Nie oznacza to, że o wynikach wyborów do Kongresu 3 listopada przesądzi właśnie polityka imigracyjna. Najnowsze badania wskazują, że dla wyborców dużo większe znaczenie mają rosnące koszty życia i kondycja gospodarki. Imigracja może jednak potęgować te obawy, zwłaszcza gdy restrykcyjna polityka przekłada się na niedobory pracowników, wzrost kosztów w niektórych branżach lub bezpośrednio dotyka lokalnych społeczności.
Granica tak, ale deportacje też, ale nie wszystkie
Najważniejsza zmiana w opinii publicznej polega na coraz wyraźniejszym rozdzielaniu dwóch spraw: kontroli granicy i masowych deportacji.
Wrześniowy sondaż Fox News wykazał, że 53 proc. zarejestrowanych wyborców uważa działania administracji w zakresie egzekwowania prawa imigracyjnego za zbyt daleko idące. Takiego zdania było 60 proc. niezależnych. Republikanie byli podzieleni: 43 proc. uznawało obecną politykę za właściwą, a 40 proc. chciało jeszcze ostrzejszych działań.
Podobny obraz przynosi Gallup. Aż 73 proc. Amerykanów uważa imigrację ogólnie za zjawisko korzystne dla kraju, a 58 proc. sprzeciwia się deportowaniu wszystkich osób przebywających w USA nielegalnie. Jednocześnie społeczeństwo pozostaje silnie podzielone partyjnie.
Dla zwolenników Partii Republikańskiej oznacza to trudny wybór. Dalsze zaostrzanie polityki może mobilizować najbardziej konserwatywnych wyborców, ale zarazem odstraszać część centrum. Złagodzenie kursu grozi natomiast rozczarowaniem elektoratu, który głosował właśnie za masowymi deportacjami.
Więcej zatrzymań to nie więcej deportacji
Operacje Immigration and Customs Enforcement (ICE) stały się przy tym mniej widowiskowe, lecz bardziej rozproszone. Administracja w coraz większym stopniu korzysta ze współpracy policji stanowej i lokalnej – tam, gdzie na to pozwala miejscowe prawo.
Według danych przeanalizowanych przez Reuters w sierpniu ICE zatrzymało niemal 51 tys. osób, ustanawiając trzeci z rzędu miesięczny rekord. Deportacje utrzymywały się jednak na poziomie około 1200 dziennie. Powodem są przeszkody prawne i logistyczne oraz zmiana profilu zatrzymywanych. W lipcu osoby z wyrokami karnymi stanowiły mniej niż jedną czwartą zatrzymanych. Wielu pozostałych ma otwarte sprawy azylowe, wnioski o legalizację pobytu albo nie posiada jeszcze nakazu deportacji.
Politycznie ma to duże znaczenie. Znacznie łatwiej zdobyć poparcie dla deportowania groźnego przestępcy niż dla zatrzymania wieloletniego mieszkańca, rodzica amerykańskich obywateli czy osoby czekającej na zakończenie procedury legalizacji.
Gospodarka komplikuje prosty przekaz o imigracji
Drugim problemem są skutki gospodarcze. Congressional Budget Office ocenia, że niższa imigracja spowalnia wzrost zasobów siły roboczej i ogranicza potencjalny wzrost gospodarczy. W niektórych sektorach może też przejściowo zwiększać presję płacową i problemy ze znalezieniem pracowników.
Nie oznacza to, że niedobory pracowników spowodowały radykalny zwrot opinii publicznej. Dane pokazują jednak, że Amerykanie dostrzegają gospodarcze znaczenie legalnej imigracji. Według Gallupa 64 proc. uważa, że pomaga ona uzupełniać braki wynikające ze starzenia się społeczeństwa, 60 proc. dostrzega jej znaczenie w zawodach nisko płatnych, a 56 proc. wskazuje na wpływy podatkowe. Nawet 55 proc. Republikanów pozytywnie ocenia rolę migrantów w wypełnianiu luk na rynku pracy.
Jednocześnie wyborcy obawiają się wpływu imigracji na dostępność mieszkań oraz konkurencję o miejsca pracy. Obraz jest więc bardziej złożony niż zwykły podział na zwolenników i przeciwników migracji.
