Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

Uczestnicy demonstracji w Teksasie uznani winnymi aktów terroryzmu

Ława przysięgłych uznała w piątek czasu miejscowego ośmiu uczestników protestu w Teksasie winnymi aktów terroryzmu. Decyzja zapadła w następstwie lipcowej strzelaniny przed ośrodkiem dla imigrantów. Władze powiązały sprawę z antifą, czyli nieformalnym ruchem skrajnej lewicy.
Uczestnicy demonstracji w Teksasie uznani winnymi aktów terroryzmu

Autor: Adobe Stock

Jak podała agencja prasowa AP, federalna ława przysięgłych w Fort Worth uznała oskarżonych za winnych udzielania materialnego wsparcia terrorystom. Sprawa dotyczy incydentu z czwartego lipca ubiegłego roku przed ośrodkiem zatrzymań dla imigrantów. Jedna osoba została dodatkowo skazana za usiłowanie zabójstwa policjanta, który w trakcie zdarzenia został postrzelony. Proces trwał prawie trzy tygodnie.

Prokuratura przekonywała, że protestujący przybyli na miejsce wyposażeni w broń, kamizelki kuloodporne i sprzęt medyczny, co miało dowodzić przygotowań do aktów przemocy. Śledczy uznali te działania za celową taktykę antify, czyli zdecentralizowanego ruchu w USA, który deklaruje walkę z faszyzmem, często sięgając przy tym po radykalne i bojowe formy protestu.

Według oskarżycieli uczestnicy demonstracji byli wręcz zafascynowani konspiracją operacyjną. Obrona stanowczo zaprzeczała jakimkolwiek powiązaniom z antifą i argumentowała, że nie istniał żaden plan ataku, a demonstranci przynieśli broń wyłącznie w celach samoobrony.

Jak argumentowali oskarżyciele, były żołnierz rezerwy amerykańskiej piechoty morskiej, Benjamin Song, wezwał zgromadzonych do sięgnięcia po broń, a następnie otworzył ogień. Zranił porucznika policji, który zeznał przed sądem, że kula przebiła jego ramię i wyleciała przez szyję. Pozostałych oskarżonych uniewinniono od zarzutów usiłowania zabójstwa oraz użycia broni palnej.

Prokurator generalna Stanów Zjednoczonych Pam Bondi oświadczyła po ogłoszeniu decyzji, że to orzeczenie w sprawie terroryzmu nie będzie ostatnim, ponieważ amerykańska administracja systematycznie rozbija antifę i kładzie kres jej przemocy na ulicach. Z kolei krytycy procesu ostrzegają, że może on mieć dalekosiężne konsekwencje dla wolności zgromadzeń.

W opinii przedstawicielki organizacji prawniczej National Lawyers Guild, władze chcą zdławić obywatelski sprzeciw, a tego typu procesy pozwalają rządzącym sprawdzić, jak daleko mogą się posunąć w kryminalizowaniu protestów chronionych przez konstytucję. Dodała, że działania te mają na celu zastraszenie społeczeństwa, aby obywatele w innych miastach dwa razy zastanowili się, zanim zorganizują kolejne demonstracje.

Część oskarżonych już wcześniej przyznała się do winy i poszła na ugodę, w tym współpracę z prokuraturą. Grozi im do piętnastu lat pozbawienia wolności. Jednym z podejrzanych był Seth Sikes. "Czułem, że robię właściwą rzecz" – uzasadniał przed sądem swoje działania.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

 


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama