Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
niedziela, 29 marca 2026 20:43
Reklama KD Market

"Mega ściema", czyli tak zyskuje się rozgłos

Od kilku dni obserwujemy jak Mirlande Wilson wodzi za nos całą Amerykę. 37-letnia pracownica McDonalda twierdz, że jest w posiadaniu jednego z trzech szczęśliwych losów loterii Mega Millions. Wilson zwołuje i odwołuje konferencje prasowe, udziela wywiadów. Jednak nawet jej prawnik przyznaje, że „szczęśliwy los” być może nie istnieje.
Od kilku dni obserwujemy jak Mirlande Wilson wodzi za nos całą Amerykę. 37-letnia pracownica sieci McDonalds twierdz, że jest w posiadaniu jednego z trzech szczęśliwych losów loterii Mega Millions. Wilson zwołuje i odwołuje konferencje prasowe, udziela wywiadów. Jednak nawet jej prawnik przyznaje, że „szczęśliwy los” być może wcale nie istnieje.  O 37-letniej, samotnej matce siedmiorga dzieci głośno zrobiło się już w dzień po ubiegłotygodniowym losowaniu Mega Millions, w którym do wygrania było 656 milionów dolarów. Szczęśliwe losy sprzedane zostały w stanach Illinois, Kentucky i Maryland. Do dziś nikt nie wie kim są szczęśliwcy, którzy dostaną po ok. 218 milionów dolarów (przed odliczeniem podatków). Z jednym wyjątkiem. Mirlande Wilson z Maryland twierdzi, że jest w posiadaniu szczęśliwego losu. Najpierw wyznała, że kupiła go sama, potem, że kupon nabyła dla niej znajoma. Zobacz także: Maryland. Zamieszanie wokół wygranej w Mega Millions Do dziś jednak nikt tego kuponu nie widział. Wynajęty przez pannę Wilson prawnik, przyznał, że nie może z całą pewnością potwierdzić, że jego klientka rzeczywiście szczęśliwy los posiada. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że podziału wygranej domagają się współpracownicy 37-latki. Wilson dołożyła się bowiem do puli 15 losów jakie wspólnie kupili pracownicy McDonalda, i którzy planowali podzielić się wygraną. Pochodząca z Haiti Mirlande Wilson nie tylko nie ma zamiaru z nikim dzielić się pieniędzmi, ale także wydaje sie znakomicie bawić zainteresowaniem jaki wzbudziła jej historia. Kobieta, która przed kilkoma dniami mówiła, że jest „przerażona” i „oszołomiona” wygraną, w środę zwołała konferencję prasową ... tylko po to, by ją odwołać i tłumy dziennikarzy odesłać z kwitkiem. Wynajęty przez Wilson prawnik stanowczo odrzucił twierdzenia rozczarowanych reporterów, którzy zarzucili Wilson, że wodzi ich za nos, by mieć swoje „pięć minut sławy” . „To szaleństwo musi się skończyć, ona i jej dzieci chcą powrócić do normalnego życia” -oświadczył Edward Smith, który od środy reprezentuje Wilson. O ile jeszcze w niedzielę, ktoś mógłby uwierzyć w historię o wygranej, to po kilku dniach medialnych popisów Mirlandy Wilson wątpliwości mają jej znajomi, prawnik i przedstawiciele loterii Mega Millions. Najpierw Wilson twierdziła, że wgrała, potem że „wydaje jej się, że wygrała”, następnie „że ukryła los” – w domu, w McDonaldzie, w nieznanej lokalizacji”. Ostatnio stwierdziła, że nie jest pewna że wygrała, bo nie sprawdziła numerów. Konsekwentnie jednak odmawia pokazania komukolwiek szczęśliwego losu, który rzekomo posiada. I choć wiele wskazuje na to, że pannie Wilson nie będzie można pogratulować wygranej w Mega Millions, to już teraz gratulacje należą się jej za „mega ściemę” jako zaserwowała w ostatnich dniach Ameryce. Z niecierpliwością czekamy na finał! Magdalena Pantelis
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama