Decyzje te zapadły w obliczu narastającego oburzenia związanego ze sposobem, w jaki uczelnia zajęła się zarzutami dotyczącymi napaści na jedną ze studentek — poinformowała agencja AP.
We wrześniu kobieta, występująca pod pseudonimem Jane Doe, złożyła pozew cywilny, w którym twierdzi, że w 2024 r. padła ofiarą gwałtu zbiorowego w domu bractwa studenckiego Chi Phi. Pozew został złożony przeciwko Uniwersytetowi Cornella i siedmiu członkom tego bractwa.
Sprawa wstrząsnęła społecznością uniwersytecką i opinią publiczną w całym kraju nie tylko ze względu na zarzut gwałtu, lecz także dlatego, że ujawniła, w jak wulgarny sposób członkowie bractwa określali zarówno kobietę, jak i okoliczności zdarzenia — podkreślił „New York Times”.
Rektor tej jednej z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie, Michael Kotlikoff, wprowadził we wtorek zakaz imprez i innych wydarzeń towarzyskich w domach bractw studenckich do końca bieżącego roku akademickiego.
Zapowiedział też wdrożenie nowej polityki „zerowej tolerancji” wobec naruszeń, które będą skutkować natychmiastowym zawieszeniem działalności danego bractwa.
Zobowiązał się również do zatrudnienia koordynatora, mającego pomagać tym, którzy zgłaszają przypadki niewłaściwych zachowań seksualnych na kampusie. Zapowiedział także współpracę z policją stanową Nowego Jorku, aby umożliwić jej funkcjonariuszom badanie takich zarzutów.
Przestępstwa zgłaszane na terenie kampusu są zazwyczaj badane przez policję uczelnianą. Jest to jednostka posiadająca pełne uprawnienia organów ścigania, ale podlegająca uczelni. Działa ona niezależnie od policji miejskiej w Ithace w stanie Nowy Jork, gdzie znajduje się Uniwersytet — zaznaczyła agencja AP.
To właśnie funkcjonariusze policji kampusowej prowadzili dochodzenie w sprawie zarzutów zbiorowego gwałtu, do którego miało dojść w 2024 roku. Przedstawili oni wstępne ustalenia prokuratorowi okręgowemu hrabstwa Tompkins, który w ciągu kilku tygodni od pierwszego zgłoszenia sprawy przez kobietę na policję zdecydował, że nie wniesie oskarżenia.
Na początku tego miesiąca gubernator stanu Nowy Jork odsunął tego prokuratora od sprawy na tle publicznego oburzenia z powodu braku postawionych zarzutów. Obecnie śledztwem, wznowionym we wrześniu, kieruje prokurator generalna stanu Nowy Jork Letitia James.
Żaden z oskarżonych mężczyzn nie usłyszał zarzutów karnych, a wszyscy zaprzeczyli, jakoby dopuścili się niewłaściwego postępowania. Bractwo zostało wykluczone z kampusu uczelni.
Rektor napisał też w liście do społeczności akademickiej, że celem reform będzie próba zmierzenia się z problemami nadużywania narkotyków i alkoholu. Jak wynika z pozwu, Jane Doe oraz kilku mężczyzn, których oskarżyła o napaść, spożywali alkohol i zażywali ketaminę w domu bractwa. Kobieta twierdzi, że nikt nie zareagował, by udzielić jej pomocy.
Pozew złożony we wrześniu przez byłą studentkę wywołał ogólnokrajową debatę na temat przemocy seksualnej na kampusach uniwersyteckich. Władze uczelni i miejscowi urzędnicy znaleźli się pod silną presją opinii publicznej — podkreślił „Wall Street Journal”.
Dziennik napisał, że na terenie kampusu Cornella aktywiści dopuścili się aktu wandalizmu, a setki studentów podczas serii protestów i otwartych spotkań z udziałem społeczności akademickiej domagały się większej przejrzystości działań władz uczelni.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)

