Rasmussen i szefowa dyplomacji Grenlandii Vivian Motzfeld podsumowali w ten sposób podczas konferencji prasowej środowe rozmowy z J.D. Vancem i Markiem Rubiem w Białym Domu.
- Nie odnieśliśmy takiego sukcesu, że nasz amerykański kolega powiedział: „Przepraszam, to było całkowite nieporozumienie, zrezygnowaliśmy z naszych ambicji”. Wyraźnie istnieje różnica zdań - powiedział Rasmussen dziennikarzom w duńskiej ambasadzie w Waszyngtonie.
- Zgodziliśmy się jednak, że warto spróbować usiąść na wysokim szczeblu i zbadać, czy istnieją możliwości uwzględnienia obaw prezydenta, jednocześnie szanując czerwone linie Królestwa Danii. Czy to będzie możliwe, tego nie wiem - dodał.
Zapowiedział, że powołane zostaną w tym celu grupy robocze.
Rasmussen i Motzfeld podkreślili, że rozmowy nie zmieniły fundamentalnej różnicy zdań w kwestii Grenlandii, były prowadzone z szacunkiem. Rasmussen przyznał też, że częściowo zgadza się z niektórymi uwagami prezydenta USA na temat bezpieczeństwa w Arktyce i że powinno się do niego podchodzić poważniej, niż wcześniej. Zaznaczył jednak, że obecna umowa z USA pozwala Amerykanom na zwiększenie obecności wojskowej i przypomniał, że w czasach zimnej wojny na Grenlandii znajdowało się 17 instalacji wojskowych i niemal 10 tys. żołnierzy USA, podczas gdy obecnie jest to tylko jedna baza i 200 osób.
- To nie była nasza decyzja. To było stanowisko USA - zauważył.
Szef MSZ i były premier Danii powiedział też, że obecnie nie ma bezpośredniego zagrożenia dla wyspy ze strony Rosji lub Chin. Zaznaczył też, że Dania i Grenlandia unikały inwestycji z Chin, a grenlandzkie władze wprowadziły mechanizm prześwietlania inwestycji pod kątem bezpieczeństwa.
Motzfeld powiedziała z kolei, że Grenlandia chce zwiększenia współpracy z USA, lecz nie kosztem bycia własnością Ameryki.
- Chciałabym powiedzieć, jak ważne z naszej strony jest wzmocnić naszą współpracę ze Stanami Zjednoczonymi, ale to nie znaczy, że chcemy być własnością Stanów Zjednoczonych - powiedziała.
Rasmussen przypomniał natomiast, że grenlandzki rząd ma poparcie 75 proc. mieszkańców wyspy i jasno wyraził chęć pozostania częścią Królestwa Danii w przewidywalnej przyszłości.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)








