Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ

Parlamentarny obciach

Świeżo upieczony senator ze stanu Arkansas Tom Cotton, który posiada zerowe doświadczenie globalne, napisał otwarty list do przywódców Iranu, w którym ostrzega, że jakiekolwiek porozumienie podpisane przez ten kraj z prezydentem Obamą nie ma żadnego znaczenia, gdyż zostanie unieważnione przez następnego prezydenta (w domyśle – republikańskiego). Pod tą idiotyczną epistołą, która złamała amerykańskie tradycje prowadzenia polityki zagranicznej i stanowi szokujące naruszenie protokołu politycznego, podpisało się 46 republikańskich kolegów Cottona, którzy tym samym po prostu się ośmieszyli.

Irańczycy, zapewne nieco zdumieni przesłaniem Senatu, wzruszyli ramionami i oznajmili, że traktują list jako „zagrywkę polityczną”. Nie zmienia to faktu, że prowadzone z Iranem od wielu miesięcy trudne negocjacje mogą się w ostatniej chwili mocno skomplikować. Natomiast sygnatariusze listu niechcący weszli w „sojusz” z ultrakonserwatystami w Iranie, którzy nie chcą jakiegokolwiek porozumienia z USA. Ciekaw jestem, czy im ów sojusz odpowiada.

Najbardziej znamienne jest to, że panowie senatorowie próbują odstraszyć Irańczyków od zawierania jakichkolwiek umów z Zachodem, mimo że ani oni, ani nawet sami negocjujący nie wiedzą jeszcze, jak ostateczne porozumienie ma wyglądać. Ba, nie wiadomo nawet, czy w ogóle zostanie zawarte. Innymi słowy, posłowie protestują przeciw czemuś, czego na razie nie ma i czego kształt pozostaje wielką niewiadomą.

W sumie jednak list wysłany przez senatorów byłby dokładnie takim samym obciachem jak jest, niezależnie od jego tematyki. Kształtowanie polityki zagranicznej kraju leży w wyłącznej gestii prezydenta USA i kontrolowanego przez niego Departamentu Stanu. Konstytucja stanowi wprawdzie, że wszelkie traktaty zawierane z obcymi państwami muszą być zatwierdzane przez Kongres, ale nie do tego ostatniego należy negocjowanie tychże traktatów. Ponadto ewentualne porozumienie z Iranem nie będzie formalnie traktatem, a zatem wszelkie ingerencje ze strony Kongresu być może w ogóle nie wejdą w rachubę.

Wyobraźmy sobie, że podobny list tuż przed konferencją poczdamską w 1945 wysyłają do przywódców sojuszniczych państw ówcześni senatorowie. Coś w stylu „popisujcie sobie, co chcecie, ale to i tak zostanie unieważnione przez następnego prezydenta”. Oczywiste jest to, że takie przesłanie osłabiłoby znacznie pozycję prezydenta Trumana, szczególnie wobec Józefa Stalina. Dokładnie tak samo jest dziś, o czym pan Cotton i spółka jakby nie chcieli wiedzieć. Co więcej, w obliczu powszechnej krytyki listu i jego autorów niektórzy republikańscy politycy stwierdzili, iż winę za całą sprawę ponosi... Obama. A to dlatego, że „systematycznie ignoruje” Kongres i nie konsultuje podejmowanych przez siebie na arenie międzynarodowej działań. Problem jednak w tym, że żaden prezydent nie musi, a czasami wręcz nie powinien konsultować się z parlamentem w trakcie prowadzenia negocjacji z obcymi siłami. Na konsultacje i debaty przyjdzie jeszcze czas, tyle że w kontekście ostatnich wydarzeń nie wiadomo, czy będzie z kim gadać.

Andrzej Heyduk

Na zdjęciu: Tom Cotton fot.United States Congress/Wikipedia
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama