Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
Reklama KD Market

Trzecia porażka Bears. Trubisky za Glennona?



Ci, którzy liczyli na to, że futboliści Chicago Bears pójdą za ciosem i po zwycięstwie nad Pittsburgh Steelers odniosą kolejne w Green Bay z Packers, zawiedli się. Chicagowianie ani przez moment nie zagrozili zdziesiątkowanym kontuzjami miejscowym, przegrywając 14:35.

Tylko jardowe statystyki były korzystne dla Bears. Byli oni lepsi zarówno na ziemi (103:91), jak i w powietrzu (308:260). Nie miało to jednak żadnego przełożenia na losy meczu, głównie dlatego, że Packers mieli w swoich szeregach Aarona Rodgersa, który popisał się czterema przyłożeniami, a w czerwonej strefie był perfekcyjny, Bears natomiast Mike Glennona, który nie tylko nie miał żadnego pomysłu na grę, ale na domiar złego popełnił cztery błędy.

Już w pierwszej kwarcie w ciągu zaledwie kilkudziesięciu sekund Rodgers uruchomił krótkimi podaniami Davante Adamsa i Randalla Cobba i zrobiło się 14:0. W kolejnej Aaron Jones wbiegł do pola przyłożeń, podwyższając prowadzenie do 21:0. Na osiem sekund przed przerwą Kendall Wright zmniejszył wprawdzie deficyt do 21:7, ale w trzeciej i czwartej odsłonie dwukrotnie Jordy Nelson złapał podania Rodgersa i przewaga Packers wzrosła do 37:7. Jordan Howard na pięć minut przed końcem trzyjardowym biegiem zdobył czwarte w tym sezonie przyłożenie. Tydzień temu jedno z nich rozstrzygnęło losy meczu, teraz niestety tylko zmniejszyło rozmiary klęski.

Z czterech błędów Glennona, dwa skutkowały stratą punktów. Dzięki nim trafił on również na niechlubną listę historycznych klubowych „osiągnięć”. Jako jedyny popełnił trzy błędy w jednej połowie w dwóch meczach oraz osiem w czterech pierwszych w sezonie. W tym drugim wyczynie dorównuje mu tylko Jay Cutler.

Jest to absolutnie czytelny sygnał, żeby w końcu zakończyć eksperyment z rozgrywającym, z którym podpisywanie kontraktu było nieporozumieniem, a gwarantowanie mu 16 milionów dolarów rocznie szaleństwem. Czas w końcu pomyśleć o Mitchu Trubiskym, który wprawdzie doświadczenia w NFL nie ma żadnego, ale ma silne ramię, więcej spontaniczności i inwencji, w odróżnieniu od bezbarwnego Glennona, a przede wszystkim wielką świadomość zaistnienia.

Czy do tego dojrzewa John Fox?. Wydaje się, że szkoleniowiec Bears nie ma wyjścia i w kolejnym meczu z Minnesotą 9 października, stery zarządzania na boisku przejmie wybrany z numerem drugim tegorocznego draftu Trubisky.

Dariusz Cisowski
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama