Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 29 stycznia 2026 17:28
Reklama KD Market

Po co mi ta szkoła?

Kiedy całkiem niepostrzeżenie nadchodzi połowa roku szkolnego, dość naturalnym zjawiskiem staje się przemęczenie i monotonia. Semestr i nauka zdają się trwać już tak długo, jakby nie miały końca, i choć jesteśmy bezpośrednio po przerwie świąteczno-noworocznej, to ciężko powiedzieć, aby młodzi ludzie rzeczywiście wracali do szkoły wypoczęci, zregenerowani i gotowi na nowe wyzwania.
Po co mi ta szkoła?

Autor: Adobe Stock

Wręcz przeciwnie, zamiast nowej energii, znacznie częściej pojawia się pytanie: „Po co mi ta biologia?”, „Po co mi plastyka?” i w końcu „Po co mi ta szkoła?”. Zarówno szkoła jako budynek, jak i cała reszta z nią związana jawi się jako uosobienie wszelkiego zła, a także bezproduktywnie i bezpowrotnie straconego czasu…
A przecież nie było tak zawsze. Mam takie spostrzeżenie, że choć szkoła potrafiła zmęczyć, uczniom kiedyś łatwiej było znaleźć sens chodzenia do niej i korzystanie z tego, co oferuje. Dziś chciałabym zaprosić Cię Drogi Rodzicu do przyjrzenia się szkole właśnie i temu, co może ona zaproponować uczniom.

Tam, gdzie pamięć nie sięga
Początków szkoły można upatrywać w długich dysputach o życiu i świecie prowadzonych w starożytnej Grecji między filozofami i ich uczniami, którzy z własnej, nieprzymuszonej woli i ciekawości świata, próbowali zgłębić wszelkie tajniki od tych, którzy wiedzieli więcej.
Kiedyś szkoła uczyła życia i walki, niejednokrotnie o to właśnie życie, przygotowywała wojowników, którzy byli silni, zdeterminowani i wytrwali w dążeniu do celów, choć nie zawsze te cele były ich prywatnymi – często bywały celami zbiorowymi.
Już sporo później w Polsce, której próżno było szukać na mapach świata, to właśnie szkoła stała się ostoją polskości. Oczywiście nie ta oficjalna, ale ta podziemna, która przetrwała i w której nauczyciele z narażeniem życia zaszczepiali młodym Polakom wspomnienia dawnej ojczyzny i nadzieję na wolność w przyszłości. To właśnie szkolne podziemie pozwoliło przetrwać nie tylko językowi, ale również i całemu narodowi, który nie tracił wiary i ducha walki, czytając między innymi Mickiewicza czy Słowackiego.

To, co obecnie
Dzisiejsza szkoła, choć systemowo bardzo podobna do tej z ubiegłego wieku, czy nawet dwóch, jest jednocześnie zupełnie inna. Dawne tornistry i eleganckie mundurki, a później fartuszki, zostały zamienione na pojemne plecaki i luźne, swobodne ubranie i tylko gdzieniegdzie, w szkołach prywatnych praktykowane są mundurki, ale już nie tak „dopracowane” jak kiedyś.
Praktykowana i twardo utrzymywana kiedyś przez nauczycieli dyscyplina (w rozumieniu: „porządek”) została dziś zastąpiona swobodnym podejściem, gdzie niekiedy można mieć poczucie, że uczniom wolno więcej niż nauczycielom. Oczywiście nie mówię tu o wszystkich szkołach i wszystkich nauczycielach, ale zdaję sobie sprawę, że niekiedy sytuacja staje się naprawdę trudna.
Co więcej kiedyś szkoła przygotowywała młodych ludzi do kolejnych etapów edukacji, a także zwyczajnie do życia, choć może lepszym określeniem byłaby praca. Współcześnie założenie jest podobne, ale w rzeczywistości system nie reaguje we właściwy sposób na zmiany zewnętrzne. Z jednej strony współczesny rynek pracy podlega radykalnym zmianom niemal co chwilę, a przynajmniej znacznie częściej niż w ubiegłym wieku, a co za tym idzie zmieniają się również wymagania kierowane do przyszłych pracowników, więc szkole jest zwyczajnie ciężko nadążyć. Z drugiej strony powszechność dostępu do Internetu sprawiła, że młodzież żyje niejako w dwóch równoległych światach, z których ten wirtualny mocno wpływa na możliwości funkcjonowania młodych ludzi w tym rzeczywistym. Szkoła próbuje sprostać nowym wyzwaniom, ale skupia się raczej na walce z objawami „choroby”, zamiast szukać sposobu poradzenia sobie z przyczynami.

Oferta
Pomimo zmian, jakie zaszły w szkole przez wieki, z których niektóre były bardzo znaczące i ważne, a inne całkiem niepotrzebne lub przynajmniej niewystarczające, warto podkreślić, że szkoła jako instytucja wciąż może coś zaproponować naszym dzieciom. A co to może być?
W pierwszej kolejności warto podkreślić możliwości. Szkoła oferuje dosyć szeroki wachlarz możliwości poznania życia i świata ze względu na różnorodność przedmiotów je opisujących. Uczniowie zatem dostają szansę znalezienia czegoś, co będzie dla nich ciekawe, co będą chcieli dalej i mocniej poznawać i rozwijać.
Zainteresowanie konkretną dziedziną nauki ma szansę rozwijać się w dużej mierze dzięki nauczycielom, którzy pamiętają, że ich praca jest również swego rodzaju „misją”, która może rozbudzić żar miłości, a przynajmniej ciekawości danym przedmiotem. Ja w swoim życiu poznałam kilku takich wyjątkowych nauczycieli, dzięki którym wciąż kocham matematykę, ciekawi mnie historia oraz biologia.
Na koniec warto wspomnieć, że poza nauką, szkoła oferuje młodym ludziom również szansę rozwoju społecznego. Może nie zawsze wygląda to tak, jak chcieliby rodzice, ale już na tym etapie swojego życia dziecko spotyka się z różnymi charakterami swoich kolegów i koleżanek, podejmuje ,z kim będzie mu bardziej po drodze niż z innymi, a także konfrontuje się z wymaganiami nauczycieli, którzy zazwyczaj są nieco mniej pobłażliwi niż rodzice.
Szkoła była jest i będzie, ale jestem przekonana, że będzie również podlegać kolejnym zmianom, aby dostosować się do wymagań współczesności i realnych potrzeb młodzieży. Co z tego wyniknie? – Nie mam pojęcia i jestem bardzo ciekawa. Wiem jednocześnie, że wszystkie zmiany zależą również od nas, od tego jak będziemy się komunikować z nauczycielami, aby zmieniać szkołę na realnie lepszą dla kolejnych pokoleń.

Iwona Kozłowska

jestem pedagogiem, mediatorem, a także Praktykiem i Masterem Emotion NLP. Od 2006r. pracuję z dziećmi, młodzieżą, a także ich rodzicami, nieustannie poszerzając swój warsztat pracy.
Po godzinach natomiast jestem całkiem zwyczajną mamą, której również zdarza się nadepnąć na rozrzucone klocki, czy też mierzyć się z wyzwaniami pod tytułem: „Nie chcę jeszcze iść się myć!”, lub „Jeszcze tylko 5 minut…”
Moją wielką pasją jest odkrywanie i wspieranie potencjału jaki drzemie w każdym dziecku i w każdym rodzicu. Głęboko wierzę, bo widzę to na swoim przykładzie, że nawet mając dzieci u boku, można realizować swoje marzenia i cele. Jednocześnie, takim podejściem można „zarażać” swoje dziecko, następnie je wspierać, a później wzajemnie się motywować i czerpać ze swoich doświadczeń.
Prowadząc MamoKompas pomagam mamom sprawić, aby ich podróż wychowawcza była przyjemna, ciekawa i wzbogacająca!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama