To właśnie tutaj można zobaczyć ogromne stada bizonów przechodzące przez drogę niczym relikt epoki lodowcowej. Nad rzekami krążą bieliki, w dolinach pasą się jelenie wapiti, a o świcie, przy odrobinie szczęścia, można dostrzec sylwetkę wilka przecinającego mgłę unoszącą się nad doliną Lamar. Yellowstone nie przypomina zwykłego parku narodowego. Bardziej wygląda jak fragment młodej, niespokojnej planety, która wciąż jeszcze nie zdecydowała, czy chce być rajem, czy geologicznym koszmarem.
Podziemny piec
Największe wrażenie robi jednak ziemia. Pod cienką skorupą skał i lasów ukrywa się gigantyczna komora magmowa – jeden z największych aktywnych systemów wulkanicznych na świecie. To właśnie dlatego Yellowstone oddycha, syczy, bulgocze i eksploduje tysiącami gorących źródeł oraz gejzerów. Park leży na superwulkanie, którego dawne erupcje należały do najpotężniejszych katastrof naturalnych w historii Ziemi.
Trzy gigantyczne wybuchy – 2,1 miliona, 1,3 miliona i około 640 tysięcy lat temu – zmieniły oblicze Ameryki Północnej. Ostatnia erupcja była prawdziwym geologicznym kataklizmem. W atmosferę wyrzucone zostało około tysiąca kilometrów sześciennych skał, popiołu i pyłów. Powstała ogromna kaldera, czyli gigantyczne zapadlisko, które dziś ukrywa się pod lasami, jeziorami i drogami parku. Naukowcy szacują, że komora magmowa pod Yellowstone ma około 80 kilometrów długości i 20 kilometrów szerokości. Sama świadomość, że pod spokojnym krajobrazem znajduje się coś tak ogromnego, działa na wyobraźnię bardziej niż niejeden film katastroficzny.
To właśnie z tego podziemnego pieca rodzą się słynne cuda Yellowstone. Najbardziej znanym z nich pozostaje gejzer Old Faithful – prawdopodobnie najsłynniejszy gejzer świata. Co kilkadziesiąt minut wyrzuca w powietrze potężny słup wrzątku i pary, przyciągając tłumy turystów, którzy cierpliwie siedzą na ławkach niczym widzowie czekający na rozpoczęcie spektaklu. I rzeczywiście – trudno oprzeć się wrażeniu, że Yellowstone nieustannie coś przedstawia. Ziemia tutaj żyje własnym rytmem.
Jeszcze bardziej surrealistycznie wygląda Grand Prismatic Spring – gigantyczne gorące źródło przypominające oko namalowane przez szalonego artystę. Intensywne błękity przechodzą tam w zielenie, pomarańcze i czerwienie. Kolory nie są jednak dziełem minerałów, jak często sądzą turyści, lecz mikroskopijnych organizmów żyjących w ekstremalnie gorącej wodzie. To właśnie one tworzą jedną z najbardziej niezwykłych palet barw w całej Ameryce.
Podobne wrażenie robią Mammoth Hot Springs – wapienne tarasy wyglądające tak, jakby zastygły wodospad zamienił się nagle w kamień. Woda bogata w minerały od tysięcy lat buduje tam fantazyjne białe formacje przypominające lodowe kaskady. Z kolei Morning Glory Pool zachwyca niemal nierealnymi kolorami. Źródło nie jest wielkie, ale wygląda jak klejnot zatopiony w ziemi. Woda ma tam niemal 70 stopni Celsjusza, choć patrząc na jej turkusowe wnętrze, łatwo zapomnieć, że to w rzeczywistości wrzący, śmiertelnie niebezpieczny basen.
Naturalne laboratoria
Najbardziej aktywny geotermicznie fragment Yellowstone przypomina krajobraz obcej planety. Porcelain Basin oszałamia feerią kolorów: od śnieżnej bieli przez rdzę, pomarańcz i zieleń po głębokie czerwienie. Wszędzie unosi się zapach siarki, ziemia paruje, a spod cienkiej skorupy błota dobiegają bulgoczące dźwięki. Kilka kilometrów dalej znajduje się Back Basin z Emerald Spring i legendarnym Steamboat Geyser – najwyższym aktywnym gejzerem świata. Problem polega na tym, że niemal nikt nie potrafi przewidzieć jego erupcji. Czasami wybucha po kilku dniach, czasami po wielu miesiącach ciszy.
Turyści przyjeżdżają tu głównie po spektakularne widoki, lecz dla naukowców prawdziwe cuda Yellowstone często znajdują się z dala od tłumów. Niepozorne źródła Conch Spring i Octopus Spring stały się w ostatnich latach obiektem badań, które mogą pomóc odpowiedzieć na jedno z największych pytań w historii nauki: jak właściwie narodziło się życie na Ziemi?
Na pierwszy rzut oka oba źródła nie wyglądają szczególnie imponująco. Nie mają rozmiarów Grand Prismatic Spring ani widowiskowości Old Faithful. Ich znaczenie kryje się jednak w chemii wody. Conch Spring niemal pozbawione jest tlenu i pełne siarki. Octopus Spring zawiera go znacznie więcej. Dla badaczy to sytuacja niemal idealna – dwa naturalne laboratoria pokazujące dwa różne światy.
Naukowcy uznali, że takie warunki mogą przypominać Ziemię sprzed Wielkiego Wydarzenia Utleniającego, czyli okresu sprzed około 2,4 miliarda lat, gdy atmosfera naszej planety niemal nie zawierała tlenu. W tamtym czasie życie było mikroskopijne, proste i ekstremalnie odporne. Dopiero później poziom tlenu zaczął gwałtownie rosnąć, co ostatecznie umożliwiło rozwój bardziej skomplikowanych organizmów.
Okno do historii życia
I właśnie tutaj Yellowstone staje się czymś więcej niż pięknym parkiem narodowym. Zamienia się w okno do najdawniejszej historii życia.
W gorących źródłach odkryto hipertermofile – mikroorganizmy zdolne do życia w temperaturach, które dla większości organizmów byłyby natychmiast zabójcze. Część z nich świetnie radzi sobie niemal bez tlenu. To właśnie te drobnoustroje mogą przypominać pierwsze formy życia istniejące miliardy lat temu na młodej Ziemi.
Badania pokazały, że mikroby z Conch Spring przystosowały się do życia w wyjątkowo surowych warunkach. Nie potrzebują dużej ilości tlenu, potrafią wykorzystywać związki siarki i funkcjonować tam, gdzie większość organizmów nie miałaby żadnych szans. Dla astrobiologów to niezwykle ekscytujące odkrycie. Jeśli życie potrafi istnieć w takich warunkach tutaj, być może mogłoby przetrwać także pod lodem Europy – księżyca Jowisza – albo w podziemnych oceanach innych światów.
Yellowstone okazuje się więc nie tylko muzeum dzikiej przyrody i geologicznych cudów. To również jedno z najważniejszych laboratoriów naturalnych na naszej planecie. Miejsce, gdzie można jednocześnie obserwować siłę superwulkanu, narodziny krajobrazu i ślady życia przypominającego początki biologicznej historii Ziemi.
Jacek Hilgier









