Homan zapowiadał możliwe ograniczenie obecności służb imigracyjnych w Minnesocie podczas konferencji prasowej w Minneapolis. Powiedział, że przeprowadził wiele dobrych rozmów z przedstawicielami stanowych i miejskich władz. Oznajmił, że zgodził się z nimi w licznych kwestiach, choć nie w sprawie udziału lokalnych służb w operacjach imigracyjnych. Dodał, że jeśli dojdzie do zawarcia porozumień z władzami, część funkcjonariuszy ICE i Border Patrol (straży granicznej) opuści Minnesotę.
- Jeśli uda nam się zawrzeć te umowy, będzie to oznaczać mniej agentów na ulicach. (...) To współpraca oparta na zdrowym rozsądku, która pozwala nam ograniczyć liczbę osób, które tu mamy – powiedział Homan, dodając później, że nie „odejdzie”, dopóki nie zobaczy, jak „pewne plany zostaną wdrożone”.
Wysłannik prezydenta Trumpa powiedział też, że ludzie demonstrujący przeciwko działaniom służb mają prawo do protestu, lecz zadeklarował „zero tolerancji” dla tych, którzy atakują funkcjonariuszy. Po raz pierwszy przedstawiciel Białego Domu przyznał, że przedstawiciele służb popełnili błędy i nie działali „idealnie”.
- Prezydent Trump i ja, wraz z innymi członkami administracji, uznaliśmy, że pewne usprawnienia można i należy wprowadzić. Właśnie to robię... Misja będzie się rozwijać dzięki zmianom, które wprowadzamy wewnętrznie - powiedział.
Tego samego dnia senatorka Republikanów Susan Collins z Maine poinformowała, że po rozmowie z szefową Ministerstwa Bezpieczeństwa Krajowego Kristi Noem usłyszała od niej, że operacja służby ICE w jej stanie się zakończyła.
„Obecnie nie są tu prowadzone ani planowane żadne operacje ICE na dużą skalę. Namawiam Sekretarz Noem i innych członków administracji do nakłonienia ICE do ponownego rozważenia podejścia do egzekwowania przepisów imigracyjnych w stanie. Doceniam gotowość Sekretarz do wysłuchania i rozważenia moich rekomendacji oraz jej osobiste zainteresowanie sytuacją w stanie Maine” - napisała na platformie X.
Podobnie jak w Minnesocie, działalność służb imigracyjnych w Maine budziła kontrowersje. Miejscowa prasa donosiła o groźbach funkcjonariuszy pod adresem demonstrantów. Jedna z kobiet powiedziała dziennikowi „Portland Press Herald”, że funkcjonariusze pojawili się pod jej domem z „ostrzeżeniem”, i komunikatem, że „wiedzą, gdzie mieszka”. W innym przypadku przedstawiciel ICE powiedział filmującemu go mężczyźnie, że trafi na sporządzaną przez nich listę „krajowych terrorystów”.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)








