Wydawało się, że mecz zakończy się remisem, lecz w ostatniej akcji - po sporym zamieszaniu - piłkę w bramce umieścił stojący niemal na linii bramkowej Rafał Adamski, który dostawił stopę po uderzeniu Bartosza Kapustki.
- Gratuluję piłkarzom. Kibice po raz kolejni byli naszym 12. zawodnikiem. To zwycięstwo jest dla nich nagrodą. W ostatniej akcji meczu strzelamy gola. Tego nie dało się lepiej wyreżyserować. Nie było to jednak wielkie widowisko, bo grały dwie drużyny walczące o otrzymanie - powiedział Papszun na konferencji prasowej.
- Uważam, że bardziej chcieliśmy wygrać niż Widzew, byliśmy bardziej zdeterminowani. Drużyna potrafiła zarządzać meczem i do końca wytrzymała ciśnienie - dodał.
Jeszcze przed przerwą boisko opuścił kontuzjowany Paweł Wszołek. Zastąpił go Arkadiusz Reca, który potem też doznał urazu i został zmieniony przez Rubena Vinagre. Portugalczyk wrócił na boisko po prawie pięciomiesięcznej przerwie.
- Dwa urazy na jednej pozycji rzadko się zdarzają. Badania pokażą, jak długa będzie przerwa Pawła i Arka. Ruben wrócił po długiej kontuzji i nie jest gotowy jeszcze na 100 procent. To była niecodzienna sytuacja. Skrzydłowi Widzewa mają wysoką jakość indywidualną, ale ich zamknęliśmy i niewiele pokazali w tym meczu - ocenił.
Kameruński napastnik Jean-Pierre Nsame w meczu z Widzewem dopiero drugi raz zagrał w pierwszym składzie za kadencji Papszuna. W 77. minucie zmienił go Adamski.
- Nsame miał dwie bardzo dobre sytuacje. To jest snajper, więc szkoda, że ich nie wykorzystał. Widzew bronił się nisko. Grał pod remis. Nie łatwo gra się z tak defensywnym zespołem i Nsame odczuwał trudy meczu, dlatego zastąpił go Adamski, który zdobył ważną bramkę - analizował szkoleniowiec.
Legia podniosła się po bolesnej porażce z Lechem Poznań (0:4) w poprzedniej kolejce.
- Cieszę się, że stanęliśmy szybko na nogi po mizernym wyniku w Poznaniu. Wielu zawodników pokazało, że ma Legię w sercu, nawet jeśli po sezonie odejdą z klubu - podkreślił Papszun.
Po ostatnim gwizdku sędziego na stadionie wybuchła radość. Kibice cieszyli się tak, jakby Legia zdobyła mistrzostwo Polski.
- Radość po tym meczu to dla nas nagroda za przetrwanie trudnego okresu. Wyszliśmy z największego dołka. Nie spodziewałem się takiej euforii - przyznał trener.
Legia ma 40 pkt, awansowała na dziewiąte miejsce w ekstraklasie i oddaliła się od strefy spadkowej. W następnej kolejce zagra na wyjeździe z ostatnią w tabeli Bruk-Bet Termalicą Nieciecza.
- Sytuacja się klaruje i jest dla nas korzystniejsza. Teraz prawdopodobnie jedna wygrana wystarczy nam do utrzymania i za tydzień postaramy się to zrobić w Niecieczy. Odnieśliśmy kluczowe, bardzo ważne zwycięstwo - zakończył Papszun.
Trener Widzewa Aleksandar Vuković przyznał, że gra na 0:0 nie była założeniem jego zespołu.
- Zawsze chcemy wygrać, ale mecz tak się układał, że było blisko remisu. Jednak w końcówce trochę szczęścia zabrakło i zostajemy bez punktu, na który uważam, że zapracowaliśmy i który byśmy szanowali - powiedział.
Nie ukrywał, że jego drużynie nieco brakowało siły rażenia.
- Wiadomo, że kiedy nie można wygrać, trzeba zremisować, ale nam się koniec końców nawet tego jednego punktu nie zdobyliśmy - dodał.
Ocenił, że co prawda Legia miała wyraźną przewagę w posiadaniu piłki (70:30), lecz nie przekładało się na jej sytuacje strzeleckie.
- Aż do ostatniej akcji, kiedy w zamieszaniu podbramkowym, mimo kilku prób, nie udało się nam wybić piłki, no i łut szczęścia zrobił swoje - wspomniał.
Jak zaznaczył, choć remis był realny i był bardzo blisko, to ten jeden punkt nie zmieniłby radykalnie położenia Widzewa.
- Nawet przy remisie nasza sytuacja w tabeli nie byłaby specjalnie lepsza. Przed nami trzy mecze, a trzy mecze w tej lidze to bardzo dużo. Co najmniej dwa trzeba wygrać i liczę, że przy pomocy kibiców w Łodzi jesteśmy w stanie to zrobić - podsumował Vuković. (PAP)








