- Sytuacja nie wygląda tak, ze Stany Zjednoczone mogą podbić Grenlandię.(…) nie powinniśmy więc panikować. Powinniśmy wrócić do dobrej współpracy, która nas kiedyś łączyła – powiedział Nielsen na konferencji prasowej w stolicy Grenlandii, Nuuk.
Zaznaczył jednak, że jego rząd „zaostrzy teraz ton, gdyż nie jesteśmy zadowoleni z sytuacji, w której się znaleźliśmy”.
Nielsen wyraził przekonanie, że sytuacja jego kraju bardzo się różni od tej w Wenezueli, gdzie podczas przeprowadzonej w nocy z piątku na sobotę interwencji wojsk USA z kraju wywieziono prezydenta Nicolasa Maduro i jego żonę. Maduro postawiono w USA cztery zarzuty: uczestnictwa w zmowie narkoterrorystycznej, sprowadzania kokainy do Stanów Zjednoczonych i dwa zarzuty związane z posiadaniem zabronionej broni.
- Naszego kraju nie można porównać do Wenezueli. My jesteśmy krajem demokratycznym. Od wielu, wielu lat – oznajmił Nielsen.
W niedzielę Trump po raz kolejny oświadczył, że „potrzebuje Grenlandii ze względu na bezpieczeństwo narodowe, a Dania nie będzie w stanie nią się zająć”. Dodał, że zajmie się Grenlandią „za jakieś dwa miesiące”.
- Jeśli Stany Zjednoczone zaatakują militarnie inny kraj NATO, to będzie koniec wszystkiego – oświadczyła premierka Danii Mette Frederiksen w telewizji TV2.
Grenlandia – ogromna wyspa arktyczna zamieszkana przez 57 tys. osób, ma ogromne bogactwa naturalne, które w większości nie są eksploatowane. Jest też strategicznie położona. Prezydent USA Donald Trump od początku swojej drugiej kadencji w styczniu 2025 r. wielokrotnie mówił o konieczności przejęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone.(PAP)








