Według Ashley D. Roseboro z Fundacji Dziedzictwa Claudette Colvin kobieta zmarła z przyczyn naturalnych.
Jak przypomina agencja AP, 2 marca 1955 roku kierowca autobusu wezwał policję, zarzucając pasażerkom złamanie przepisów o segregacji rasowej poprzez zajęcie miejsc obok białych kobiet. Zgodnie z raportem policyjnym jedna z czarnoskórych dziewcząt ustąpiła, jednak 15-letnia wówczas Colvin odmówiła przejścia na tył pojazdu, co doprowadziło do jej zatrzymania.
W tamtym okresie w Montgomery narastała frustracja z powodu dyskryminacyjnego traktowania osób czarnoskórych w komunikacji miejskiej. Kilka miesięcy później, 1 grudnia 1955 roku, podobna sytuacja spotkała Rosę Parks, lokalną działaczkę Krajowego Stowarzyszenia na Rzecz Popierania Osób Kolorowych (NAACP).
– Stało się to ostatecznym katalizatorem trwającego rok bojkotu autobusów w Montgomery. Bojkot ten wyniósł pastora Martina Luthera Kinga Jr. na krajową scenę i jest uważany za początek współczesnego ruchu na rzecz praw obywatelskich – podkreśla AP.
Colvin została jedną z powódek w przełomowym procesie sądowym, który ostatecznie doprowadził do zakazu segregacji rasowej w autobusach w Montgomery.
– Moim celem była wolność. Dlatego nie zamierzałam się tego dnia ruszyć. Powiedziałam im, że historia przykuła mnie do tego siedzenia – uzasadniała swoją decyzję po latach, w 2001 roku.
Burmistrz Montgomery, Steven Reed, stwierdził, że działanie Colvin pomogło położyć prawne i moralne fundamenty pod ruch, który zmienił Amerykę, choć jej odważny czyn zbyt często bywał pomijany.
– Życie Claudette Colvin przypomina nam, że ruchy budowane są nie tylko przez tych, których nazwiska są najbardziej znane, ale także przez tych, których odwaga pojawia się wcześnie, po cichu i za wielką cenę osobistą – ocenił Reed.
W opinii burmistrza dziedzictwo zmarłej stawia przed współczesnymi wyzwanie, aby opowiadać pełną prawdę o historii i honorować każdy głos, który pomógł skierować jej bieg w stronę sprawiedliwości.
Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)








