Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

Stara wiara

Były gubernator Florydy Jeb Bush nie ogłosił jeszcze wprawdzie swojej prezydenckiej kandydatury, ale niemal pewne jest to, że stanie w szranki wyborcze. Podobnie jak Hillary Clinton będzie miał jeden poważny problem – nazwisko. Tu i ówdzie odzywają się głosy, że system polityczny USA staje się z wolna dynastyczny i że ewentualne ponownie starcie Clinton–Bush spowoduje niemal natychmiastowe znużenie milionów wyborców, którzy chcieliby w wyborach prezydenckich widzieć zupełnie nowych graczy. O ile jednak bagaż Hillary to wyłącznie wcześniejsza prezydentura jej męża, Jeb w historii swojej rodziny ma aż dwóch prezydentów, w tym jednego, George’a W. Busha, który opuszczał swój urząd z 27-procentowym poparciem narodu i który zostawił nam w spadku dwie wojny.

Jeb Bush w dotychczasowych wystąpieniach, choć jeszcze nie w roli oficjalnego kandydata, wielokrotnie podkreślał, iż „jest sobą” i że jego ojciec oraz brat to zupełnie inni ludzie, z którymi może, ale nie musi się zgadzać. Innymi słowy, Jeb robi co może, by dokonać swoistego politycznego rozwodu z przeszłością własnej rodziny. Ale jeśli tak, to mocno zastanawiający jest krąg doradców prezydenckiego aspiranta. W gronie tym jest obecnie 21 osób, z czego 20 to ludzie dość znani, przede wszystkim z tego, że doradzali również „W” oraz starszemu Bushowi.

Niektóre z nazwisk nie budzą zdumienia, gdyż są to ludzie o ogromnym doświadczeniu, na przykład James Baker oraz George Schultz. Obaj wchodzili w skład administracji Ronalda Reagana. Zupełnie inaczej jest jednak w przypadku kilku innych doradców. Jest wśród nich Paul Wolfowitz, były zastępca sekretarza obrony, który wkrótce po atakach terrorystycznych 9/11 zaczął agitować na rzecz wojny z Irakiem, mimo że doskonale wiedział o tym, iż Saddam Husajn z atakami tymi nie miał nic wspólnego. Tenże Wolfowitz, jako czołowy „neokonserwatysta”, stworzył w Pentagonie Biuro Specjalnych Planów, które zajmowało się tworzeniem kompletnie zmyślonych teorii o irackiej broni masowego rażenia. Katastrofalna wojna z Irakiem to w znacznej mierze „dzieło” Wolfowitza.

Innym zaufanym Jeba Busha jest Stephen Hadley, były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, który zignorował ostrzeżenia ze strony FBI i CIA i w roku 2003 wepchnął do prezydenckiego przemówienia o stanie państwa akapit o rzekomych wysiłkach Iraku na rzecz pozyskania wzbogaconego uranu. Była to kompletna bzdura, a akapit ten prześladował potem Busha przez resztę jego prezydentury.

„Stara wiara” brata Jeba jest jednak znacznie liczniejsza. Z pewnością wszyscy pamiętają takie nazwiska jak Michael Chertoff (szef Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, skompromitowany bezradnością wobec katastrofalnego huraganu Katrina), Porter Goss (jeden z najgorszych dyrektorów CIA w historii) oraz Michael Hayden (szef CIA, za którego kadencji Ameryka torturowała więźniów w tajnych placówkach).
Jeśli to ma być nowa ekipa kandydata Jeba Busha, jakoś za bardzo przypomina starą i sugeruje, że jego słowa o własnym światopoglądzie i odrębności od klanu Bushów są niestety tylko słowami.

Andrzej Heyduk

Na zdjęciu: Jeb Bush fot.Pete Marovich/EPA

 

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama