowi, a CIA rozpoczęła operację PBSUCCESS. Niewielkie oddziały dowodzone przez Carlosa Castillo Armasa wkroczyły do kraju, podczas gdy kontrolowana przez CIA radiostacja nadawała wyolbrzymione doniesienia o potężnej armii zbliżającej się do stolicy. Wojna psychologiczna okazała się skuteczniejsza niż siła militarna. Árbenz ustąpił 27 czerwca 1954 roku. Dokumenty Departamentu Stanu nie pozostawiają wątpliwości, że była to zatwierdzona przez rząd USA operacja CIA.
Potem rozpoczęła się długa era dyktatur, zamachów stanu, wojny domowej i masowych represji. Nie można całej późniejszej tragedii Gwatemali przypisać jednej operacji, lecz obalenie legalnego rządu zniszczyło kruchy porządek demokratyczny i otworzyło drogę siłom, które przez następne dziesięciolecia posługiwały się terrorem.
Ślepota w dżungli
W Wietnamie ujawniła się inna słabość amerykańskiego wywiadu: przewaga technologiczna nie gwarantowała właściwego rozpoznania sytuacji. Amerykanie dysponowali samolotami zwiadowczymi, fotografią lotniczą, podsłuchem elektronicznym i rozbudowanymi bazami danych. Potrafili liczyć ciężarówki, śledzić szlaki zaopatrzenia i analizować ruchy jednostek, lecz znacznie gorzej oceniali morale przeciwnika, jego zdolność do ponoszenia strat oraz polityczne znaczenie wojny.
Na początku 1968 roku komunistyczne siły przeprowadziły ofensywę Tet, atakując miasta, bazy i instalacje w całym Wietnamie Południowym. Uderzono nawet na teren ambasady USA w Sajgonie. Pod względem militarnym Viet Cong poniósł ogromne straty, ale polityczny skutek ofensywy okazał się dla Waszyngtonu katastrofalny. Amerykanie od miesięcy słyszeli, że zwycięstwo jest bliskie. Nagle zobaczyli przeciwnika zdolnego do jednoczesnego ataku w całym kraju.
Nie wszystkie sygnały zostały przeoczone. Placówka CIA w Sajgonie ostrzegała przed niezwykłą skalą przygotowań, lecz centrala nie przekazała tej oceny dostatecznie stanowczo. Sama CIA wymieniała później Tet wśród ważnych przypadków, gdy kluczowe ostrzeżenie nie dotarło tam, gdzie powinno. Porażka polegała więc nie tylko na braku informacji, lecz również na ich złej interpretacji oraz niechęci do przyjęcia wniosków sprzecznych z oficjalnym obrazem wojny.
Pęknięta zasłona
Afera Watergate nie była operacją CIA, choć wśród włamywaczy znaleźli się ludzie wcześniej związani z Agencją. W czerwcu 1972 roku pięciu mężczyzn zatrzymano w siedzibie Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej. Ślad prowadził do komitetu zabiegającego o reelekcję Richarda Nixona. Prezydent i jego współpracownicy próbowali następnie wykorzystać CIA do zahamowania śledztwa FBI, sugerując, że dochodzenie może zagrozić tajnym operacjom wywiadowczym. Zachowane nagrania ujawniły mechanizm tuszowania sprawy, a Nixon w 1974 roku ustąpił z urzędu.
Watergate uruchomiła lawinę. W połowie lat 70. komisje Kongresu, zwłaszcza komisja senatora Franka Churcha, zaczęły badać działalność służb. Ujawniono podsłuchiwanie obywateli, otwieranie korespondencji, inwigilowanie działaczy antywojennych oraz plany eliminowania zagranicznych przywódców. Padały nazwiska Fidela Castro, Patrice’a Lumumby i Rafaela Trujilla. W przypadku Castro rozważano między innymi zatrute cygara, skażony kombinezon do nurkowania i pigułki z trucizną. Pomysły brzmiały groteskowo, lecz kryła się za nimi realna gotowość państwowej instytucji do organizowania politycznych zabójstw.
Jeszcze większe oburzenie wywołał program MKULTRA. CIA badała możliwości sterowania ludzkim zachowaniem, używając LSD, hipnozy, elektrowstrząsów, deprywacji sensorycznej i innych metod. Część eksperymentów prowadzono bez świadomej zgody uczestników. Jedną z ofiar był wojskowy naukowiec Frank Olson, któremu w 1953 roku potajemnie podano LSD. Dziewięć dni później wypadł z okna nowojorskiego hotelu. Okoliczności jego śmierci do dziś budzą spory.
W 1973 roku, na polecenie dyrektora CIA Richarda Helmsa, większość dokumentacji MKULTRA została zniszczona. Program zapewne pozostałby niemal nieznany, gdyby kilka lat później nie odnaleziono przypadkiem około 20 tysięcy dokumentów finansowych przechowywanych w innym archiwum. To one umożliwiły senackie przesłuchania w 1977 roku.
Ostrzeżenia bez adresu
Największa porażka nowej epoki nadeszła 11 września 2001 roku. Dziewiętnastu terrorystów Al-Kaidy porwało cztery samoloty. Dwa uderzyły w wieże World Trade Center, trzeci w Pentagon, a czwarty rozbił się w Pensylwanii po buncie pasażerów.
Amerykańskie służby posiadały wcześniej liczne fragmenty układanki: ostrzeżenia o zamiarach Al-Kaidy, informacje o podejrzanych cudzoziemcach uczących się pilotażu oraz dane dotyczące przyszłych porywaczy. Zawiódł jednak obieg informacji między CIA, FBI i innymi instytucjami. Komisja badająca zamachy wykazała również, że przez lata nie doceniano znaczenia organizacji Osamy bin Ladena. Jeszcze w 1997 roku przedstawiano go głównie jako finansistę terroryzmu, mimo napływających dowodów, że kierował własną organizacją zdolną do przeprowadzania zamachów.
Dwa lata później nastąpiła inwazja na Irak. Jednym z głównych argumentów były oceny, że Saddam Husajn posiada broń masowego rażenia. Tymczasem zapasy, o których mówiono przed wojną, nie istniały. Późniejsze dochodzenia wykazały błędy analityczne, słabe źródła, ignorowanie informacji podważających przyjęte założenia i zbiorowe myślenie. Senacka komisja nie znalazła dowodów, że administracja nakazywała analitykom zmieniać wnioski, stwierdziła jednak, że część publicznych wypowiedzi władz nie oddawała niepewności obecnej w raportach wywiadowczych.
Skutki pomyłki były gigantyczne: obalenie irackiego reżimu, rozpad instytucji państwa, przemoc na tle religijnym, rozwój organizacji terrorystycznych i destabilizacja regionu. Znów okazało się, że raport wywiadowczy nie jest obiektywną prawdą, lecz oceną tworzoną z niepełnych danych – czasem rzetelną, czasem obciążoną założeniami, których nikt nie odważył się zakwestionować.
Od Iranu, Gwatemali i Wietnamu po MKULTRA, 11 września 2001 oraz Irak powraca ten sam mechanizm: wiara, że cel usprawiedliwia metodę, a tajność pozwala uniknąć odpowiedzialności. Jeśli operacja się powiedzie, można ogłosić sukces. Jeśli zakończy się katastrofą, akta pozostają zamknięte, nazwiska znikają pod czarnymi paskami, a świadkowie milkną.
Historia służb specjalnych ma własny rytm. Najpierw pojawia się zagrożenie, potem sekretna misja, a na końcu sukces, klęska albo długie milczenie. Czasami trwa ono dziesięć lat, czasami trzydzieści. Niekiedy przerywa je dopiero przypadkowo odnaleziony dokument. I właśnie za tą ciszą mogą kryć się kolejne rozdziały, których jeszcze nie znamy.
Jacek Hilgier

