Jesus dziękując władzom FPF za zaufanie wyraził zadowolenie z faktu, że „pokieruje jedną z najlepszych reprezentacji na świecie”.
Jak przekazał podczas piątkowej prezentacji szef FPF Pedro Proenca, Jorge Jesus poprowadzi reprezentację do kolejnej edycji piłkarskich mistrzostw świata, którą Portugalia zorganizuje wspólnie z Hiszpanią i Marokiem w 2030 r.
Jako gospodarze turnieju Portugalczycy nie będą musieli grać spotkań eliminacyjnych. Zapewniony awans na MŚ powinien ułatwić pracę nowemu selekcjonerowi, który w swojej ojczyźnie od lat dzieli opinię publiczną.
Jedni przyznają, że ma on smykałkę do zdobywania tytułów, inni zarzucają mu „nieokrzesanie” i brak wyczucia. Wielu przyznaje, że „JJ”, jak nazywany jest Jorge Jesus, potrafi swoimi niefortunnymi wypowiedziami „rozkręcić sztywne konferencje prasowe”, a także wywiady.
W jednym z nich, dla telewizji SIC, wyznał, że jednym z jego ulubionych zajęć jako młodego chłopaka było przygotowywanie pułapek na prowizorycznym boisku, na którym trenował indywidualnie.
„Przechodziło tam wielu ludzi, którzy mi przeszkadzali w treningach. Zacząłem więc kopać dołki, w które następnie wrzucałem kawałki drutu i szkła, po czym je maskowałem. Czasem ktoś w nie wpadał” - wspominał rozbawiony.
Jesus wielkiej kariery piłkarskiej nie zrobił, choć grał na pozycji pomocnika w kilku pierwszoligowych klubach, m.in. w Sportingu Lizbona i w stołecznym Belenenses.
Międzynarodową karierę trenerską rozpoczął na ławce Estreli Amadora od meczów z Ruchem Chorzów latem 1998 r. w Pucharze Intertoto. Oba spotkania zakończyły się remisami, a w karnych górą byli Polacy. Dekadę później, prowadząc Sporting Braga, sięgnął po tytuł tych letnich rozgrywek klubowych w ich ostatniej edycji.
Podczas piątkowej prezentacji nowego selekcjonera władze FPF przypomniały, że łącznie Jorge Jesus zdobył 24 tytuły klubowe pracując w czterech krajach świata: Portugalii, Brazylii, Turcji i Arabii Saudyjskiej. Trenował m.in. lizbońskie Benficę i Sporting, Flamengo Rio de Janeiro, Fenerbahce Stambuł oraz saudyjski Al-Nassr. Do tego ostatniego miał trafić, jak twierdzą niektórzy, dzięki protekcji Cristiano Ronaldo.
W każdym z dużych klubów „JJ” sięgał po tytuł. Najdonioślejszym osiągnięciem w karierze Jesusa okazało się zdobycie w 2019 r. Copa Libertadores z Flamengo.
Portugalczycy znają nie tylko sukcesy Jesusa, ale też jego liczne „złote myśli”, wpadki i bardzo często niefortunne lub śmieszne deklaracje, które często funkcjonują w portugalskiej opinii publicznej niczym w Polsce zwroty z komedii Stanisława Barei.
Silący się na angielskie zwroty Jesus kilkakrotnie używał je niewłaściwie. Upierał się w rozmowach z dziennikarzami, że określenie „wybitny piłkarz” jest tożsame ze sformułowaniem „duży piłkarz”, a słowo „pandemia” wypowiadał jako „paumdemia”.
Do kanonów dowcipów w Portugalii przeszła wypowiedzieć Jesusa o liczbie zdobytych przez swoje ekipy tytułów w finałach piłkarskich rozgrywek.
„Grałem z moimi zespołami w 17 finałach. Wygrałem 17 razy, 10 przegrałem”, szacował podczas jednego z wywiadów.
Jednym z głównych pytań stawianych po ogłoszeniu Jesusa nowym selekcjonerem Portugalii jest to, czy podziękuje on 41-letniemu kapitanowi kadry Cristiano Ronaldo. Wielu komentatorów twierdzi, że to w dużej mierze dzięki słabej postawie CR7 Portugalczycy odpadli z tegorocznego mundialu.
Czas pokaże, na ile skuteczny w pracy reprezentacyjnej, której jeszcze nie doświadczył w swojej karierze, okaże się Jorge Jesus. Przyszłość szkoleniowca wydaje się tak niejasna, jak wiele jego deklaracji.
Pytany kiedyś o swoje doświadczenia w pracy szkoleniowej i o przyszłość, Jesus stwierdził: „Trener nie ma ani przeszłości, ani przyszłości. Ma tylko przeszłość…”.
Z Lizbony – Marcin Zatyka (PAP)