Największy problem: Latynosi i wyborcy środka
Najbardziej niepokojącym sygnałem dla GOP są Latynosi. W sondażu Reuters/Ipsos z początku października tylko 24 proc. Latynosów aprobowało działalność Trumpa, a w nadchodzących wyborach do Kongresu 52 proc. deklaruje poparcie dla Demokratów wobec 26 proc. dla Republikanów. Trzeba jednak podkreślić, że nawet w tym badaniu najważniejszym problemem wskazywanym przez tę grupę rasowo-etniczną są koszty życia, a nie imigracja.
Sondaż NBC News/Telemundo, przytaczany również przez prawicowy Fox News, pokazał zarazem, że około dwóch trzecich latynoskich wyborców uważa politykę deportacyjną Trumpa za zbyt daleko idącą.
To tłumaczy reakcję części republikańskich kandydatów. Reprezentantka María Elvira Salazar z Florydy publicznie ostrzegła Trumpa, że jego działania imigracyjne poszły za daleko i że część Latynosów, którzy poparli go w 2024 roku, czuje się dziś zawiedziona. Nie jest to jedynie interpretacja mediów liberalnych: jej wystąpienie szeroko relacjonowały zarówno Reuters, jak i Fox News.
Nie należy jednak z tego wyciągać wniosku, że cały GOP odwraca się od polityki Trumpa w sprawie imigracji. Przegląd Reutersa wykazał, że 41 z 62 republikańskich kandydatów w najbardziej konkurencyjnych wyścigach dystansowało się od prezydenta w jakiejś kwestii, ale najczęściej dotyczyło to wojny z Iranem, cen, ceł czy innych spraw gospodarczych, a nie imigracji.
Lewica widzi koszty, prawica nadal widzi sukces
Podział w mediach jest wyraźny. Brytyjski, centrowo-liberalny „The Guardian” podkreśla wpływ deportacji na rolnictwo, gastronomię, ochronę zdrowia oraz życie społeczności lokalnych i przedstawia politykę ICE jako jedno z obciążeń Republikanów przed wyborami.
Reuters koncentruje się przede wszystkim na danych: rekordowej liczbie zatrzymań, mniejszej liczbie rzeczywistych deportacji, zmianach poparcia Latynosów i zachowaniu kandydatów w okręgach wahających się.
Na prawicy ocena jest bardziej podzielona. Fox News publikuje sondaże pokazujące rosnący sprzeciw wobec najbardziej agresywnych działań ICE. Z kolei „National Review” nadal przedstawia ograniczenie imigracji jako jedno z osiągnięć administracji i argumentuje, że problemem Republikanów może być raczej brak trwałej reformy ustawowej niż nadmierna surowość polityki.
Czy Republikanie stracą Kongres przez imigrację?
Na trzy tygodnie przed wyborami odpowiedź brzmi: sama imigracja prawdopodobnie nie będzie główną przyczyną ewentualnej porażki GOP.
Republikanie bronią w Izbie Reprezentantów bardzo małej większości 218–214 i Demokraci potrzebują odbicia czterech mandatów netto. Reuters wskazuje, że większość analityków oczekuje odzyskania Izby przez Demokratów, choć skala zwycięstwa pozostaje niepewna. W Senacie Republikanie mają większość 53–47, a przejęcie izby przez Demokratów wymagałoby serii zwycięstw znacznie trudniejszych do osiągnięcia.
Najnowsze prognozy Fox News również wskazują na wyraźną przewagę Demokratów w walce o Izbę, podczas gdy wyścig o Senat pozostaje znacznie bardziej otwarty. To jednak prognozy, a nie wynik wyborów.
Jeśli Republikanie poniosą straty, bardziej bezpośrednimi przyczynami będą prawdopodobnie koszty życia, sytuacja gospodarcza oraz ogólna ocena funkcjonowania administracji. Polityka imigracyjna może jednak te problemy pogłębiać: osłabiać poparcie części Latynosów i wyborców niezależnych, mobilizować przeciwników stanowczych działań ICE oraz zwiększać napięcia na rynku pracy.
Paradoks polega więc na tym, że polityka imigracyjna, która w 2024 roku była dla Republikanów ważnym atutem, dwa lata później może przynosić ambiwalentne skutki. Amerykanie nadal oczekują skutecznej kontroli granicy i egzekwowania prawa, ale coraz większe znaczenie ma nie tylko cel tych działań, lecz także ich skala, sposób prowadzenia i długofalowe społeczne konsekwencje. Włącznie ze świadomością, że wobec spadku przyrostu naturalnego to imigranci powinni pracować na ich przyszłe emerytury.
Jolanta Telega

