Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

Polonia Chicagowska pożegnała śp. Jolantę Pawlikowską

Polonia Chicagowska pożegnała śp. Jolantę Pawlikowską
Księża Jezuici odprawiają mszę żałobną. fot. Ryszard Siek
W piątek, 31 stycznia 2020 roku, chicagowska Polonia pożegnała osobę bardzo znaną i cenioną w naszym środowisku. Jej rozliczne zasługi trudno przecenić. Uroczystość pogrzebowa rozpoczęła się od wizytacji, po czym o godzinie 11:15 rano w Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa, w Jezuickim Ośrodku Milenijnym w Chicago.  Pięciu księży jezuitów odprawiło mszę świętą. W czasie mszy śpiewała przepięknie p. Ewa Kowcz-Fair, solistka zespołu Lira. Akompaniował artystce Jerzy Jabłoński. Na uroczystą mszę przybyło około 300 osób: rodzina, harcerze, członkowie Chicagowskiego Oddziału Fundacji Kościuszkowskiej, przedstawiciele grupy artystów plastyków zrzeszonych w ARTPO, przyjaciele i znajomi.
/a> 80. urodziny fot. arch. Ewy Radwańskiej
Przypomnijmy życiorys i działalność śp. Jolanty.  Urodziła się 23 sierpnia 1938 roku w Święciechowie, w Wielkopolsce.  Jej rodzice, Maria i Józef Żurczakowie, byli nauczycielami i instruktorami harcerskimi.  W czasie II wojny światowej, Józef, wówczas ppor. Wojska Polskiego, wzięty został do niewoli niemieckiej i wysłany do obozu w Murnau, w Niemczech.  W 1944 roku, matka z Jolą i jej młodszym bratem mieli zostać przetransportowani do obozu pracy, także do Niemiec. W międzyczasie dzieci zachorowały.  Pani Żurczakowej udało się uciec z pociągu i dotrzeć do szpitala, co uratowało im życie. W tym szpitalu, w Niemczech, mama Joli pracowała do końca wojny.  Następnie rodzina dotarła do obozu, w którym skupiono wielu Polaków z terenu Niemiec. Nadali oni tej miejscowości polską nazwę Maczków. Do Marii Żurczakowej dołączył mąż Józef, który wkrótce został kierownikiem szkoły uczącej polskie dzieci.  Mama Joli też pracowała w tej szkole — jako nauczycielka. Ojciec zorganizował harcerstwo i był zastępcą komendanta chorągwi. To wtedy Jola zaczęła jeździć na biwaki i obozy harcerskie. Swą sympatię do harcerstwa zachowała do końca życia i przekazała potem swej córce, Beacie.
/a> Jola z wnuczką Kingą fot. arch. Ewy Radwańskiej
W 1949 roku rodzina Żurczaków, już z trójką dzieci, wyemigrowała z Niemiec do Stanów Zjednoczonych.  Najpierw zamieszkali w Wisconsin, a po kilku miesiącach przenieśli się do Chicago. Jolanta ukończyła katolicką szkołę podstawową i średnią im. Świętego Stanisława Kostki w Chicago jako National Honor Student, otrzymując też Leadership Award.  Wstąpiła do tworzącego się tu harcerstwa, do pierwszej drużyny harcerek noszącej nazwę „Młody Las”, gdzie zdobyła stopień przewodniczki. W tym czasie Jola występowała od czasu do czasu w polonijnym programie radiowym Marka Gordona recytując poezje. Po ukończeniu szkoły średniej zaczęła pracować, by pomóc rodzicom w utrzymaniu domu.  Pracowała jako sekretarka w firmach architektonicznych. Jednocześnie marzyła o studiowaniu.  Pociągała ją zwłaszcza muzyka. Studia muzyczne (wiolonczela i śpiew) odbyła w American Conservatory of Music i na University of Chicago.  