Ekipa spod znaku Klonowego Liścia po raz trzeci - wcześniej w 1986 i 2022 roku - bierze udział w mundialu, ale osiągnięcia w turnieju, którego jest współgospodarzem, mają wymiar historyczny. W fazie grupowej najpierw wywalczyła pierwszy punkt (1:1 z Bośnią i Hercegowiną), następnie odniosła premierowe zwycięstwo (6:0 nad Katarem), a w niedzielę zadebiutowała w fazie pucharowej. Wygrała po golu Stephena Eustaquio w drugiej minucie doliczonego czasu drugiej połowy i może szczycić się miejscem wśród najlepszych 16 drużyn globu.
Po końcowym gwizdku jej amerykański trener Jesse Marsch zebrał drużynę i wygłosił płomienną przemowę, podkreślając m.in. wagę tego sukcesu dla kraju.
- Chłopaki, jesteście kanadyjskimi bohaterami, bohaterami dla przyszłych pokoleń. Dzięki wam dzieci w tym kraju będą uprawiać futbol. Powinniście być naprawdę dumni z tego, kim jesteście. Powinniście być naprawdę dumni ze swojej gry - zaznaczył.
29-letni Eustaquio, który na co dzień występuje w miejscowym Los Angeles FC, bramkę zdobył płaskim strzałem z linii pola karnego. Według Marsha w przypadku tego piłkarza, to „w pełni zasłużona nagroda za głęboką osobistą tragedię, jakiej doświadczył”. Trener nawiązał tym do faktu, że w ciągu 12 miesięcy w latach 2023-24 stracił on oboje rodziców, m.in. matka zmarła na nowotwór mózgu, o czym zawodnik dowiedział się w przerwie swojego meczu.
- W tej grupie niesamowitych ludzi nie mógłbym sobie wyobrazić człowieka, który bardziej zasłużył właśnie na tego gola - zauważył.
Kanadyjczycy, którzy awansowali do fazy pucharowej z drugiej pozycji w grupie, stracili przywilej występów w ojczyźnie. W niedzielę grali w Los Angeles, a kolejne spotkanie, z lepszym z pary Holandia - Maroko, czeka ich w Houston.
- To będzie prawdziwy pojedynek z Dawida z Goliatem, ale także dlatego już teraz jesteśmy tym niezwykle podekscytowani - przyznał kanadyjski obrońca Alistair Johnston.
Z kolei belgijski trener RPA Hugo Broos ocenił, że to, co osiągnął z drużyną, czyli m.in. pierwszy w historii awans z grupy, „było dobre” i przyznał, że co prawda miał nadzieję, iż uda się zrobić jeszcze jeden krok i dotrzeć do 1/8 finału, ale „to naprawdę byłby mały cud”.
74-letni szkoleniowiec zadeklarował, że to jego ostatni mundial, a o swojej bliższej przyszłości zdecyduje w najbliższych dniach, jak emocje nieco opadną. - Choć chyba mam za dużo energii, by siedzieć na kanapie w domu i popijać kawę - powiedział.
Nie wszyscy trenerzy mogą być zadowoleni po mundialu i niektórzy już zdążyli stracić pracę. Do dymisji podali się selekcjonerzy Korei Płd. i Szkocji. Oba zespoły uplasowały się na trzeciej pozycji w swoich grupach i do ostatniego dnia pierwszej rundy turnieju w USA, Kanadzie i Meksyku mogły liczyć na awans. Dla obu zabrakło jednak miejsca w 1/16 finału.
57-letni Hong Myung-bo, jeden z najlepszych piłkarzy w historii Korei Płd., był szkoleniowcem drużyny narodowej od 2024 roku, a wcześniej prowadził ją też w latach 2013-14. Azjaci zaczęli tegoroczną edycję mundialu od wygranej z Czechami 2:1 i zebrali pochlebne recenzje, ale w kolejnych meczach ponieśli porażki po 0:1 z Meksykiem i Republiką Południowej Afryki.
Trzy punkty nie wystarczyły im do awansu, podobnie jak Szkotom, dlatego z dalszej pracy zrezygnował 62-letni Steve Clarke. Był selekcjonerem siedem lat. Prowadzony przez niego zespół, wracający na mundial po 28 latach, w fazie grupowej wygrał z Haiti 1:0, a następnie przegrał z Marokiem 0:1 i Brazylią 0:3.
W poniedziałek o awans do 1/8 finału powalczy sześć kolejnych reprezentacji. Najciekawiej zapowiadają się spotkania Brazylii z Japonią i Holandii z Marokiem. Cała czwórka przebrnęła fazę grupową bez porażki. W trzeciej parze Niemcy zmierzą się z Paragwajem.
Do końca mundialu, którego finał zaplanowano na 19 lipca, pozostało 31 meczów. Rywalizacja dalej toczyć się będzie systemem pucharowym, czyli przegrywający odpada. W przypadku remisu po regulaminowych 90 minutach gry sędzia zarządzi dogrywkę 2x15 minut, a jeśli ona nie przyniesie rozstrzygnięcia, zwycięzca zostanie wyłoniony w konkursie rzutów karnych. (PAP)

