Taka reakcja bywa niezrozumiała nawet dla osoby, która jej doświadcza. „Przecież nic się nie dzieje. Dlaczego nie potrafię się cieszyć?” – pytamy siebie. Odpowiedź kryje się w historii życia. W warunkach, w których czujność była bardziej potrzebna niż odprężenie.
Kiedy bezpieczeństwo było nieprzewidywalne
Dziecko dorastające w domu pełnym konfliktów, uzależnienia lub gwałtownych zmian nastroju dorosłych uczy się obserwować otoczenie. Rozpoznaje ton głosu, kroki na korytarzu, wyraz twarzy rodzica. Jeśli miły wieczór wielokrotnie kończył się awanturą, dziecko mogło uznać, że dobra atmosfera nie daje bezpieczeństwa. Cisza stawała się oczekiwaniem na kolejną burzę.
Badania Setha Pollaka i Pawana Sinhy mówią, że dzieci doświadczające przemocy fizycznej rozpoznawały złość na twarzach przy mniejszej ilości informacji wzrokowej niż dzieci bez takich doświadczeń. Wynik wskazuje, że wczesne doświadczenia mogą kształtować wrażliwość na sygnały zagrożenia. Nie dowodzi jednak, że każdy dorosły odczuwający niepokój, kiedy tak naprawdę nic złego się nie dzieje, przeżył przemoc.
„Jeśli jest dobrze, musi wydarzyć się coś złego”
W podejściu adlerianowskim mówi się o „błędnych przekonaniach”, które współtworzą naszą „prywatną logikę”, czyli osobisty sposób rozumienia siebie, innych i świata. Powstające w dzieciństwie wnioski mogą brzmieć: „Nie wolno tracić czujności”, „Dobrym chwilom nie można ufać”, „Jeśli przygotuję się na najgorsze, mniej zaboli”.
Określenie „błędne” nie oznacza, że interpretacja dziecka była mylna. Dziecko próbuje zrozumieć rzeczywistość przy ograniczonych możliwościach. Problem pojawia się wtedy, gdy dawny wniosek staje się uniwersalną zasadą, obowiązującą również w bezpieczniejszych warunkach, w dorosłym życiu. Przekonanie, że po radości musi przyjść kara, jest jednym z przykładów takiej logiki.
Zamartwianie się jako pozorna ochrona
Zamartwianie się może dawać złudne poczucie bezpieczeństwa: „Jeśli przewidzę najgorsze, nie zostanę zaskoczony”. Czyli podświadome utrzymywanie napięcia ma służyć unikaniu nagłego przejścia od spokoju do cierpienia. Człowiek pozostaje więc w gotowości, nawet gdy nic mu nie zagraża.
Dlatego warto zapytać: „Czemu służy moje zamartwianie się? Przed czym próbuję się ochronić?”. Napięcie można rozumieć jako próbę zabezpieczenia się przed bezradnością lub rozczarowaniem, co jest oparte na dawnej „prywatnej logice”: „Tylko czujność zapewnia mi bezpieczeństwo”. To jeden z możliwych sposobów interpretacji tego zachowania. Terapia pomaga rozpoznać takie przekonania i sprawdzić, czy nadal odpowiadają obecnej rzeczywistości.
Zmiana polega na rozwijaniu odwagi do życia z pewną dozą niepewności oraz przekonania: „Nie muszę przewidzieć wszystkiego, aby poradzić sobie z trudnościami. Mogę działać, prosić o pomoc i korzystać ze wsparcia innych”. W ten sposób poczucie bezpieczeństwa stopniowo zaczyna opierać się na zaufaniu do własnych możliwości i relacji, zamiast na nieustannym oczekiwaniu katastrofy.
Jak wygląda to w codziennym życiu?
Wyobraźmy sobie Annę. Ma stabilną pracę i spokojny związek. Podczas udanego weekendu nagle pyta partnera, czy coś przed nią ukrywa. Sprawdza telefon, szuka oznak oddalenia. W dzieciństwie jej ojciec bywał serdeczny, lecz później, po alkoholu, wszczynał awantury. Anna nauczyła się, że bliskość może szybko zamienić się w zagrożenie. Dlatego dziś Anna próbuje przewidzieć rozczarowanie, zanim ono nastąpi. Jej niepokój nie potwierdza jednak, że partner jest nieuczciwy. Pokazuje, jak dawny sposób ochrony może utrudniać przeżywanie obecnego bezpieczeństwa.
Jak uczyć się ufać spokojnym chwilom
Zmiana zaczyna się od zauważenia przekonania: „Oczekuję nieszczęścia, ale oczekiwanie nie jest dowodem, że ono nastąpi”. Warto zapytać: „Co faktycznie dzieje się teraz? Co przypomina mi przeszłość? Czy zamartwianie pomaga rozwiązać konkretny problem, czy tylko podtrzymuje napięcie?”.
Następnie zacznijmy stopniowo pozwalać sobie na krótkie chwile odpoczynku, obserwując, że nie wymagają ciągłego napięcia. Pomocne bywa zapisywanie sytuacji, w których przewidywana katastrofa nie nastąpiła. Nie potrzebujemy pewności, że nigdy nic trudnego się nie wydarzy. Potrzebujemy zaufania, że w razie trudności możemy szukać wsparcia i reagować. Dobrej chwili nie trzeba zawczasu opłacać lękiem.

.jpg)



