Do tragedii doszło 13 listopada 1960 roku. Ośmioletnia Gloria Kowalewicz została uprowadzona, gdy szła z domu do kościoła. Miała do pokonania zaledwie trzy przecznice. Około dwóch godzin później jej ciało znaleziono na terenie leśnego rezerwatu w Palos Hills, na południowo-zachodnich przedmieściach Chicago.
Dziewczynka została dwukrotnie postrzelona w głowę. Na jej szyi stwierdzono również siniaki. Według ówczesnych doniesień prasowych ilość krwi znalezionej na miejscu wskazywała, że dziecko zostało zamordowane w lesie.
Śledczy zabezpieczyli liczne dowody, zarówno na miejscu zbrodni, jak i wzdłuż drogi prowadzącej do Chicago. Wśród nich znalazły się pocisk, płaszcz i buty dziewczynki oraz jej biała torebka komunijna z modlitewnikiem. Z paska torebki udało się również zabezpieczyć odcisk palca.
Policja powołała specjalną grupę śledczą. Funkcjonariusze odwiedzili setki domów, przesłuchali ponad 1300 osób, a kilkanaście poddali badaniu wykrywaczem kłamstw. Mimo szeroko zakrojonego dochodzenia sprawcy nie udało się ustalić.
Przełom nastąpił dopiero w tym roku. Dzięki nowoczesnym metodom analizy DNA oraz zachowanemu odciskowi palca eksperci chicagowskiej policji, przy współpracy z policją stanową Illinois i FBI, zidentyfikowali zabójcę.
Okazał się nim Thomas F. McInerney Jr., który rozpoczął służbę w chicagowskiej policji (Chicago Police Department, CPD) w 1959 roku, zaledwie rok przed zabójstwem dziewczynki. Przez kolejne lata pracował w CPD, a w 1987 roku przeszedł na emeryturę jako detektyw zajmujący się przestępstwami z użyciem przemocy.
Po zakończeniu służby McInerney przeprowadził się do Las Vegas, gdzie zmarł w 2006 roku w wieku 70 lat.
Chicagowska policja wydała oświadczenie, w którym potępiła działania byłego funkcjonariusza.
„Jego odrażające czyny nie tylko odebrały życie ośmioletniemu dziecku, ale także zrujnowały życie jej rodziców i wszystkich, którzy ją znali i kochali, pozostawiając ich na lata bez odpowiedzi” – napisano.
„McInerney nigdy nie powinien był nosić odznaki chicagowskiej policji. Trudno pogodzić się z faktem, że za życia nie został zidentyfikowany i pociągnięty do odpowiedzialności” – podkreślono w oświadczeniu.
Policja zaznaczyła, że rodzice Glorii Kowalewicz już nie żyją i nigdy nie doczekali się sprawiedliwości. Funkcjonariusze wyrazili jednak nadzieję, że rozwiązanie sprawy po ponad sześciu dekadach przyniesie choć częściowe ukojenie wszystkim, którzy pamiętają dziewczynkę i jej tragiczną historię.
Joanna Trzos
[email protected]

