Łukasz Dudka: Jest Pan w trakcie bardzo intensywnej wizyty w Stanach Zjednoczonych, a w związku z tym prosiłbym o krótkie podsumowanie.
Radosław Sikorski: Rzeczywiście, główne zaproszenie przyszło od sekretarza stanu Marco Rubio. To wartościowa inicjatywa — odpowiedź nas, Zachodu, na reglamentację, a nawet próby ograniczania dostępu naszych firm i naszych krajów do magnesów i pierwiastków krytycznych. Ta produkcja została zmonopolizowana, a obecnie jest wykorzystywana jako instrument nacisku, a nie jako przedmiot handlu. Musimy temu zaradzić. Okazuje się, że jest to obszar, w którym Stany Zjednoczone chcą działać razem z sojusznikami. Sojusznicy okazują się przydatni, co nas cieszy.
Wizyta Pana zbiegła się z 280. rocznicą urodzin Tadeusza Kościuszki.
– Tak, 4 lutego w ambasadzie RP w Waszyngtonie uhonorowaliśmy naszego bohatera dwóch narodów. Było to jednocześnie otwarcie naszych obchodów 250-lecia Stanów Zjednoczonych.
A jeśli chodzi o spotkania tutaj w Chicago, wiem, że udało się Panu spotkać zarówno z gubernatorem stanu Illinois, jak i z burmistrzem Chicago.
– Przyjechałem głównie, aby poznać nowego prezesa Kongresu Polonii. Ale oczywiście, w stanie i w mieście, w którym nasi rodacy są tak liczni, spotkania z władzami amerykańskimi również były bardzo wartościowe. Polska jest na fali, a polski sukces jest tu zauważany, co nas bardzo cieszy.
To spotkanie z prezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej jest również istotne. Czy uważa Pan Kongres za ważnego partnera dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych?
– Kongres ma po pierwsze olbrzymie zasługi historyczne — w czasie II wojny światowej i za komuny, a także w walce o rozszerzenie Sojuszu Północnoatlantyckiego. Bardzo cieszy mnie jednak, że nowy prezes ma agendę modernizacyjną. Taką, która odpowiada na wyzwania młodszych pokoleń i jednocześnie wykorzystuje wzrost znaczenia Polski oraz polski sukces gospodarczy. Wydaje mi się, że połączenie polskiego polotu i amerykańskiej energii oraz konkurencyjności to coś, dzięki czemu Chicago i Polska mogą wspólnie osiągnąć wiele dobrego.
My tutaj, wśród Polonii, przyjęliśmy bardzo ciepło rządową strategię współpracy z Poloniami i Polakami za granicą. To pięcioletnia strategia, którą Pan opublikował w zeszłym roku, obejmująca kilka priorytetowych obszarów, w tym nacisk na naukę dzieci języka polskiego.
– Przekazanie dzieciom języka uważam osobiście, jako były emigrant, za podstawę i najważniejszą oznakę patriotyzmu.
Jakie inne priorytety wyznacza Pan obecnie dla Polonii? Mówi się, że Polonia to jeden z najważniejszych atutów, jakimi dysponuje Polska.
– Polska jest wolnym krajem. To już nie te czasy, gdy wyjeżdżało się z Polski za chlebem czy wolnością. Walczyliśmy o to, aby ludzie mogli wybierać, gdzie im będzie lepiej. Cieszy nas jednak, że po raz pierwszy od 300 lat więcej Polaków wraca do kraju niż z niego wyjeżdża. Ludzie nogami głosują, i jest to namacalny dowód naszego sukcesu. Są różne sytuacje życiowe. Ludzie zakładają biznesy, czasami chcą wrócić na emeryturę, albo wrócić, by opiekować się rodzicami, albo wysłać dzieci na studia, aby zakorzeniły się w kulturze przodków. Szanujemy te wszystkie wybory. Jednocześnie, tak jak inne kraje, Polska współzawodniczy o produktywnych obywateli. Potrzebujemy podatników, więc proszę się nie dziwić, że będę apelował do naszych rodaków o powroty.
Panie Ministrze, jak obecnie wygląda znaczenie partnerstwa Polski i Stanów Zjednoczonych z geopolitycznego punktu widzenia? Czy Stany Zjednoczone pozostają kluczowym, jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym partnerem Polski?
– Kolejne polskie rządy, w niektórych z nich służyłem, zabiegały o obecność wojskową Stanów Zjednoczonych w Polsce i udało się ją zapewnić. Miały być dwie ciężkie brygady, a obecnie w Polsce stacjonuje niecałe 10 tys. żołnierzy amerykańskich, co odpowiada dwóm ciężkim brygadom. Zabiegaliśmy o to, a ja podpisałem umowę o pierwszej stałej bazie amerykańskiej w Polsce, bazie obrony przeciwrakietowej. Trochę to trwało — nie z naszej winy, Amerykanie się opóźniali — ale w końcu baza nie tylko powstała, ale osiągnęła zdolność operacyjną, chroniąc zarówno Polskę, jak i Amerykę przed rakietami balistycznymi z Bliskiego Wschodu i nie tylko. Budujemy pierwszą polską elektrownię atomową, przy czym dwie amerykańskie firmy realizują projekt. Kupujemy też ogromne ilości sprzętu amerykańskiego: czołgi Abrams, śmigłowce Apache, systemy HIMARS, myśliwce F-16 i F-35 — lista jest bardzo długa. Polska staje się także miejscem, z którego wspierana jest Ukraina, przekazując jej zakupiony sprzęt amerykański. Polska jest w Unii Europejskiej jednym z krajów, który zabiega o podtrzymanie sojuszu transatlantyckiego i studzi gorące głowy. Moim zdaniem nie zmieni się to niezależnie od tego, kto będzie rządził zarówno w Waszyngtonie, jak i w Warszawie.
Wspomniał Pan m.in. o elektrowni atomowej, która powstaje w Polsce. Czy można ją traktować jako przykład rozwijającej się współpracy gospodarczej między Polską a Stanami Zjednoczonymi, która coraz mocniej się intensyfikuje?
– W dziedzinie energii to przecież nie jedyna rzecz. Poprzedni rząd PO-PSL zbudował gazoport, dzięki któremu dzisiaj nie tylko kupujemy amerykański LNG dla Polski, ale wręcz dostarczamy go do całego regionu, w tym do Ukrainy i na tym zarabiamy. Więc to kolejna intratna inicjatywa polsko-amerykańska.
Polska wygrywa, mimo że tuż za jej granicą toczy się wojna. Udało się w kraju utrzymać wizerunek państwa stabilnego i bezpiecznego…
– Ale też kraju, który w kluczowym momencie okazał solidarność. Moi amerykańscy rozmówcy zauważyli, że Polska przyjęła milion uchodźców wojennych bez ani jednego obozu dla uchodźców. To wzbudziło podziw. Pokazaliśmy się od najlepszej strony. Wiem, że po czterech latach mogą pojawiać się napięcia — to nieuniknione — ale obecnie zarówno indywidualni Polacy, jak i Archidiecezja Krakowska oraz Kościół wysyłają tysiące agregatów do Ukrainy, której infrastruktura cywilna jest systematycznie niszczona przez zbrodniarza wojennego Putina. Mam wrażenie, że jest to zauważane.
Panie Premierze, czy uwaga świata wciąż pozostaje skupiona na Ukrainie? Słyszymy przecież też o Grenlandii i innych bieżących tematach.
– My (w Polsce – red) nie mamy wyboru, bo jesteśmy krajem graniczącym z putinowską Rosją i z Ukrainą, która jest ofiarą rosyjskiej agresji. Stany Zjednoczone patrzą jednak z innej perspektywy. W Polsce nie wszyscy to rozumieją, ale świat wygląda inaczej z punktu widzenia globalnego mocarstwa: jednego dnia Amerykanie angażują się w Wenezuelę, innego dnia w Kubę, jeszcze innego w Iran, a przy okazji Grenlandię. To, co dla nas jest najważniejsze i egzystencjalne, dla Stanów Zjednoczonych nie zawsze takie bywa. Nasza rola polega na tym, aby przekazywać polską perspektywę, tłumaczyć amerykańskim politykom, że te sprawy są istotne — nie tylko dla wiarygodności Stanów Zjednoczonych, ale też dla układu sił na świecie.
Z wicepremierem, ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim rozmawiał Łukasz Dudka
Opracowała: Joanna Trzos