Po studiach występowała jako wiolonczelistka w zespołach kameralnych i w West Chicago Orchestra. Jako śpiewaczka występowała z grupą ACM Madrigal Chamber Ensemble oraz Anshe Emet Synagogue Choral Group wykonując jako solistka utwory klasyczne i sakralne.  W latach 1974 – 1995, Jolanta Pawlikowska była członkiem prestiżowego chóru w Lyric Opera w Chicago. Jednym z największych osiągnięć tego okresu było to, że Jolanta występowała z chórem przez siedem tygodni w operze La Scala w Mediolanie. Wykonywali wówczas utwór ,,Raj utracony” Krzysztofa Pendereckiego.  Na zaproszenie Ojca Świętego Jana Pawła II, wykonali ten utwór także w Watykanie. W 1959 roku Jolanta wyszła za mąż za Witolda Pawlikowskiego.  W 1966 roku na świat przyszła ich córka, Beata. Jola była wspaniałą żoną, matką i synową.  Z niespożytą energią łączyła pracę, macierzyństwo i obowiązki wobec rodziny z działalnością społeczną oraz rozwijaniem zainteresowań artystycznych.  Dom Pawlikowskich był zawsze otwarty. Gościli w nim naukowcy, pisarze i artyści. Jola i Witold byli członkami Polonijnego Klubu Akademickiego, który organizował między innymi odczyty i wieczory poetyckie, poświęcone np. poezji Kazimierza Wierzyńskiego.  Wśród członków tego klubu byli m.in.: Marek Gordon, Róża Nowotarska, Robert Lewandowski i Andrzej Azarjew.
/a> Jolanta Pawlikowska (druga z lewej strony w drugim rzędzie) wraz z kolegami z Chicagowskiego Oddziału Fundacji Kościuszkowskiej oraz ze stypendystką Fundacji, p. Ewą Modzelewską (stoi obok Jolanty, po jej prawej stronie) fot. arcj. Fundacji Kościuszkowskiej
Aktorki, Barbara Kożuchowska i Julitta Mroczkowska, pamiętają Jolę z programów Feliksa Konarskiego, Ref-Rena, gdzie grywała w skeczach, śpiewała, a nawet grała, w spektaklach teatralnych takich jak ,,Przed sklepem jubilera” napisanym przez Karola Wojtyłę.  Życie artystyczne kwitło w tym czasie w Chicago.  Jola grała też w operach i operetkach organizowanych przez Lidię Pucińską, matkę znanego polonijnego polityka, Romana Pucińskiego.  Wystawiano na przykład ,,Halkę”, ,,Straszny dwór”, a także ,,Sound of Music”.  Jola występowała ponadto w recitalach w czasie bankietów różnych organizacji i w czasie świąt polonijnych.  Gdy trzeba było, zastępowała Roberta Lewandowskiego prowadząc za niego audycje radiowe. Od 1984 roku, Jola i jej mąż Witold związali się z Fundacją Kościuszkowską.  Wraz z Lucyną Migałą współtworzyli Chicagowski Oddział tej fundacji. Od początku byli w zarządzie.  Postawili na promowanie muzyki, zwłaszcza muzyki Chopina. Organizowali wraz z innymi muzykami mieszkającymi w naszej metropolii eliminacje chicagowskie do corocznego Konkursu Chopinowskiego.  Pomagały im w tym dziele takie osoby jak Jacqueline i Tadeusz Kożuchowie, Wanda Paul, Paweł Chęciński i dr Ewa Radwańska. Jolanta przez wiele lat była dyrektorem muzycznym oddziału. Pianiści, którzy zwyciężali w eliminacjach chicagowskich bardzo często zwyciężali też w Nowym Jorku, co przysparzało Oddziałowi Chicagowskiemu FK wiele splendoru i uznania.  Było tych konkursów w Chicago szesnaście. Gdy kandydatów do eliminacji chicagowskich ubyło, władze centralne fundacji zadecydowały, że odtąd organizowane będą tylko centralne eliminacje Konkursów Chopinowskich. Ale Jola i Witold nadal działali w zarządzie Oddziału Chicagowskiego. Jola pełniła funkcję sekretarza, Witold – skarbnika. Pracowali przeszło 35 lat w tej organizacji!  Jola właściwie do ostatnich chwil swego życia. Za swe zasługi państwo Pawlikowscy zostali w 2010 roku uhonorowani wieńcem laurowym i dyplomem uznania od Chicagowskiego Oddziału Fundacji Kościuszkowskiej. Wcześniej, w 1998 roku, Jolanta za swą działalność na rzecz Polonii otrzymała order „Za zasługi dla kultury polskiej” od Ministerstwa Kultury i Sztuki Rzeczypospolitej Polskiej. Jolanta była osobą wszechstronną.  Kochała sztukę we wszystkich jej przejawach, nie tylko muzykę, nie tylko sztukę słowa.  Przez wiele lat działała w Polish Arts Club, organizacji, która stawiała sobie za zadanie opiekę nad artystami polskiego pochodzenia, którzy pragnęli zajmować się sztuką na emigracji.  Jola była nawet prezesem tej organizacji w latach 1992- 1994. Znana było z tego, że przez lata organizowała coroczne wystawy plastyczne w chicagowskim Muzeum Polskim w Ameryce. Bardzo ciepło wyrażają się o Jolancie Pawlikowskiej członkowie ARTPO, czyli grupy artystów plastyków, którzy brali udział w tych wystawach.  Lidia Rozmus powiedziała o p. Pawlikowskiej, że „miała piękne wyczucie sztuki i przychylny stosunek do wszystkich artystów. Była życzliwa i pomocna, a także wyrozumiała, gdy na przykład ktoś nie zdążył z przywiezieniem swych prac na wystawę na czas. Miała promienny uśmiech, była skromna i zawsze elegancka”.  Urszula Leleń zapytana o współpracę z Jolantą mówi, że „Ona bardzo dbała o to, by wszystkie prace plastyczne były dobrze wyeksponowane. Nie szczędziła słów otuchy i zachęty. Pięknie dziękowała wszystkim biorącym udział w wystawach”. Gdy w 2008 roku nagrodzono prace Uli, Jolanta była pierwszą osobą, która jej pogratulowała i uścisnęła ją serdecznie.  „Bardzo jestem wdzięczna losowi za to, że dał mi poznać tak piękną duchowo osobę, jaką była Pani Jola.” – napisała do mnie w e-mailu Urszula Leleń. Teresa Gierwielaniec Rozanecki powiedziała Jolancie, że ,,była ona osobą charyzmatyczną, o niezwykłej kulturze osobistej i delikatności, a przy tym perfekcyjną we wszystkim co robiła”. Według p. Teresy pozostanie nieodżałowana i niezastąpiona.
/a> Krąg harcerski w Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa. W ten sposób harcerze pożegnali druhnę Jolantę fot. Ryszard Siek
Wiele osób mówi o tym, że Jolanta zawsze służyła pomocą, że bardzo dobrze się z Nią współpracowało.  Takie słowa usłyszałam od Jarosława Gołembiowskiego, pianisty i kompozytora, który akompaniował Jolancie w czasie recitalów i który podziwiał Jej ciepły alt.  Poza tym „zawsze była miła, pełna entuzjazmu i miała dużo dobrych pomysłów”. W wypowiedziach moich rozmówców pojawiało się dużo komplementów na temat gościnności państwa Pawlikowskich.  Mówiła o tym Basia Kożuchowska, dr Ewa Radwańska i wszyscy członkowie Chicagowskiego Oddziału Fundacji Kościuszkowskiej.  Przez ponad dziesięć lat zebrania zarządu odbywały się właśnie w domu Joli i Witolda Pawlikowskich. Gdy Oddział Chicagowski gościł stypendystów z Polski, państwo Pawlikowscy często ich zapraszali do siebie.  Każdy w tym domu czuł się dobrze. Ksiądz Paweł Kosiński w czasie kazania wygłoszonego podczas mszy pogrzebowej opowiedział o innych zasługach śp. Jolanty.  