Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ

Wielobarwność

Wielobarwność
fot. Depositphotos.com

Nie wiem, czy każdy tak ma, ale mi zdarza się nieraz zastanawiać, czy jestem dobrym rodzicem. Jest to jedna z głównych ważnych dla mnie konkurencji, bo właśnie w takich swego rodzaju „zawodach” upatruję tych moich zagwostek.

Prawdopodobnie wiele osób staje w bardziej, czy mniej jawne szranki o prymat: najlepszego kucharza w rodzinie, najsilniejszego człowieka w okolicy lub też najlepiej ubranej osoby w towarzystwie. Zastanawiam się jednocześnie, czy jest taka osoba, która czuje się w czymś stale najlepsza? Prawdopodobnie nie, bo lubimy konkurować i wciąż dążyć do doskonałości, nawet gdyby takowa nie istniała.

Z jednej strony trzeba pamiętać, że sukces jest dość przewrotny i przydarza się na chwilę, aby prędzej czy później dać miejsce tryumfom kogoś innego. Z drugiej strony w wielu aspektach naszego życia jest zwyczajnie trudno wyznaczyć obiektywne cechy, po których osiągnięciu lub nie, możemy być uznani chociażby właśnie za dobrych lub złych rodziców. 

Wiem to wszystko, a mimo to dalej się zastanawiam i zwracam uwagę kiedy widzę/ słyszę…

Złość i nerwy

„Chyba nie zamierzasz tak ubrana wyjść z domu? Jak ty wyglądasz?” – matka pyta swojej córki lekko drwiącym tonem. „Przebierz się natychmiast inaczej nigdzie nie pójdziesz” – dodaje po chwili, kiedy spostrzega, że córka nie zareagowała na pytania początkowe. Dziecko spuszcza głowę i jeszcze próbuje coś odpowiedzieć, ale czuje, że tym razem ton jest tak ostry, że nic się nie da ugrać.

Niejednokrotnie spotykam się też z rodzicielskim syndromem szkolnym. „Chodzisz do szkoły i nie wiesz, co było na lekcji? Nie wiesz, co jest zadane? To, co ty robisz w szkole, chodzisz tam wyłącznie towarzysko? – pyta syna już mocno zdenerwowana, kiedy znów w niedzielne popołudnie okazuje się, że nie wie, co działo się na piątkowych lekcjach.

Innym razem znów pojawia się temat szkolny po tym jak widzi słabą ocenę w dzienniku elektronicznym: „Twierdziłeś, że wszystko umiesz, a tu kolejna dwója. Ważniejszy jest dla Ciebie telefon i gry na komputerze niż realne życie…” Z każdym kolejnym zdaniem (a było ich całkiem sporo), nakręcała się coraz bardziej, a z jej monologu wybrzmiewał jeden prosty komunikat: „Z ciebie mój drogi to już nic nie będzie…”

Radość i miłość

Widziałam ją kiedyś jak cierpliwie siedziała pozwalając swojej córce robić eksperymenty na jej włosach. Nie wiem jak wiele włosów przy tym straciła, ale radość dziecka, dyskusje o modzie i ten błysk w oczach były ważniejsze niż chwilowy ból wyszarpywanych włosów. Kiedy już obie miały włosy upięte, wzięły się za wspólne szykowanie deseru, aby później zrobić sobie „babski” wieczór z malowaniem paznokci i seansem filmowym.  

Widziałam również mamę, która szła przez park ze swoim dzieckiem. Razem tańczyli i śpiewali, zupełnie tak jakby świat wokół nich nie istniał, nie zwracając uwagi na przypatrujących im się ludzi. Byli tylko oni, uśmiechnięci, zajęci sobą z piękną energią wzajemnej miłości i zaufania.

Pamiętam również mamę, którą zauważyłam przypadkiem, całkiem niedawno. Siedziała ze swoim nastoletnim już synem i słuchała go uważnie. On mówił, a ona wyłapywała każde słowo w skupieniu, aby nic nie umknęło. Kiedy skończył przytuliła go, zamienili jeszcze kilka słów, aby po chwili zacząć się uśmiechać coraz śmielej i w końcu zaśmiewać się do łez.

Gdzie jestem?

Wspominam te wszystkie mamy, o których przed chwilą pisałam i mogę zacząć się z nimi porównywać. Niekiedy dojdę zatem do wniosku, że zdecydowanie jestem znacznie lepszym rodzicem, a kiedy indziej, przyznam w zawstydzeniu, że chciałabym  być dla moich dzieci taką właśnie mamą. 

Jednocześnie, patrząc bardziej obiektywnie, mogę zauważyć, że te wszystkie historie są moje, o mnie i o moich dzieciach. Nie zawsze bowiem jestem ideałem, nie zawsze też czepiam się o wszystko, jestem różna, zmienna, wielobarwna. I to nie dotyczy wyłącznie mnie, ale każdej matki, ojca, dziecka i człowieka. Jeżeli chcemy poznać kogoś, trzeba poświęcić czas i zaangażowanie, aby skleić te dobre i mniej ciekawe historie w jedną całość. Dopiero to otwiera nam drzwi do mnogości kolorów drugiego człowieka, a także nas samych. Ciężko zatem stwierdzić, czy jesteśmy dobrzy, czy też jednak źli, bo jesteśmy bardzo różni, a dodatkowo zmienia nas czas, okoliczności i nasze własne doświadczenia. Bardzo ciekawie ukazuje to przerwany stanfordzki eksperyment więzienny Philipa Zimbardo z 1971 r.

Porównanie

Wracając do porównywania, od którego zaczęłam, jest ono bardzo popularne. Spotykamy się z nim na etapie szkoły, pracy, czy nawet oglądając rywalizację sportową.  Niekiedy bywa przydatne,  ale zdecydowanie nie w sytuacjach społecznych. Jeżeli chcemy się porównywać, to na pewno nie z innymi, ale z jedynymi osobami, z którymi ma to sens, czyli ze sobą. Niech to będzie ta nasza siła napędowa do rozwoju w najróżniejszych naszych życiowych rolach, również w roli rodzica i czerpania z niej przyjemności lub wyciągania wniosków na przyszłość. Ta wielobarwność jest naszą siła, a nie kulą u nogi i tego się trzymajmy .

Iwona Kozłowska

jestem pedagogiem, mediatorem, a także Praktykiem i Masterem Emotion NLP. Od 2006r. pracuję z dziećmi, młodzieżą, a także ich rodzicami, nieustannie poszerzając swój warsztat pracy.Po godzinach natomiast jestem całkiem zwyczajną mamą, której również zdarza się nadepnąć na rozrzucone klocki, czy też mierzyć się z wyzwaniami pod tytułem: „Nie chcę jeszcze iść się myć!”, lub „Jeszcze tylko 5 minut…”Moją wielką pasją jest odkrywanie i wspieranie potencjału jaki drzemie w każdym dziecku i w każdym rodzicu. Głęboko wierzę, bo widzę to na swoim przykładzie, że nawet mając dzieci u boku, można realizować swoje marzenia i cele. Jednocześnie, takim podejściem można „zarażać” swoje dziecko, następnie je wspierać, a później wzajemnie się motywować i czerpać ze swoich doświadczeń.Prowadząc MamoKompas pomagam mamom sprawić, aby ich podróż wychowawcza była przyjemna, ciekawa i wzbogacająca!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama