Ta zupa nie jest wprawdzie rodzinną recepturą przekazywaną od pokoleń, ale świetnie odnajduje się w naszym jesiennym repertuarze. Już podczas gotowania pachnie tak, że zaczynam zaglądać do garnka pod pretekstem sprawdzania, czy wszystko jest miękkie. Jest gęsta i pełna smaku, z delikatną słodyczą i odrobiną pikantnego ciepła, które zostaje po każdej łyżce. Rozgrzewa od środka i syci na tyle dobrze, że spokojnie wystarcza mi za cały obiad.
Dla mnie to właśnie soul food w polskiej wersji: gorąca miska, porządna łyżka i chwila, żeby zjeść bez pośpiechu. Lubię ten moment, kiedy po powrocie do domu mogę usiąść nad parującą zupą i wreszcie poczuć, że robi mi się ciepło. A jesień od razu staje się łatwiejsza do polubienia, nawet jeśli znowu pada, a wiatr próbuje oderwać mi głowę… Smacznego!
Składniki:
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
2 łyżki oliwy
½ lb mięsa mielonego, np. wieprzowego
½ szklanki pieczarek, plasterki
1 szklanka różyczek brokuła
1 szklanka dyni (upieczonej)
¼ szklanki makaronu orzo
3 szklanki bulionu warzywnego
½ szklanki śmietanki
1 łyżeczka soli
½ łyżeczki pieprzu
½ łyżeczki chili młotkowanego
½ szklanki posiekanej natki pietruszki
Czas przygotowania: 1 h
Porcje: 8 misek
Sposób przygotowania:
Cebulę pokrój w drobną kostkę, czosnek zetrzyj na tarce. W rondlu rozgrzej oliwę i wrzuć cebulę z czosnkiem. Zeszklij na niewielkiej mocy palnika, mieszając od czasu do czasu.
Dorzuć mięso mielone i podsmażaj, aż się zacznie lekko rumienić.
Do podsmażonych rzeczy w garnku dodaj pieczarki oraz brokuły. Smaż jeszcze 2 minuty, mieszając od czasu do czasu.
Połowę upieczonej dyni włóż do blendera i zblenduj na purée. Dodaj do garnka. Wsyp makaron orzo i zalej całość bulionem warzywnym. Gotuj na minimalnej mocy palnika ok. 20 minut – brokuły i makaron powinny być miękkie. Jeśli płynu jest za mało, to dolej wody, ale to raczej zupa z tych gęstych.
Resztę upieczonej dyni pokrój w kostkę i dodaj do zupy.
Na końcu dodaj przyprawy, śmietankę i ½ natki pietruszki i wymieszaj całość.
Podawaj na gorąco posypane natką.


