Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 16 października 2026 12:45

Autobusem do piekła

Kiedy Dianne Lake po raz pierwszy spotkała Charlesa Mansona, nie widziała w nim potwora, którego twarz miała później trafić na okładki gazet. Zobaczyła niewysokiego, 33-letniego mężczyznę, który grał na gitarze, mówił o miłości, a wszystkich traktował ciepło i serdecznie. Ona miała zaledwie 14 lat. Dorastała w świecie hipisowskich komun, znała LSD i hasła wolnej miłości. Szukała przygód, seksu i dobrej zabawy. Manson doskonale wyczuł jej pragnienia i wiedział, jak je wykorzystać.
Autobusem do piekła
Charles Manson, 1968

Autor: Wikipedia

Kiedy w 1967 roku Dianne oznajmiła rodzicom, że chce przyłączyć się do komuny Mansona, nie protestowali. Sami kilka lat wcześniej porzucili wygodne życie podmiejskiej klasy średniej i zaczęli podróżować od komuny do komuny, eksperymentując z używkami i wolną miłością. Dali córce podpisane przez siebie pismo, które pozwalało jej podróżować i umożliwiało uzyskanie pomocy medycznej pod ich nieobecność. Dianne była zachwycona nowo zdobytą niezależnością. Została najmłodszą członkinią „Rodziny”, jak Charles Manson zaczął nazywać stworzoną przez siebie sektę.

 

Czarny autobus

Nie mieli stałej siedziby. Podróżowali starym szkolnym autobusem pomalowanym na czarno, a życie bez planu traktowali jako część przygody. Dianne wspominała pierwsze miesiące jako czas wspólnego śpiewania, przejażdżek, śmiechu i narkotyków. Jedzenie wyciągano ze śmietników sklepów i restauracji. Pieniądze, ubrania, samochody, a nawet partnerzy mieli należeć do wszystkich. Według Mansona miało to uwolnić grupę od zazdrości i zapewnić jej członkom równość.

LSD nie tylko wzmacniało poczucie wspólnoty, lecz przede wszystkim służyło Mansonowi jako narzędzie kontroli. Odurzeni, wyczerpani i pozbawieni snu członkowie grupy byli szczególnie podatni na jego sugestie. W takim stanie poddawał ich wielogodzinnym seansom indoktrynacji. Powtarzał, że ego jest więzieniem, własność iluzją, a miłość wymaga całkowitego poddania. Przekonywał, że ich dotychczasowe życie, rodziny i tożsamość były kłamstwem, a tylko on może przynieść im prawdę i wyzwolenie.

Dianne pisała w swoich wspomnieniach, że początkowo wszyscy byli ze sobą bardzo zżyci. Patricia Krenwinkel zapisała się w jej pamięci jako osoba łagodna, skromna i serdeczna. Leslie Van Houten wydawała się typową królową szkolnego balu. Tex Watson był jak starszy brat: opiekował się Dianne, uczył ją prowadzić samochód i wygłupiał się, jakby sam miał 14 lat. Na początku żaden z jej towarzyszy nie wydawał się potworem – byli serdeczni, pomocni i dbali o nią jak rodzina. Dlatego niezwykle trudno było jej później pogodzić się z tym, co wydarzyło się krwawego lata 1969 roku.

 

Od wolności do posłuszeństwa

W 1968 roku grupa coraz częściej przebywała na Spahn Ranch, dawnym planie filmów westernowych na obrzeżach Los Angeles. Budynki były podniszczone, a niewidomy właściciel, George Spahn, pozwalał mieszkańcom zostać w zamian za pracę przy koniach i pomoc w gospodarstwie. Kobiety gotowały, sprzątały, opiekowały się dziećmi, zajmowały się Spahnem i zdobywały jedzenie. Mężczyźni naprawiali samochody i pracowali na ranczo. Wieczorami Manson, który marzył o wydaniu płyty, grał, śpiewał i wygłaszał długie monologi. Członkowie grupy siedzieli wokół niego, słuchając jego wywodów o śmierci, Beatlesach, na punkcie których miał obsesję, oraz nadchodzącej przemianie świata.

Początkowo nic nie zapowiadało drastycznej zmiany, jaka miała z czasem nastąpić w jego zachowaniu. Z początku miły i przyjacielski, stawał się coraz bardziej brutalny wobec kobiet, w tym Dianne. Nastolatka była wielokrotnie bita gołymi rękami, kijem i przewodem elektrycznym. Za każdym razem Manson wmawiał jej, że sama była sobie winna. Dianne nie odchodziła, ponieważ oprawca przeplatał brutalność z czułością, przedstawiał karę jako dowód zainteresowania i otaczał dziewczynę ludźmi, którzy potwierdzali jego wersję wydarzeń.

 

Krwawa noc

Na przełomie 1968 i 1969 roku szaleństwo Mansona sięgnęło zenitu. Przepowiadał wojnę rasową, podczas której Afroamerykanie mieli wymordować białych. Dianne słyszała, jak wmawiał członkom grupy, że muszą być gotowi „zabijać białe bogate świnie”, aby pomóc czarnym rozpocząć rewolucję.

Atmosfera na Spahn Ranch stawała się coraz bardziej paranoiczna. W czerwcu Manson postrzelił Bernarda Crowe’a podczas sporu wynikającego z transakcji narkotykowej. W lipcu zaprzyjaźniony z grupą muzyk Gary Hinman został uwięziony, torturowany i zamordowany przez jej członków. Dianne wielokrotnie słyszała, jak Manson przekonuje swoich towarzyszy, że przemoc jest koniecznością, a zabijanie obowiązkiem. Nie znała jego dokładnych planów, ale wiedziała wystarczająco dużo, aby zrozumieć, że nie cofnie się przed ostateczną przemocą.

W nocy z 8 na 9 sierpnia 1969 roku dziewczyna została na Spahn Ranch. Nie pojechała z Texem Watsonem, Susan Atkins, Patricią Krenwinkel i Lindą Kasabian na Cielo Drive, do domu Romana Polańskiego. Nie uczestniczyła także w wyprawie następnej nocy, kiedy zamordowano Leno i Rosemary LaBianców. Nie od razu zrozumiała, co się wydarzyło. Zapamiętała Leslie Van Houten palącą ubrania i torebkę, ale nie miała pojęcia, że w ten sposób zaciera ślady zbrodni. Patricia z kolei wyglądała, jakby była w szoku.

Dopiero później poszczególni członkowie grupy zaczęli mówić. Najpierw Tex pokazał Dianne gazetę z informacją o morderstwach i powiedział, że to Charlie kazał im zabić tych wszystkich ludzi. Potem usłyszała relacje Lindy i Susan, które, ku jej przerażeniu, z pewną dumą opowiadały o szczegółach zbrodni.

Ucieczka na pustynię

W drugiej połowie sierpnia grupa zaczęła stopniowo opuszczać Spahn Ranch. Jej członkowie przenieśli się w okolice Death Valley, przede wszystkim na Myers Ranch i Barker Ranch. Oficjalnym wyjaśnieniem była potrzeba znalezienia bezpiecznego schronienia przed nadchodzącą rewolucją. Dianne znała już jednak prawdę o morderstwach i rozumiała, że grupa ucieka nie tyle przed spodziewaną apokalipsą, ile przed policją.

Choć nie brała bezpośredniego udziału w morderstwach, uciekała razem z nimi. Nie miała dokąd pójść, a poza tym śmiertelnie bała się Mansona. Obawiała się, że jeśli spróbuje odejść, zostanie zabita. Jej strach nie był bezpodstawny, ponieważ Manson stawał się coraz bardziej agresywny. Któregoś wieczoru, kiedy jak zwykle wszyscy siedzieli razem przy ognisku, zagroził Dianne, że powiesi ją głową w dół i obedrze ze skóry. Dziewczyna nie miała powodu uważać tego za pustą pogróżkę. Wiedziała, że na rozkaz przywódcy ludzie siedzący wokół niej są gotowi popełnić najgorsze zbrodnie.

Zaledwie kilka dni wcześniej dwie dziewczyny uciekły z obozowiska. Manson szalał i krzyczał, że zabije je, kiedy tylko zostaną odnalezione. Wszyscy zostali zaangażowani w poszukiwania, nawet Dianne, choć wiedziała, że szaleniec nie cofnie się przed niczym.

 

Nalot

12 października 1969 roku policja przeprowadziła nalot na ranczo, na którym schroniła się grupa. Akcja nie miała nic wspólnego z morderstwami, lecz z aktami wandalizmu i kradzieżami samochodów. Aresztowano 26 osób, w tym Charlesa Mansona, nie mając pojęcia, że w ręce policji wpadli ludzie odpowiedzialni za serię potwornych zbrodni.

Prawda wyszła na jaw dopiero wtedy, gdy Susan Atkins opowiedziała o morderstwach kobiecie, z którą przebywała w areszcie. Zdradziła tak wiele szczegółów, że śledczy nie mieli wątpliwości: to Rodzina stała za masakrą w domu Romana Polańskiego oraz zabójstwem małżeństwa LaBianców.

Dianne początkowo chroniła Mansona i pozostałych towarzyszy. Była z nimi zbyt silnie związana emocjonalnie, aby zdobyć się na opowiedzenie o tym, czego była świadkiem i czego sama doświadczyła podczas dwóch lat spędzonych z Rodziną. Do tego śmiertelnie obawiała się Mansona, którego niewielka grupa wyznawców wciąż przebywała na wolności. Kłamała więc na temat wydarzeń z 8 i 9 sierpnia, a ponadto ukrywała swój prawdziwy wiek i tożsamość, chcąc pozostać lojalna wobec Rodziny.

Dopiero pomoc terapeutów, dzięki którym zaczęła rozumieć, jak ogromną krzywdę wyrządził jej człowiek, do którego była tak mocno przywiązana, oraz wsparcie jednego z detektywów zaangażowanych w sprawę, Jacka Gardinera, pozwoliły jej stopniowo opowiedzieć prawdę.

Dianne została umieszczona w rodzinie zastępczej, skończyła studia i założyła własną rodzinę. Przez 47 lat milczała na temat tamtych wydarzeń, nawet wobec najbliższych. Ujawniła prawdę dopiero wtedy, gdy członkowie sekty zaczęli ubiegać się o zwolnienia warunkowe. Bała się, że dziennikarze trafią na jej ślad i przeszłość wyjdzie na jaw. Zdecydowała się więc opowiedzieć o niej sama – na własnych warunkach.

Maggie Sawicka


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama