Bayern i Arsenal od lat przed rozpoczęciem sezonu zaliczane są do głównych faworytów rozgrywek. Nie inaczej jest i tym razem, zwłaszcza że obie drużyny wywalczyły w maju mistrzowskie tytuły w swoich krajach.
W Monachium pierwsi z gola cieszyli się goście, a do siatki w 25. minucie trafił Eberechi Eze, który kwadrans wcześniej zastąpił kontuzjowanego Bukayo Sakę.
Jeszcze przed przerwą wyrównał Kanadyjczyk Alphonso Davies, a w drugiej połowie szalę na stronę Bawarczyków przechylił Harry Kane. Anglik wpisał się na listę strzelców w 10. kolejnym meczu Champions League, licząc łącznie z poprzednim sezonem. Jego łączny dorobek w tych rozgrywkach to 58 bramek w 73 występach.
W końcówce po składnej akcji wyrównał Declan Rice.
Arsenal z siedmioma punktami jest siódmy w tabeli, a Bayern ma pięć, co wystarcza na razie do 14. lokaty.
Na czele tabeli jest pięć ekip z kompletem dziewięciu „oczek”.
Jedną z nich jest Aston Villa, która w środę pokonała debiutujący na tym poziomie Viking Stavanger 3:1. Grający w zespole z Birmingham reprezentant Polski Matty Cash pojawił się na boisku na ostatnie 20 minut.
Trzecią wygraną odniosły też Real Madryt (4:1 z RB Lipsk i 73. gol w LM Kyliana Mbappe) oraz Betis Sewilla, który pokonał 1:0 Feyenoord Rotterdam, bez leczącego uraz kolana Jakuba Modera.
Dwa pozostałe zespoły, które jeszcze nie straciły punktów, grały we wtorek.
Walczący o trzeci z rzędu triumf w LM piłkarze Paris Saint-Germain pokonali u siebie Barcelonę 4:2 i zajmują pierwszą pozycję.
W 38. minucie prowadzenie gospodarzom zapewnił Desire Doue. W drugiej połowie kibice obejrzeli aż pięć goli, a ostatnie słowo należało do Paryżan, którzy sprawili, że Barcelona nie wygrała pierwszego w tym sezonie meczu o stawkę.
Radość ekipie trenera Luisa Enrique i jej sympatykom zmąciła środowa informacja o poważnej kontuzji Chwiczy Kwaracchelii. Gruzin doznał zerwania więzadła krzyżowego przedniego w prawym kolanie i będzie pauzował przez kilka miesięcy, co może oznaczać dla niego koniec sezonu.
Z kolei pomocnik Barcelony Dani Olmo wskutek urazu, jakiego nabawił się w Paryżu, nie będzie mógł grać przez cztery tygodnie, więc opuści niedzielne El Clasico.
O trzecie zwycięstwo pokusił się też Liverpool, który na Anfield, choć przegrywał po 29 minutach 0:2, pokonał hiszpański Villarreal 4:3 w spotkaniu sędziowanym przez Szymona Marciniaka.
W dwóch ostatnich meczach LM z udziałem „The Reds” padło... 16 bramek (przed tygodniem 6:3 z LASK Linz).
Na dole tabeli trzy drużyny bez punktu: Slovan Bratysława, Lille OSC i „polskie” FC Porto, które we wtorek uległo u siebie PSV Eindhoven 0:1. Jan Bednarek i Jakub Kiwior rozegrali całe spotkanie, a Oskar Pietuszewski grał do 59. minuty.
Bardziej obecność na boisku zaznaczył Tymoteusz Puchacz, który zaliczył asystę w konfrontacji Sabahu Baku z Borussią Dortmund, ale jego azerski zespół przegrał u siebie 1:2.
Z kolei w środę największe powody do radości, poza Cashem, miał Piotr Zieliński. Polski pomocnik wszedł do gry w 59. minucie, a 18 minut później Brazylijczyk Carlos Augusto zdobył jedyną bramkę w potyczce Interu Mediolan z Szachtarem Donieck.
Występu na dobrze sobie znanym Jan Breydel Stadion w Brugii nie będzie miło wspominał Michał Skóraś, którego RC Lens przegrało z byłym zespołem Polaka - Club Brugge 0:3.
Następną kolejkę spotkań Champions League zaplanowano na 3-4 listopada. (PAP)