Otóż od samego początku istnienia Jezuickiego Ośrodka Milenijnego, była ona wraz z p. Leszkiem Nowobilskim zaangażowana w zbieranie funduszy na spłacenie dwumilionowej pożyczki zaciągniętej na zakup i renowację tego kościoła.  Spotykali się regularnie w każdy wtorek przez dziewiętnaście lat (od 2001 do 2019 roku) u Jezuitów, by sprostać temu zadaniu. Wywiązywała się z tego trudnego zobowiązania wzorowo, mimo nieraz złego samopoczucia. Była bowiem bardzo obowiązkowa, zorganizowana, dokładna i skrupulatna. Bardzo pochlebnie o zmarłej wyrażał się też ksiądz Stanisław Czarnecki, który opowiadał o długoletniej współpracy z Jolantą i o ostatnich posługach kapłańskich jakie Jej wyświadczył, podczas, gdy przebywała w szpitalu, w czasie ostatnich Świąt Bożego Narodzenia.  To On udzielił Jolancie namaszczenia chorych, wyspowiadał przed śmiercią i przynosił komunię świętą, co dawało Jej ogromną radość. Widział jak była rozpromieniona i pogodna po każdej takiej wizycie. Jolanta poprosiła, by ksiądz Czarnecki odprawił Jej pogrzeb. Odwiedził Jolę nawet wtedy, gdy już nie było z nią kontaktu, gdy była w agonii.  Po mszy pożegnalnej powiedział, że „Jola może być dla każdego przykładem, jak żyć, jak walczyć z przeciwnościami losu i jak w Panu umierać. Jak przejść z tego życia w wieczność”. Jolanta Pawlikowska już jako dziecko związana była z harcerstwem.  Harcerstwem zaraziła swoją córkę, Beatę. Obserwowała jej sukcesy na tym polu i gdy Beata została hufcową hufca harcerek „Tatry” w Chicago, Jolanta postanowiła wrócić w roku 2001 do aktywnej pracy w harcerstwie.  Dlatego ukończyła specjalny kurs i zdobyła stopień podharcmistrzyni. W związku z przynależnością Jolanty do wspólnoty harcerskiej, na mszę pogrzebową przyszło ponad trzydziestu harcerzy, z których większość stanowiły osoby dorosłe.  Dzieci i młodzież musiały być w tym czasie w szkole. Końcową część mszy poprowadziła bardzo pięknie hm. Barbara Chałko, która powiedziała o zasługach Jolanty Pawlikowskiej w języku angielskim i zapewniła, że pamięć o Niej będzie trwać w rodzinie harcerskiej w Chicago.  Następnie harcerze utworzyli przed ołtarzem krąg, taki jaki tworzą w czasie zbiórek i odśpiewali dwie pieśni harcerskie: modlitwę „O Panie, Boże” i pieśń pożegnalną „Idzie noc”. Był to bardzo wzruszający moment. Chwała harcerzom, że tak pięknie uczcili osobę z nimi związaną od wielu lat i bardzo zasłużoną dla polonijnej społeczności Chicago. Z upoważnienia Chicagowskiego Oddziału Fundacji Kościuszkowskiej chciałabym zawiadomić szanownych czytelników „Dziennika Związkowego”, że oddział planuje zorganizowanie w dniu 13 sierpnia bieżącego roku, w miesiącu urodzin Jolanty Pawlikowskiej, w chicagowskim Muzeum Polskim w Ameryce, uroczystości poświęconej celebrowaniu Jej działalności.  W czasie tego spotkania wystąpią z recitalem Jarek Gołembiowski, pianista i kompozytor oraz Krzysztof Zimowski, skrzypek z Nowego Meksyku. Mamy nadzieję, że przybędzie na nie dużo osób, które znały Jolantę, a także dużo tych, które chciałyby się o jej działalności jak najwięcej dowiedzieć. Maria Zakrzewska  Członek Zarządu Chicagowskiego Oddziału Fundacji Kościuszkowskiej  

spJolPawlikowska_2552a2-

spJolPawlikowska_2552a2-

IMG_2658

IMG_2658

IMG_3734

IMG_3734

IMG_9879

IMG_9879

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama